Seksualne harce Henryki Krzywonos chłodnym okiem cynika

Seksualne harce Henryki Krzywonos chłodnym okiem cynika

psychologiaArtykuł z mediów mainstreamowych o seksualnych harcach Henryki Krzywonos, osoby o bardzo kontrowersyjnym życiorysie, był pretekstem do napisania tego felietonu. Poniżej link do tego artykułu:
Wyszkowski o seksualnych wybrykach Krzywonos. „Z kolejarzami w bocznej salce”

Zewsząd słyszymy nawoływanie ze strony dzisiejszych 40, 50, 60 latków i osób starszych od nich:
-„to młode pokolenie jest do kitu!”
-„to młode pokolenie jest po prostu głupie!”
-„to młode pokolenie to tylko kobiety-dupodajki i faceci-kurwiarze!”
-„O tempora, o mores
!”

Czy takie narzekanie jest uzasadnione? Czy starsze pokolenia mają do niego prawo? Ależ oczywiście że mają prawo, taka jest zresztą naturalna kolej rzeczy i nie nam ją kwestionować. Już tabliczki z hieroglifami ze starożytnego Egiptu (około 3000 lub 4500 p.n.e., nie pamiętam dokładnie) zawierają narzekania starszych, i przez to konserwatywnych kapłanów, na ówczesną młodzież. Już w starożytnym Rzymie starszyzna mawiała: „O tempora, o mores!” co znaczy: „co za czasy, co za obyczaje!„. To normalne, że człowiek na starość robi się konserwatywny, zgorzkniały. Głównie przez to, że jego organizm ogranicza biosyntezę DHEA, testosteronu i innych hormonów.

Ja nie zamierzam tego negować, kwestionować. Nie należy się kopać z koniem. Koło zamachowe życia, czy też „koło Samsary„, kręci się nieustępliwie, choć bardzo powoli, i odlicza czas ewolucji ludzkości w tysiącleciach. Podczas gdy my, ludzie żyjący niezwykle krótki czas na tym łez padole, odliczamy czas w sekundach. Ale zamierzam zrobić, czy raczej napisać, to co zawsze w takich sytuacjach. Napiszę to, co jest pomijane w oficjalnym nurcie debaty publicznej.

Otóż jak przeczytaliście z obrazka – dzisiejsze wąsate pokolenie typowych „Januszy” i „Grażyn” (te dwa imienia nie są lubiane przez internautów, nie wiem czemu) wcale nie jest takie święte, purytańskie i konserwatywne, za jakie się podaje. To są dzisiejsi 50, 60 latkowie, rodzice pokolenia boomu demograficznego z lat 70 i 80. Dziś na przyjęciach, spotkaniach rodzinnych itp itd, to pokolenie poucza nas, młodych, i często na nas narzeka. Często używa zdań, które wymieniłem na początku, nieraz słowo w słowo.

Czy ma ku temu podstawy? Owszem, ma, bo jak już wspomniałem na początku felietonu, taka jest naturalna kolej rzeczy. Z tym, czy taka naprawdę jest prawda? Prawda jest wielowymiarowa, rzeczywistość jest wielowymiarowa. Ma strukturę hologramu. To bardzo komplikuje ogląd sytuacji niemal w każdej dziedzinie. Bo nasze umysły / mózgi mają za małą moc obliczeniową, by ogarnąć nieskończone skomplikowanie całości. To dlatego właśnie wymyśla się ideologie, modele światopoglądowe itp – by UPRASZCZAŁY i dawały bezpieczną iluzję rozumienia.

Ale do rzeczy. Otóż dzisiejsze pokolenie 40, 50 i 60 latków wcale nie jest takie święte za jakie się podaje. Pamiętajmy, że ludzie Ci dorastali już po roku 1968, który był globalną (r)ewolucją, jeśli chodzi o obyczajowość i seksualność. Zmiana ta może być dziś oceniana jako niekorzystna i zła w pewnych aspektach, ale była ona konieczna. Owszem, za czasów ich młodości, ba, jeszcze w surowych latach 90-tych, normy społeczne były znacznie bardziej restrykcyjne.

Ale jest to pierwsze pokolenie, które smakowało i zachwycało się tym, co dla naszego pokolenia jest codziennością. Były prywatki, był rock ‚n’ roll, czy też muzyka big beat. Zaczęła się formować warstwa społeczna zwana MŁODZIEŻĄ której zaczęto pozwalać na coraz więcej. Wszak: „młodość musi się wyszumieć„, prawda? Kolektyw robotniczo-chłopski miast i wsi, wraz z industrializacją i urbanizacją kraju, zamieszkał w olbrzymich metropoliach. Blokowiska rosły jak grzyby po deszczu. A dzieci robotników i chłopów, ruszyły na podbój liceów, a potem uczelni wyższych.

A to nieuchronnie niesie ze sobą pewne oczywiste konsekwencje. Prywatki na stałe zagościły w mentalności młodych. Alkohol lał się dosłownie strumieniami. Dzisiejsze pokolenia nie mogłyby tyle wypić, bo po prostu by padły. Każde pokolenie jest w końcu słabsze od poprzedniego. A mówimy o czasach głębokiego PRLu, gdzie wódka, a nawet 70% bimber, był pity już o 6 rano, przed pracą, i to CAŁYMI SZKLANKAMI. Także do pracy zabierało się przynajmniej piersiówkę bimbru bądź chociaż „ćwiarteczkę” wódki. Potem pito po pracy i w końcu „na sen„.

Także jeśli chodzi o seksualność, następowały zmiany. Pamiętam z opowiadań ciotek, że za czasów ich młodości dziewczyny-studentki, które na parapetówkach masowo „zaliczały” facetów, nazywano „meserszmitami„. Messerschmitt to model szybkiego, niemieckiego samolotu, stąd się wzięła ta nazwa. Prawda jest taka, że niejednej dzisiejszej 20-latce szczęka by opadła do kolan, gdyby dowiedziała się jakie solidne harce wyprawiało pokolenie jej rodziców i pokolenia starsze. Niejeden dzisiejszy 20-latek wręcz zzieleniałby ze wstydu, gdyby się o tym dowiedział.

Słyszałem różne tego typu dziwne historie. Nie ma sensu ich tutaj pisać. Ale proszę dzisiejszych 20 i 30 latków, by spróbowali sięgnąć pamięcią w przeszłość. Do czasów, gdy ich rodzice mieli te 35, 40 lat, i nie byli jeszcze tacy konserwatywnie skostniali. Na pewno takie historie i anegdoty, opowiadane śmiechem żartem przez rodziców i rodzinę Wam się przypomną.

Pamiętajmy o tym, jakie cele ma tzw „matka natura„. Ja nie używam tej nazwy, używam raczej nazwy „Rdzeń„. Głównymi celami gatunków / istot powołanych do życia na tym łez padole, są więc: rozmnażanie, gromadzenie zasobów, ekspansja terytorialna. My także bardzo ściśle podlegamy tym i innym programom ziemskiego „rdzenia„.

Pisałem o tym kilka razy:
Kontrowersje: pożytki z omijania tabu [+18]
Walentynki? Uwaga na komedie romantyczne, to toksyczne wzorce dla psychiki!
Konserwatyzm to ślepa uliczka. Wszyscy korzystamy z rewolucji obyczajowej
Konserwatyzm to największe kłamstwo świata

No i natury nie obchodzą wariacje ludzkich, konserwatywnych umysłów. Natury nie obchodzi katolicyzm, purytanizm i niepokalane poczęcie NMP. Musiała więc tak zaprogramować człowieka, by ten w młodości miał silne parcie na seks, i co za tym idzie – na rozmnażanie. Stąd już starsi, bardziej przytomni ludzie mawiali: „krew nie woda„. Natura wymyśliła więc potężną armię – hormony, neuroprzekaźniki, emocje, odczucia. Tym wszystkim zawiadamia, zarządza twór zwany podświadomością. Czy teorie szalonych, purytańskich umysłów o cudzie ukrzyżowania i niepokalanego poczęcia, mają jakiekolwiek szansę przeciwko tej potężnej armii? W większości wypadków wygra i tak natura.

I teraz chyba najważniejsza część felietonu i tego, co chcę Wam przekazać. Zadaniem każdej elity, każdej władzy (świeckiej i duchownej) od zarania dziejów, było poskromienie tej niezwykle chaotycznej, pierwotnej, naturalnej siły. Przecież, za przeproszeniem, ludzie nie mogą się pieprzyć jak króliki non stop i każdy z każdym.

Dlaczego? Gdyż:
-ktoś musi karnie wychowywać i zajmować się poczętymi w dziećmi, w rodzinach. Ktoś musi wychowywać je na idealnych wiernych, obywateli, podatników, żołnierzy. Czyli na bezmózgów. By państwo, religia i korporacje rosły w siłę i potęgę;
-cywilizacja musi się rozwijać, trwać, musi być produkcja, rolnictwo, przemysł, praca. By żyło się lepiej (ale tylko i wyłącznie elitom), by zawsze starczyło im na ośmiorniczki i luksusowe trunki;
-nieokrzesane, barbarzyńskie żądze tłumu to nie tylko seks. Popatrzcie co najlepiej się sprzedaje na szklanym ekranie (kino, TV). Nie tylko seks, ale też przemoc, i łamanie wszelkich innych tabu, np podczas reality showów. Musi istnieć kodeks norm, zasad, ustaleń, restrykcji, kar, który to będzie trzymał w ryzach. Owszem, bardzo często są to zasady wykluczające, niesprawiedliwe, okrutne. Ale pomyśl, jaka anarchia by nastąpiła, gdyby tych surowych zasad nie było. Setki tysięcy „jebiących policję” dresiarzy tylko na takie coś, w marzeniach, czeka. Gdyby tylko policja, prokuratura i armia jakimś magicznym zbiegiem okoliczności zniknęły, oni szybko zrobili by z Polski drugą Somalię czy Syrię.

To dlatego powstał konserwatyzm i purytanizm. Ponieważ jest on pożądany dla trwania nie tylko wąskiej grupy uprzywilejowanych, czyli elity, ale także dla całej cywilizacji. Także dla Ciebie, czytającego ten felieton (cokolwiek o tym sądzisz), i także dla mnie. Jednak daleki jestem od wychwalania konserwatyzmu i purytanizmu. Daleki jestem od pochwalania struktur monogamicznych i patriarchalnych. Ba, wręcz przeciwnie – jestem ich krytykiem.

Bowiem mamy pewien kłopot.. Ten system dotyczący relacji międzyludzkich (patriarchat, monogamia, purytanizm) rozpada się, chwieje się w posadach jak nigdy dotąd. Połowa młodych małżeństw w Polsce rozwodzi się. Popatrzcie też na statystyki zdrad. No i koronny argument – około 1/3 dzieci jest owocem zdrady kobiety, i jest wychowywana przez nic nie przeczuwających mężów. Fakty są takie, że pilnie potrzebujemy nowego systemu. Ale praktycznie nikt nie wie, jak taki system miałby wyglądać i jak należałoby go wdrożyć. No i oczywiście kolejna kwadratura koła – każdy system będzie miał swoje wypaczenia, niesprawiedliwości, tabu i liczne wyjątki, umożliwiające jego łamanie. Taka jest konstrukcja ludzkiej psychiki jak i „Rdzenia” całej planety – każdy system będzie wypaczeniem, dystopią. Ale to temat na osobny felieton, a nawet na książkę..

Większość młodych ludzi doskonale już zdaje sobie sprawę, że ludzkość nie jest gatunkiem monogamicznym. Jednak mało kto odważy się na to, by to tabu złamać w publicznej polemice. Przecież typowa 30-stoletnia dziewczyna, po wybawieniu się na Majorkach i Ibizach za wszystkie czasy, gdy szuka kogoś „na męża„, musi przedstawić się niemal jako święta. Ta sama zasada dotyczy mężczyzn. Czy któryś z nich przyzna się koleżankom-biurwom z pracy, że w weekendy „zalicza” chętne panienki, i wcale nie potrzebuje do tego uczuć? Nie, nie przyzna się. Głównie dlatego, że w oczach tych młodych biurw, byłby spalony i.. nie mógłby w przyszłości myśleć o „zaliczeniu” którejś z nich. Cóż za paradoks.

Na zakończenie, luźna refleksja i obrazek.

Tak wiele pytań, tak mało odpowiedzi. Tak wiele bzdetnych, lukrowanych obrazków z portali, tak mało psychologii ewolucyjnej. Portale społecznościowe, demotywatory i dziesiątki z stron z memami, zawierają dosłownie miliony obrazków o tym, jaki powinien i jaki nie powinien być „prawdziwy mężczyzna”. Samo pojęcie „prawdziwy mężczyzna” stało się swoistą paranoją milenijną naszych czasów. Co ciekawe, obrazków o tym jaka powinna być „prawdziwa kobieta” jest jak na lekarstwo, ale to zbędę dyplomatycznym milczeniem 😉

Większość z Was zna moje poglądy. Uważam, że 90% jeśli nie 99% tych cukierkowych, ociekających lukrem obrazków, robi wodę z mózgu nam, mężczyznom. Są bardzo szkodliwe, bo przedstawiają zupełnie nieprawdziwy obraz świata. Postanowiłem więc dorzucić swoją cegiełkę do konstrukcji prawdy, czego rezultatem jest poniższy obrazek:

konserwatyzm i purytanizm

Autor: Jarek Kefir

Czy uważasz moje artykuły za wartościowe? Za odkrywające coś więcej niż te w nastawionych zarobek i dezinformację mediach? Uważasz że wnoszą do Twojego życia coś pozytywnego? Możesz wesprzeć ideę mojej strony, jest to dobrowolne i nieobowiązkowe. Nie ma u mnie abonamentów, przymusowych prenumerat, cen za artykuły.
–Poniżej opisałem, jak to zrobić, link:
https://kefir2010.wordpress.com/wsparcie/

 

Advertisements

63 thoughts on “Seksualne harce Henryki Krzywonos chłodnym okiem cynika

  1. „ktoś musi karnie wychowywać i zajmować się poczętymi w dziećmi, w rodzinach. Ktoś musi wychowywać je na idealnych wiernych, obywateli, podatników, żołnierzy. Czyli na BEZMÓZGÓW. By państwo, religia i korporacje rosły w siłę i potęgę;”

    Czyli osoba pierdoląca się cyt „jak króliki non stop i każdy z każdym.” nie jest bezmózgiem tylko uduchowionym i wszechstronnie wykształconym bytem? xD

    „cywilizacja musi się rozwijać, trwać, musi być produkcja, rolnictwo, przemysł, praca. By żyło się lepiej (ALE TYLKO I WYŁĄCZNIE ELITOM), by zawsze starczyło im na ośmiorniczki i luksusowe trunki;”

    Twierdzisz że pierdoląc się cyt „jak króliki non stop i każdy z każdym” ludzkości żyłoby się na wyższym poziomie niż obecnie? xD
    Powiem ci coś o monogamii. Gdyby nie ona to na 80% byłbyś skazany na wieczne trzepanie kapucyna ew. gwałt na jednej z łani samca alfy, taka drobna przyjemność na osłodzenie bolesnej śmierci jaka by cię chwilę później spotkała 🙂 Monogamię może przy jako takim poziomie inteligencji krytykować tylko samiec alfa. Każdy inny w roli jej krytyka musi być durniem bo jak inaczej nazwać człowieka który podważa system bez którego nie miałby szans na seks? Chyba że pan Jarek jest takim alfą, lwem salonowym, biznesmenem/ korpo-dyrektorem, wytatuowanym mięśniakiem, specem od nls (jedno z tych albo więcej). Wtedy spoko, natomiast ja dziękuję kreatorom że dali 80% mężczyzn w tym mi szansę na spełnienie 🙂 Zresztą w świecie jakiego reklamę wyczuwam między wierszami to nawet bym nie chciał współżyć. Każdy stosunek to byłaby loteria z chorobą weneryczną w nagrodę, brrr.

    Lubię to

      • Ten argument „nie czytasz ze zrozumieniem” powinien być traktowany jak ad hitlerum 😀 Czego konkretnie niby nie zrozumiałem?
        Ostatnie akapity – nie sądziłem że jesteś darwinistą.

        Lubię to

    • ja tez tak mysle w dzisiejszym swiecie chorob i fochow samic alfa tylko monogamia z fajna zdrowa zonka, 20000 lat temu jak yahwe i jego rozsypywanej broni biologicznej tj np chorob wenerycznych jeszcze nie bylo i ludzie byli zdrowi jednej rasy to kazdy z kazdym mialo sens, dzisiaj – i tu sie z toba zgadzam, uczestniczenie w totolotku a nawet wenerycznej rosyjskiej ruletce to igranie ze zdrowiem a nawet ze smiercia, a seks w ogumieniu to nie seks

      Lubię to

  2. Tak żywotne, dotyczące każdej osoby ludzkiej trudne tematy, wymagają kultury, ogłady i ludzkiego języka. Problem zwierzęcości natury ludzkiej, w Boskim przekazie, z którym każdy człowiek powinien zapoznać się – w Starym Testamencie przedstawiony został w legendzie Kaina i Abla. Nic nie ofiarujący Stwórcy ze swojego życia, korzystający jedynie ponad miarę z darów Natury, Kain – popadł w nieprawość i stał się mordercą. W takim przypadku, ostrze zbrodni Kaina, jak i kainowych dzieci, zawsze skierowane jest przeciwko bratu (bliźniemu), który pierwszy pada ofiarą wszelkiego dostatku. Abel, brat (bliźni) Kaina, ofiarował Stwórcy swoją zwierzęcą naturę i Bóg ją przyjął, czyli że oczyścił skażoną naturę Abla. Nie ma, bo nie może być, w tym świecie dostatku, przepychu, nadmiaru i bogactwa – bez zbrodni. Dlatego w Nowym Testamencie, Jezus Chrystus naucza: wszystko co masz w nadmiarze – idź i rozdaj ubogim, abyś zdjął z siebie piętno nieprawości, które wyklucza Cię z grona zbawionych. Jednocześnie Chrystus oznajmił: nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, ale tych którzy po zabiciu ciała przejmują władzę nad duszą i maja moc jej uśmiercenia. Wszystkim, występnym ludziom na świecie, posługując się metaforą jawnogrzesznicy, Chrystus dał też i taką radę: Idź i nie grzesz więcej.

    Lubię to

    • Leszek, ty to lepiej przestań głosić te nawiedzone mity żydoskie, bo masz spaczenie i próbujesz być świętszy od papieża w tej kaznodziejnej propagandzie. Jezus też facet był, lubił sobie podupczyć zdrowo, a że obracał się w nizinach społecznych to Maria Magdalena była jego kochanką, tylko pedofile mizogini z Vaticanu temu przeczą.

      Lubię to

      • Sanctus Diavol skomentował mój wpis, bez dokładnego, rzeczowego i wnikliwego zapoznania się z jego treścią. P.s. Znajomość mitów, np. greckich – świadczy o oczytaniu i obyciu człowieka; nie ma więc czego się wstydzić. Nie dotknąłem urzędu Papieża, który to majestat rządzi państwem a nie moim sumieniem. Chrystus jest Synem i z Ojcem stanowią Jednię. Ojciec jest Miłością doskonałą, stąd Jezus Chrystus nie potrzebuje zniżać się do poziomu ludzkich chuci i namiętności. Człowiek, który przyjmie naturę Jezusa Chrystusa, z czasem upodabnia się do Niego.

        Lubię to

    • Powiem tak:gdyby nie było społecznych norm i nakazów dotyczących małżeństwa nie rozwinęłaby się dotąd żadna cywilizacja:)Pomyślcie:mężczyźni radośnie bzykaliby wszystko,co się rusza bez żadnych zobowiązań.Kobiety byłyby zostawiane same na pastwę losu ze swymi dziećmi nie majac żadnego oparcia ni ochrony.Nikomu nie opłacałoby się pracować,budować domów bo i po co,skoro nikt by nie musiał się o nic i nikogo troszczyć.Małżeństwo jest korzystne bardziej dla kobiet.Choćby dlatego,ze mężczyzna chcąc opuścić żonę i swoje dzieciaki ma wobec nich zobowiązania prawne.Ale moim zdaniem jest też korzystne dla mężczyzny,zakładając oczywiście,że kobieta go szanuje i o niego dba.
      Jeśli chodzi o monogamię to oczywiście nie jesteśmy monogamiczni.Ludzie sobie z tym różnie radzą,jedni zdradzają,inni sie rozwodzą.
      Moim zdaniem nie było od tysięcy lat pokolenia,które by nie szalało ,nie bawiło się i nie łamało seksualnego tabu.Tak było w starożytności,nawet w średniowiecznej Europie ludzie wcale nie byli tacy święci:w razie gzrechu się wyspowiadali i tyle;)Pełno dziewczyn zachodziło w ciążę bez ślubu ,udawały cnotliwe w noc poślubną(tak,były na to sposoby,np.używały pęcherza wypełnionego krwią,że niby jest z niej taka dziewica itd.):))Powiedzmy sobie tak:wśród ludzi dobrze ma się zasada,że można wszystko byle dyskretnie;))
      I jeszcze jedno:nie każdy jest libertynem,nie każda kobieta lubi zaliczać facetów.Ludzi są miliardy i każdy jest inny.Jak świat światem rodziły się osoby bardziej czy mniej rozrywkowe.A jeśli pani Krzywonos lubiła się pokochać z kimś tam to niech jej pójdzie na zdrowie;))

      Lubię to

      • No właśnie o tym pisałem w felietonie 🙂 Gdyby nie te normy i inne konstrukty na które często narzekamy, to nie byłoby możliwe trwanie jakiejkolwiek cywilizacji. Nie byłaby możliwa ewolucja ludzkości. Bo większa empatia zawsze wiąże się z większym postępem technologii i nauki. Wszystko ma dwa oblicza.
        Faktem jest jednak, że teraz szala zaczyna się za bardzo wychylać w stronę kobiet, szczególnie w młodszym pokoleniu.

        Lubię to

        • Tak,to prawda:)Szala przechyla się w stronę kobiet.Z jednej strony to cudowne zjawisko,że kobieta w końcu może byś niezależna ale z drugiej strony „wszystko ma dwa oblicza”i czasem współczuję młodym mężczyznom:)Czas pokaże,jak to się wszystko dalej potoczy.

          Lubię to

      • Powiem więcej , kochając się , sprawiamy sobie wzajemnie przyjemność . Kłócąc , nawet udając , że jest to kulturalna wymiana zdań , ranimy się ……dzielimy na lepszych mądrzejszych itd ………….boję się napisać świętszych .
        Bo chyba nie o to w życiu chodzi by być świętym lecz szczęśliwym 😉

        Lubię to

  3. Ona zapala świeczkę,ale nie wie dlaczego.
    Chce mnie uratować, ale ja ledwo żyję.
    Moja dusza jest spragniona. Po prostu chcę się naćpać.
    Chcę żeby odeszła.

    Teraz uderzam w ścianę a ona błaga mnie żebym przestał,
    ciągnie mnie do kościoła ale boję się wejść
    tracę głowę,bo ona chowa wszystkie moje kłopoty
    Ona nie chce odejść.

    Wszystkim o co ją proszę to
    módl się za mnie
    Bo ja nie chcę.
    Módl się za mnie
    jeśli mnie kochasz.
    Skrzyżuj swoje serce i nadzieję,żebym nie umarł przed najlepszymi dniami mojego życia.
    Módl się za mnie dzisiejszej nocy.

    Przeciągnąłem się na łóżku które dla mnie pościeliła
    i ewakuowałem ją korowodem czarnych samochodów
    Ona przyciska biblię i jasne zaświadczenie zdrowia.
    Nie mogę sprawić by odeszła.

    Teraz uderzam w ścianę a ona błaga mnie żebym przestał,
    ciągnie mnie do kościoła ale boję się wejść
    tracę głowę,bo ona chowa wszystkie moje kłopoty
    Ona nie chce odejść.

    Wszystkim o co ją proszę to
    módl się za mnie
    Bo ja nie chcę.
    Módl się za mnie
    jeśli mnie kochasz.
    Skrzyżuj swoje serce i nadzieję,żebym nie umarł przed najlepszymi dniami mojego życia.
    Módl się za mnie dzisiejszej nocy.

    Teraz uderzam w ścianę a ona błaga mnie żebym przestał,
    ciągnie mnie do kościoła ale boję się wejść
    tracę głowę,bo ona chowa wszystkie moje kłopoty
    Wszystkim o co ją proszę to
    módl się za mnie
    Bo ja nie chcę.
    Módl się za mnie
    jeśli mnie kochasz.
    Skrzyżuj swoje serce i nadzieję,żebym nie umarł przed najlepszymi dniami mojego życia.
    (Módl się za mnie dzisiejszej nocy)
    Módl się za mnie

    ……………………………….
    ❤ …\m/^-^\m/… wspaniała Bogini w klipie, zwłaszcza pod prysznicem 😀 … zaprawdę powiadam, iż grzeszyć lubieżnie w imię miłości, to rzecz diabelsko święta 😛

    Lubię to

  4. Znam a autopsji pokolenie urodzone w drugiej połowie lat 60-tych. Z obszernych opowiadań pokolenie urodzone w latach 40-tych. Cóż….. Każde pokolenie ma swoje grzechy. Chodzi o skale ogłupienia i skrajnej niemoralności. Dzisiejsi młodzi ludzie już gubią się w wartościach, to moim zdaniem dość smutne pokolenie. Goni za kasą i przyjemnościami nie wiedząc już naprawdę co jest dobre a złe. Znam mnóstwo cudownych, mądrych młodych ludzi, jednak również znam mnóstwo takich co harują przez 5 dni, po to tylko, by przedawkować różne świństwa w sobotę i przespać niedzielę na kacu. Dlatego, choć w wielu kwestiach nie do końca zgadzam się z autorem blogu, to chylę czoła, gdy propaguje Pan abstynencję i nakłania do myślenia.

    Lubię to

  5. http://pistis.pl/maryja-kontra-boginie

    „Maryja pełniąca formę bogini (w zasadzie jedynej w kulturze chrześcijańskiej) jest niezwykle nieudaną formą żeńskiej boskości. Kult maryjny z oczywistych powodów nie możemy uznać za uzasadniony biblijnie. Całkiem jasne jest też to, że Maryja jest zapożyczeniem, synkretycznym przeniesieniem z kultów pogańskich, który nastąpił w trakcie chrześcijańskiej ekspansji (oczywiście kult maryjny zakwitł dopiero setki lat po Jezusie i nie znany był w żadnym razie pierwszym pokoleniom uczniów).

    To przeniesienie jest jednakże niezwykle nieudane. Chrześcijańska bogini utraciła bowiem wszystkie atrybuty kobiecości, energii, mocy i seksualności. Po pierwsze Maryja jest Dziewicą i to „zawsze Dziewicą”, jest całkowicie aseksualna – wszystkie wizerunki przedstawiają ją odzianą od stóp do głowy, pod jej ubraniem nigdy nie odznaczają się kobiece kształty. Właściwie to, że jest kobietą można wywnioskować jedynie poprzez zwykle delikatną, żeńską twarz i długie włosy. Twarz jej jednak jest zawsze bez wyrazu, no, może jednak nie do końca, często jest stękająco-płacząco-służebnicza.

    Bogowie i boginie, jak mi się wydaje, powinny być jednak wzorcem dla ludzi. Wzorcem lub odpowiednikiem. Jezus jest całkiem udanym wzorem, który można naśladować – jest przebojowym, silnym i pewnym swego mężczyzną, w dodatku mądrym, a jednocześnie wcale nie powściągliwym. Ma moc, a jednocześnie ma w sobie też łagodność, miłość, uczucie. Ma też ideały. Staje w obronie słabych, jest gotów na najwyższe poświęcenie. Mąż, ojciec, partner, który naśladowałby Mesjasza z pewnością byłby godzien podziwu i miłości. Nawet bluźniercza fantazja Jezusa jako kochanka myślę, że dla kobiet mogłaby być podniecająca. Zresztą insynuacje (wcale nie wyssane z palca, lecz oparte na pewnych źródłach) dotyczące związku Jezusa z Marią Magdaleną wskazują, że taki wariant jest atrakcyjny intelektualnie i duchowo.

    Proszę sobie jednak wyobrazić Maryję, te czczone wyobrażenie, jako matkę, żonę, a już nie daj Boże jako kochankę! Spójrzmy na obrazek powyżej. Izyda jest karmiącą matką, pełną naturalnego macierzyństwa. Ma piersi na wierzchu, bo jest kobietą, matką z krwi i kości! Natomiast Maryja Zawsze Dziewica i prawie zawsze Bolejąca paradoksalnie nie zna bólów porodowych, nie wie nawet jak dochodzi do zapłodnienia, a jej ciąża…no właśnie, czy istnieje jakiś wizerunek Maryi w ciąży? Albo czy jest gdzieś mowa o jej bólach porodowych? Co z innymi dziećmi, jak na matkę przystało? Tylko jedno i to cudownie poczęte i nie sprawiające żadnych problemów?

    Maryja jest tylko połowicznym archetypem bogini matki, a już w ogóle nie posiada cech bogini płodności.

    Oto wizerunek prawdziwej bogini matki! Tym razem w wersji greckiej Gai

    Wróćmy do kwestii kobiecej seksualności. Maryja ma całkowicie usuniętą sferę erotyczną. Ktoś ją „farmakologicznie” pozbawił libido. Może to przez te kadzidła???

    Maryja jest najgorszym możliwym wzorcem dla żony lub kochanki jaki mógłby sobie wyobrazić zdrowy mężczyzna! Nie chodzi nawet o sam akt seksualny (nie bluźnijmy zanadto), no ale wyobraźmy sobie kobietę naśladującą Marię w codziennym życiu. Co można z nią robić? Chyba tylko klęczeć, klęczeć, płakać i stękać, no najwyżej w święta wypić kawusię i prześcigać się w kurtuazji: „proszę Ciebie bardzo”, „dziękuję Ci uprzejmie”. Jednym słowem…gorzkie żale. No spójrzmy

    Inaczej jest z Izydą, chce się wpaść pod jej skrzydła i frunąć z nią w przestrzeń

    W Nowym Testamencie i szeroko w Tradycji występuje porównanie w którym nowym Adamem jest Jezus a nową Ewą jest Maryja. W przypadku Adama i Jezusa jest to sensowne i jasne, ale w jaki sposób Ewa, małżonka Adama, „matka wszystkich żyjących”, jego kochanka, ba, erotyczna kusicielka, staje się jego własną matką? Kochanek, który sprzeciwił się prawu Boga, idąc za głosem pożądania, za swoją „boginią” Ewą, wyciągnął owoc gnozy, teraz wraca do mamusi!? Nie, my na to nie pójdziemy…Za Nową Ewę możemy uznać co najwyżej Marię Magdalenę, jego „towarzyszkę”, którą „kochał bardziej niż innych uczniów i całował ją w jej…”, jak podaje Ewangelia Filipa.

    Maryja Dziewica, Najświętsza Panienka przypomina boginię mądrości i wojny – Atenę, która także nie ma żadnych konotacji seksualnych. Tyle, że Maryja znów wydaje się częściowo obdarta, uboższa. Jest Ateną bez włóczni i hełmu. Chociaż z pewnością rekompensują tę stratę np. Krzyżacy, którzy mordowali pod jej imieniem, wszak Zakon Krzyżacki, to w istocie Zakon Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie.

    No właśnie. Maryja jest Najświętsza. Tak właśnie jest przedstawiana. Jako nieskazitelna i maksymalnie świetlista. Gdy o niej myślę wydaje się być całkowicie oderwana od Ziemi, jest bezpłciową, aseksualną zjawą, unoszącą się nad powierzchnią ziemi i promieniującą blaskiem, a z jej ust wydobywają się słowa „odmawiajcie różaniec”. Dobra, wyluzuj nasza mamuśko, daj nam żyć.

    Jako podsumowanie mogę tylko wezwać: Dawni Bogowie powstańcie z martwych! Powstańcie boginie, różnorodne bogi! Wasze bogactwo, pełnia życia i przygód, energia, moc i płodność niechaj powstaną! Dość już jęczenia i boleści, dość umartwiania, krzyża, smętów patriotyczno-kościelnych!

    My chcemy radości i pokoju, ciepła i swobody! Niechaj leje się wino, niechaj kobiety będą płodne i chętne, a mężczyźni odważni i bohaterscy!

    Pogrzebano bogów wraz z całą różnorodnością, pluralizmem, całą symfonią barw, która odpowiada tak różnym stanom ducha i emocji. Lecz oni ciągle żyją, w świecie fantazji, w literaturze, sztuce, mogą dalej nas pobudzać jako żywe archetypy. Inspirować. Daliśmy się zniewolić boleścią i beznadziejnością. Duchowość to cierpienie, życie to znój, a wszyscyśmy nadęci i ubrani w garnitury tracimy życie na niewolniczej pracy i beznadziejnych rozrywkach. Żyj jak bóg, a nie jak bolejący, cierpiący niewolnik, odmawiający na kolankach swój powszedni „różaniec”, w uniżeniu wobec doktryny, systemu, bożka i tej nędznej, niskiej moralności.

    Maryjo daj już nam spokój. Niechaj żyje nasza słowiańska Dziewanna, bogini miłości! Chwała Tobie, o Afrodyto i Tobie Demeter! Gajo, wychowuj nasze dzieci! Walkirie, witajcie dusze nasze! Lilith zamieszkaj w małżeńskich łożach! Lakszmi zsyłaj nam dobrobyt i powodzenie! Izydo otaczaj nas opieką!

    BOGINIE. W kolejności, od lewej, od góry: „Hermes i Afrodyta” (obraz Jana Styki), Lilith, Walkirie, Dziewanna, Lakszmi, Izyda.”

    Lubię to

    • „a jej ciąża…no właśnie, czy istnieje jakiś wizerunek Maryi w ciąży?”

      Daleko wizerunku brzemiennej Maryi nie trzeba szukać – jest w Gdańsku-Matemblewie, co więcej, jest tam nawet całe sanktuarium Matki Boskiej Brzemiennej, całkiem duży obiekt http://www.matemblewo.pl/

      Lubię to

  6. Wybacz jej
    Bo nie wie,
    Co czyni…

    Krzyż na ścianie jej sypialni.
    Popadnie ona w niełaskę.
    Obraz płonący w jej umyśle
    I pomiędzy jej udami

    Umierający Bóg-człowiek pełen bólu.
    Kiedy dojdziesz znów?

    Przed nim błaga by służyć lub zadowalać
    Na twoich plecach lub kolanach

    Nie ma przebaczenia za jej grzechy.
    Woli karanie?

    Czy chciałabyś cierpieć wiecznie
    Czy wewnętrznie?

    Ah

    Za jej żądzę
    Spłonie w piekle
    Jej dusza będzie średnio wysmażona

    Wszystko poprzez masową
    ręczną stymulację
    Zbawienie

    „Corpus Christi”
    Ona potrzebuje
    „Corpus Christi”
    „Corpus Christi”

    Ciało Chrystusa
    Ona potrzebuje
    Ciała Chrystusa
    Ciało Chrystusa

    Ona chciałaby poznać Boga
    Kochać Boga

    Czuć swojego Boga
    Wewnątrz niej – głęboko wewnątrz niej

    Ona chciałaby poznać Boga
    Kochać Boga

    Czuć, czuć, czuć
    Jej Boga
    Wewnątrz niej
    Głęboko wewnątrz niej

    Wewnątrz niej
    Głęboko wewnątrz niej

    Jezus Chrystus wygląda jak ja
    Jezus Chrystus
    Jezus Chrystus wygląda jak ja
    Jezus Chrystus

    Lubię to

  7. Jarku chyba konsultujesz się ze mną telepatycznie przed napisaniem każdego z artykułów.Co do „matki natury” która nas skonstruowała w taki a nie inny sposób -czułam że właśnie tak jest od najmłodszych lat(tak czułam-bo jeszcze nie mogłam wiedzieć).Potem tylko potwierdziłam swoje przeczucia obserwując rodziców,ludzi wokół mnie a przede wszystkim rówieśników, ale nie tylko.Dlatego prawie od zawsze jestem sama a jeżeli nie „sama” fizycznie to przynajmniej osamotniona, nie tylko jeśli chodzi o związki ale przede wszystkim ze względu na sposób myślenia ,bo przecież można z kimś „być” ale mimowolnie odczuwać psychologiczny ,swego rodzaju „duchowy dystans”. Dlatego, że od zawsze szukam w partnerze braterstwa dusz a jak wspomniałam o takiego „dziwaka” który by się zgodził z moimi spostrzeżeniami albo chociaż był otwarty na dyskusję i przedstawił swój logiczny kontrapunkt mając otwarty umysł jest cholernie trudno albo siedzi gdzieś w swoim cichym sanktuarium czekając na kogoś kto go uratuje .Z drugiej strony nie lubię się oszukiwać i robić komuś krzywdy,co mogłoby pozostawić zadrę na delikatnej psychicznej konstrukcji(sama przerabiałam) Tkwię tak więc trochę w niebycie.Myślę że natura która nie zważa i nigdy nie zważała na konsekwencje swojej „dzikiej kreacji” nie przewidziała że będą istnieć jednostki zbyt „Dobre” jak na realia tego świata i taka sytuacja będzie im przysparzać wielu cierpień.No tak ale coś takiego jak śmieszna wrażliwość to tylko błąd w systemie a w świecie zwierząt nie ma miłości.

    Lubię to

  8. Nowożytne czasy charakteryzuje powszechny, wstydliwy, brak mądrości, stąd tyle nieświadomych, błądzących i zranionych oraz cierpiących dusz ludzkich. Defekt ten, wielu stara się ukryć pod lawiną wyszukanego, naznaczonego znajomością tytułów, nazw i imion, słownictwa, które jest tylko surogatem prawdziwej wiedzy. Przyczyna takiego, nienaturalnego, patologicznego stanu rzeczy tkwi w upadłej, ułomnej, dalekiej od doskonałości, kondycji osoby ludzkiej, przenoszonej dziedzicznie, drogą płciową. Dzisiaj, ktoś taki jak Maryja, matka Jezusa z Nazaretu, dla wielu upadłych, zagubionych w materii, dusz ludzkich, jest nie do wyobrażenia i nie do zaakceptowania. Aby ogarnąć całą, materialno-duchową, sferę wiedzy i życia, potrzeba zadumy, refleksji, powściągliwości , pokory, dobroci, sprawiedliwości i mądrości, która nie jest domeną tego, materialnego świata – co nie znaczy, że materia jej nie podlega. Są istoty Boskie, tak jak Maryja, które przychodzą na ten, zagubiony, dostatecznie pogrążony w upadku, świat, nie z konieczności, ale z potrzeby niesienia, uwikłanym w sidłach materii, duszom ludzkim, pomocy, które same, o własnych siłach, nie byłyby w stanie z niej się już wydostać. Skala upadku ludzkości, za czasów Maryi, osiągnęła swoje apogeum, która to wiedza wymagałaby odrębnego omówienia, stąd nawet najbardziej doskonała istota ludzka, sama, poprzez własny przykład, nie była już w stanie wydobyć upadłej ludzkości z niewoli zepsucia. Stan taki trwa i będzie trwał nadal, stąd tylko te ruchy etyczne i religijne, które oparte są na przykładnym życiu swoich mistrzów, nie są już w stanie, pomimo niekwestionowanego z ich strony, wysiłku, zmienić istniejącego, wynaturzonego, stanu życia na Ziemi. Potrzebna była odkupieńcza moc Stwórcy, Pana Boga Wszechmogącego, Stworzyciela Nieba i Kosmosu, w tym Ziemi, który za pośrednictwem Maryi, dał Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, aby poszukujący dla siebie ratunku, zatracone dusze ludzie, otrzymały szansę wybawienia od zgubnych sideł materii, której złudnej oraz iluzyjnej fascynacji , idąc na zatracenie, najpierw uległy. Wybór należy do każdej osoby ludzkiej, ponieważ jest i pozostanie wolny, bezpośrednio nieprzymuszony.

    Lubię to

  9. „Kość-ół (kość jednoznacznie kojarzy się ze śmiercią) to instytucja burząca radość i wolność ludzkości, zamieniając je w poczucie winy, smutek, cierpienie. Otwieram oczy na prawdę o tym co tak na prawdę robi z nami kościół katolicki i jego wynalazki – np małżeństwo.”

    Lubię to

  10. http://www.eioba.pl/a/4zxj/malzenstwo-czyli-kastracja-duchowa-mezczyzny

    „No to wyobraziłem sobie tę jakże powszechną sytuację. Ciężko zasuwam u prywaciarza za ochłapy, styrany jadę na targ by kupić choinkę, przynoszę ją oczekując na pochwałę, ciepłe słowo, buziaczka od żonki i ciepłą zupkę a może i dupkę… a spotyka mnie krytyka, narzekanie, wykrzywiona w grymasie niezadowolenia twarz, jęki, sapanie, często łzy umęczonej obsługą automatycznej pralki raz w tygodniu połowicy.

    Śmieszne czy straszne?

    Wszyscy w radiu rechoczą – ale mi do śmiechu nie jest. Czuję się odrzucony, sponiewierany, w jakimś stopniu zeszmacony. Oczuwam frustrację, pełzającą rozpacz i bunt – nie mieści mi się w głowie, jak można potraktować tak drugiego człowieka? Nieludzka niewdzięczność i brak szacunku, gdy ja muszę udawać, że skarpetki w kratkę strasznie mi się podobają ósmy rok z rzędu. Gdybym je skrytykował, miałbym przechlapane – małżonka szybko uczy „swojego”, że krytyka się nie opłaca.

    Nie wolno, bo szlaban na seks, płacz i spanie w kuchni na podłodze. Pójdziesz do kolegi? Jakiego kolegi? Wszyscy się jej nie podobali, więc się ich pozbyłeś. A jak poradzisz sobie poza domem, skoro całą pensję oddajesz, dostając codziennie drobniaki na kawę z automatu? No i czy wyjdziesz, wiedząc że „Twoja” wie wszystko o Twoich grzeszkach, które jej w „tajemnicy” mówiłeś? Przecież w małżeństwie nie powinno być tajemnic, prawda? Więc chlapałeś jęzorem o wszystkim co Cię uwierało, a „Twoja” bardzo uważnie wszystkiego słuchała i zapamiętywała.

    Wkurzyłem się

    No i się wkurzyłem. W wyobraźni łamię choinkę i robię dziurę pięścią w drzwiach od toalety… ale zaraz, stój! Nie mogę! Jestem na łańcuchu kredytu mieszkaniowego, żona by zabrała dzieci do rodziców na dwa miesiące, wyłaby i płakała tygodniami że ją zniszczyłem i jestem potworem – w najlepszym przypadku. Bo mogłaby przyjechać policja, spałować mnie i założyć niebieską kartę (przemoc w rodzinie). Później sąd, rozwód z mojej winy, tracę mieszkanie a dla otoczenia jestem bestią, wcielonym złem które skrzywdziło drobną, kruchą kobietkę. Bez dzieci zaczynam popijać, tracę robotę… idę pod most. Tam już jest wielu takich jak ja, co zamiast się sztucznie zaśmiać, zareagowali jak facet, naturalnie i odważnie. Teraz żałują. Gdyby cofnąć czas, śmieli by się tak mocno, jak jeszcze nigdy w życiu.

    Muszę się zaśmiać jak wszyscy inni. Z czego? Z chamstwa i głupoty którą prezentują kobiety, a mu MUSIMY uznawać to za słodkie. Nazywajmy sprawę po imieniu. Brak wdzięczności, powiedzenia prostego „dziękuję” jest buractwem, chamstwem, PROSTACTWEM.
    Szefa szanuje, a męża? Nie. Bo nie musi.

    Ciągłe zmienianie zdania, spóźnialstwo, gadanie jednego by za chwilę zmienić zdanie, brak konsekwencji, wydawanie wszystkiego na kolejne szmaty w szafie, ciągłe obwinianie wszystkich za swoje porażki – to jest głupota, podłość, krasnoludyzm moralny, degeneracja, brak szacunku. Jakoś w pracy wobec szefa kobieta umie się nie spóźnić, być konkretna, uśmiechnięta, nawet czuła. Do mężczyzny któremu ślubowała wierność i miłość do śmierci – już nie. A dlaczego? Bo nie musi. Bo co jej zrobisz, gdy ona zachowa się podle? Uderzysz? Pójdziesz siedzieć, a tam prawdopodobnie będą Cię lać codziennie, może nawet gwałcić. Odejdziesz? Zostaniesz bankrutem bez niczego, życzę powodzenia w zaczynaniu od zera w polsce – dziecka także zbyt często nie zobaczysz.

    Dlaczego więc tolerujemy takie – nie wahajmy się użyć ostrego ale adekwatnego słowa – skurwysyństwo? Ponieważ kobieta zaspokaja nasze potrzeby seksu i potomstwa. Gdybyśmy nie odczuwali chęci kopulacji, po pierwszej akcji z której wszyscy się śmieją, wyrzucilibyśmy kobietę na zbity pysk z domu. Nie byłoby śmiechu, tylko kopniak na rosnący od genów i tarczycy (bo przecież nie od kilogramów słodyczy dziennie) tyłek. No ale jest słabszą (ha ha) płcią, więc nie możemy. Jest słabsza, bo mniej waży i nie ma mięśni jak facet. W takim razie goryle powinne rządzić ludzkością, ponieważ mają więcej mięśni niż Pudzian – zaraz, zaraz! Przecież są zamknięte w zoo! Czyli to nie mięśnie rządzą światem? A to niespodzianka!

    Mądry koleś

    Bogaty singiel. Facet, który często czyta „Kobietopedię” Kotońskiego, oddaje się refleksjom, przemyśleniom. Zamiast kierować się głosem tępego stada, woli wyłuskać z hałastry myśli wewnętrzny głos, który poprowadzi go przez życie. Koleś który rozumie jak to wszystko działa, więc nie chce się hajtać, nie chce mieć potomstwa – jeśli naprawdę nie czuje głębokiego pragnienia jego posiadania. Potrzeby seksualne zaspokajają koleżanki, kochanki i w smutne, deszczowe dni prostytutki. Ma spokój, ciszę w domu, robi to, na co ma ochotę. Po prostu ŻYJE.

    Ma czas dla siebie, na spełniania swych głębokich, duchowych pragnień, dzięki którym doświadcza niesamowitego spełnienia. Ma czas i przestrzeń, by przyjrzeć się samemu sobie, ocenić swoje życie, osobowość, rozwijać się, zrozumieć po co w ogóle żyje, jaki jest sens jego istnienia. Nie zadowala go jedzenie, spanie, wypróżnianie i prymitywne przyjemnostki.

    Tony pogardy i strachu

    I nie ma na świecie wagi, która zważyłaby tony nienawiści i pogardy, wylewanej na takiego człowieka. W oczach cuchnącej kiełbasą, cebulą i tanim piwem z biedronki tłuszczy, zawsze będzie gorszy – bo nie rozmnaża się, tylko ma czelność żyć dla siebie. To największy grzech dla stada baranów – żyć dla siebie. Masz żyć dla swych panów, księdza, rabina, imama, prezydenta, państwa, ulubionej firmy, swojej kobiety… ale dla siebie nie wolno Ci żyć. Twoja dusza pragnie spełnienia, ale masz zaspokajać pragnienia innych – bo tak! Bo nikt Ci nie podetrze tyłka na starość! Bo nie będziesz miał przyjaciół! Bo ludzie się od ciebie odwrócą!

    A potem zdziwienie, że na koniec życia człowiek brzydzi się samego siebie. Dzieci uciekły, chapnęły mieszkanie i oszczędności starucha, więc tyłka nie podciera nikt. Nie ma kto podać szklanki wody, bo golcowi nikt nawet po ryju nie chce dać. „Przyjaciele” pomarli albo oszukali, zerwali kontakty gdy przestał być im potrzebny. Został sam, bez niczego, chociaż miał mieć wszystko – i podtarty tyłek, oraz szklankę wody na starość. Wszystko co miał, oddał innym, bo myślał że coś z tego będzie miał – a swoje potrzeby uśpił, wygnał. Brzydzi się siebie, świata, życia, najchętniej przestałby istnieć. Ale póki sił w ciele nie brakło, pluł ile wlezie na tych, co chcieli żyć w porządku wobec siebie, wobec swych uczuć – a nie gnąc kark przed stadem baranów.

    Małżeństwo, czyli kastracja mężczyzny

    Małżeństwo tak cudownie opiewane przez poetów – jest kastracją mężczyzny wolnego duchem, światłego. Jest aktem uległości i kapitulacji wobec kobiety – która wyssała z mlekiem matki totalne jego wykorzystanie. Trochę przeżyjesz – zrozumiesz. Opisuję to bardzo dokładnie w swojej książce „Kobietopedia”.

    Lubię to

    • Sanctus jesteś mistrzem w wyszukiwaniu ciekawych tekstów, wypowiedzi. Że są ,,pasujące”, wręcz ,,tożsame”, a z drugiej strony oburzające, kontrowersyjne i uznawane za durne – to bardzo dobrze. One wszystkie pobudzaja do myślenia, do zastanowienia, wyrażenia swojej postawy wobec ludzkich myśli, które przytaczasz.
      I dzięki ci za to wielkie.

      Jako, że myśli wyrażać wolno, swojej też dam możliwość.

      Odnośnie powyższego tekstu, w którym pan wyraża niechęć a wręcz szkodliwość bycia z kobietą(ujmuję najprościej jak tylko można), proponuję temu panu i wszystkim, którzy podzielają jego traumę zaakceptować na prawdę życie bez tego ,,układu”, ale całkowicie. To na prawdę leczy zniewolony umysł.
      Bardzo cwanie i w zasadzie nijako pan z powyższego felietonu tłumaczy swoje potencjalne położenie, dając przestrogę dla przyszłych wyznawców religii nazwanej kobietą.
      No już taki z niego cierpiętnik- masochista, że umiejscawia wszystkich mężczyzn żyjących z kobietami w wielkiej czarnej dupie, z której go nawet kumple(też czarnodupni) w barze wyzwolić współczuciem nie mogą, bo tam się udać też nie może. No po prostu wilk wp …….ił uroczego, biednego czerwonego kapturka.
      Nie mężczyznę z krwi i kości, ale właśnie intelekt dziewięcioletniej dziewczynki – nigdy w tej bajce nie podano wieku, ale tak się domyślam 😀 😀

      Pan ,,felietonista” jawi mi się życiową, wygodną dupą, która liczyła, że świat wokół niego będzie mu wmawiał, że jest mężczyzną i to wielkim, wartościowym, podczas gdy on sam złoży swoje kilkadziesiąt kilogramów mięsa na sofie, do której podawać mu będą tace z winogronami. Moim zdaniem powinien ze swoimi żalami udać się z powrotem do mamusi, aby zawiązała mu szaliczek przed wyjściem z domu ( ,,tak chłodno syneczku, uważaj na siebie, och …”)

      Bodaj Prentice Mulford pisał o tysiącach kalekich trzydziestolatków chodzących po ulicach miast do czasu, aż im się szaliczek rozwiąże i kanapeczki od mamusi skończą. Jakkolwiek zawile przedstawiona przez nich złożoność świata zawsze w podstawie mieć będzie rozwiązany szaliczek i pustą torebkę po kanapce.

      Jeśli kobieta lub mężczyzna narzeka na swoją przeciwną płeć, to obnaża własne życiowe kalectwo sprytnie przykryte tysiącem słów, jak w powyższym felietonie.

      Sanctus, jeszcze raz dziękuję za ,,inspirację”, na bazie której mogłam wyrażać swoją myśl
      Dzisiejszą. 😀 Już jutro ja, podobnie jak każdy z nas maluje inne interpretacje, koncepcje, z goła odmienne. I to jest cudowne, że możemy tworzyć wciąż na nowo nasze pryzmaty, poglądy, w zależności od nieznanego, które spotkamy za zakrętem naszej drogi.

      A już całkiem pięknie jest, że istnieje ten blog.
      Blog, na którym czuwa nasz ,,cenzor” Admin Jarek. Szeroko pasmowa wolność wypowiedzi na tej stronie internetowej świadczy o wielkiej łebskości Admina, który, jak każdy z nas, ma swoje ,,klapki”, ale nie ogranicza nimi poglądów innych na zasadzie ,,masz myśleć podobnie jak ja, a jeśli nie to won!”.
      Przyznam szczerze, że ja czasami nie miałabym w sobie tak dalekiego stoicyzmu, który ,,baczyłby” jedynie na formę ścierania się poglądów forumowiczów, a nie utożsamiał się z nimi w sposób radykalny.
      Powyższe słowa są autentycznym podziękowaniem dla Admina, że wpisy wyrażające odmienne, czasem biegunowo skrajne przekonania mogą się tu znaleźć.

      Serdecznie pozdrawiam.

      Lubię to

      • hehe, Pani Krysiu, pani zdaję się być taka mądrą, nabyta doświadczeniem kobieta, ale gdy ktoś przełamuje stereotypowe iluzje na temat mitu odnośnie wiecznego szczęścia w miłości w związku z kobietą, to już prawda w oczy kole, i popada Pani w tendencyjny ostracyzm stricte feministyczny względem autora, którego de facto Pani nie zna, a ponoć nie ocenia się książki po stronie, na której zapisane są surowe mądrości, zrodzone z bolesny doświadczeń życiowych, które infantylne programy o „miłości” ów człowiek z merytorycznie kompetentnym znawstwem opisuje i inteligentnie demaskuje … zachęcam do poczytania większego zakresu wiedzy tego Pana 😉 … a że jestem miły i uprzejmy względem Kobiet, to się podzielę odnośnikiem, gdzie może Pani swoje horyzonty poszerzyć, bo mimo ugruntowanego światopoglądu, dużo rzeczy może Pani nie wiedzieć, z prozaicznego powodu – braku doświadczenia, i zawężonej obserwacji społecznych programów matrixowych, przenoszonych z pokolenia na pokolenie …

        http://www.eioba.pl/kommodus/articles

        …. zachęcam szczerze do lektur artykułów o szerokim zakresie tematycznym, gdyż są tam również uniwersalne pokłady wiedzy, które chociażby przez ciekawość warto sobie poczytać … pozdrawiam 🙂

        Lubię to

        • ,, … gdzie może Pani swoje horyzonty poszerzyć, bo mimo ugruntowanego światopoglądu, dużo rzeczy może Pani nie wiedzieć, z prozaicznego powodu – braku doświadczenia, i zawężonej obserwacji społecznych programów matrixowych, przenoszonych z pokolenia na pokolenie …”

          Oczywiście, Sanctus, że masz rację.
          Przy poszerzaniu swoich poglądów, które chcą nabyć bardziej obiektywnego, a może zgoła innego spojrzenia często występuje bunt jako niechęć oderwania się od zakorzenionych przekonań.
          Czasem te ostatnie bywają tak silne, ,,sprawdzone życiowo”, że trudno nam jest w ogóle początkowo zaakceptować coś innego. Przecież to logiczne, że można patrzeć tylko przez okulary swoich doświadczeń i wiedzy, które wydają się ,,najmądrzejsze” 😉 Dziś, aktualnie – co podkreśliłam.
          Każdy z nas, jak to zauważył kiedyś Barra, pisze swoje opowiadanie. Poszerza jego treść, wprowadza nowe wątki w oparciu o wiedzę zdobytą od innych.

          ,, … popada Pani w tendencyjny ostracyzm stricte feministyczny względem autora, którego de facto Pani nie zna, a ponoć nie ocenia się książki po stronie, … ”

          To fakt, że powinniśmy przy wyrażaniu swojej opinii bacznie uważać , aby oceniać jedynie słowa, a nie ich autora, ponieważ i on wyraża swoje myśli z jakiegoś własnego kontekstu życia, co wcale nie jest pełnym obrazem człowieka. Mało tego. Nawet, gdybym mogła kogoś oceniać, to zawsze podstawą będzie jego przeszłość. Nigdy stan obecny, ani przyszły, w którym możemy być już zupełnie innymi ludźmi.

          Bardzo ciekawą rzecz, Sanctus, poruszasz.
          A mianowicie zastanawiam się co w odbiorze informacji od innych ludzi powinno mieć dla nas priorytetowe znaczenie.
          Czy sama treść, którą przesiewamy przez sito własnych doświadczeń, czy ta treść powinna być odczytywana w kontekście przeżyć autora?
          Np. ktoś według mnie pisze(mówi) bzdury, ale kiedy poznam przeżycia, przejścia tego człowieka, natychmiast zaczynam rozumieć, przestaję się buntować, na zasadzie ,, no tak, ten człowiek nie mógł w obliczu swoich doświadczeń postąpić, powiedzieć inaczej. Należy go zrozumieć i mu wybaczyć.”
          Oczywiście nie mówię tu o konkretnym autorze. Ogólnie.

          Nie wiem, jak powinno się postąpić. Pewnie dlatego, że nie ma tu jednoznaczności.

          Może to brutalne, co powiem, ale czy przestępcom(przykład) należy wybaczać, puszczać w zapomnienie ich winy tylko dlatego, że w zasadzie tak ukształtowało ich środowisko, nie mieli pozytywnych wzorców, mają ,,zrytą” psychikę i to czego się dopuścili, było jednym ze sposobów na ich życie. Złagodzenie kary w tym wypadku nie znosi jej całkowicie. Może to niezbyt udany przykład, ale czyż nie jest tak, że osądzamy czyjeś zdanie surowo, bo nie znamy ,,okoliczności łagodzących”?

          Czy biorąc je pod uwagę nie wchodzi się właśnie w ocenę człowieka?
          Czy powinno się oceniać czyjeś zdanie, a z drugiej strony posiłkować się informacją o przyczynach takiego czy innego wywodu? A więc osądzać czyjeś słowa w oderwaniu od człowieka, który je wypowiedział, czy w świetle jego życia? Nie ma jednoznaczności.

          Tu na blogu staramy się odnosić tylko do tekstu, a nie do człowieka. Emocje czasem próbują przekraczać tę granicę, bywa to normalną ludzką słabością.

          Nie ma ludzi bez słabości, choć większość z nas uważa, że dotyczą one tylko innych. (co też jest słabością samą w sobie 🙂 )

          No widzisz, Sanctus, znowu dzięki tobie mogłam sobie porozmyślać. ( ,,przykleiła się baba, jak rzep do … “. Spokojnie, to ostatni raz 😉 )

          A czy mam rację, to już zupełnie inna para kaloszy! 😀 😀
          Czy racja jest najważniejsza? Nigdy nie ma absolutnej racji. Szczególnie wśród Polaków 😉 Znamy powiedzenie ,, gdzie dwóch Polaków, tam są trzy racje” 😀

          Serdecznie pozdrawiam.

          Lubię to

        • Sanctus przepraszam,że wtrące swoje trzy grosze, od jakiegoś czasu też czytam artykuły na blogu http://www.eioba.pl uważam ten
          blog jednym z ciekawszych w internecie,nie wszystko ze mną
          współgra,ale staram się wybierać te interesujące mnie.

          Lubię to

        • No i fajnie Paniu Aniu, po to wrzucam, żeby poszerzać horyzonty 😉

          http://www.eioba.pl/pamela-danuta/articles ta uduchowiona Pani, autorka felietonów mi tak troche profilem pasuje do Pani i Pani Krysi, zachęcam do lektury, bo tam duzo takich własnie kobieco sercowych podejść do życia i świata 😉

          Lubię to

  11. http://www.eioba.pl/a/4y1w/kontrola-emocji-wazniejsza-od-silki

    „Stworzenie bólu i danie chwilowej ulgi od niego

    Jeśli nie chcesz się tak źle czuć – skorzystaj z usług korporacji. Chrzty, bierzmowania, sakramenty, pogrzeby, śluby, kolęda, msza niedzielna, egzorcyzmy, msze święte, pielgrzymki… a wszystko kosztuje. Niestety, obca Słowianom religia rodem z pustyni, na mieczach niemieckich trwale zadomowiła się w naszym kraju. Wyrzucono bogów i wierzenia tej krainy, a zainstalowano nowego, żydowskiego boga. Kto nie wierzył był mordowany – i ludzie uwierzyli, a jaki mieli wybór? Napisano nam od nowa historię, stworzono sztuczną, fałszywą tożsamość narodu który rzekomo powstał wraz z nadejściem do nas chrześcijaństwa – właśnie to jest tym słynnym matriksem; żyjemy w napisanej dla nas rzeczywistości, stworzonej w głowach mądrych programistów mas ludzkich. To co zrobiło z naszymi pradziadami i łagodnymi wierzeniami chrześcijaństwo, to samo robi teraz islam. Wyrżnie wszystkich wierzących w stare wierzenia, a za cztery pokolenia młodzi Polacy będą uważali że Polska jest islamska i zawsze taka była. Pamiętajmy że historię piszą zwycięzcy, a nie pokonani – a my tą historią nasiąkamy, tworzy ona naszą tożsamość. Dlatego powiadam wam drodzy i krnąbrni czytelnicy – nasza tożsamość jest fałszywa, została wymyślona.­

    Kontrola emocji pozbawi Cię poczucia winy za urojone grzechy (nie są Twoje, zostały Ci wmówione od dzieciństwa), więc korporacja religijna nie będzie mogła Ci sprzedawać odprężenia od tych nieprzyjemnych uczuć, które przez powtarzanie latami wyćwiczyłeś. Dlatego mamy taki wysyp egzorcystów i straszenia diabłami. Im więcej afer pedofilskich i przekrętów finansowych naszych duszpasterzy wychodzi na jaw, tym więcej ludzi odchodzi z tej organizacji – więc nasila się straszenie, by ludzi strachem w niej zatrzymać. Bardzo wątpię by ktoś ukrywający pedofilię, miał moc wrzucenia mnie do piekła. Jeśli Bóg istnieje (wierzę w to), rozliczy nas za pracę nad sobą, za miłość którą w sobie wzbudzamy. Tam gdzie jest poczucie winy, nie ma prawa być żadnej miłości – tylko litość i strach, a te uczucia się wykluczają.

    Duchowość i osobiste poszukiwania

    Kościół nienawidzi duchowości, warunkuje swoich wiernych by widzieli tam zawsze Szatana, kojarzyli to z odruchem wstrętu i strachu – a tam można dowiedzieć się i doświadczyć bardzo dziwnych rzeczy. Najważniejsza z nich to ta, że świat duchowy to w terminologii duchowej świat astralny. Nie liczą się tam słodkie i ładne słówka które są wytworem człowieka, a emocje i uczucia. Im piękniejsze, tym w wyższej sferze się znajdujesz – im podlejsze, tym w niższe rejony wkraczasz, można je nazwać demonicznymi jak najbardziej. Są tam wszelkie okropieństwa, nie do opisania naszym językiem – można je też nazwać diabłami.­

    A co to jest poczucie winy, na którym operuje chrześcijaństwo? To nienawiść do siebie, a więc wyparcie się samego siebie oraz iskry Boskiej która jest w każdym z nas – według Jezusa grzech najcięższy. Jeśli Bóg nas stworzył, jesteśmy jego częścią – przecież był tylko Bóg i nic więcej, cała materia więc jest jego cząstką i inaczej być nie może. Mając w sobie poczucie winy, mamy energetyczną/astralną/emocjonalną/duchową łączność ze światem demonicznym – oraz jesteśmy bardzo skutecznie odcięci od Boskich, bardzo wysokich wibracji szczęścia, spokoju i radości. Kler w istocie jest organizacją diabła, niezwykle skutecznie zakamuflowaną ładnymi słówkami o byciu dobrym. Tylko jak być dobrym dla innych, kiedy się nienawidzi siebie?

    Skupianie na nieszczęściu daje nieszczęście

    Moim zdaniem Jezus był jednym z „przebudzonych”, mędrców którzy w jakiś sposób uświadomili sobie czym jest życie, oraz naszą prawdziwą, Boską naturę. Musiał dokonać czegoś wielkiego, gdyż zło stworzyło na jego wizerunku religię, czyniąc ludzi nieszczęśliwymi. Pokonane zło zawsze tak czyni – pastwi się nad zwłokami swych zwycięzców, przeinacza ich nauki w bardzo małym, subtelnym wycinku., ale wystarczającym do czynienia zła. Słowa Jezusa z NT są naukami ezoterycznymi, bardzo pięknymi – ale jak wystarczy do dzbana z mlekiem wrzucić karalucha, tak jedna mała zmiana niszczy smaczną całość. Moim zdaniem tym „karaluchem” była historia o ukrzyżowaniu, oraz nadanie jej takiego znaczenia, że była to ofiara za ludzi by czuli się winni, oraz by mieli świadomość że jak Bóg kocha, to zarzyna w imię jakich filozoficznych dyrdymałów. Nic tak nie odsuwa od Boga, jak świadomość że jego miłość zabija w męczarniach – tylko że to nie jest żadna prawda obiektywna, a historyjka jakich wiele. Nikt nie może za nas się ofiarować, każdy z nas ma pracować nad zmianą swego charakteru, swych emocji. Darmoszka nigdy nie była, nie jest i nie będzie szanowana, co widać, słychać i czuć.

    Jeśli znasz jakiegoś zagorzałego, naprawdę wiernego katolika, po czasie zauważysz że doświadcza w życiu potężnych nieszczęść. Są to niekiedy wielkie tragedie – które według nauk duchowych, sam do siebie ściągnął. Znam kilkanaście takich osób, z czego śmierć dzieci, rak i ciężkie, bardzo bolesne choroby są normą. Co w środku to na zewnątrz – co na dole, to na górze, a zdaniem Jezusa „nie ma nic ukrytego, co by nie zostało ujawnione” – czyli nasze emocje przyoblekają się w rzeczywiste stany umysłu, zdarzenia i choroby. Zdaniem buddystów umysł to klejnot spełniający pragnienia – i tak jest w rzeczywistości. Człowiek zafiksowany na poczuciu winy (każdy kto przeszedł kościelną tresurę wpajającą poczucie winy w młodości), żyje w stanie wewnętrznej wojny i nienawiści – który w rzeczywistości ukazuje się jako np. choroba bądź nieszczęście. Jeśli Twój umysł tkwi w cierpieniu, będziesz cierpiał – jeśli w radości, będziesz miał radosne życie.

    Wiara tworzy kaleków emocjonalnych, biznesmenów z pipidówy

    Prawdziwie wierzący katolik może być dobry tylko z pozoru, taki biznesik robi – dla nieba czy Boga którego się boi. Dobry z natury być nie może, ponieważ wstręt do siebie nie zrodzi piękna i miłosierdzia. To są tylko udawane i kalkulowane odruchy – zresztą wielki mędrzec Jezus, wyraźnie o tym powiedział w przypowieści o zbawionym, który nie wiedział że robi dobro. Nie wiedział! A katolicy dokładnie wiedzą kiedy robią dobro, gdyż robią to dla nieba po śmierci (przyjemność) i uniknięcia piekła (strach przed cierpieniem). W takim zachowaniu nie ma żadnej Boskości, tylko chytry i cwaniacki plan który nie wypływa z serca. Warto tu wspomnieć, że większość katolików to dobrzy, uczciwi i porządni ludzie – po prostu zostali poddani bardzo silnej propagandzie, zostali duchowo „zgwałceni”, odcięto ich od prawdziwego Boga za pomocą bajki o winie za śmierć Jezusa i grzech pierworodny. Ta akurat bajka głęboko wnika w człowieka, wpływając na jego życie w każdy możliwy sposób, co wiem po sobie – u mnie zostawiła zgliszcza duchowe, z których podnoszę się od wielu lat. Wiadomości z dzisiejszego dnia są manipulowane i przekręcane, więc myślisz że sprzed dwóch tysięcy lat mamy dokładny przekład tego co mówił Jezus? Niemożliwe. Moim zdaniem część to prawda, a część została zmieniona w zaplanowany, ściśle określony sposób. Akcja rodzi reakcję, więc chciano wywołać określone skutki – i udało im się.­­

    Księża (nic do nich nie mam, są jeszcze gorzej oszukani niż zwykli katolicy) straszą, że np. na seminariach „kontroli umysłu” Silvy, ludzie widzą demony. Oczywiście że widzą – przecież latami je tworzyli w swojej głowie, myśleli o nich ze strachem, a takie wieloletnie myśli nasączone emocjami nigdzie nie znikają. Medytacja jest procesem uzdrawiającym, więc wszelkie raniące nas sztuczne wyobrażenia demonów pojawiają się by zniknąć – jeśli tylko je obserwujemy, nie angażując się w pojawiające się obrazy i emocje. To nie demony, a nasze wyobrażenia pełne negatywnych emocji. Jeśli tyle lat czy dekad pakowano człowiekowi do głowy straszne rzeczy, one muszą nas opuścić – po potężnie zakrapianej prywatce także opuszczają nas górą i dołem przeróżne „demony”, co jest oznaką zdrowienia, walki organizmu z zagrożeniem. W końcu krzyż przed którym klękamy, to bestialskie narzędzie tortur i śmierci – trudno by taki horror na nas nie wpływał. Ludzie po horrorach w kinie nie śpią tygodniami, a co dopiero mówić o tej rzeźni którą ciągle widzimy w kościele? Na czołowym miejscu zwłoki Jezusa, zakatowane – po bokach droga krzyżowa, święci męczennicy zamęczone na śmierć. To wszystko wpływa na nas i nas niszczy, „programuje” na smutek i bezradność, rozpacz i wielką samotność – dlatego kościoły są moim zdaniem prawdziwymi świątyniami diabła. Zwykły satanizm z zaliczaniem metalówek i demolowaniem po pijaku nagrobków, to mały pikuś przy tym, co robi kler.

    Kontrola emocji w praktyce

    A jak ćwiczyć emocje? Wspaniałą rzeczą jest zwykła medytacja – czyli siedzenie w ciszy i koncentracja na oddechu. Z czasem pojawia się błogi spokój – im częściej go doświadczamy, powtarzamy, tym częściej za nim tęsknimy i go pragniemy. Za kilka lat stanie się jakby tłem naszego odczuwania, będzie z nami stale obecny w każdej chwili życia. Tu nie ma żadnej magii – po prostu emocje które powtarzamy, stają się coraz silniejsze i coraz bardziej odczuwalne. Kler robił to samo – tylko zamiast spokoju i miłości kreował w nas poczucie winy, strach przed Bogiem który gdy kocha, skazuje na bolesne tortury. To sadyzm a nie miłość.­

    Można udawać radość – uśmiechać się (sam uśmiech wyzwala endorfiny), śmiać, tańczyć. I nawet gdy jest nam źle i smutno, można ten stan wywołać gestami ciała. Po wielu, wielu powtórzeniach, będziemy uruchamiali czystą, spokojną radość samym aktem woli. Oczywiście to musi potrwać, przełamać stare wzorce które były powtarzane latami.

    Większy siusiak szczęścia nie daje

    Spokój i radość odczuwane coraz mocniej, nie mają nic wspólnego z wybuchami silnych emocji – są spokojne, stabilne, stałe, odczuwa się je „w tle” i nie sposób ich przegapić. Silne emocje to sinusoida – po nich zawsze przychodzi smutek i załamanie, jak po euforii narkotykowej czy alkoholowej dotykamy dna kaca.­

    Warto o tym poczytać w mojej książce „Stosunkowo dobry”, gdzie wszystko to zostało bardzo szczegółowo opisane i wytłumaczone. Wyćwiczyć można każdy pożądany stan emocjonalny – zależy to od naszego pragnienia i pracy. Jeśli to zrozumiesz, już nigdy nie nabierzesz się na cudzy płacz i narzekania – ludzie najczęściej cierpią, ponieważ zarabiają na tym (uwagę, przysługi, pieniądze) i jest to dla nich korzystne. Gdy im powiesz o zmianie siebie, najczęściej się zdenerwują i powiedzą Ci że to jakieś głupoty. No a co mają powiedzieć? Reasumując, kontrola emocji nie jest ich tłumieniem, a umiejętnością wzbudzania tych, które są Ci akurat potrzebne. Praca, praca i jeszcze raz praca nad sobą, a nie liczenie że szczęście da Ci kobieta, pieniądze, większy siusiak czy samochód.”

    Lubię to

  12. http://www.eioba.pl/a/4y70/rownosc-w-zwiazku-to-zawsze-dominacja-kobiety

    „Ludzie potrafią uzależniać się nie tylko od papierosów, wódeczki, narkotyków i jedzenia, ale także od własnego umysłu. Bardzo wyraźnie to zaobserwowałem, gdy miałem świetny humor (mam często) – pojawiał się gdzieś na obrzeżach umysłu lęk, że zaraz ktoś czy coś mnie zdenerwuje, a ja zacznę się tym martwić i odczuwać nieprzyjemne odczucia, np. pragnienie rozwalenia komuś łba czy użalanie się nad sobą. To jest utożsamienie własnego szczęścia z umysłem – i jak każde uzależnienie jest toksyczne, niebezpieczne, energochłonne i nieludzkie. Dlatego zawsze z dobrym humorem nadchodzi lęk i presja by go utrzymać – co zmienia cały proces w żałosny spektakl sztucznego nastroju zabawowego. Od kiedy to zauważyłem w sobie, umiem dostrzec to w ludziach – pod fałszywą wesołością zawsze się kłębi lęk. Nienaturalny wesołek który zawsze jest „happy”, zawsze będzie agresywny – załóż szczękę bokserską i sam sprawdź. Ten świat jest drapieżny z natury, tak został stworzony i nie mnie to osądzać. Silny zjada słabego, albo go przez całe życie wykorzystuje emocjonalnie, finansowo bądź pożera jego talenty i energię życiową. Jeśli tego nie wiesz, będziesz czyjąś ofiarą – jeśli wiesz, masz szansę żyć po swojemu, tak jak Ty chcesz a nie drapieżnik – który nie musi być brutalnym stworem, a miłym Panem z brzuszkiem w skodzie fabii.

    Równość dla mężczyzny to słabość

    Mężczyzna przez miliony lat był silniejszy niż kobieta, dominował nad nią – co było uważane za NORMĘ. Jeśli mężczyzna tylko dopuszcza możliwość równości, w tym samym momencie ustawia się jako słabszy. Dla mnie słaby mężczyzna to ktoś, kto nie jest przegrany – odpocznie, zregeneruje się, popracuje nad swoim charakterem, wzorcami – i będzie silny. Dla mnie i wielu facetów (np. ostrej ekipy z braciasamcy.pl, najlepsze męskie forum w Polskim necie) słabość to coś, co prosi się o przekucie w siłę. Każdy z nas przeżył straszne chwile w życiu gdy był słaby i bezbronny – zdarza się. Ja także miałem roczną depresję po rzuceniu mnie przez pewną Panią, żyłem w nędzy i nie radziłem sobie kompletnie z życiem, a do tej pory musze radzić sobie z nieprawdopodobnie przykrą chorobą, ponoć nieuleczalną. Wszystko da się zmienić, dlatego warto podejść do tego z uśmiechem i na luzie, nic nie trwa przecież wiecznie. Dla mnie słabość oznacza POTENCJAŁ do zmiany, bo tym właśnie jest słabość. Dlatego ja nigdy nie widzę w facecie frajera, nawet jeśli on sam w to wierzy. Nie ma żadnych frajerów, nie ma żadnych twardzieli – są tylko wzorce różnie oceniane przez daną społeczność, a przecież wzorce reagowania można zmieniać. Twardziel w reakcji na obrazę daje w ryja, frajer ucieka – różni ich tylko uwarunkowana reakcja. Można nauczyć lękliwego mężczyznę, by w obliczu zagrożenia wpadał w furię i się bił – jest to do zrobienia, ponieważ ja sam się tak uwarunkowałem. Przeistoczyłem się więc z frajera w twardziela, co jest tylko łatką którą się nakleja na człowieka, a przecież gdy uciekałem i gdy się stawiałem, byłem tą samą osobą. Niestety, społeczeństwo zupełnie inaczej to postrzega. Szczytem mądrości jest jednak uciekanie – ale bez poczucia bycia frajerem. Reagowania na zaczepkę jest uleganiem woli agresora, zrobieniem tego co on chce – i to jest właśnie frajerstwo. Jeśli napastnik mnie lży, to pragnie bym źle się czuł i zareagował w określony sposób – ale jeśli ja umiem się w takiej sytuacji czuć dobrze sam ze sobą, uznając że to nie ja, a bluzgający napastnik ma problem ze sobą – nie daję się zmanipulować, nie daję się „wyruchać” i grać na jego zasadach. Napastnik znacznie ciężej to przeżyje niż ciężkie pobicie – gdzieś w sobie odczuje, jak bezradną i obrzydliwą jest kreaturą. Jednak by tak się stało, musiałby trafić na kogoś kto autentycznie jest sobą, kto sam kieruje swoimi emocjami a nie śmieszkuje z napastnika w sposób sztuczny, a w środku wrze z gniewu.­

    Natomiast dla kobiety słabość to coś, co wzbudza pogardę. Podobnie jak dla nas pająk i wąż wzbudza obrzydzenie – chociaż w Polsce żaden pająk ani wąż nam nie zagraża – tak dla kobiet przez miliony lat słaby facet oznaczał biedę, śmierć potomstwa, najniższą pozycję w grupie. Dlatego jak ludzkość nauczyła się czuć wstręt do pająków, robaków i węży które atakowały z zaskoczenia (stres i strach przed nimi pozwalał nam je wcześniej zobaczyć i szybciej zareagować), tak kobiety wykształciły w sobie naturalną ochronę przed żałosnym, strasznym losem który dawał słaby, wrażliwy mężczyzna. Teraz taki facet może zarabiać i utrzymać rodzinę – ale przez miliony lat niszczył kobietę i jej marzenia o silnym, zdrowym potomstwie. Nie umiał zapolować na zwierzęta, nie umiał się bić z innymi samcami i skutecznie ich zabijać, więc długo nie pożył – zostawiając swoją samicę z dziećmi w głodzie i chłodzie, na pewną i brutalną śmierć.

    Słabość budzi w kobiecie obrzydzenie

    Kobiety BRZYDZĄ SIĘ słabych, wrażliwych facetów – jest to reakcja nieświadoma, której same nie rozumieją. Gdy je o to zapytasz, agresywnie zaprzeczą, powiedzą Ci że bredzisz i jesteś emocjonalnie niedojrzały. Kobiecy umysł lubi, ceni (bardzo modni są przyjaciele geje), ale emocje wiedzą swoje – a to emocje decydują o seksie i naszych decyzjach życiowych. Przy słabym mężczyźnie kobieta WYŁĄCZA seks – jest to prymitywny odruch obronny, tak jak przy uderzeniu w twarz kulisz się by zasłonić głowę (to trzeba przećwiczyć, by zupełnie inaczej reagować). A przy silnym – nawet draniu, rozpustniku i pijaku – uruchamia. Dlatego „zły facet” ma seks, a Ty, najlepszy przyjacielu kobiety, możesz co najwyżej zwalić przy jej zafajdanych majtkach które ukradłeś z jej kosza na brudną bieliznę. Taki Twój straszny los „prawdziwego przyjaciela kobiety”, oraz ironiczna puenta rozważań chłopskich filozofów o tym, czy między mężczyzną a kobietą może istnieć przyjaźń. Gdy mnie o to pytają, odpowiadam pytaniami jak mistrzowie z dalekiego wschodu – czy może istnieć przyjaźń między wilkiem a jagnięciem? Między politykiem PO a tępym wyborcą na niego głosującym?

    Dlatego gdy chcesz być równym kobiecie w związku, jesteś automatycznie słabszym, sam się kastrujesz – a gdy jesteś słabszy, kobieta zaczyna się Tobą BRZYDZIĆ i wyłącza seks, czego kompletnie nie rozumie ale szybko sobie dośpiewa wytłumaczenie – za mało pracujesz, za dużo pracujesz, jesteś za niski, jesteś za wysoki, kochasz za mocno, kochasz za słabo… itd. Ot i cała tajemnica. Ale masz szansę, nie wszystko stracone! Gdy kobieta się starzeje i traci atrakcyjność która jest dla niej całym światem, dostrzega że kawalerów wokół niej coraz mniej – wtedy zaczyna się szukanie desperata który utrzyma, będzie zasuwał i ochroni ją przed upokarzającym losem samotnej panny oraz drwinami „przyjaciół” i rodziny. Tylko i wyłącznie wtedy słaby facet ma szansę na seks, ale tylko by ją zapłodnić, a po ślubie wyłącznie w nagrodę i przy specjalnych okazjach, pod kołdrą. Niestety, dzieci najczęściej zostaną spłodzone przez innego – silnego i niepokornego mężczyznę – bo tylko taki sprawia że kobieta staje się mokra. Nigdy Państwa nie dziwiło, że kobiety histerycznie reagują na samą wzmiankę o testach DNA, mówiąc że bez zaufania związek nie ma sensu? A po chwili Twoja fanka zaufania sprawdza Ci komórkę, bo nie ufa i uważa że ma do tego prawo. Szalone, nieprawdaż? Kobieta nie chce testów dlatego, że moim zdaniem nawet jedna czwarta facetów w Polsce wychowuje nie swoje dzieci. I nawet jeśli kobieta Cię nie zdradziła a dziecko jest Twoje, ona dopuszcza myśl o zdradzie, dlatego brutalnie pacyfikuje każdą ideę sprawdzania czyje jest dziecko.

    Kobieta wyssała zdradę z mlekiem matki

    Kobiety mają „w genach” zdradę, bo przez miliony lat gdy śmierć samca przy polowaniu skazywała ją na śmierć głodową, dziecko z innym samcem dawało szansę przetrwania. Przetrwaliśmy jako rodzaj ludzki dzięki zdradzie i niewierności – dla nas to osobista tragedia, ale dla ludzkości to życie. Nieważne jakie kobieta ma zasady i co mówi – decyduje instynkt i emocje. A te zostały ukształtowane przez miliony lat brutalnej walki o przetrwanie. Dlatego kobiety zdradzały, zdradzają i będą zdradzać. Jedyne co może mężczyznę uchronić od zdrady, to bycie silnym, pewnym siebie i utrzymującym atrakcyjność i zazdrość oraz strach w partnerce, który ona automatycznie uruchamiającym się seksem zechce zmniejszyć. Jeśli się jej uda zmienić Cię w ciepłego,uległego Misia, seks się wyłącza a Ty żalisz się na forach internetowych, że przez dwa lata było dwa razy a przed ślubem codziennie. Jeśli się jej nie uda, ona będzie wypłakiwać się przyjaciółkom jaki jesteś zły, ale będzie cały czas pobudzona seksualnie, a w sypialni będzie dynamit dla was obojga. Nie ma innej możliwości, tak ten mechanizm został stworzony przez naturę. Oczywiście Panie powiedzą Ci że to bzdura… no a co mają powiedzieć? Większość tego nawet nie zrozumie.­

    Podkreślam jeszcze raz, że jest to reakcja nieświadoma, instynktowna u kobiety, której one same nie rozumieją a czasami nawet brzydzą. Kobieta jednak nie ma tu nic do gadania – nie można jej przekonać argumentami by uruchomiła seks, ponieważ to nie ona kontroluje swoje ciało, a jej podświadomość (opisuję to bardzo dokładnie w książce „Stosunkowo dobry”). Dlatego mężczyźni którzy nie rozumieją jak to działa, próbują wpłynąć na odchodzącą od nich kobietę słowami – ale umysł kobiety, nawet przekonany mistrzowskim oratorstwem, niewiele może. Wtedy przychodzi prostak w gumofilcach po podstawówce albo marketingu w Częstochowie, ukazuje swoją siłę i stonowaną brutalność, a kobieta nagle dostaje hormonalnego „kopa” i seks cudownie wraca. Dlatego zawsze tłumaczę moim czytelnikom, że wcale nie byli rzucani bo są nieatrakcyjni, tylko dlatego że sądzili (jak uczą w filmach, serialach i książkach) iż bycie miłym otworzy dla nich serce i uda kobiety. Niestety, to tak nie działa – to biologicznie niemożliwe. Nie znali zasad na których działa psychika kobiety, myśląc że ich psychika działa jak męska – jednak jesteśmy krańcowo różni, ponieważ mamy różne role w społeczeństwie i życiu. Jeśli nie znasz zasad, nie rozpaczaj tylko je poznaj i zacznij od nowa – a wszystkie klęski to świetny nawóz pod przyszłe sukcesy. Za jakiś czas wydaję nową książkę tylko o kobietach, i to nie będzie żadne cackanie się z czytelnikiem, tylko spuszczę konkretny wpierdol nieskutecznym i archaicznym przekonaniom, zostawię po sobie zgliszcza, spaloną ziemię i ruiny – by móc wybudować na miejscu obsranego kurnika piękny pałac. Czytelnik jest jak niesforna kochanka, trzeba z nim nieco ostrzej by pokochał i docenił.

    Wilcze stada w polowaniu na seks

    Gdy kilka lat temu polowałem w sieci (czasami w „wilczych” stadach, czyli z kolegami) na kobiety, by rozładować w nich (albo na nich, dla urozmaicenia) swe pragnienia, nie rozumiałem do końca wielu mechanizmów jakie rządziły tą rozgrywką. Najlepszy seks jaki w życiu miałem, był z kaskaderką. Nie rozumiałem dlaczego, dopóki mi nie napisała (przez meila albo smsa, nie pamiętam) że bała się że ją zabiję. No cóż, walczyła o życie. Jedni walczą pięścią, drudzy bejsbolem, a Panie brzoskwiniową ciasnością – i przyznam że jest to bardzo skuteczna strategia, gdyż w głowie miałem wszystko, tylko nie mord. Chyba nie muszę dodawać, że jestem z natury łagodny jak baranek. Cała historia moich „sukcesów łóżkowych” zaczęła się dawno temu, w momencie gdy jedna z moich „przyjaciółek” poprosiła mnie bym ją zlał pasem przed i po seksie. Potężnie się tego wstydziłem, miałem wyrzuty sumienia, chodziłem cały tydzień struty na kacu moralnym. Ale po kilkunastu razach zauważyłem, że ona tego naprawdę potrzebuje – i jakoś weszło mi to w nawyk, który robił piorunujące wrażenie na Paniach.­ Może też troszeczkę to polubiłem.

    Ta akurat Pani, która wprowadziła mnie w elektryzujący świat dominacji, miała ciekawy mechanizm psychologiczny – nie umiała w inny sposób rozładować stresu, który przejawiał się chaosem myśli w jej głowie, jak dostaniem po tyłku. Ból i oczekiwanie na kolejne ciosy tak ją zajmowały, że jej umysł oczyszczał się z bezustannych, niekontrolowanych myśli które ją ciągle raniły. Medytować nie chciała, bo uważała to za satanizm – wolała bicie. Współcześni ludzie tak dotkliwie cierpią, że za chwilę ulgi są w stanie się nachlać, naćpać czy dostać łomot – a wystarczyłoby nauczyć się „szatańskiej” medytacji. Właśnie dlatego tak się ją obrzuca błotem, bo to prosty sposób na przyjemność w życiu – ale przyjemni ludzie nie kupują jak obłąkani masy rzeczy, których nie potrzebują. System (państwo, religie, koncerny) potrzebują cierpiących ludzi, którzy swego szczęścia upatrują w kompulsywnej konsumpcji i których można namówić na wojenki czy zaciskanie pasa. Dlatego medytacja jest be. Jest to straszne, ale z drugiej strony co sobie „ulżyłem” dzięki temu, to moje. Walczę z systemem nie tylko dobrym słowem i mądrością, ale także różnymi figlami i sprośnościami.

    Ciut piękniejszy od diabła

    Oczywiście nie jestem sadystą, brzydzę się przemocy (i jej boję, dlatego trenuję kilkanaście lat), ale jak mnie proszą to nie odmawiam. I chyba miałem „to coś” w oczach, tę wytrenowaną wielokrotnym powtarzaniem bezwzględność i okrucieństwo, ponieważ Panie wpadały przy mnie w ekstazę. Chciałbym wierzyć że czyniłem sobie kobiety poddane moją urodą, przyrodzeniem bądź intelektem, ale nie jestem na tyle głupi by w to uwierzyć; jestem tylko ciut piękniejszy od diabła, a o reszcie przez grzeczność nawet nie wspomnę.­

    Ja to wszystko później zapisywałem, notowałem, wyciągałem wnioski – nie jestem samcem alfa i zdobywcą kobiet, tylko chłopskim filozofem którego sensem życia jest zostawienie po sobie pewnych refleksji i ciekawostek, bo mnie to kręci. Dlatego wiem że nie wielkość penisa i majątek mężczyzny daje największą rozkosz kobiecie, ale to coś co pobudza jej pierwotne, głębokie instynkty. Dokładnie te struny porusza „50 twarzy Greya”, a sukces komercyjny tego gniota wyraźnie wskazuje, że moje wnioski były jak najbardziej słuszne. Zresztą pisałem Państwu wiele razy, że lubiłem spojrzeć kobiecie w oczy, uśmiechnąć się i powiedzieć np. że żywa nie wyjdzie z mojej kawalerki. No cóż, zauważyłem że daje to niesamowite efekty. Mogłem godzinami rozmawiać o ciałach subtelnych, czakrach, magii, aurze, telepatii, związkach, oraz czy istnieje prawdziwa miłość oraz czy jest możliwa przyjaźń między kobietą a mężczyzną – i nic. A wystarczyło powiedzieć o zbrodni, czy kwieciście opowiedzieć jak skasowałem pewnego napastującego mnie Pana w dresie adidasa, by poczuć te drżenie w jej udach.

    Różności i rubaszne ciekawostki

    Kiedyś zauważyłem taką ciekawostkę – pewna Pani skąpiła mi swych wdzięków, ale gdy rozmowa zeszła na tematy przemocy, opowiedziałem jak mnie napadł pewien wyjątkowo pewny swej siły Pan, i co zrobiłem z jego twarzą. Za chwilę miałem gwałtowny, kompulsywny seks. Później się wycwaniłem i tak kierowałem rozmową, by niby przypadkiem zeszła na podobne tematy – czasem oszukiwałem i koloryzowałem, ale przecież na wojnie i miłości wszystkie chwyty dozwolone. Nigdy – powtarzam – nigdy się na tej metodzie nie zawiodłem. Ważne jest jak się o tym opowiada. Nie można się wtedy denerwować, przeżywać tego – trzeba zapewniać że nie lubi się przemocy, że zostałem napadnięty i tylko się broniłem, co ukazuje mnie jako pacyfistę i orędownika pokoju, a nie psychopatę. A później trzeba plastycznie opisać scenę dominacji nad innym mężczyzną – ukazać piękną polszczyzną jego rozpacz, poczucie klęski i paniczny strach przed bólem i obrażeniami ciała, rozpad jego woli walki i histeryczne pragnienie przetrwania nawałnicy mych wściekłych ciosów. A ponieważ to co mówimy słuchacz musi sobie wyobrazić, to u kobiety powstają różne emocje… trzeba je wykorzystać ku swemu i jej dobru. Dobrze odegrany teatrzyk skutkuje gwałtownym, eksplozywnym nawet nie seksem, a zwierzęcą kopulacją. Kobiety lubią czuć, że bierze je ktoś kto może zabić. I nie ma znaczenia że nigdy na nikogo nie napadłem i nie zabiję nawet muchy – kobieta lubi czuć się elegancko zdominowana przez męsko pachnącego samca. Trzeba tego dokonać inteligentnie i z klasą, a nie prostacko lżeniem i wyzwiskami, czego wielu Panów nie potrafi zrozumieć.

    Jak w tym świetle wygląda wierzący w mrzonki o równości cichy, nieśmiały facet który prosi drżącym głosem o seks? Co ma czuć kobieta, jak delikatny facet wchodzi w nią do połowy, dbając by było jej wygodnie? Taki facet wzbudza litość a z czasem pogardę – co jest poza kontrolą kobiety. Kobieta umysłem lubi, emocjami brzydzi się – ale to emocje decydują. Na kobietę trzeba wejść, przygnieść ją, rozpalić pocałunkami i rzeką namiętności wypływającą z oceanu brutalności, złapać za włosy (nigdy na początku gry miłosnej!), wpić się w jej usta i ostro pieprzyć jak swoją własność. Ja lubiłem być na kobiecie, trzymając w dłoniach jej nadgarstki – czuła się wtedy totalnie bezbronna, ponieważ nic nie może zrobić z wyciągniętymi nad głowę ramionami. Pozostaje sprawić by samiec skończył jak najszybciej, co przyjmowałem nie tylko pomrukami zadowolenia. Zawsze żałowałem że nie mam trzech rąk – dwoma więziłbym nadgarstki mej klaczy, a trzecią trzymał za włosy by patrzeć w oczy swej własności.

    Ojca oszukasz, matkę oszukasz… ale natury nie oszukasz

    Straszne! Okrutne! Jesteś zły i pójdziesz do piekła! Kobiety takie nie są! Jesteś chory psychicznie!
    Czyżby? A jak było przez miliony lat? Czy myślicie drodzy Państwo, że prymitywny samiec który polował na jedzenie, dbał o migrenę samicy? O jej dobry humor? Jak nie dała to stłukł maczugą, połamał kości albo zatłukł na śmierć. I tak było co najmniej dwa miliony lat! Kobiety są biologicznie przystosowane do silnych facetów – i tylko tacy Panowie wzbudzają w nich silne pożądanie seksualne oraz burzę uczuć, ponieważ siła dawała ochronę i jedzenie. Seks był u kobiety monetą, która kupowała dobre geny i ochronę samca – dlatego nauczyła się uruchamiać seks przy silnym a nie słabym samcu. Istniejemy jako ludzkość tylko dlatego, że nasze praprababki oddawały się silnym facetom, a słabi umierali bezdzietnie. Gdyby obdarzały wdziękami prehistorycznych wrażliwców, nie przetrwalibyśmy jako gatunek. Dziś, w dobie 24h marketów nie trzeba polować i ryzykować życiem za jedzenie – ale takie luksusy mamy niecałe sto lat, co jest niczym w historii człowieka.­

    Nie obrażę się jeśli uznasz mnie za prymitywa, farmazona albo kłamczucha – ale gdy kolejna kobieta odejdzie od Ciebie bo byłeś za dobry, do tłukącego ją i nie rozumiejącego byłego, przyjdź do mnie (samczeruno.pl) albo do chłopaków na forum i poznaj prawdziwe życie, a nie te ścieki kłamstw z telewizora, książek, seriali, „dobrych rad” od wujków, kolegów, cioci, mamusi i babci które „znają życie”, ale oczywiście w tym życiu im nie wyszło i wyją po nocach. Im większy znawca życia, tym większy ma w nim burdel. „Po owocach ich poznacie” – i tym się kierujmy.

    Równość w teorii i praktyce

    Nawet jeśli mamy dwóch prawdziwych przyjaciół, którzy autentycznie się lubią i wspierają, można określić który z tej dwójki jest stroną silniejszą, a który słabszą. I nawet jeśli ze sobą współpracują, nie ma mowy o żadnej równości – jest tylko układ, wygodna i korzystna dla obu stron symbioza. Kiedyś miałem kolegę, który mówiąc dyplomatycznie, lubił zabawy nożem i nie dawał sobie w kaszę dmuchać. Był łotrem, ale inteligentnym – i ze mną mógł pogadać o sprawach, o których nie mógł z osobami wśród których przebywał. Czerpał ode mnie inspirację, mógł porozmawiać oraz czuł się bezpiecznie, ponieważ jestem łagodny z charakteru i nigdy nie atakuję – za to ja wiedziałem że jeśli ktoś mnie ruszy, będzie miał z nim do czynienia. Lubiłem go, ale tam nie było żadnej równości – gdyby chciał, mógłby uzyskać nade mną przewagę, i oboje o tym wiedzieliśmy. Był to jednak układ bardzo wygodny dla obu stron. Czasem są tacy „koledzy”, co chcą porządzić – ale w trakcie kłopotów umywają ręce. To już układ bardzo niezdrowy, niekorzystny. Chcesz rządzić? Mieć władzę? Proszę bardzo, ale bierzesz odpowiedzialność za nią. Mój kolega ją brał, inni nie brali – po tym można poznać dobry i zły układ rzekomo równych sobie ludzi.­­

    Wiele razy wchodziłem w takie gry społeczne, czerpiąc z tego korzyść. Nigdy nie pragnąłem władzy, więc chętnie udawałem że ktoś ją ma – za zaspokojenie tego pragnienia, trzeba jednak odpowiednio się zrewanżować. W układach gdzie ja byłem stroną dominującą, inicjującą każdą aktywność – musiałem brać odpowiedzialność za słabszą (albo udającą słabość) osobę, co było jak najbardziej uczciwe, chociaż groziło wieloma kontuzjami. Z tego względu wiem, że pragnienie władzy jest bardzo drogie i stawia mnie w niekorzystnym położeniu. Jak dla mnie, cena jest znacznie wyższa niż przyjemności wynikające z władzy. To tak jak z dresiarzami na pewnym osiedlu – mieszkał tam młody murzyn, który latał z nimi po mieście. Był taką maskotką osiedlową, nadawał tej grupie pewien styl i jakość – mieli swojego własnego murzyna, którego szanowali i zapraszali na wszystkie imprezy. Podobnie jest ze mną – pewni ludzie mnie bardzo lubią, bo w pewnych kręgach mieć kolegę pisarza jest cool – a dla mnie też jest cool z wiadomych względów. Czyli także jestem takim murzynem – ale świadomym swej roli, wyrachowanym, krnąbrnym i czerpiącym zyski ze swej słabości.

    Desperat zawsze przegra, bo nie rozumie zasad gry

    Ale wróćmy do związku z kobietą. Po co wchodzimy w związek? By poczuć się lepiej, poczuć przyjemność i zlikwidować stres bycia starym kawalerem, pogardzanym singlem któremu nikt nie poda szklanki wody na starość. Kto bardziej pragnie tej przyjemności, ten jest słabszą stroną tego handlu wymiennego – bo zgodzi się na gorsze warunki. A kto się godzi na fatalne warunki? Desperat. A kim jest desperat? Człowiekiem który nie zna swoich możliwości, nie zna życia i praw nim rządzących. Dlaczego Indianie i czarni dawali ziemię, złoto i niewolników za szklane paciorki? Ponieważ nie znali ich prawdziwej wartości.

    Desperat nie rozumie, że miłość to nie jest coś mistycznego co zjawia się tylko raz w życiu – to gra hormonów, która może się wielokrotnie uruchamiać. Jeśli tego nie wie, zrobi WSZYSTKO by pierwsza miłość z nim była, a później ląduje pod mostem. Desperat myśli że jeśli kobieta odejdzie, to uniesienie i haj który przy niej czuje, już nigdy nie wróci – jest ofiarą kłamstw typu „prawdziwa miłość jest tylko jedna” – co jest ohydnym kłamstwem. Gdyby to wiedział, przeczekałby ból rozstania a później cieszył się nową miłością – już na znacznie lepszych warunkach. Desperat bierze byle co, byle szybko i już, teraz. Kto ma takie podejście, zawsze zostanie wykorzystany i oszukany, zwłaszcza w relacjach międzyludzkich. Desperaci w magiczny sposób przyciągają do siebie kłopoty.

    Cena seksu? Najdroższy w małżeństwie

    Tak samo jest ze świadomością seksu – desperat wierzy że można tylko z żoną, więc nadaje mu olbrzymią wartość – jak dziki, murzyński król nadawał wielką wartość lustereczku i paciorkom. Ponieważ sam nadaje mu tak wielką wartość, żona manipuluje dawkami seksu by coś uzyskać – tymczasem seks jest warty w cenach rynkowych dokładnie od stu złotych za pół godziny. A ludzie płacą za niego mieszkaniami, ślubami, robieniem niechcianych dzieci… za sto złotych rujnują sobie, żonom i dzieciom życie. Tyle kosztuje niewiedza. Dlatego niosę za darmo, za Bóg zapłać kaganek oświaty w te lochy Polskiego internetu, znosząc słowne biczowanie nie rozumiejących mych słów rodaków, ale i nadstawiam włochaty kark do pieszczot wiernych fanów, zwolenników i przyjaciół.­

    Związek kobiety i mężczyzny nigdy nie będzie równy. Zawsze ktoś będzie mocniej czegoś chciał, szybciej tracił wartość na rynku matrymonialnym – te wartości zmieniają się i falują, kształtowane przez społeczne mody, trendy i pragnienia. Kto pragnie więcej, ten jest słabszy – bo można to wykorzystać. Kto trzyma na wodzy pragnienia, może ustrzelić coś znacznie lepszego.”

    Lubię to

  13. „http://www.eioba.pl/a/5036/kobietoholizm-i-jego-konsekwencje

    „Kobiety to też nałóg

    Tak więc gdy cierpienie przeważa nad przyjemnością – pasujesz, rezygnujesz. I słusznie.

    A dlaczego ludzie wiążą się z kobietami, które dla wielu z nas są wielką przyjemnością, nałogiem, uzależnieniem?

    Oczywiście jest wiele odpowiedzi. Bo tak trzeba, bo wszyscy tak robią, dla miłości, dzieci, Pana Boga, rodzice chcą wnuków, rodzina się śmieje że nie masz żony… dla państwa by było potężne i miało wielu obywateli i żołnierzy, dla swej religii by miała swych wiernych, by zaleczyć kompleksy i poczucie bycia „nikim” i torturować dziecko swymi niespełnionymi ambicjami, by mieć na kim się wyżywać…

    Są tylko dwie motywacje każdego działania

    Ale tak naprawdę przyczyny zawsze są dwie. To pragnienie przyjemności i chęć uniknięcia cierpienia. Przyjemność to:

    – Uzyskujemy mityczne szczęście, o którym wszyscy mówią że związek je daje.

    – Pewność że kobieta jest „nasza”; obrączkujemy ją, zatrzymujemy by nie poszła do innego mężczyzny.

    – Dostęp do systematycznego seksu.

    – Skok na wyższy stopień społecznego sukcesu – mamy żonę, stoimy więc rzekomo wyżej nad singlami których „nikt nie chce”.

    – Dzieci sprawią że będę z nich dumny, będę miał po co żyć, w końcu osiągną coś wielkiego a moje geny przetrwają tysiąclecia.

    ——————————————-
    Unikanie cierpienia:

    – Rodzina i „przyjaciele” przestają nam dokuczać, że nie mamy dzieci i żadna nas nie chce – że żadnej nie potrafiliśmy upolować.

    – Kończą się plotki w robocie, że może jesteśmy pedałami.

    – Otoczenie traci argument w rozmowach o kobietach: „nie masz żony to nie wiesz o czym mówisz”.

    – Jak będą dzieci, będzie komu przekazać swój majątek.

    Kłamstwo ubrane w szaty prawdy

    Oczywiście tę listę można by wydłużać niemalże w nieskończoność, ale do czego dążę? Ano do tego, że wszystkie punkty na tej liście są nieprawdziwe. I gdyby mężczyźni znali konsekwencje wiązania się z kobietą, większość by tego po prostu nie zrobiła. Gdyby młody człowiek wiedział, jak zeszmaci go i upodli alkohol – nigdy by go nie tknął. Ale nie wiedział tego, bo i skąd? Dopóki ktoś nie zetknie się blisko z pijakiem, nie wie co to jest alkoholizm. Narkotyków unika, bo widział chwiejących się, długowłosych ćpunów na dworcu – źle mu się to kojarzy, pojawia się wizja cierpienia która zmniejsza pragnienie przyjemności, no i nasz młody człowiek pije wódeczkę – jak jego ojciec, dziad i pradziad. Tylko oni nie stracili nad tym kontroli, a on tak.

    Konsekwencji związku z kobietą nie znamy. Zostaliśmy oszukani. Genialnie orżnięci. Wmawia nam się od dzieciństwa (książki, bajki, filmy, seriale, powieści), że szczęście to związek i dzieci, a jest wprost przeciwnie. Związek nie da Ci szczęścia, ale wiele strachu, frustracji, nieszczęścia i złości. Bardzo dokładnie opisałem to wszystko w książce „Kobietopedia”, ale żeby tylko „trącić” temat poruszę wyżej wymienione punkty:

    Rzekoma przyjemność

    – Szczęście to NAWYK cieszenia się. Szczęście nie ma nic wspólnego z czymkolwiek co jest na zewnątrz Ciebie.

    Żadna rzecz czy człowiek nie da Ci szczęścia, bo jesli Ci je da, to przecież może zniknąć, odejść, zostać ukradziona… im więcej euforii wypływającej z jakiegoś przedmiotu czy osoby (np. żony czy dzieci), tym większy lęk że gdy je stracisz, zamiast szczęścia pojawi się ból i rozpacz. Człowiek zadowolony z żony, dumny z niej, żyje w coraz większym lęku że go zdradzi, odejdzie bądź np. umrze. Na początku ten lęk jest bardzo mały, ledwo odczuwalny – ale z czasem jak każdy nawyk wzrasta, zamieniając życie w ruinę. Wielu mężczyzn nie jest go świadomych, za to reaguje na niego gniewem i frustracją. Wtedy mamy dziwną i przerażającą sytuację, kiedy facet kocha kobietę ale i wyżywa się na niej. Czuje złość – nie rozumiejąc że tak naprawdę jest to strach o utratę przyjemnych emocji związanych z żoną. Samo życie – wystarczy przystojniejszy kolega z pracy, a motylki w brzuchu małżonki dokonają dzieła zniszczenia małżeństwa.

    Rodzic dumny z dziecka, widzący w nim lepszą wersję samego siebie, żyje w lęku że dziecko umrze, pochoruje się, zostanie bandytą czy zrobi sobie operację zmiany płci i zacznie grać w filmach porno. Zawsze jest taka ewentualność – kochany syn zmienia się w dziewczynę, którą na planie „filmowym” bierze kilku murzynów.

    Duma? Jest. Ale rzadko. Większość czasu to zmartwienia i zgryzoty, czy syn pójdzie „dobrą” ścieżką, jaką mu wymyśliłeś. Zadowolenie z żony jest? Jasne. Ale i zazdrość, lęki. Pracowałem z wieloma facetami, którzy wszczynali awantury mimo że było fajnie. Po jakimś czasie wychodziło, jak panicznie bali się że pozytywne, przyjemne emocje wywołane przez partnerkę znikną wraz z jej odejściem. Byli niewolnikami pozytywnych emocji wzbudzanych przez żonę – zamiast nauczyć się wzbudzać je samemu i stać się WOLNYMI. Udany związek to ZAWSZE cierpienie. Im bardziej udany tym większe – jeśli coś poza Tobą daje Ci pozytywne emocje, zawsze odczujesz lęk że to zniknie z Twego życia. Wielu facetów nie ma o tym zjawisku pojęcia, ponieważ nikt o tym nie mówi, nie pisze. Właśnie dlatego napisałem „Kobietopedię”, by te sprawy w bardzo prosty sposób wyjaśnić.

    Żona podobnie jak Ty, myśli że gdy zostanie mężatką, będzie szczęśliwa. Hajta się… a szczęścia nie ma. Co ma wtedy zrobić? Obwinia męża. Bo przecież wszyscy mówili, że po ślubie jest fajnie. Niestety, mąż jest niewinny – winne są fałszywe, kłamliwe twierdzenia które wszyscy łyknęliśmy jak pelikany. No ale weź wytłumacz takie sprawy kobiecie. Jesteś winny i koniec, a ona szuka dalej szczęścia w postaci innych mężczyzn. A gdy nie może szukać? Mści się na Tobie. Brak seksu, zdrady, wrzaski, psychiczna przemoc, czasem także jak najbardziej fizyczna… masz swoje szczęście.

    —————
    – Obrączkowanie nie daje Ci pewności, że kobieta będzie tylko Twoja. Ponad 1/3 małżeństw się rozwodzi, a normą są zdrady i dzieci z sąsiadem – zapytaj o testy DNA, a wrzask i łzy Twej Myszki powinny dać Ci porządnie do myślenia. Skoro dziecko jest Twoje, skąd taki bunt?

    ————–
    – Seks u kobiety jest bronią, używaną do walki o faceta, o jego zasoby. Gdy te zostają zdobyte aktem małżeństwa, szybciej bądź wolniej ale niemal zawsze spada częstotliwość współżycia – a małżonka tyje. Po dwóch latach bądź urodzeniu dziecku, seksu praktycznie nie ma, znikł, wyparował. Poczytaj fora, gdzie anonimowi faceci żalą się na brak seksu od kilku lat. Niestety, kwiatki i rozmowy przy świecach nie działają – działają skrajnie inne metody, o których praktycznie nikt nie wie. Ci co wiedzą, mają wesołe życie. Ci co nie wiedzą, muszą cierpieć. Wiedza o tym co NAPRAWDĘ SIĘ DZIEJE by ich wyzwoliła z tego koszmaru, ale po pierwsze nie wiedzą skąd ją wziąć, a po drugie uważają że są życiowymi mędrcami, więc na nowe informacje reagują szyderstwem, złością, śmiechem.

    ————–

    – Mieć żonę to prosta sprawa – wystarczy parę złotych NA OPŁATY URZĘDOWE i się hajtnąć. To nie jest żaden wielki sukces ani osiągnięcie. Ożenić się i zapłodnić kobietę może nawet ktoś z zespołem downa. Rozmnażają się nawet robaki. Pijany facet wszedł na kobietę, odbył stosunek bez prezerwatywy, bo szkoda mu było kilku złotych – w czym tkwi jego wielkość? Stworzył coś pięknego, ponadczasowego? Przyczynił się do polepszenia życia innych ludzi? Po prostu spuścił z krzyża, ot i cała jego zasługa.

    ————-

    – I owszem, dzieci mogą osiągnąć wielkość, opromieniając Cię sławą, zaszczytami i bogactwem. Masz na to szansę jak na trafienie w totka szóstki. Masz za to znacznie większą szansę na to, że dziecko stanie się złym człowiekiem, nieszczęśliwym człowiekiem, chorym człowiekiem… a może umrze na jeden z tysiąca sposobów. Poza tym co Ci z przetrwania genów? Ciebie nie będzie już na ziemi. Pamiętasz swojego pradziadka? Ile o nim wiesz? A przecież ten człowiek marzył, żył, miał wielkie plany… no i co z tego zostało? Może jakąś anegdotkę usłyszysz, jak to stary dziadzio pijany wpadł w gnój i się w nim udusił. Tyle zostanie po całym życiu człowieka w Twojej głowie. Nie przetrwasz, będą Cię pamiętać tylko wnuki, ale tylko do pewnego czasu – prawnuki będą mieć Cię głęboko wiesz gdzie. A nawet jeśli zostaną jakieś historyjki o Tobie… to czy opowieści jak to po pijaku sztachetą pokonałeś pół wsi w remizie, to naprawdę Ty? Nie, to tylko anegdotki rodzinne, najczęściej nieprawdziwe.

    Nie przetrwasz ani w pamięci potomstwa, ani w genach które się z czasem rozmyją. Próżny Twój trud.

    ————–

    To teraz przyjrzyjmy się, czy wchodząc w związek z kobietą, naprawdę uniknąłeś cierpienia?

    – Jak nie masz kobiety, dokuczają. Gdy się ożenisz, dokuczają że nie masz dzieci. Masz jedno? Dokuczają że mało. Masz dwoje? Dokuczają że masz… kiepski samochód. Dokuczanie to pasja i styl życia, nie skończy się gdy zrobisz to, co chce agresor. Stado nieszczęśliwych ludzi nigdy nie dopuści do tego, żebyś bezkarnie był szczęśliwy, żył na luzie i „bez zobowiązań”. Zawsze coś wynajdą, z czego można się naśmiewać. Muszą się śmiać z innych, by zakryć swoje własne uczucie przegranej, upodlenia. Jedyną reakcją na takich ludzi jest wyprowadzka w życzliwsze rejony – gdzie szanują Cię nie za to ile masz dzieci, a za to kim jesteś, jaki jesteś, co sobą prezentujesz. Tamci ludzie są niereformowalni, muszą zostać w swoim własnym, prywatnym piekle.

    ————-

    – Z pedała awansujesz na kryptopedała. „Pedał, hajtnął się by to ukryć”. Albo powiedzą żeś biseks, stereoseksualista.

    ————-

    – Czy chirurg obcinający zmiażdżoną nogę w wypadku gówno wie o swojej robocie, bo nigdy nie miał obcinanej nogi? Oczywiście że nie. Dyskutować o kobietach i związkach powinni tylko single, bo co o kobietach niby wie mąż? Zna tylko jedną kobietę! Jaka to wiedza o ponad trzech miliardach kobiet? Jeśli masz jamnika, nie oznacza to że wiesz wszystko o psach. Moim prywatnym zdaniem, o kobietach zaczyna się coś wiedzieć dopiero wtedy, gdy „zaliczy” się ich minimum pięcdziesiąt, sześćdziesiąt, ale najlepiej od stu w górę. Dlaczego? Bo dopiero wtedy naocznie widzisz, że wszystkie są tak naprawdę takie same. Praktycznie niczym się nie różnią.

    A facet który ma jedną żonę od dwudziestu lat, wykonuje jej rozkazy bo się boi fochów i liczy na seks raz w miesiącu w nagrodę za przyniesienie w zębach pensji, stawiany jest za wzór do podziwiania. Taki człowiek nie wie NIC o kobietach – natomiast ma olbrzymią wiedzę jak odkurzać, prać firanki, gotować i podlizywać się by żona trochę krócej na niego wrzeszczała. Taki kapeć ma być Twoim autorytetem? Ma Cię poprowadzić przez życie? No to szykuj się na ostre lanie od przeciwności losu. Tacy goście są mistrzami w tworzeniu z próżni kłopotów i problemów. To czysta magia w ich wykonaniu. Nie musisz mi wierzyć – po prostu obserwuj tych „mędrców” uważnie, analizuj co robią, co mówią. Powiadam Ci – potężnie się zdziwisz. Wiele jest takich wesołych (ale i smutnych zarazem) relacji na braciasamcy, forum dla budzących się z iluzji facetów.

    ————-

    – Często nie będziesz musiał przekazywać dziecku majątku. Dzieci same go sobie wezmą, a Ty wylądujesz samotnie w obskurnym domu starców.
    Nie każdy tak skończy! Wrzaśniesz. Oczywiście że nie każdy, ale część – skąd pewność że będziesz w tej dobrej? Znajomy lekarz mi opowiadał, jak to wygląda w realu – okropnie. Starszy człowiek przepisze mieszkanie czy majątek rodzinie, i już można uznać że jest po nim.

    Świadoma decyzja wypływa z wiedzy o konsekwencjach

    Jeśli mężczyzna wie jak wygląda całość związku z kobietą (brak szczęścia, niemal zawsze brak seksu, lęki, frustracja, jej płacz, wrzaski, szantaże seksualne, zdrady, sale sądowe i wywlekanie brudów, utrata majątku) – zna mniej więcej wszystko co się z tym wiąże, wszystkie nerwy, stresy, marzenia i plany które się nie spełnią, wtedy może podjąć odpowiedzialną decyzję. Problem w tym, że wielu mężczyzn widzi tylko zafałszowany wycinek całości zagadnienia, jakim jest związek z kobietą.

    Widzą w wyobraźni fajne życie, seks, cudowne dzieciaki… a za dwadzieścia lat widzisz smutnego, ponurego faceta, który raz w tygodniu chla na umór, by zapomnieć o swojej egzystencji. Stworzył sobie wizję w oparciu o to, co ciągle słyszy i widzi, a wszyscy od dzieciństwa mamy pokazywany jeden obrazek – związki dają szczęścię. Nie, nie dają.

    To tak jak przymierający głodem Rosjanie za komuny, wierzyli że w USA murzyni jedzą korę z drzew z głodu. Żyli w matriksie. Każdy ma swój.

    Poznaj PRAWDZIWE konsekwencje

    Do czego dążę? Chciałbym żeby każdy mężczyzna poznał wszystkie konsekwencje szukania szczęścia i spełnienia w związku. Żeby zrozumiał, że oprócz haju hormonalnego (trwa do dwóch lat) nie uzyska nic więcej, a dodatkowo całą masę kłopotów i problemów. Dopiero znając całość zagadnienia i konsekwencji, wiedząc jak naprawdę wygląda proces zakochania – może podjąć wolną, świadomą decyzję. Wtedy to ma sens, a dzieci w takiej relacji mogą być spełnione, szczęśliwe. Jeśli ktoś nie wie w jaki proces wszedł (a niby skąd a wiedzieć?), jest skazany na rozczarowanie. No ale dzieciaki są, papierek jest – trzeba żyć dalej. Tylko co to za życie? Co z takiej rodziny wyniosą dzieci? Same nieszczęścia.

    Dlatego polecam – dla własnego dobra, przyszłości, żeby każdy postarał się przeczytać „Kobietopedię”. Jeden zrozumie, bo już kilka razy doświadczył związków i poczuje o co chodzi, inny nie – ale raz, drugi wejdzie w związek, a zrozumie natychmiast że książka zawierała czystą prawdę. Wystarczy raz przeczytać, a nie usuniesz tego z głowy nigdy. Na szczęście.”

    Lubię to

    • ==Moim prywatnym zdaniem, o kobietach zaczyna się coś wiedzieć dopiero wtedy, gdy „zaliczy” się ich minimum pięcdziesiąt, sześćdziesiąt, ale najlepiej od stu w górę. Dlaczego? Bo dopiero wtedy naocznie widzisz, że wszystkie są tak naprawdę takie same. Praktycznie niczym się nie różnią.==

      To w jakim celu próbowac kilkadziesiąt razy?… 😉

      Lubię to

      • ,, ==Moim prywatnym zdaniem, o kobietach zaczyna się coś wiedzieć dopiero wtedy, gdy „zaliczy” się ich minimum pięcdziesiąt, sześćdziesiąt, ale najlepiej od stu w górę.”

        Jeśli mężczyzna próbuje odnaleźć w sobie walory męskości bazując na wiedzy o kobietach, to nigdy mężczyzną nie był i takim się nie stanie.
        A przy ,,zaliczaniu” warto zadać sobie pytanie ,,ilu było przede mną?”

        ,,Zaliczający” mężczyźni i ,,zaliczające” kobiety nie mają czasu na to, aby zainteresować się treścią książek po przeczytaniu ich wstępów.

        A kiedy przychodzi czas i chęć na tzw. stabilizację, reszcie swojego życia są w stanie, niestety, zaoferować tylko wstępną mądrość. A ta, znów niestety, w życiowym, pięknym doświadczaniu widzi tylko zagrożenie i atak.

        Lubię to

        • ,, To nie mój cytat i nie moje poglądy.. 😉 ”

          Wiem, Grzesiu 😀 Takim wygodnym byłam stworzeniem, że nie chciało mi się szukać w tekście autora, tylko na skróty ,,wyjęłam” cytat z twojego cytatu i wyszła mała kaszanka( 6,50 za kilogram :D) Izwienicie pażałsta 🙂

          Serdecznie pozdrawiam i życzę miłego dnia.

          Lubię to

        • W porządku, zwróciłem tylko uwagę na niekonsekwencję autora, który
          sam sobie zaprzeczył.. Taka nielogiczność, z wniosku nie wynika potrzeba
          wykonywania dziesiątek prób.. 😉
          Bo skoro i tak niczym się nie różnią..
          Poza tym bywa to, (w pewnym wieku..) przyjemne i edukuje jednak.

          Ogólnie ma bardzo dużo racji..
          Każdy ma swoje doświadczenia w tej materii.. 😉
          Temat bardzo szeroki.
          Spróbowałem drugi raz i nie żałuję, chyba Cugowski powiedział, ze ojcem powinno
          zostawać się po 40-tce…
          Coś w tym jest.. 😉

          I Tobie również miłego!

          Lubię to

        • Mówisz, Grzesiu, o ,,pewnym wieku”. Tych ,,pewnych wieków” jest sporo w życiu.
          Jest taki czas, w którym oglądany film i przerywające go reklamy stanowią jedną, interesującą fabułę 😀 To wiek, w którym starsi, kochani ludzie mają w dupie wszelkie edukowanie.
          Kiedyś taka zacna, urocza starowinka opowiadała mi swoje życie. Na koniec opowieści zmrużyła i tak malutkie, szparkowate oczy i rzekła:
          ,,Każdy wchodzi na swoją górę. Z miejsca, w którym siedzę teraz, rzeczy w dole są takie małe, niewidoczne. Gdybym mogła cofnąć czas, też szłabym pod tą samą górę, tyle, że nie obchodziłaby mnie połowa rzeczy, którymi się martwiłam i robiłam z tego wielkie problemy. Droga byłaby dwa razy łatwiejsza. Dziś to wiem”

          Dla mnie to piękne i mądre słowa.
          W ogóle to staruszki i staruszkowie to cudowni naoczni świadkowie mądrości życiowych. Nie zawsze tylko mają okazję do przekazywania swojej wiedzy.

          Serdecznie pozdrawiam.

          Lubię to

  14. http://samczeruno.pl/kobietopedia-czyli-jak-zyskac-przewage-nad-otoczeniem/

    „Facet i saper, pomylić się mogą tylko raz

    Oni myśleli, że znają prawdę – czy stać Cię na tak naiwne założenie? Czy wsiądziesz do samolotu, który pierwszy raz widzisz na oczy i będziesz chciał nim latać? Nawet jeśli jakimś cudem wystartujesz, na pewno nie wylądujesz. A dlaczego? Bo nie wiesz jak wszystko w nim działa. By przeżyć i cieszyć się lotem, musisz się nauczyć latać samolotem. Logiczne!

    ­
    Dokładnie tak samo jest z kobietami. Są cudowne, ale gdy nie wiesz o nich paru ważnych rzeczy, czeka Cię gehenna, kłótnie, nienawiść, rozwód, walka o dziecko i stracony dorobek życia, a przede wszystkim strata czasu który ucieka Ci przez palce. W naszym systemie prawnym nie masz szans w walce z rzekomo słabszą płcią. Zostaniesz rozgnieciony jak robak, a cała Twoja wiedza i pewność, rozpuści się w łzach i goryczy. Nie znałeś prawdy – więc jako pieska domowego wybrałeś „kaukaza”, który odgryzł Ci nogę. Kto tak naprawdę jest winny? „Kaukaz” zawsze był rasą agresywną, ale wiedzący o tym fascynat groźnych psów by sobie z nim poradził, czerpiąc z tego satysfakcję – wziąłeś psa, który był dla Ciebie złym wyborem. To Twoja wina, bo nie miałeś wiedzy – nieznajomość prawa nie zwalnia od jego przestrzegania, znasz to? Ano właśnie. Nie możesz mieć do nikogo żalu, tylko do siebie.

    Gdzie są Twoi „przyjaciele”?

    Wielu facetów pewnych swej siły i szczęścia, skacze na główkę do nieznanego jeziorka – podejmuje się szaleństw – i ginie albo zostaje kalekami. Mija parę lat i podjudzający do skoku koledzy znikają, a Ty zostajesz sam ze swoim nieszczęściem. Tak samo jest w życiu. Wszyscy Cię zachęcają do ożenku, dzieci, a gdy wszystko szlag trafia i kończysz na dworcu, ludzi którzy Cię tak do tego zachęcali nie uświadczysz.

    ­
    To że umiesz poderwać dziewczynę i zaciągnąć ją do łóżka, nic nie znaczy. Gra zaczyna się później, a jej zasad nie znasz. Twoi koledzy także ich nie znają, bo niby skąd? Mama, tata, rodzinka, narąbani wujkowie na imieninach co dają „dobre rady”, też nic o tym nie wiedzą. Skąd ci pantoflarze mają cokolwiek wiedzieć, skoro ich życie małżeńskie to dramat przeplatany komedią?
    Po co ryzykować takimi nieszczęściami? Lepiej kupić ebooka za równowartość dwóch butelek wódki, na spokojnie przeczytać i sprawę sobie przemyśleć, poustawiać wszystko na nowo w głowie. Nie musisz wierzyć temu, co w książce napisałem – ale niech ta wiedza w Tobie będzie, wcześniej czy później zrozumiesz, że wszystko co przeżywasz było dokładnie opisane w książce. Po tej książce już nic nie będzie takie same – będziesz znacznie silniejszy, będziesz wiedział w jakiej grze bierzesz udział. Będziesz umiał z tej gry wyjść, zminimalizować straty a niekiedy ją wygrać. Bez tej wiedzy możesz liczyć tylko na szczęście – jak miliony naiwniaków w kolekturach lotka. Po co Ci szczęście, jak masz wiedzę?”

    Lubię to

  15. http://www.eioba.pl/a/4wsj/co-wybrac-kobiete-czy-pasje

    „Zaniepokojony czytelnik zadał mi ciekawe pytanie. Jest zakochany w swojej kobiecie, ale ona jedzie do jednego miasta na studia, a on chciałby studiować w drugim to, o czym zawsze marzył. Dziewczyna chce by jechał razem z nią – by złożył na ołtarzu miłości swe młode życie. Cóż począć?

    Rumiana dziewuszka czy pasja?

    Motylki w brzuchu i napęczniałe spodnie każą jechać za rumianą, ciasną i pachnącą brzoskwiniową naiwnością dziewczyną, a umysł i serce za głosem pasji, za marzeniami. I gdyby mi to pytanie zadano dziesięć lat temu, uniósłbym dłonie do góry, ku niebu jak prorok; powiedziałbym zdecydowanie i z uniesieniem – jedź za miłością, bo ona jest najważniejsza – nic innego się nie liczy. Miałbym wilgotne, błyszczące wiarą i nadzieją oczy, a w głowie odtwarzałyby mi się wszystkie komedie romantyczne, seriale, książki i opowieści znajomych o wielkim szczęściu, jakie daje związek.

    Ale znajomi się rozwiedli, robiąc gnój z tego co wydawało się takie piękne; a tworzący filmy i piszący miłosne książki okazali się być rozwodnikami, narkomanami i ludźmi mającymi ze szczęściem tyle wspólnego, co krzesło z krzesłem elektrycznym. Czas ukazał gorzką prawdę, kryjącą się za tandetnymi banałami o szczęściu i miłości. Moje własne i przede wszystkim cudze doświadczenia sprawiły, że odpowiedź może być tylko jedna: idź synku za głosem serca i jedź na studia, o których zawsze marzyłeś. Dlaczego?

    Ano dlatego:

    1. Bo to co jest między wami, to nie miłość a zakochanie. To wbrew pozorom wielka różnica – zakochanie to narkotyczna faza odurzenia, gdy jesteśmy „naćpani” hormonami zakochania. Jest to stan trwający maksymalnie dwa lata, który MUSI „opaść”. Natura tak to wszystko urządziła, by człowiek w tym stanie robił głupstwa, a więc doszło do zapłodnienia – a co później, to już natury nie interesuje. Haj narkotyczny upada zgniatając różowe okulary, i nagle widzimy że z tą tak kiedyś fascynującą kobietą nic nas nie łączy. Jednak jest już dziecko, trzeba brać kredyt na mieszkanie, kupować samochód, żenić się i pracować. Wielu Ci powie że są szczęśliwi, ale popatrz na ich skwaśniałe uśmiechy i upijanie się w weekend do nieprzytomności – by chociaż na chwilę, kosztem wymiotów i biegunki zapomnieć o swoim „szczęściu”.

    2. Bo jeśli to nie jest tylko zakochanie a prawdziwa miłość, to przetrwacie odległość i lata rozłąki. Przetrwacie inne związki, kochanków i wszystko co stanie wam na drodze. Jest to jednak bardzo, bardzo rzadkie, więc głupotą byłoby ryzykować swoje życie dla czegoś tak ulotnego. Większość ludzi marzy i tęskni o miłości, ale tak naprawdę pragną haju zakochania i niczego więcej, bo nic innego nie znają i nie poznają. Prawdziwa miłość to nie rollercoaster emocjonalny (raz góra, raz dół), a utrzymująca się niezależnie od tego czy jesteście razem czy osobno błogość.

    Tymczasem w zwykłych związkach gdy ktoś od nas odchodzi, przeklinamy go. To co to za miłość? Jesteś ze mną to Cię kocham, a chcesz żyć po swojemu – nienawidzę i chcę zniszczyć. To jest zakochanie, sztuczka natury przytępiająca umysł żebyśmy się rozmnażali. Miłość to błogość która trwa niezależnie od tego, czy kobieta jest przy Tobie, czy z kimś innym. Wydaje się nierealne? A widzisz – dlatego piszę że jest to takie rzadkie. Ale to jest właśnie miłość, a wszystko inne jest tylko walką dwóch żebraków o haj hormonalny – zakochanie. Ludzie kochają ten stan, ponieważ problemy znikają i pojawia się euforia – jak po narkotykach.

    3. Poczucie że „to ta jedna jedyna”, nie wywołuje tak naprawdę dziewczyna, a stan haju hormonalnego w nas. Jeśli ktoś żyje dłużej, ten wie że takie poczucie można mieć wiele razy – i każda następna kobieta może dać jeszcze więcej ekscytacji. Rozkosz i ekscytacja tkwi w nas, a nie w dziewczynie. Ona tylko ten stan w nas aktywuje. Ale może zrobić to też wiele innych kobiet – więc nie warto płakać, że już nigdy nic takiego nas nie spotka. Może spotkać jeszcze wiele razy, bo to nie zależy od kobiety.

    4. Młoda dziewczyna, jeśli nie jest chorobliwie nieśmiała bądź na coś chora, eksperymentuje na studiach z seksem i chłopakami. Zwłaszcza ta, która mówi że nigdy by tego nie zrobiła. A co ma powiedzieć? Dziś rozmawiałem z koleżanką, która mi opowiedziała o pewnej babce, która piętnaście lat temu zrobiła facetowi laskę gdzieś na imprezie – i do tej pory jest uważana za dziwkę. Społeczeństwo czasem wybaczy, kobiety nigdy – i one doskonale o tym wiedzą. Dlatego studia to taki czas. gdzie para często się rozstaje albo wzajemnie zdradza. Szał hormonów, młodość, chęć eksperymentowania, poczucie wolności wypływające z wyrwania się ze swojego miejsca zamieszkania…

    5. Kobiety można zmieniać, ale pasję ma się tę samą całe życie. Kobieta może nas zostawić, okraść i zdradzić, a pasja zawsze da nam rozkosz, spełnienie i pieniądze. Gdy masz pieniądze i się liczysz w branży (pasjonaci zawsze się liczą), dziwnym trafem kobiety się będą o Ciebie niemal biły. Bez pieniędzy jesteś dla kobiet totalnie nieatrakcyjny, nudny i żałosny. Jedyne na co możesz liczyć jako biedak u kobiet, to litość wymieszana z pogardą i odrazą – no chyba że weźmiesz brzydulę, której nikt inny nie chce.

    Pasja to pieniądze, a pieniądze to możliwość wyboru najatrakcyjniejszej kobiety. Pójście na nielubiane studia dla w imię miłości (zakochania), to kiepska przyszłość, nudna praca (jeśli będzie), bieda i brak pozycji. Wątpię by Twoja kobieta chciała założyć rodzinę ze smutnym, pozbawionym pasji biedakiem. Ona Ci pewnie mówi że liczy się wnętrze i serce a nie pieniądze – każda tak mówi, zwłaszcza te co są „inne niż wszystkie”. No a co ma powiedzieć? Że lubi dobre życie, pozycję, fajnych znajomych na poziomie? Każdy lubi. Gdy Ty będziesz biedował, ona znajdzie takiego co oddaje się cały swojej pasji i dobrze na niej zarabia – a Ty zostaniesz na lodzie. Gdy będziesz płakał prosząc o kolejną szansę, Myszka Ci powie że przecież Ci nic nie obiecywała.

    6. Wyjazd z kobietą, to pokazanie jej że jest dla Ciebie ważniejsza od Twojej przyszłości i pasji. Czyli jesteś desperatem, a takich zawsze się odrzuca, albo bezwzględnie wykorzystuje. Kobiety lubią zdobywać, czuć że mają faceta o którego trzeba się starać, bo gdy kobieta walczy o mężczyznę, uruchamia seks – odwieczną monetę w rozliczeniach damsko – męskich. Gdy uruchamia seks, czuje się wspaniale, kobieca i pełna siły. Gdy nie trzeba walczyć, nie ma potrzeby aktywować seksu, starać się – emocje opadają, a emocje to dla kobiety sens życia.

    Desperat nie wzbudza emocji – bo jest łatwy do zdobycia. Diamenty są tak drogie, ponieważ są rzadkie – kamyk na drodze się kopie, bo jest powszechny. Desperacja i oddanie się całym sobą kobiecie, to niezawodny przepis na koniec relacji – albo zdradę i podłe traktowanie, jeśli odejść nie można. Kobiety zawsze podniecała siła, a siła to niezależność – także od niej. Gdy kobieta zniszczy Twą niezależność, sprawi że staniesz się zależny od niej (ślub czyli umowa prawna niekorzystna dla mężczyzny, zakochanie), wtedy staniesz się słaby i zacznie się proces rdzewienia relacji, czyli standardowe migreny i brak seksu, aż do zdrady i rozwodu z Twojej winy, bo „zniszczyłeś jej życie”. Tak zawsze było, jest i będzie.”

    Lubię to

  16. http://www.eioba.pl/a/4yar/ona-nie-lubi-analu

    „Panie we frywolniejszych rozmowach deklarują, co w seksie lubią a co nie. Ponieważ przeprowadziłem wiele takich rozmów – a niekiedy je „finalizowałem”, pragnę podzielić się z Państwem moimi przemyśleniami. Kłócą się one troszeczkę z tym, co nam od dzieciństwa o kobietach i ich naturze wmawiano.

    Miłość Grecka dzieli i łączy

    Zacznijmy od tego, że jedne Panie lubią Grecką miłość, a inne się na myśl o niej brzydzą. Normalne, zrozumiałe reakcje które powinny zamknąć temat – ale nie zamykają. Dlaczego? Ano dlatego że kobieta która jest:

    1. Zakochana, czyli mówiąc wprost naćpana hormonami przyjemności, śpiąca po cztery godziny na dobę a resztę dnia spędzająca w euforii.

    2. Bardzo pragnąca mężczyzny, czyli tego co on ma i może jej dać:

    – mieszkanie, pieniądze, samochód, zapłodnienie i utrzymanie, prawna umowa związująca faceta finansowo z kobietą zwana romantycznie „ślubem”,

    – co sobą społecznie reprezentuje (w końcu kobieta po podstawówce gdy staje się żoną lekarza czy mecenasa, automatycznie staje się Panią doktorową bądź mecenasową, w drugą stronę to nie działa),

    – możliwość wejścia w wyższe sfery, niedostępne jej z racji urodzenia, intelektu czy dokonań.

    – awans ze skromnej i potulnej ekspedientki w mięsnym, do gardzącej i poniżającej inne ekspedientki już jako bogata klientka w futrze z szynszyli, dumnie błyskająca pierścionkiem z diamentem od upolowanego samca. W końcu jak mówi nasz wielki Norwid: „Niewolnicy wszędzie i zawsze niewolnikami będą – daj im skrzydła u ramion, a zamiatać pójdą ulice skrzydłami.”

    3. Zdesperowana zbliżającą się trzydziestką i pojawiającymi się zmarszczkami, oraz dotkliwie obserwująca spadek zainteresowania nią przez mężczyzn. Już nie każdy chce służyć, płacić i zabawiać, nie każdym można się pobawić i dowartościować jego cierpieniem, czyli wyhodować pięknie pachnąca różę femme fatale na nawozie męskich łez i sznytów. Wizja ślubu, dzieci, drwiących przyjaciółek i odczepienia się gderających i straszących staropanieństwem ciotek, staje się ważniejsza niż wszystko inne, ba! jest tak potężna, że nawet przysięgająca że tyje tylko od genów i tarczycy kobieta, momentalnie zaczyna mniej jeść i chudnąć. No ale po ślubie choroba tarczycy i „złe geny” od razu wracają.

    Jest takie prawo życia – im mocniej piersi kobiety opadają do ziemi, tym większa szansa dla zakochanych w niej mężczyzn. Każde trzy centymetry niżej, to dwukrotnie większa szansa na sfinalizowaną randkę. Dlatego niech moi czytelnicy nie tracą nigdy nadziei.

    Pytanie zawiera w sobie lęk przed odmową, a lęk nie podnieca Pań

    Taka pobożna i szanująca się Dama, zacznie lubić nie tylko seks analny, ale i prawie każdy inny. Dlatego rozmowa o tym co kobieta lubi a co nie, ma też drugie dno, pewną niezdobytą męskim rozumem głębię. W odpowiedniej sytuacji kobieta nie tylko może zmienić preferencje, ale także czerpać z tego co ją brzydziło namiętną rozkosz. Przez miliony lat ta umiejętność godna kameleona, umożliwiała kobietom zdobycia najlepszych samców, a więc umożliwienie przetrwania i odchowania zdrowszego potomstwa. Jeśli kobiety w imię urody (a więc zdobycia lepszego samca, bycie atrakcyjniejszą od konkurentek) potrafią poddawać się cięciom, operacjom i wszelkim możliwym torturom ciała, seks analny przy tym jest zaledwie niewinna igraszką.

    Dlatego pytanie nie powinno brzmieć „czy lubisz od tyłu?”, w ogóle nie powinnyśmy go zadawać, ponieważ odpowiedź nie zależy od jej preferencji, a od stanu jej emocji. Mężczyzna elegancki, nowoczesny, stroniący od banałów o kobietach które zewsząd się wylewają a żyjący prawdą, nigdy nie rozmawia z kobietą o seksie tylko go uprawia.

    Emocje fundamentami orgazmu

    Kiedyś zrozumiałem, jak bardzo mówienie o seksie ukazuje moją desperację – więc często o nim nie rozmawiałem z kobietą podczas spotkania. Gdy ją rozbierałem, mówiłem poważnym tonem że seks tylko po ślubie. Gdy triumfalnie zdobywałem bramy strzegące jej cnoty, zapewniałem że seks jest dla mnie bez znaczenia, bo liczy się tylko dusza i wnętrze. Po wszystkim gdy leżałem wtulony w sponiewieraną kochankę, mówiłem poważnym tonem że nie uprawiam seksu, bo bez miłości jest płytki. Dezorientacja dziwaczną, ironiczną i śmieszną sytuacją bardzo podniecała kobiety – ciekawość, zmora Pań, jest także silną emocją, a tylko na jej fundamentach może powstać potężny orgazm w ramionach dziwnego, ale i zastanawiajacego i oryginalnego kochanka. To działa niestety tylko raz – moje badania naukowe wskazują, że za drugim razem jest to odbierane raczej niechętnie.

    Powyższe słowa mogą się bardzo nie spodobać wielu Panom – ponieważ atakując „od tyłu” swą kobietę, natknęli się na znak B2 (zakaz wjazdu), za którego złamanie Państwa uniżony sługa przedwczoraj dostał mandat.

    Oblubieniec może wszystko

    Jak więc widać, natknięcie się na tego typu blokadę nie oznacza że trafiliście Państwo na przyszłą świętą męczennicę, tylko że nie uruchomiliście w swej kobiecie szału zmysłów, burzy emocji i tornada uczuć, które objawia się pragnieniem oddania swemu oblubieńcowi tak, jak mu się tylko marzy. Zakochana, otumaniona pożądaniem i przygnieciona rozkosznym brzemieniem katoliczka, odda się nawet na ołtarzu w trakcie czarnej mszy swemu chłopakowi w czarnych szatach i czapce z rogami, z czułością i miłością patrząc jak z rzeźniczym nożem goni kota, który uciekł chwilę przed złożeniem go w ofierze Szatanowi; „To dobry chłopak, przy mnie szybko się zmieni i ustatkuje, znajdzie dobrą pracę, przestanie mordować zwierzęta i skończy z narkotykami”.

    Gdy faceci „znający życie” myślą że znają swą kobietę i jej preferencje, znają tylko i wyłącznie marketingowy obrazek „świętej Matki Polki, dźwigającej na swych barkach brzemię prania mu majtek w pralce, brzydzącej się grzechem i nieczystością”. Nie znają prawdy; patrzą a nie widzą, słuchają a nie słyszą, a proroków prawdy hejtują i trollują.

    Zdrada to symboliczna zemsta na małżonku

    Mężatki podniecone swą zdradą z innym mężczyzną, rozjuszone spektaklem symbolicznej zemsty właśnie się odgrywającym na mężu, robią wszystko to, o co mąż bałby się nawet spytać. Przecież jego Myszka taka nie jest! Dobry, ciepły Miś zapewnia dodając, że mógłby oddać za to rękę. Oczywiście że nie jest, ale tylko przy nim. Przy kochanku jest zupełnie inną kobietą, zrodzonym przez wulkan żywiołem, odmienioną i żarzącą się podmuchem ekscytacji. Mąż nie może od tyłu, w buzię ani bez gumki, nie wspominając o złapaniu za włosy, przekleństwach czy chłoście dla podkręcenia temperatury uczuć. Tymczasem kochanek może to, i wiele, wiele więcej. To nie tylko moje doświadczenia, ale także wielu ostrych chłopaków z braciasamcy.pl, najlepszego forum o kobietach w polskim necie, gdzie Panie zamknięto szowinistycznym, płytkim emocjonalnie aktem w „rezerwacie”.­

    Zakochana i opętana pożądaniem kobieta, pragnie być eksplorowana w każdym możliwym miejscu i czasie tak, by cała jej istota stała się zbeszczeszczona grzechem żądzy. „50 twarzy Greya” nie kupowały prostytutki i nimfomanki, a tzw. „kury domowe”, czytające z wypiekami na twarzy sceny bicia, gwałcenia a zwłaszcza kupowania prezentów w nagrodę za uciechy ciała. To oznacza, że kobiety w określonych wyżej okolicznościach, uruchamiają w sobie niezgłębione pokłady perwersji; porządny, uczciwy mężczyzna powinien w tym dopomóc.

    Demoralizacja kobiety nagradzana rajem w łożu i poza nim

    To smutna prawda dla wielu z nas, gdyż pokazuje w jakim stopniu opanowaliśmy sztukę miłości. Czuję że wąsaci i brzuchaci, jak też pryszczaci i nerwowi biali rycerze w zbroi z tureckiej wełny, mistrzowie minutowego sprintu, nie poczują do mnie sympatii po tym tekście. Ale nie o sympatię mi chodzi, a o prawdę której jestem niestrudzonym orędownikiem. Demoralizacja erotyczna kobiety to droga do zatracenia w seksualnym szaleństwie i uwielbieniu kobiety. Uważanie jej za „czystą i bezgrzeszną” istotę jest początkiem końca związku, który tspajać może jedynie strach przed samotnością, kredyt we frankach bądź obawa przed opinią otoczenia.

    Ale jest w tym wszystkim nadzieja dla nas, rachitycznych kochanków. Jeśli nie jesteśmy gitarzystami czułych strun łechtaczki i duszy kobiecej (ja nie jestem), możemy stosować różne triki, a więc aranżować sytuacje emocjonalnie niestabilne, grożące niebezpieczeństwem (zdrada małżeńska, czego nie polecam gdyż jest niemoralna, seks w miejscu gdzie istnieje ryzyko zauważenia przez innych, kreowanie sytuacji zagrożenia sobą, co opisywałem w ostatnim tekście i wiele innych możliwości). Silne emocje potrafią zmienić najnudniejszą nawet domatorkę w dziką bestię. Facet potrafiący przemienić swą kobietę w seksualnego wilkołaka, jest prawdziwym mężczyzną. Poznasz go po setkach śladów pazurów na plecach, znaku prawdziwego mężczyzny. Zapytajcie listonosza czy hydraulika, zwłaszcza tych dziwnie podobnych do waszych dzieci – oni znają prawdę kryjącą się w mrocznych zakamarkach nie tylko waszych zlewów, ale i kobiecej natury – zwłaszcza gdy mąż jest w delegacji.”

    Lubię to

  17. http://www.eioba.pl/a/4tyh/mezczyzni-z-zelaza

    „Z moich doświadczeń wynika, że wiara w fascynację kobiet emocjami, szczerością i mądrością partnera dogorywa przed trzydziestką. W tym czasie rodzi się świadomość, że niemal wszystko co wiedzieliśmy o psychice Pań, jest nieprawdą. Z początku jest to niemowlę, ale im więcej widzimy, postrzegamy i czujemy, tym szybciej rośnie. Każde mocne uderzenie które dostajemy od ukochanej Myszki, spadające jak grom z jasnego nieba, działa na nie jak sterydy; a każda konfrontacja bajek z rzeczywistością, jak ryż z kurczakiem.

    Człowiek z żelaza

    Są jednak mocni zawodnicy, bardzo chwaleni, stawiani za wzór i podziwiani przez Panie (niestety tylko słownie), którzy potrafią tę wiarę utrzymać w sobie nawet do czterdziestki. To ludzie z żelaza których i podziwiam, i trochę się boję – statystyki rozwodów i życiowe perypetie atakują twierdzę ich wierzeń bezskutecznie, a oni nadal wierzą w to, co mówiły im mama, babcie i ciocie, a także każda książka, film i opowiadania „znających życie”, którym oczywiście w życiu nie wyszło.

    Oczywiście są i starsi, którzy prawią podobne komunały, ale oni prawdę znają – mówią tak tylko po to, by nie wyszło że popełnili błąd. Rzadko kto lubi się do nich przyznawać, więc gra się przed światem zadowolenie. Gdyby pokazali jak jest naprawdę, byliby wytykani palcami – a kto lubi być na językach plotkarzy? Otoczenie tylko czeka, by ktoś przyznał się do słabości. Nie każdy to wytknie od razu, ale gdy się pokłócisz z kimś… wszystko zostanie wykorzystane przeciwko Tobie. Takie rzeczy mówi się tylko w gronie zaufanych przyjaciół, przy wódeczce i śledziku, albo na szowinistycznym forum braciasamcy.pl, gdzie ofiar wierzeń w anielską naturę kobiety jest bez liku.

    Czy to możliwe? Tak, tak, tak.

    Myślisz że to takie dziwne? A może to teoria spiskowa, wymysł chorego na schizofrenię mózgu? Czy to możliwe żeby niemal cały świat zgodnie kłamał, unieszczęśliwiając się tym? To spójrz na palaczy – większość z nich przysięga, że pali bo lubi. Tymczasem prawda jest taka, że wciągają do płuc cuchnący, powoli ich zabijający dym, za który płacą w skali życia fortunę. I każdy z nich zna jakiegoś Janka czy Zbysia, który pali i żyje w zdrowiu sto lat, oraz nieśmiertelne „na coś trzeba umrzeć”. Racja, na coś trzeba, ale ważne jak wygląda życie przed śmiercią. W przypadku palacza najczęściej jest to obturacja płuc, sterydy wziewne, wózek inwalidzki, szpital co dwa tygodnie, gdy przeziębienie zaciska oskrzela uniemożliwiając oddychanie, oraz niemożność samodzielnego życia – leki jednak pozwolą wydłużyć tę pełną bólu i trudności egzystencję. O kaszlu, bólach w klatce piersiowej, migrenach (ale tych prawdziwych, nie kobiecych) udarach i paraliżu, zawałach, smrodzie, zniszczonej cerze, żołto brązowych zębach nawet nie wspomnę. I jeszcze za to płacą!
    Co do żyjących sto czterdzieści lat Zenków i Rychów, są oni tak rzadkimi przypadkami, że lepiej już zagrać w totka. Łatwiej trafić kumulację, niż mieć geny jak nieliczni ludzie, którzy faktycznie mają olbrzymią odporność na papierosy. Są przecież ludzie którzy jedzą szkło – zjesz? Oczywiście że nie, wiesz że byś umarł. Ale palić, zapalisz chętnie, bo ktoś za siedmioma górami i lasami przetrwał bez raka.

    Ludzie palą, chociaż absolutnie nic im to nie daje. Nie ma żadnej przyjemności palenia – paliłem kilkanaście lat, więc bardzo dokładnie poznałem ten mechanizm. Jest tylko psychiczny ból spowodowany brakiem papierosa, a „zajaranie” na chwilę go odsuwa, i to nie do końca. Za dwadzieścia minut pomyślisz o kolejnym papierosie, a za godzinę myśli będzie zajmować tylko On, nasz Nowy Pan. To nie przyjemność, a tymczasowe odepchnięcie od siebie przykrego odczucia braku, rozpaczy i paniki, gdy chwila bez papierosa się wydłuża. Stąd wrażenie relaksu i lepszej koncentracji po wciągnięciu trucizny do płuc, która i tak jest znacznie niższa, niż u osoby niepalącej. Ja żeby dobrze się czuć, nie muszę nic robić. Palacz nawet tego nie poczuje, bo gdy pali odczuwa wprawdzie ulgę, ale wymieszaną z poczuciem winy że nie potrafi rzucić, a po zgaszeniu pozostaje smród w ustach, oraz spory odpływ energii. Za chwilę znów wraca poczucie braku… i tak całe życie.

    Kłamią w jednej kwestii, więc i w drugiej mogą

    Miliardy palaczy kłamią w oczywistych sprawach. Łgają jak z nut, niektórzy nawet w to wierzą. Zaczęli palić bo inni palili, a z obrazkiem papierosa skojarzone były sławy kina, najwięksi twardziele, eleganckie francuskie aktorki, czyli tzw. wielki świat. I chociaż pierwszy papieros spowodował wymioty, silny kaszel, człowiek nadal pali, bo inni zapewniali go że to jest dobre, odpręża i daje moc. Wprawdzie rodzice zakazują palić, ale dziecko ma oczy więc widzi – palą ludzie w trakcie imprez, spotkań, w kinie piękni, silni ludzie z przyjemnością się zaciągają. Czyli wniosek logiczny młodego człowieka jest taki, że chociaż papieros z początku wydaje się ohydny, przyjemność musi przyjść – ale ona nigdy nie nadchodzi.
    To wielki dramat człowieka, który bardziej wierzy propagandzie, łgarstwom ludzi go otaczających i reklamom, niż reakcjom swego ciała; te się dusi, wrzeszczy w swoim języku kaszlnięć i złego samopoczucia, ale umysł człowieka opanowanego kłamstwami jest twardy – pali dalej. W końcu ciało się przyzwyczaja do trucizny, a człowiek staje narkomanem, który bez papierosa odczuwa bezsens swojego istnienia.

    Gdy człowiek dostaje raka, i wypróżnia się pod siebie piszcząc z bólu, najczęściej zdaje sobie sprawę że sam się zniszczył. Stracił szacunek do siebie, pieniądze, zdrowie – a także najważniejsze; spokój umysłu. Palacz bezustannie się martwi i denerwuje, a z czasem nawet paląc odczuwa stan braku i tęsknoty. Wiele lat myślałem o tym, jak bardzo palenie jest szatańskim wynalazkiem. To niesamowite, jak coś co sam stworzyłem, nawyk palenia, mogło mnie wziąć we władanie, oraz otoczyć tak silnym uściskiem, z którego jakimś cudem udało mi się wyrwać.

    „Życiowe mundrości”

    Ludzie sami się niszczą, a potem wymyślają bajeczkę która ma to usprawiedliwić. Tak właśnie działają ludzie i „prawdy życiowe”, które skopiowali od nieszczęśliwej rodziny i z filmów – jeśli chcesz być nieszczęśliwy, słuchaj ich kłamstw. Później staniesz się taki sam jak oni, zgorzkniały, nienawistny, pozbawiony energii i chęci do życia. I też będziesz kłamał, gdyż oszustwo chroni Cię przed przykrą prawdą i jej następstwami. Twardziele o których wspomniałem, są jak świadkowie Jehowy, którzy z każdym nieudanym końcem świata wierzyli jeszcze mocniej – tłumaczyli sobie to tak, że Bóg wysłuchał ich modlitw i wstrzymał koniec świata. Mogli poczuć się frajerami, co by ich uratowało i wyrwało z sekty- ale wybrali kłamstwo, by nie doświadczyć poczucia bycia oszukanym, przekręconym.

    Podobnie funkcjonują nastoletni zwolennicy Korwina, wierzący że pracodawca płaci mało, bo ma duże podatki. I gdy się okazało że na śmieciówkach, gdzie nie ma żadnych obciążeń płaci tak samo, a płacze nad swą biedą jeszcze głośniej, zamiast zrzucić z piedestału starego aparatczyka – milionera żyjącego za komuny jak pączek w maśle, wierzą w niego jeszcze mocniej. Ta wiara pozwala nie czuć się oszukanym, zachować poczucie wartości. Ono i tak kiedyś upadnie, ale wszyscy lubimy przesuwać do przodu myśl o tym, co przecież nieuchronne. W końcu przecież umrzemy, nasze ciała się rozpadną, a co z naszym Ja które tak bardzo pragnie istnieć? Nie wiadomo. Może zniknie, a może przeniesie się w inną rzeczywistość i inne ciało, by znowu doświadczać niezwykłej umiejętności kłamania sobie samemu. Czas rozwikła tę zagadkę przed każdym z nas.

    Na raty znacznie drożej

    Kobieta jest jak samochód. Jeśli masz mało pieniędzy, musisz wybrać tani, budżetowy model na raty; Fabię, czy jakąś tanią dacię. Niestety; system ratalny oznacza, że bardzo mocno przepłacasz. Łączna suma którą wydasz, jest dwu albo i trzykrotnie większa od wartości auta. Takie właśnie jest małżeństwo. Chcesz żeby było miło, bo wszyscy mówią że jest fajnie. Podobnie pokazują palacze, więc im wierzysz. Możesz mieć kobietę i seks z nią, ale ona chce ślubu i dzieci – więc pragnąc utrzymania miłych odczuć, podpisujesz umowę prawną, zobowiązującą Cię do życia z kobietą i płacenia jej w przypadku, gdy już nie będziesz chciał. Niestety, system ratalny jest koszmarnie drogi… ale zrozumiesz to dopiero wtedy, gdy fabia zacznie rdzewieć i trzeszczeć. Wyplątać się z niej niestety już nie można, chyba że trafisz szóstkę w totka.

    Ci którzy mają pieniądze, kupują nowe, drogie auta. Nie muszą wchodzić w zawiłe prawnie umowy – ale i tak przeważnie wchodzą. Ot, magia czterech kółek.

    Dlatego powtórzmy wszyscy razem na głos:

    1. Kobieta nie daje przyjemności. Daje ją Twój układ hormonalny – kobieta ją w Tobie tylko wyzwala. Nie ta, to będzie inna, chociaż płacząc po rozstaniu, może Ci się wydawać że to niemożliwe. Tymczasem kolejna miłostka może być znacznie silniejsza pod względem euforii, którą w Tobie wzbudzi. Wtedy się okaże, że ex nie była Twoją połówką – jest nią obecny aniołek. Gdy i ten Cię rzuci, scenariusz się powtórzy.

    2. Kobieta wzbudza w nas miłe uczucia, podobnie jak mocne samochody, dobre jedzenie, słodycze, narkotyki, alkohol, ładne ubrania, pieniądze czy poczucie władzy. Kobieta jest więc przyjemnością, która jest bardzo droga, zwłaszcza gdy kupuje się ją na raty. Dlatego biedni powinni skoncentrować się na zarabianiu pieniędzy, rozwijaniu pasji i wysokiej samooceny, a później brać za kobiety. Wtedy można mieć bardzo ładne auto, a jak zacznie dymić i odmawiać szybkiej jazdy, zmienić na nowszy model – bez wyrzutów sumienia, w końcu sami jesteśmy także wymieniani, często bardzo bezwzględnie.

    3. Jeśli pragniesz mieć dzieci, małżeństwo wydaje się nieodzowne. Ale kto się śpieszy, może bardzo źle wybrać. Jeśli wolisz poczekać, jest to z mojego punktu widzenia mądra decyzja, gdyż umożliwia Ci poznanie gry, w którą grają z Tobą kobiety, a także tej w którą grasz Ty sam z otoczeniem. Im więcej wiedzy o sobie, ludziach i świecie, tym większa możliwość wyboru. Jeśli poznasz większość kłamstw którymi żyjemy, ochota na dzieci znacząco spada – chociaż presja otoczenia, strach przed ostracyzmem ludzi potrafi tę decyzję wymusić.

    Uważam że dzieci powinni mieć tylko ci ludzie, którzy wewnętrznie tego pragną – problem w tym, że ludziom wydaje się że tego pragną, że uzyskają spełnienie, szczęście – ponieważ im to wmówiono. Nic z tego. Dziecko to skarb, który po wielu latach zżycia się z nim, trzeba oddać światu. Kto chce go zatrzymać, zniszczy siebie i własne dziecko. Dlatego właśnie do dzieci nadają się tylko te osoby, które czują jak wielką jest to odpowiedzialnością, czego od nich wymaga i jaką cenę będą musieli za to zapłacić.”

    Lubię to

    • Uff,przebrnęłam przez teksty które zamieścił Sanctus:)Ciężka to była droga i wyboista:)Nie jestem w stanie odnieść się do całego tekstu dlatego poruszę tylko kilka spraw.
      W sprawie tego,że wszystkie kobiety są takie same:otóż autor przebzykał tylko kilkadziesiąt kobiet,a więc niewielki wycinek żeńskiej populacji która liczy ok.3,5 miliarda.Tak więc autor nie może stwierdzić,ze wszystkie kobiety są jednakowe:)Mam w domu koty i zaręczam,ze nawet każdy kot ma inny charakter:)
      W sprawie analnego seksu:niektórym kobietom seks analny sprawia ból i dlatego go nie lubią.Seks powinien sprawiać przyjemność obu stronom.
      W sprawie „50 twarzy Greya”:czytam średnio 3-5 książek na miesiąc ale tego badziewia bym kijem od szczotki nie tknęła nie mówiąc o tym,ze szkoda oczu:)
      W sprawie zdrady:temat rzeka,niewyczerpalny.Autor ma rację pizsąc,że kobiety zdradzają ale zdradzają również mężczyźni:)Powody do zdrady są różne ,ja chciałabym napisać o jednym,takim,który się pzremilcza.Otóż jest wiele kobiet,które lubią seks w małżeństwie czy partnerstwie ale to włąśnie partner czy małżonek odmawiają kobiecie seksu.Z przyczyn moich zdaniem takich:facet ma kochankę,facet jest zmęczony pracą i glowa go boli albo ma spadek libido.I co taka kobieta ma robić?Modlić się,kupić wibrator no albo właśnie mieć kochanka:)

      Lubię to

      • Pani Jolu, miło z Pani strony, że wyraziła Pani zainteresowanie zaaplikowanymi artykułami 🙂 Owszem każda kobieta ma inny charakter, bo ten kształtują bodźce z otoczenia jak chociażby proces wychowania i wpływ rówieśników, itp, ale każda kobieta ma tożsamą naturę, której zazwyczaj same kobiety często nie chcą zrozumieć, i wykonują w trakcie życia swoje, instynktownie biologiczne programy, o co ja pretensji nie mam, tym bardziej autor, ale należy brać pod uwagę, że kobiety z racji swojej macieżyńskiej roli cywilizacyjnej muszą być bardziej wyrachowane aby owe potomstwo godziwie wychować, i tu się zaczyna cała ta gra i tzw wojna płci, będąca skutkiem ubocznym życia w nieświadomości od kolebki aż po grób.

        ps. jako, że jest Pani miłośniczką kotów, które ja kocham najbardziej ze stworzeń czworonogich, to podsyłam również, link do szerszej lektury artykułów od autora powyższych przemyśleń, nie musi Pani dziękować, ja to wszystko robię ku oświeceniu ludzkości i kobiecości i męskości 😀 pozdrawiam 🙂

        http://www.eioba.pl/kommodus/articles

        Lubię to

        • ==które ja kocham najbardziej ze stworzeń czworonogich==

          Też tak mam.. 😉



          Każdy kot jest na poziomie 42 latka i wyżej .. 🙂

          Lubię to

        • grzegorz -> lubie to 😀 … psioków nienawidzę, skurwielce mnie ciągle atakują, szczekają, a ja tym debilom nic nie robię, bo psy są właśnie niedorozwinięte, są wrogiem a nie przyjacielem człowieka, bo wszędzie w domach masz złe psy, które mogą cię zagryźć żywcem , a kot nigdy się nie nauczy nienawiści ludzkiej, tak jak pies …

          p.s. polecam Ci dwie wypasione strony z kotinkami na pejsie:

          https://www.facebook.com/CatGato-3-1560509204196458/?fref=ts

          https://www.facebook.com/gatitospr/?fref=ts

          Lubię to

        • ,, … bo psy są właśnie niedorozwinięte, są wrogiem a nie przyjacielem człowieka, bo wszędzie w domach masz złe psy, które mogą cię zagryźć żywcem …”

          Nie mnie osądzać, kto jakie zwierzę domowe preferuje, to indywidualna sprawa, ale psy nie są takie złe, jak oceniasz je po zachowaniu niektórych czworonogów w twoim sąsiedztwie, które rzeczywiście mogą różnie reagować na naszą energię.

          Dwa słowa w obronie psów 😀 Tak dla równowagi 😀

          Widziałeś kota przewodnika, kota ratownika, kota stróża? Nie słyszałam, żeby ludy pasterskie dawniej i dziś wypasały i strzegły swoich stad przy współpracy z kotami 😀
          A kwestia zagryzienia. Gdybyśmy trzymali w domach koty wielkości labradora, wilczura, owczarka podhalańskiego czy kaukaza, to nie wiem czy byłoby to towarzystwo do końca bezpieczne i takie milusińskie. Pewnie dlatego człowiek udomowił tylko małe egzemplarze.

          Nie podoba mi się, że człowiek tworzy jakieś hybrydowe krzyżówki psów nastawionych na daną umiejętność. Te psy, nawet tresowane, nigdy nie dadzą pewności, że im coś nie odpieprzy. Ale to człowiek może być winien samemu sobie.

          Serdecznie pozdrawiam.
          PS Łapa od moich trzech psów i dwóch kotów! 😀 😀
          Gdybyś widział jak taki kot dwadzieścia razy mniejszy od kaukaza ustawia mu ,,porządek dnia”, to byś się dopiero naśmiał. Przecież te wielkie psisko mogłoby załatwić tego kota jednym kłapnięciem, a jednak żyją w przyjaźni – szczególnie te dwa czworonogi, nie odstępują siebie na krok.

          Lubię to

        • ,, … bo psy są właśnie niedorozwinięte, są wrogiem a nie przyjacielem człowieka, bo wszędzie w domach masz złe psy, które mogą cię zagryźć żywcem … ”

          Nie mnie osądzać, jakie kto zwierzę domowe preferuje, to indywidualna sprawa, ale psy nie są takie złe, jak sądzisz po zachowaniu psów z twojego sasiedztwa, które rzeczywiście mogą różnie reagować na naszą energię.

          Dwa słowa w obronie psów. 😀 Tak dla równowagi. 😀

          Czy widziałeś kota przewodnika, kota ratownika, kota stróża? Nie słyszałam, aby ludy pasterskie dawniej i dziś wypasały i strzegły swoich stad przy pomocy kotów. 😀
          Kwestia zagryzienia. Gdybyśmy trzymali w domach koty wielkości labradora, wilczura, owczarka podhalańskiego czy kaukaza, to nie wiem czy byłoby to towarzystwo do końca bezpieczne i takie milusińskie. Pewnie dlatego udomowiliśmy mniejsze egzemplarze.
          Swoją drogą nie podoba mi się, że człowiek tworzy hybrydowe krzyżówki psów nastawionych na daną umiejętność. Takie psy, nawet tresowane, nigdy nie dadzą pewności, że im coś nie odpieprzy, ale to już człowiek jest winien samemu sobie.

          Serdecznie pozdrawiam.
          PS Łapa od moich trzech psów i dwóch kotów. 😀
          Gdybyś widział jak taki kot, dwadzieścia razy mniejszy od kaukaza ustawia mu ,,porządek dnia”, to byś się dopiero naśmiał. Przecież ten kaukaz mógłby załatwić tego kota jednym kłapnięciem, a jednak żyją w przyjaźni – szczególnie te dwa czworonogi – nie odstępują siebie na krok. Kot łazi nie za psem, ale za swoim wielkim, ciepłym łóżkiem.

          Lubię to

        • ,, … psy są właśnie niedorozwinięte, są wrogiem a nie przyjacielem człowieka, bo wszędzie w domach masz złe psy, które mogą cię zagryźć żywcem … “

          Nie mnie osądzać, jakie kto zwierze domowe preferuje, to indywidualna sprawa, ale psy nie są takie złe, jak sądzisz po zachowaniu psów z twojego sąsiedztwa, które rzeczywiście mogą różnie reagować na naszą energię.

          Dwa słowa w obronie psów. 😀 Tak dla równowagi. 😀

          Czy widziałeś kota przewodnika, kota ratownika, kota stróża? Nie słyszałam, aby ludy pasterskie dawniej i dziś wypasały i strzegły swoich stad przy pomocy kotów. 😀
          Kwestia zagryzienia. Gdybyśmy trzymali w domach koty wielkości labradora, wilczura, owczarka podhalańskiego czy kaukaza, to nie wiem czy byłoby to towarzystwo do końca bezpieczne i takie milusińskie. Pewnie dlatego udomowiliśmy mniejsze egzemplarze.
          Swoją drogą nie podoba mi się, że człowiek tworzy hybrydowe krzyżówki psów nastawionych na daną umiejętność. Takie psy, nawet tresowane, nigdy nie dadzą pewności, że im coś nie odpieprzy, ale to już człowiek jest winien samemu sobie.

          Serdecznie pozdrawiam.
          PS Łapa od moich trzech psów i dwóch kotów. 😀
          Gdybyś widział jak taki kot, dwadzieścia razy mniejszy od kaukaza ustawia mu ,,porządek dnia”, to byś się dopiero naśmiał. Przecież ten kaukaz mógłby załatwić tego kota jednym kłapnięciem, a jednak żyją w przyjaźni – szczególnie te dwa czworonogi – nie odstępują siebie na krok. Kot łazi nie za psem, ale za swoim wielkim, ciepłym łóżkiem.

          Lubię to

        • Byłoby mi miło gdybyśmy zwracali się do siebie per „ty”,ok?:)
          Jarka czytuję od pół roku a Was tutaj komentujących od 2 tygodni i dopiero zaczynam ogarniać;)
          Również pozdrawiam:))

          Lubię to

  18. http://www.eioba.pl/a/4etq/seks-to-droga-ku-bogu

    „Jak rządzić ludzkim stadem? podzielić je, ale nie tak jak politycy, a znacznie głębiej, mocniej… wmówić ludziom że coś co kochają, coś co ich uszczęśliwia jest złe. Wmawiać im to od niemowlęcia, by przyjęły tę teorię jako swoją własną, by wrosła w nich jak brud w paznokieć. Tak uczyniono z seksem – by człowiek sam ze sobą był w stanie bezustannego konfliktu.

    Gdy jedna Twoja część chce miłości, druga czuje strach przed wmówionym w dzieciństwie piekłem, mękami trwającymi przez całą wieczność. Straszą też najwyższe autorytety religijne – Matka Boska nie nie uprawiała seksu, Jezus także, zapłodnienie dokonało się w sposób duchowy a nie fizjologiczny. Męczennicy i święci seksu nie uprawiali. W telewizji można podrzynać gardła, mordować ludzi, ale pokazanie kobiecego biustu budzi zgorszenie i oburzenie prawych, bogobojnych ludzi. Gdzie nie spojrzysz, wszyscy czczeni i zasługujący na niebo po śmierci brzydzili się, bądź rezygnowali z seksu. Ty go jednak pragniesz…

    Walka z sobą

    Gdy jesteś w stanie wojny wewnętrznej, nie możesz zaznać spokoju, błogości płynącej z pełnej szacunku zgody z samym sobą. Jesteś skonfliktowany ponieważ ktoś tego chciał, ktoś chciał byś cierpiał i nazywa to czystością, miłością Boga do ludzi. Gdy pragniesz ukojenia, kapłani obiecują Ci je po śmierci pod warunkiem, że całe swoje życie będziesz sam siebie tłumił, co oznacza walkę z samym sobą. Gdy proszą o pieniądze, chcą je teraz… Spójrz jakie to szalone; zamiast tworzyć, tańczyć, kochać, całe życie poświęcasz na walkę ze swymi naturalnymi skłonnościami. Najpierw Cię podzielono, by napuścić jedną część Ciebie na drugą. W efekcie nie masz siły ani mocy, bo wszystko wytracasz na walkę ze swoją seksualnością. Kochający ludzkość Bóg najpierw Ci ją dał, a później rzekomo nie chce byś tej możliwości doświadczania piękna używał… ale skąd wiesz że taka jest wola Boga? powiedział Ci to osobiście, czy może oznajmił Ci to człowiek podający się za jego oficjalnego pośrednika? czy Bóg zatwierdził jego funkcję? nie wiadomo – trzeba wierzyć, bo kto wierzy zyska niebo, a kto wątpi pójdzie do piekła. Czy to nie jest kompletne wariactwo? ktoś podaje się za Twojego pasterza, każe Ci klękać, wyznawać swoje winy, tworzy w Tobie konflikty, podaje Ci wzory do naśladowania – samych cierpiących, umierających w kaźni męczenników, bierze Twoje ciężko zapracowane pieniądze i wysyła je do innego kraju… a co na to Bóg? milczy, ciągle milczy. Zastanawiające.

    Trzeba wierzyć że ci Panowie Cię nie oszukują. Bo kto nie wierzy, pójdzie do piekła… a jak uwierzysz bezkrytycznie innym Panom twierdzącym że reprezentują Boga? to pójdziesz do piekła – ponieważ wierzyć masz tylko tym mężczyznom, a tamtym już nie, to oszuści. Ale oni też mają swoje święte książki, tradycje, męczenników… ktoś kłamać musi, ale kto? Wariactwo, absolutne, niewiarygodne wręcz szaleństwo. A gdy pojawia się wątpliwość… to znak Szatana. Wiesz że opętuje i niszczy ludzi, bo czytałeś to w gazecie tych Panów, którzy dzięki strachowi przed nim mają wspaniałe życie już tu na ziemi – Ty niestety musisz poczekać do śmierci. Religia to najgenialniejszy sposób na interes życia. Podzielić, zniszczyć siłę, osłabionemu i zrozpaczonemu człowiekowi za pieniądze dać chwilową pociechę… niesłabnący strumień pieniędzy, za którym kroczy władza.

    Seks godzi Cię z Tobą

    Gdy pokochasz seks całym sobą, zniknie konflikt wewnętrzny. Staniesz się silny, zjednoczony. Zostanie to nazwane pychą, egoizmem i upadkiem moralnym. Twoi pasterze poczują niepokój, gdyż odczuwając w sobie zgodę i pokój, siłę i moc – nie potrzebujesz już tych ludzi. Sam czujesz w sobie Boga i jego cichy szept w sercu. Czy wiesz jak niepokoi to Twych pasterzy? wizja pójścia do zwykłej pracy, utraty wielkich majątków, władzy i wpływów na całym świecie przeraża, sprawia że drżą ze strachu. Straszą więc Szatanem, upadkiem, zgnilizną moralną, Sodomą i Gomorą. Strach – to strach jest ulubioną bronią przedstawicieli Boga miłości.
    Pierwszym objawem przebudzenia jest zmiania postrzegania seksu, cielesności i rozkoszy seksualnej. Nie reagujesz juz jak pies Pawłowa, wmówioną Ci niechęcią i strachem przed bliskością seksualną, a dostrzegasz w niej piękno, miłość i… Boga. Bóg to kreacja, tworzenie, a seks jest reprezentantem tej podstawowej, Boskiej wielkości.

    Sprawdzianem Twej czystej świadomości będzie coś co oburzy, mocno poruszy i doprowadzi do wściekłości ofiary prania mózgów w dzieciństwie. Poprosisz Boga o to, by dał Ci najlepszy seks jaki istnieje. Poprosisz tylko raz – by pogrążyć się w radosnym oczekiwaniu na Boski prezent, dar który poniesie Cię ku najwyższym szczytom piękna i błogości. Gdy zabawiasz się sam ze sobą, poproś Boga by dał Ci taki orgazm, który oczyści, uwzniośli i uszczęśliwi Twoje życie. A co z ascetami? niech się tłumią, walczą ze sobą, są wolnymi ludźmi, mają Boski dar – rozum, więc muszą decydować komu dać wiarę. Cichemu szeptowi w sobie czy Panom twierdzącym że reprezentują Boga, straszącym piekłem i kaźnią, obiecującymi cuda – ale po śmierci. A zanim do niej dojdzie, trzeba im opłacać życie.

    Boska natura to orgazm

    Doświadczenie Boga w medytacji to szczytowe doznanie. Jest ono niezwykle podobne do orgazmu z jedną różnicą – orgazm czujesz w dolnych częściach ciała, a mistyczne doświadczenie w całym ciele. Poproś więc by orgazm przeniósł się z dołu ku górze, by ogarnął całe Twoje ciało i osobowość. By przemienił Cię w lepszego, radośniejszego, bardziej szczęśliwego człowieka. Bez konfliktów, niezgody i perwersji, która jest skutkiem stłumienia swoich naturalnych potrzeb. Im bardziej coś tłumisz, tym bardziej perwersyjny się stajesz. Pojawiają się odchylenia – pedofilia, homoseksualizm, zoofilia. Są one zawsze skutkiem stłumienia podstawowej energii seksualnej, która objawia się w różnym stopniu zaburzona.

    Nie rób z seksu problemu. Kochaj się i czerp z tego wielką radość, pamiętając o chorobach i możliwości nieplanowanej ciąży. Seks to część życia, jak jedzenie, spanie, śmierć…”

    Lubię to

  19. http://www.eioba.pl/a/4bhj/bog-to-seks

    „Seks to tworzenie, kreacja; dzieki niemu powstaliśmy. Tatuś i mamusia poczuli zew natury, i w ten oto bezbożny sposób przybyliśmy by czyniś sobie ziemię poddaną. Świeciło słońce, młodość i bezmyślność bulgotała w żyłach, wygodne siano namiętnie kusiło… krówki muczały i żuły trawę, żaby rechotały, wiał przyjemny zefirek, chlusnęła sperma. Oto powstał mój przyszły czytelnik. Seks tworzy, buduje, to największa siła jaka istnieje. To po prostu życie, siła znacznie starsza i potężniejsza od wszystkiego innego. Życie to tworzenie, kreacja i przemiana, proces tworzenia i budowania. To proces jasny, świetlisty; jest także druga strona medalu, a więc noc, mrok i ciemność, czyli procesy niszczenia, destrukcja, upadanie i gnicie. Na prochach zniszczonych wspaniałości wyrasta jeszcze piękniejsza, cudowniejsza konstrukcja. Ten odwieczny splot budowania i niszczenia nie ma końca, ukazując nam odwieczną prawdę; aby zaistniało życie, te dwa procesy muszą istnieć w ścisłej harmonii, wzajemnie się uzupełniać. W kuźni życia powstają coraz doskonalsze istnienia, coraz bardziej zbliżające się ku ostatecznemu pięknu, Boskości. Spójrzcie proszę duchowym okiem na kwestię wypróżniania; guano użyźnia ziemię, z której rosną smaczne owoce i warzywa. Zajadamy się nimi, nie zdając sobie sprawy z ich prawdziwego rodowodu. Na odchodach naszych pradziadów są one wyrośnięte, patrz jak wspinają się dumnie ku niebu, ku słońcu. Jakaż duma, jakaż godność! a ojcem ich kał, matką jęki pradziada w sławojce. Rodzice brzydcy, śmierdzący, a latorośl piękna, silna i promienista. Dokładnie jak nasze elity; ojciec i matka w ubecji, w krwi odważnych ludzi skąpani, ręce krwawe, godność precz przegnana wrzaskami bólu dobrych ludzi, a dzieci już po studiach, wyedukowane, wykształcone, liberalnie nastawione do tubylczej, Polskiej ludności.

    Seks to energia życia, nie ma innej. Człowiek przechodzi przez siedem głównych faz rozwoju, symbolizowanych przez czakramy, centra energii w ciele ludzkim.

    Siedem etapów wędrówki

    Pierwsza czakra to poczucie bezpieczeństwa i jedzenie. Energia wpływająca w ten obszar daje przyjemność płynącą z najedzenia się. Taka cicha sytość, lekkie zadowolenie. Porządny, zdrowy posiłek; nie za dużo i nie za mało. Gdy energia wpływa do drugiej czakry (pod pępkiem), człowiek doznaje przyjemności seksualnej; tę prawdopodobnie wielu moich czytelników – prawiczków nie zna, więc śpieszę z zapewnieniem że jest miło, bardzo miło. Może nie za każdym razem, ale przeważnie tak. Na trzeciej czakrze (splot słoneczny) energia uruchamia kierowanie, władzę, zarządzanie. Człowiek czuje sporą satysfakcję z kierowania ludźmi, z posiadania władzy nad ich losami. Przyjemność ta jest większa niż seksualna, stąd wielu wodzów i despotów to impotenci. Władza to większy afrodyzjak niż kopulacja, daje większą satysfakcję, spełnienie i przyjemność. Później jest czwarta czakra (na wysokości serca) która gdy zostaje przebudzona, człowiek zaczyna kochać. To niezwykle przyjemne uczucia, bardziej błogie i rozkoszne niż jedzenie, seks i władza. Tacy ludzie spełniają się pomagając innym, przepełnia ich miłość którą z radości i faktycznie bezinteresownie się dzielą. Człowiek u którego energia doszła do tego ośrodka może być lekarzem, opiekunką do dzieci, nawet policjantem który z miłością wlepia mandaty, wiedząc że ten piekący ból debetu na koncie, ocalić może człowieka przed wielką tragedią, kalectwem i więzieniem. Piąta czakra (gardło) to wielka sztuka. Na tym poziomie energia życia ukazuje się nam jako piękna muzyka, wiersze, opowiadania (które poruszają „coś” w Tobie), gra aktorska, obrazy; na tym poziomie, bardzo wysokim, tworzy się dla samego tworzenia. To już niemalże Boski poziom, gdzie człowiek czuje ten zew nieśmiertelnego piękna, i na swój sposob probuje go ukazać innym ludziom. Są stolarze którzy potrafią zakląć w meblu tę Boską chuć, twórcy, także informatycy dbający o wygodę i rozkosz z posiadania programu. Sztuka zaklęta jest we wszystkim tym, co przenosi człowieka na jawie do krainy pięknego, uwzniaślającego snu. Szósta czakra (między oczyma) to mądrość. Rozkosz z niej płynąca jest obezwładniająca. Taki człowiek jest mędrcem i przeważnie milczy, bo i jak przekazać masom będącym na poziomie maksymalnie seksu taką błogość? słowami się nie da, to niemożliwe. To jakby opisywać piękno przyrody ślepemu od urodzenia. Siódma czarka (na czubku głowy) to oświecenie. Nie ma co nawet o tym stanie pisać; to szczyt duchowego sukcesu.

    Jak zniszczyć piękno

    Energia wspina się wraz z rozwojem duchowym człowieka w górę. Siły przeciwne temu rozwojowi (tak naprawdę w szerszym spojrzeniu go wspierające) czyli diabeł, demony, zło i ignorancja, kapłani (jak zwał tak zwał) wymyśliły rewelacyjny sposób na przeszkodzenie; energii nie da się zatrzymać, wstrzymać… człowiek by wtedy umarł. Energia musi płynąć przez człowieka. Cóż więc zrobić? siły ciemności wpadły na genialny pomysł; można przekonać umysł człowieka, że przejawianie się tej energii na drugim ośrodku jest złe, grzeszne, obrzydliwe przed Bogiem. Człowiek więc tłumi tę energię na drugim ośrodku (przejawiającą się jako seks), obrzydza ją i wypiera się jej, dzięki czemu pojawiają się poważne problemy. Ta energia może iść w górę, ale jest już znienawidzona, zbrukana. Zamiast zarządzania i gospodarzenia, pojawia się despotyzm, niepochamowana żądza władzy. I tak to idzie w górę, niszcząc wszystko na swojej drodze.

    Kochaj seks, by go opuścić

    Seks to etap życia; piękny, błogi, ale mimo wszystko bardzo niski. Nie tamuj tej energii, kochaj się i czerp z tego wielką przyjemność. Wmówiono Ci że Bóg nie pochwala seksu przedmałżeńskiego; zrobiono z Boga idiotę, kretyna dla którego ważny jest papierek i mruczando kapłana. Bóg to spełnienie, to tęcza wielokolorowa; seks to kolor czerwieni i pomarańczy, jeden z etapów które prowadzą ku ostatecznemu spełnieniu. Zrób z seksu grzech – sprytne! cała reszta także będzie obrzydliwa, niesmaczna, brzydka… kapłani Ci mówią swoje, ale ja Ci mówię żebyś tego nie słuchał; to brednie, bełkot. Kochaj się bez wyrzutów sumienia, czerp rozkosz z seksu po to, byś spokojnie i naturalnie mógł przejść wyżej, w stany bycia gdzie istnieje rozkosz i błogość znacznie większa niż seks. Oczywiście w tym stanie kapłani stają się śmieszni, dziecinni – dlatego tak bardzo dbają, byś nie wyszedł poza ich poziom. Byś nie spojrzał na życie uważnymi, pełnymi mądrości oczyma które śmieją się z tych wszystkich bajek, idiotyzmów w które wierzą miliardy ludzi.”

    Lubię to

  20. http://www.eioba.pl/a/4fby/dekalog-analny

    „Sex analny jest miłością obłożoną społecznym tabu, i przez wiele osób uważany za coś grzesznego, nieczystego.

    Przyjemne precedensy

    Faktem jest że Pan Bóg zaprojektował to słodkie, rozkosz – dające miejsce w zgoła innym celu niż uzyskiwanie satysfakcji seksualnej. Ale usta też zaprojektowano do jedzenia i plotkowania, a wiernie służą ludzkości od początków jej istnienia, w rozładowywaniu napięć natury erotycznej. Nasza biologia i cielesność, jest pełna wyuzdanej dychotomii i perwersyjnych precedensów.

    Polskie łono

    Rozkosz płynąca z miłości Greckiej, bazuje głównie na dużej ciasności tam miłościwie nam panującej, wyższej temperaturze i świadomości robienia czegoś grzesznego; czegoś co nie jest naturalne a przez to niezwykle podniecajace, i nadające naszym poczynaniom lekki posmak perwersji. Niewątpliwymi zaletami jest brak możliwości zajścia partnerki w ciążę, i na pewno znacznie większa przyjemność w trakcie kochania się niż w sposób tradycyjny. Dotyczy to szczególnie leniwych Pań, które nie ćwiczą mięśnia łonowo guzicznego, co powoduje wraz z upływem czasu i ciążami znaczące rozluźnienie mięśni pochwy. Mężczyzna wkładający swoje prącie w taką rozszerzoną, Polską pochwę, odczuwa mniejszy nacisk jednostkowy na swoje zakończenia nerwowe w fallusie, co drastycznie przekłada się na znacznie mniejszą przyjemność płynąca z ruchów frykcyjnych. Mięśnie pupy, z racji swego szczytnego powołania są bardzo silne, sprężyste… i właśnie ta ich sprężystość, jest przyczynkiem do tak oszałamiającego sukcesu w sztuce miłości.

    Są i wady…

    Ale są też wady moi drodzy Państwo. Pupa, jak już wspominałem, nie jest stworzona do analnego Ars Amandi, więc nie posiada tak jak pochwa własnego systemu nawilżającego. To rodzi możliwość zatarcia i zranienia, które jest szczególnie niebezpieczne gdy któryś z partnerów ma jakąś chorobę – nie tylko weneryczną, ale i każdą inną. Błona śluzowa wyścielająca nasze bogate wnętrze natychmiast wchłonie w siebie każdy mikroorganizm – zraniona daje niemalże 100% zachorowania na każdą z infekcji i chorób, które posiada partner. Wspólnik w szlachetnym dziele rozkoszy, w wypadku zranienia też jest narażony na przyjęcie w niechcianym darze infekcji od partnerki, ale znacznie mniej niż osoba udostępniająca swoje pośladki celem penetracji. To dlatego większość zachorowań na HIV notuje się u homoseksualistów, czemu oni wbrew wszelkiej wiedzy medycznej zaprzeczają – do czasu. Do miłości Greckiej, oprócz wzajemnego pożądania konieczny jest lubrykant – środek nawilżający, propoślizgowy. Zaleca się stosowanie środków na bazie wody (do kupna w aptece i drogeriach na terenie całego kraju) ponieważ popularne w Polsce, używane przez podnieconych Ryśków, Wieśków i Kazików, chwytane w gorączkowym pośpiechu smalec, masło, olej słonecznikowy czy też krem do twarzy oburzonej Małżonki, jako zawierające tłuszcze niszczą prezerwatywę co skwapliwie wykorzystają wszelkie wirusy i bakterie zmieniając miejsce swego pobytu z odbytu (no i zrymowałem…). Gdy nie używasz prezerwatywy, krem Nivea albo olejek dla niemowląt Johnsona (używam go do smarowania dłoni i masażu) będzie doskonałym rozwiązaniem. Z braku wyżej wymienionych, sięgaj bez nadmiernych wyrzutów sumienia po smalec czy margarynę z niskim poziomem cholesterolu.

    Ekologia to podstawa

    Inną, bardzo przykrą wadą jest brak świadomości ekologiczno higienicznej u Polskich amatorek miłości analnej. Przed stosunkiem analnym powinno się zrobić lewatywę, dodając do niej np. rumianek czy kilkanaście kropel cytryny. Robi się to nie tylko w celu oczyszczenia jaskini rozkoszy ze stalaktytów jako resztek produktów przemiany materii, uatrakcyjnienia bodźców zapachowych, ale także co najważniejsze przy seksie bez prezerwatywy – usunięcia bakterii gnilnych, które powodują szereg nieprzyjemnych komplikacji zdrowotnych.

    Parom które postanowiły zasmakować tego rodzaju miłości bez zabezpieczenia, (co jest najprzyjemniejsze) polecam zrobienie bezpłatnych i anonimowych badań w kierunku wykrycia wirusa HIV. (na Google znajdziecie Państwo wykaz placówek na terenie kraju – polecam, osobiście korzystałem) Przy seksie tradycyjnym bez zabezpieczenia jeden się zarazi, stu innych nie. Przy seksie analnym bez zabezpieczenia zarazi się praktycznie każdy, z wyjątkiem ludzi uodpornionych na HIV, ale ich jest tak mała ilość że nie bierze się tego faktu pod uwagę w żadnej erotyczno wenerycznej statystyce.

    Napal w piecu

    I oto mamy drodzy Państwo nieco teorii za sobą. Teraz przejdźmy do najprzyjemniejszej części artykułu – do kopulacji analnej. Pamiętaj – Nigdy nie zaczynaj kochać swojej kobiety w ten sposób od razu. Jest to absolutnie niedopuszczalne. Najpierw porządnie „napal w piecu”.

    Dekalog analny:

    Pieszczoty, pocałunki, muskanie włosków na ciele (co wzbudza w kobiecie rozkoszny dreszcz na granicy łaskotek) czuły i erotyczny masaż całego ciała – niech to będzie preludium spektaklu którego jesteś reżyserem, scenarzystą oraz aktorem pierwszoplanowym (i sponsorem, ale to zrozumiesz o wiele za późno). Głaszcz, liż, smakuj swoją kobietę każdym swoim zmysłem. Rób to bardzo powoli, nie śpiesz się. Wszelkie ruchy mają być specjalnie powolne. Taka jest kobieca natura, że gdy gonisz ucieka, a gdy uciekasz to ona Ciebie goni. Dotykając powoli, kobieta pragnie szybciej i mocniej. Robiąc to szybko, rodzisz pragnienie zwolnienia. A sztuka Greckiej miłości polega na stopniowym zwiększaniu rozkoszy i tempa emocji. Wiec zwolnij, chyba że chcesz zapłacić mandat…

    Szepcz w uszko…

    Niech każdy jej nerw drży na myśl o Twoich dłoniach i języku. I niech to będzie drżenie z rozkoszy, a nie strachu. Ponieważ kobieta ma nie tylko ciało ale też umysł (!), warto zadbać o jej potrzeby intelektualne. Wyszepcz jej w ucho że jest piękna. Ścisz głos, niech będzie niski i basowy. Zaszalej – powiedz jej że jest mądra. Gdy rozpalona ciekawością zacznie podpytywać w czym dokładnie jest mądra, zgaś jej słowa namiętnym, głębokim pocałunkiem by wybrnąć z kłopotów. Nie zapominaj by na poparcie swojego wyznania, delikatnie kąsać swoją kobietę w płatek ucha, czule pieścić językiem i chuchać delikatnie na nie. Gdy piszę kąsać, mam na myśli delikatne złapanie zębami, a nie odgryzienie małżowiny usznej swej Pani. Wielu z Polskich brzuchatych i wąsatych mężczyzn (których stopy nigdy nie zaznały pedicure), po obejrzeniu kilku Niemieckich filmów porno na satelicie i uważających się z tego powodu za Casanovę, wkłada wilgotny język w ucho partnerki, sądząc że parskanie i trzęsienie głową przez kobietę to objaw orgazmu.

    Maluj rozkosz

    Panowie – w ucho nigdy nie wkłada się języka, ponieważ wilgoć w kanale usznym jest rejestrowana przez mózg jako zagrożenie; to oczywiście rozprasza stan błogiego relaksu wywołanego Twoimi śmiałymi poczynaniami. Ucho kobiety jest od słuchania komplementów i podsłuchiwania Twoich rozmów telefonicznych, i niech tak zostanie – amen. Ja zawsze wyznaję z oddaniem w głosie że czczę każdy skrawek jej ciała i umysłu, a jednocześnie myślę o nowych artykułach dla moich wybrednych intelektualnie czytelników. Kobieta która w to uwierzy, zaczyna czuć się pożądana, dowartościowana i seksowna, a w efekcie wygina lubieżnie ciało i nieświadomie poruszać biodrami, w których to biodrach znajduje się rozkoszny Eden pożądania – macica i całe unerwienie związane z bodźcami erotycznymi. Ten kto opanuje nerwy w dolnej części kręgosłupa kobiety, dla tego bramy niebios są zawsze otwarte, by mój czytelnik systematycznie czytający moje artykuły mógł napawać się najpiękniejszymi płatkami róży… na których językiem wyryje swą wilgocią wiecznie trwający napis „Jesteś najpiękniejsza”. Smakując jęki Twej kochanki, szturmuj językiem wrota świątyni namiętności. Zostań wiernym wyznawcą jej falujących wrót, i czcicielem ambrozji której ciało kochającej kobiety nigdy Ci nie poskąpi.

    Pszczela natura

    A teraz uwaga – kobieta ma duszę. Niemożliwe! A jednak. Gdy pobudziliśmy subtelną grą dłoni i języka jej ciało, słodkimi komplementami i miłosnymi westchnieniami umysł, została nam już tylko kobieca dusza – wyznajcie swojej kobiecie patrząc jej prosto w oczy że się z nią ożenicie, (nie precyzujcie kiedy dokładnie) i obiecajcie że kupicie jej ładną sukienkę. W ten oto prosty sposób znajdziecie przychylność w kobiecej duszy, a zawsze okrutnie i bezlitośnie napięte mięśnie ud dotąd blokujące dostęp do barci ze słodkim miodkiem namiętności, skruszeją przed pszczelą naturą moich czytelników.

    Miłosne opętanie

    Teraz zacznij się z Nią kochać. Bądź na zmianę czuły i delikatny, po czym niech wstępuje w Ciebie diabeł i stań się brutalnym ogierem, wręcz ogrem. Gdy chcesz być czuły wyobraź sobie swój ukochany samochód – gdy chcesz być wściekły i pełen furii – wyobraź sobie aktualny rząd. Pamiętaj o namiętnym całowaniu się. W języku tkwi wielka siła… nie lekceważ jej! Nie wpychaj z całej siły języka w usta Pani Twego serca. Delikatnie kąsaj jej wargi ustami i zębami, smakuj ich wilgoć i fakturę. Po chwili trwającej ułamki sekund lub wieczność, niech dolna warga Twej księżniczki zniknie we wzburzonych odmętach Twych ust. Ssaj ją, po czym delikatnie zbadaj swoim językiem nieznane i splątane ścieżki pożądania w Jej słodkich ustach. Gdy Ty masz język w ustach swojej Pani, jest to postawa męskiej dominacji. Gdy język kobiety jest w Twoich ustach, przyjmujesz postawę uległości. Postawa uległości jest bardzo przyjemna w pozycji na jeźdżca, kiedy to mężczyzna poddaje się kobiecie. Postawa dominacji, gdy masz uległe ciało kobiety pod sobą, poddane Twym żądzom i chuciom.

    Drażniątka…

    W trakcie kochania się, niech jedna Twoja dłoń poświęci się i zawsze błądzi po ciele kobiety – skup szczególną uwagę na Jej udach (szczególnie wrażliwa erogennie jest ich wewnętrzna strona, niedaleko jej Sanktuarium) i drażniątkach, nie zapominaj jednakże o pupie i szyi oraz dłoniach. Szyję całuj, liż, szczególnie pod uchem. Najbardziej podatna genetycznie na rozkosz jest prawa strona szyi, gdzie znajduje się niezwykle ważna tętnica doprowadzająca krew do głowy (spytasz mnie, po co kobiecie ukrwienie mózgu? Po co w ogóle ona ma mózg? nie wiem… nikt tego nie wie Przyjacielu) – pieszczota jej budzi archetypową uległość i żądzę, której fale pochłoną Cię w niezbadane głębiny oceanu jej płciowości. Dłoń uciskaj jakbyś robił masaż akupresurowy, całuj nadgarstki, miejsce w zgięciu łokci i najważniejsze – przejeżdżaj zewnętrzną stroną palców, paznokciami po wewnętrznej stronie dłoni swej Najdroższej. Gdy kochasz się w pozycji dominującej „po Bożemu” a Twoja Pani ma nogi zadarte na Twych biodrach bądź ramionach, złap za pośladki i ugniataj je i najważniejsze – podszczypuj – to pobudzi zakończenia nerwowe wzmagając rozkosz Twojej dziewczyny, wysmaga biczem dumy Twe miłosne Virtuti Militari. Bądź jak tajfun, huragan, jak trąba powietrzna, groźny szalony i spontaniczny.

    Dozuj rozkosz

    Zatrzymajmy się na chwilę moi drodzy Państwo przy pieszczocie drażniąt. Ubolewam wielce nad tym; kobiece piersi są przez braci mych samców kompletnie, doszczętnie niszczone brakiem wiedzy na temat ich rozkoszy. To wielka wada współczesnej cywilizacji, wielka tragedia – piersi są najważniejsze; to je ssamy wkraczając z płaczem w ten świat, to w nie płaczemy gdy stracimy pracę… mężczyzna jest tak silny, jak piersi jego kobiety są docenione. Nie połykaj od razu sutka jak głodny zwierz. Bądź subtelny. Zataczaj delikatnie i powoli językiem koncentryczne okręgi wokół sutka, konsekwentnie zmniejszając ich średnicę. Gdy wreszcie Twój język rozbije namiot na Himalajach namiętności, ssaj go czule, podgryzaj, nie unikaj lizania jak lodów truskawkowych. Niezwykle istotne jest, abyś w czasie pieszczot sutków pamiętał o chuchaniu na wilgotną brodawkę. To rodzi przyjemne, elektryzujące odczucia znacząco zwiększające sympatię kobiety do Ciebie. W miarę wzrostu namiętności zwiększaj brutalność pieszczot, ale zawsze musisz uważnie obserwować partnerkę. Każda kobieca pierś ma własny próg wrażliwości której nie wolno Ci przekroczyć. Gdy pracowicie, w pełnym skupieniu i z pełnym oddaniem swemu zajęciu wykonujesz ruchy frykcyjne, znajdź chwilę czasu by czule głaskać kobiecy prawy bok, gdzie na dolnych żebrach znajdują się akupunkturowe punkty rozkoszy. Czułe głaskanie pach swojej kobiety, to jeden z warunków życiowego sukcesu. Za 20 lat patrząc na nieudaczne dzieci i otyłe monstrum które kiedyś kochałeś, zmienisz zdanie… ale teraz? Teraz Twoja jedna ręka zawsze musi być stale aktywna, by masować ciało swojej kobiety.

    Sezamie, otwórz się!

    Gdy Twoja kobieta co najmniej raz (!) przeżyje orgazm w Twoich potężnych i umięśnionych ramionach, zdecydowanie obróć ja w pozycję na pieska. Dokładnie zwilż pupę olejkiem, i wchodząc rytmicznie w jej pochwę, bardzo delikatnie włóż swój palec wskazujący (natłuszczony olejkiem i wilgotny) w pupę ukochanej. Zrób to niezwykle delikatnie, i na początek umieść maximum 1cm swojego palca. (Tak mało? To włóż sobie sam tam palec, i doświadczysz empirycznie czemu naciskam na powolność tego procesu) Przyczyną dyskomfortu odczuwanego w trakcie miłości analnej jest napięcie mięśnia blokującego dostęp. Napina on się w czasie stresu. Gdy kobieta czuje się podniecona, akceptowana, dowartościowana i rozluźniona, mięsień ten otwiera się jak piękny kwiat przed swym zdobywcą. Pamiętaj o wymieszaniu bodźców – w trakcie penetracji pupy palcem, pochwa musi być stale poddawana rozkosznym pchnięciom. Po pewnym czasie gdy Twój palec znajdzie się cały w ciele Twej kobiety, poruszaj nim delikatnie. Pamiętaj cały czas o nawilżeniu. Ma być tam bardzo ślisko – cały czas.

    Gdy Twój jeden palec nie budząc dyskomfortu Twej Pani (pytaj, pytaj, i jeszcze raz pytaj Ją o jej odczucia) znajduje się w jej środku, delikatnie umieść tam palec środkowy. Celem jest poluźnienie mięśnia, który po pewnym czasie się rozluźnia i wiotczeje, umożliwiając odbycie stosunku analnego. Gdy dwa palce poddane rozkosznemu i ze wszech miar pożądanemu ściskowi, uwiły już sobie przytulne gniazdko w pupie Twojej Pani, przystąp do akcji. Dokładnie nawilż swojego penisa olejkiem, przytknij go do mrocznej groty, i wepchnij się tam czule, broń Boże nie rozpychając łokciami – na krótką odległość, tak aby żołądź znalazł się w mocy mięśni zwierających – nie ruszaj się, powstrzymaj naturalny odruch parcia do przodu. Niech Twój przyjaciel zaaklimatyzuje się w nowym, jakże dla niego przyjemnym miejscu. Gdy tak się stanie, wepchnij go powoli do końca, a mówiąc prostackim językiem mas pracujących „aż po jaja”.

    Oszukuję bo kocham

    Gdy droga na szczyt zostanie przetarta, daj upust swoim emocjom wyrażającym się poprzez gwałtowne ruchy frykcyjne. W trakcie tej miłości gdy partnerka klęczy, złap ją za włosy, a drugą ręką miętoś brutalnie jej piersi. Byłeś grzeczny, byłeś miły, ale teraz koniec z tym… jesteś brutalem, mężczyzną, rockersem, zdobywcą! Nieważne że pracujesz za 800pln jako robol w fabryce, w tej właśnie chwili jesteś Conanem Barbarzyńcą, zdobywcą, wojownikiem, dyrektorem działu kadr który idzie zapolować na mamuta. Trzymając za włosy, mocno, niech Twa prawica na zmianę miętosi drażniątka, by za chwilę z głośnym furkotem spaść na pośladek Twojej kobiety. Możesz także wgryźć się zębami w jej kark. Gdy poczujesz ten moment, tą chwilę, złap z całej siły pośladki Twej ukochanej, i „niech zamilkną dyplomaci, a przemówią działa”. Niech więc przemówi Twoje działo. Po wystrzeleniu nie kładź się od razu spać, bo pokazujesz tym swojej partnerce że była tylko przedmiotem. Owszem, kobiety trzeba oszukiwać bo one to lubią, ale nigdy, przenigdy nie można nią gardzić. A odwrócenie się po seksie bokiem i zaśnięcie jest właśnie wyrazem pogardy i stracenia zainteresowania partnerką, która dała nam tyle grzesznej radości. Więc jeśli nawet nie masz na to ochoty, przytul ją, czule pocałuj, powiedz że było bosko, wtul się w paszkę czy piersi, poproś o jakiś smaczny obiadek i zaśnij. Teraz jesteś prawdziwym facetem, godnym tytułować się moim czytelnikiem, a nie zakompleksionym egoistycznym palantem.

    Geny…

    Nigdy też nie pytaj o to czy było jej dobrze, bo wtedy dajesz do zrozumienia że jesteś niepewny siebie. Facet ma być pewny siebie. Nawet jeśli byłeś beznadziejny, udawaj że byłeś Bogiem sexu. Niektóre Panie w to nawet wierzą… I pamiętaj – po dobrym seksie, kobieta zrobi Ci zawsze smaczny obiad. A jeśli nie umie gotować, to zamówi dobrą pizzę – każda kobieta, prawie każda, chce by jej miś po seksie wyspał się i dobrze najadł. To są geny mój czytelniku. Więc jeśli po seksie kobieta idzie do męża, to znaczy że… że niedokładnie przeczytałeś mój szkoleniowy artykuł. Oczywiście, wszystko to co opisałem, przydaje się przy pierwszym razie kiedy to najmniejszy ból czy dyskomfort powoduje uraz psychiczny, zniechęcający trwale kobietę do analnych igraszek. Pierwszy raz musi być doskonały, a następne gdy już oboje znacie swoje ciała, będzie mógł być znacznie szybszy i spontaniczny. Proponuje szczerą rozmowę, by sobie wzajemnie powiedzieć co lubimy i czego powinniśmy unikać, by doprowadzić łóżkową namiętność do perfekcji.

    I oto dotarłeś ze mną, mój wierny czytelniku na koniec artykułu. Mam nadzieję że zastosujesz się do podanych porad, a bogaty o wiedzę poczujesz się Amorem, Bogiem miłości, i wyjmując strzałę ze swego kołczanu, wyruszysz na polowanie. Życzę celnych strzałów.”

    Lubię to

  21. http://www.eioba.pl/a/4o4l/kobiety-kochaja-wladze

    „Od dzieciństwa się nas uczy (filmy, książki, komiksy, przykład rodziców gdzie silniejszy ma ostatnie zdanie, przykłady z życia, podpici wujkowie na rodzinnych spotkaniach) że opinia innych ludzi ma na nas kolosalny wpływ; pozytywna jest dobra, negatywna jest zła.

    Urocze pochlebstwa

    Sami widzimy że silnym wszyscy nadskakują, podlizują się, a biednych co najwyżej się toleruje. Kto ma siłę, ten pluska się w nektarze pochlebstw, kto jej nie ma, brodzi po szyję w szambie drwin, docinek i braku zainteresowania. Już wczesna obserwacja nas uczy, że tam gdzie zbiera się kilku ludzi, natychmiast wytwarza się hierarchia; ktoś musi być na szczycie, ale także na dole. W szkole rządzą silnoręcy, albo karakany mający silniejsze rodzeństwo; kto z nimi trzyma sztamę, tego każdy będzie się bał zaatakować.

    Na tym świecie jest tylko jedna alternatywa: rozkazywać albo słuchać. (Napoleon I)

    Kto nie trzyma, tego można bezkarnie prześladować. Gdy nie chroni Cię silna ręka osiedlowego wykidajły, grupa zaczyna Cię podgryzać. Gdy nie odpowiadasz na coraz częstsze zaczepki (stado sprawdza Twą siłę i gotowość do walki), w którymś momencie następuje „punkt przełamania”; wszyscy wiedzą że się boisz, nie oddajesz ciosu – wtedy już nic nie możesz zrobić, ponieważ stado Cię zniszczy. Stado kocha zaszczuwać innych, bo dzięki temu słabi mogą pokazać swą potęgę, a gnębiąc słabszego można bezpiecznie pokazać swą siłę; bo na kim, jak nie na słabszym który nie może się bronić? Silny może oddać, a słaby za którym nie stoi nikt ważny, nigdy nie odda komuś, za którym stoi grupa pewna swej siły. W grupach chuligańskich gdy dochodzi do napaści, najagresywniejsi są zawsze ci najbardziej zakompleksieni, najsłabsi, których boli że są nisko w hierarchii. Gdy ofiara jest słaba, można bezkarnie ją skopać, wyżyć się, pokazać swoją agresję i nienawiść, co ma podnieść rangę i pozycję napastnika w grupie. Gdyby rozochocony siłą grupy agresor musiał walczyć jeden na jeden, najczęściej uciekłby albo przepraszał. Im większe poczucie niedowartościowania, słabości; im mocniej uczucie bycia słabym w grupie gryzie i szarpie, tym większa agresja się wyzwala, gdy można bezpiecznie ją z siebie wyrzucić w kierunku twarzy chudego studenta. Ofierze napaści ból szybko minie, napastnik cierpi bezustannie. Lwy chociaż są tak potężne i silne, są bezustannie gryzione przez owady.

    Wszelka władza pochodzi z lufy pistoletu. (Mao Tse – Tung)

    Gdy inni upewnią się o Twej słabości (niechęć do walki, brak kolegów, rodzeństwa, agresji), już po Tobie. Czas na reakcję był na początku, a jedyną słuszną w takiej sytuacji jest bezwzględnie uszkodzić lidera. Nigdy nie należy zajmować się pionkami, bo w zupie z gówna można utonąć; tylko celnie wymierzony cios w lidera może powstrzymać grupę. Gdy ukazać słabość lidera, grupa sama go zagryzie. Nowy lider będzie Cię już szanował, albo Ty nim zostaniesz. Wtedy będziesz gnoił swoich podwładnych, wyżywając się za swój strach – wiesz przecież że w każdej chwili mogą Cię obalić, za co się bezustannie odgrywasz skłócając ich ze sobą, napuszczając na siebie, karząc i nagradzając. Dziel i rządź przyjacielu!

    Nienawidzę ciemnego tłumu i trzymam się odeń z daleka. (Horacy)

    „Punkt przełamania” występuje często w związkach, gdzie mężczyzna by nie stracić seksu i przychylności kobiety, nie stawia jasnych granic dotyczących wzajemnych relacji. Taki facet pozwala na drwiny z siebie w towarzystwie, wrzaski, niegrzeczne traktowanie, manipulowanie płaczem (kobiety uruchamiają go na życzenie) i wskazywaniem sąsiada jako przystojniejszego, zaradniejszego, co ma nas upokorzyć. Kobieta zawsze łamie granice, by przekonać się o sile mężczyzny – im silniejszy facet (bez względu na konsekwencje pilnuje granic), tym kobieta bardziej go kocha i pożąda seksualnie (w niektórych przypadkach odejdzie, jeśli jest sadystką). Jeśli mężczyzna jest słaby, nie pilnuje granic z lęku o utratę kobiety i seksu, w którymś momencie kobieta go traktuje w straszny sposób, że nie wspomnę o mitycznej migrenie, która cudownie mija przy kochanku.

    Dla pożądających władzy nie istnieje droga pośrednia między szczytem a przepaścią. (Tacyt)

    Zapamiętaj sobie raz na zawsze – kobieta która kocha i szanuje, nawet umierając da Ci seks. Seks jest nagrodą i wyrazem podziwu wobec silnego, pięknego szorstką siłą woli samca, a jego brak pogardą, wyrazem dezaprobaty i często wstrętu. Gdy doprowadzisz swoim strachem i brakiem konsekwencji do katastrofy w związku, próba przywrócenia granic skończy się wyśmianiem; mleko się rozlało, jest już za późno. Wtedy pozostaje tylko rozstanie, albo brutalna próba przywrócenia normalności, co bardzo rzadko się udaje. Jak ktoś Cię już raz zgnoił, poczuł smak triumfu i zwycięstwa oraz pogardy do Ciebie, nigdy tego uczucia nie zapomni. Facetom z którymi pracuję, zawsze te niuanse dokładnie tłumaczę. Nie wchodzi się do tej samej rzeki dwa razy – i tę mądrość zawsze polecam do stosowania w takich przypadkach.

    Wszyscy mężowie rządzą kobietami, my wszystkimi mężami, nami zaś kobiety. (Katon Starszy)

    Gdy ktoś nas pochwali, czujemy się przyjemnie, jesteśmy z siebie dumni (a chociażby biznes na fejsie, gdy brzydcy ludzie wzajemnie komplementują swoje najlepsze zdjęcia, by dać sobie odrobinkę tej tak upragnionej przyjemności poczucia bycia ważnym, akceptacji). Pochwała sprawia, że jesteśmy zalewani hormonami szczęścia jak po długim joggingu, policzki się zaróżawiają, oddech pogłębia, przeżywamy upojenie i euforię. Tak zostaliśmy uwarunkowani, aby pochwała wyzwalała w nas poczucie przyjemności. Chce nam się skakać, tańczyć, latać; zostaliśmy pogłaskani. Ale wiemy że ręka która pieści, za chwilę może złamać nos; im więcej przyjemności nam daje, tym większy strach że za chwilę uszczypnie. Im więcej władzy, tym więcej zależności od ludzi – i tym więcej nienawiści którą do nich czujemy, bo wraz z przyjemnością rośnie poczucie zagrożenia.

    Absolutna władza wiąże się z absolutną zależnością. (Antoni Kępiński)

    Gdy ktoś nas skrytykuje, cierpimy, szalejemy, nie możemy znaleźć sobie miejsca, wyżywamy się na innych, słabszych, wyobrażamy sobie w myślach akty zemsty i celnie ripostujemy. Wypływa to wszystko z wczesnego dzieciństwa, gdzie pochwała rodzica była wszystkim, niebem, szczęściem; krytyka natomiast piekłem, upadkiem, ostateczną przegraną. Przecież dziecko nie może odejść, uciec, jest skazane na rodziców. Ich wola i humory stają się Boskimi nakazami, a my zapamiętujemy to na całe życie. Rodzice to pierwsza autorytarna władza, dająca przyjemność (ciastka, pieszczoty, zabawa, akceptacja) i cierpienie (wrzaski, klapsy, wściekłe milczenie, strach). Możesz temu zaprzeczać, nie pamiętać, ale to w Tobie tkwi bardzo głęboko; władza daje i zabiera, władza jest wszystkim. Każdy człowiek czuje nabożny lęk przed władzą, czasem wyrażany histerycznym buntem.

    Władza to największy afrodyzjak. (Henry Kissinger)

    Truskawką na torcie światowych przyjemności jest uznanie innych, sprawiające że czujemy się ważni, silni, szanowani. Pochwały i uznanie dają przyjemność, poczucie sensu życia każdej osobie, która tak została uwarunkowana (wytresowana jak tresuje się psa, by reagował machaniem ogona na widok kiełbasy, nazywajmy sprawę po imieniu). Jest taki stan, gdzie można doświadczać tej przyjemności bardzo dużo i często – to władza. Kto ma władzę, ten ma uznanie innych, komplementy, podziw mężczyzn i pożądanie kobiet. Każdy człowiek dąży do władzy, jako stanu dającego dużą przyjemność.
    Wszyscy znamy poczucie wyższości i niższości. Ktoś kto jest od nas słabszy (siłowo, finansowo, społecznie, towarzysko), budzi w nas uczucia które określamy jako przyjemne, dobre. To poczucie wyższości – ludzie kochają doświadczać tego stanu, bowiem jest to stan władzy, kontroli, największa rozkosz znana zwykłemu człowiekowi; znacznie większa niż seks który jest kontrolą nad ciałem kobiety, władzą seksualną.

    Uroda kobiety jest formą władzy (Susan Sontag).

    Spójrz proszę na pozycję misjonarską (moją ulubioną, jestem romantykiem), gdy mężczyzna przygniata kobietę, ubezwłasnowolnia ją swą siłą, masą i członkiem figlującym w jej ciele. Każdy lubi się czuć wysłuchiwany, rozpieszczany, gdy ludzie starają się nam podlizać i przypodobać, bojąc się utracić nasze względy i łaski. Gdy masz siłę, mężczyźni Cię słuchają, śmieją się z Twoich kawałów, pomstują na Twych wrogów; Panie Cię uważnie słuchają, troszczą o Ciebie, śmieją gdy Ty się śmiejesz, płaczą gdy czegoś żałujesz, rozkładają uda gdy płoniesz żądzą. Gdy masz władzę, inni ludzie stają się najlepszymi terapeutami i pomocnikami; masz problemy? Wielu chętnie pomoże Ci w ich rozwiązaniu. A co ze słabym i biednym? Czy ktoś go wysłucha, pogłaszcze, skomplementuje? Nigdy w życiu.

    Władza czy­ni głupim. (Fryderyk Nietzsche)

    Takie rzeczy widzimy nie tylko na dworach królewskich, ale w każdej społecznej grupie, od osiedlowych blokersów po korporacyjne szczury. Fajnie jest się na kimś wyżyć, bez ryzyka odwetu i zemsty; ofiara jeszcze podziękuje, bo chce przyjaźnić się z kimś potężnym; chce ogrzać się w blasku słońca. Gnojąc słabszego można spokojnie rozładować napięcie, wyluzować, obniżyć poziom stresu; to jest jak nałóg. Wiele słyszałem o elegancko ubranych ludziach, którzy chodzą po stacjach benzynowych czy sklepach, pomiatając i szmacąc nie mogących odwarknąć pracowników. W ten sposób ładują sobie akumulatory, bo inaczej nie umieją. Ktoś kto czuje się nikim, rozkosz znajdzie jedynie w poniżeniu innego człowieka. Czasem się uda, czasem nie; to kontuzjogenne życie. Gdy Stalin wyżył się na Berii, ten dla rozładowania i zabawy lubił wskoczyć w gumowy strój, by skatować kogoś na Łubiance; ofiara konała godzinami, zaznając nieludzkich tortur.

    Tyl­ko ten umie rządzić, kto umie być posłusznym władzy. (Seneka Młodszy)

    Wyżywać się można upodleniem słownym, krzykiem, czasami przemocą. Im ktoś jest bardziej ucywilizowany, tym bardziej wyżywa się słownie. Kto jest większym prostakiem, wyżywa się bardziej w kierunku fizycznym, cielesnym. Erudyta bądź słabeusz szydzi i kpi, prostak bije pięścią, rozkoszując oczy puchnącym ciałem, łzami i krwią, czasem wrzaskiem bólu. Kto nie może kąśliwym słowem czy pięścią, odpala komputer i zabawia trollingiem, który jest jak seks w prezerwatywie; niby jest, ale przyjemności niewiele. Chciałoby się więcej, ale strach nie pozwala. Trolling jest terapią dla wielu ludzi, która ratuje ich psychikę przed upadkiem; nikt nie chce ich słuchać, pogłaskać, może nawet przytulić; skoro tak, zwracają uwagę prowokując silne emocje. Działają jak terapeuci, pokazując ludziom denerwującym się ich słowami, gdzie są ich słabe punkty w samoocenie i psychice. Jeśli ktoś Ci pisze że jesteś głupi, to skąd ta złość? Bo gdzieś w środku w to wierzysz. Gdybyś był przekonany że jesteś mądry, nie ruszyłoby Cię. To tak jakby Ci ktoś powiedział że jesteś kosmitą – nie wierzysz w to, więc by Cię to tylko rozbawiło. Skoro złości, musisz gdzieś w sobie mieć kompleks, nad którym warto popracować.

    Niegodziwi pochlebcy, najbardziej złowrogi dar, jakim władców karze niebios wyrok srogi. (Jean Baptiste Racine)

    Zdecydowana większość ludzi planuje swoje życie tak, by wyłudzić jak najwięcej narkotyku (uznania innych). Stąd bierze się szaleńcza gonitwa za tytułami (doktorat, dyrektor, ksiądz, filantrop, bogacz, mafiozo, polityk, pisarz), oraz obłęd konsumpcji, gdzie ludzie kupują to, czego nie potrzebują, by inni czuli się gorzej, widzieli swoją niższość – która polega na tym, że nie mogą sobie kupić przedmiotów które ma ktoś inny.

    Nie ma rozkoszniejszego oszołomienia nad to, które daje nieograniczona władza. (Aleksy Tołstoj)

    Jest też inne uczucie, które rodzi się w nas wtedy, gdy stykamy się z kimś od nas silniejszym, możniejszym, bardziej szanowanym. Wtedy czujemy się mniejsi, mniej znaczący, nieważni – te uczucie nazywamy złym, okropnym, negatywnym. Musimy wtedy bardzo się pilnować i kontrolować, by nie narazić się na gniew dominatora. Liderzy otoczeni są pochlebcami, atakującymi każdego kto tylko źle na niego spojrzy. Chcą w ten sposób chcą zyskać względy u lidera, chętnie Twoim kosztem.

    To nie władza korumpuje. Korumpuje lęk przed utratą władzy. (John Steinbeck)

    Władca czy lider, jest niewolnikiem uczucia władzy. Dla euforii która powiązana jest z władzą, lider (czy to bandy osiedlowych rzezimieszków, celi więziennej, klasowy błazen w gimnazjum, dyrektor w firmie, polityk) jest w stanie zrobić wszystko. Władza i kontrola jest celem i sensem życia, ponieważ daje silne poczucie przyjemności; ludzie i sytuacje są widziane jedynie w kategorii tych, które służą utrzymaniu stanu euforii w ciele władcy, bądź jej zagrażają. Władca staje się absolutnie uzależniony od władzy, której brak traktuje jako wpiekłowstąpienie. Liczy się tylko narkotyk dający przyjemność; wszystko inne jest tylko cieniem, nie istnieje.

    Władcy lubią tylko tych, którzy są im przydatni i tylko tak długo, dopóki ich potrzebują. (Napoleon Bonaparte)

    Kto nie ma siły czy możliwości by walczyć o uczucie kontroli nad innymi, doświadcza depresji, jest ponury i przygnębiony, smutny, zdołowany. Biedni ludzie są najczęściej smutni – też chcieliby porządzić, mieć kontrolę nad innymi, być szanowanymi, zgnoić kogoś, oraz by się ich bano. Niestety, z racji braku zdolności, dyscypliny, wiedzy, mocnego charakteru, wzorców sukcesu czy sytuacji ekonomicznej w której żyją, są skazani na brak władzy. Biednego nieudacznika nikt nie słucha, nie docenia, nie podlizuje się; bo i po co? Jaka z tego korzyść? Gdy bogaty czy potężny opowie kiepski dowcip, śmieją się wszyscy, gdy dobry kawał opowie biedak, śmieją się nieliczni; reszta jest zajęta myśleniem, jak zdobyć uznanie i podziw innych. Szkoda tracić czas na słuchanie tego, który jest nikim. Biedny i słaby dotkliwie to przeżywa, ponieważ jest ofiarą programu z dzieciństwa, gdzie władza = przyjemność, a jej brak = poczucie dyskomfortu. Tak naprawdę cierpienie człowieka nie wypływa z sytuacji życiowej, a z wiary jak ma wyglądać rzekomo spełnione i szczęśliwe życie. Przebudzenie zyskują głównie ci ludzie, którzy nie mogą znieść cierpienia związanego z bólem braku uznania. Przebudzenie to stan, gdy przestajesz utożsamiać poczucie zadowolenia z władzą, komplementami, rodziną, pieniędzmi, stanem ciała; szczęście jest nawykiem, trzeba go wyćwiczyć jak wszystko inne. Ale ćwiczenia wymagają poświęceń, czasu – ludzie wolą iść na łatwiznę, i kupić ajfona by poczuć się cool, kimś ważnym. Mądry rozwija swą osobowość, trenuje nawyk cieszenia się drobnostkami i dniem dzisiejszym, głupiec pożąda władzy, za którą zawsze idzie strach jej utraty.

    Każda władza degraduje człowieka. (Oscar Wilde)

    Nauczono nas, że władza jest słowem, które przynależy do świata wielkiej polityki. To nieprawda; władza to coś, co jest wszędzie, przenika wszystko. O władzę walczy każdy człowiek którego znasz i którego nie znasz, zwłaszcza gdy gorąco temu zaprzecza. O władzę walczą też nasze ukochane Panie – to jest sensem ich życia, chociaż każda powie Ci że to nieprawda, a autor tych słów jest pustym, płytkim, emocjonalnie niedorozwiniętym gówniarzem. Taka biedna, delikatna, wrażliwa i krucha Myszka ma chęć na władzę? Kłamstwo! Wrzaśniesz. Do czasu aż znajdziecie się na sali sądowej, gdzie w imię prawa wyszarpią Ci cały majątek, bo biedna Myszka płacze że ją tłamsiłeś, niszczyłeś. Ależ zdziwienie, jaki szok! Przecież kochała, przytulała się! No i co z tego? Pojawił się zasobniejszy, lepszy model, więc idziesz w odstawkę. O władzę walczy też męczennik, cierpiętnik; spójrz jak cierpi, jak się poświęca! Ty byś tak nie potrafił, prawda? W tym tkwi jego moc, w udawaniu kogoś, kim byś nie mógł być. Katuje się i cierpi, byś go podziwiał. Niektórzy przybijają się nawet do krzyża, ale zawsze tak, by inni ludzie go widzieli i podziwiali. Ludzie zdobywają władzę jak umieją; potęgą i słabością, a zwłaszcza strachem, w czym celują religie straszące diabłem, jeśli nie będziesz korzystał z ich usług.

    Żądza władzy jest gwałtowniejsza od innych namiętności. (Tacyt)

    Blokers walczy kolegami i brutalną, fizyczną siłą. Polityk podstępem, sojuszami które utrzymuje bądź zrywa, w zależności od okoliczności. Zwykły facet walczy o władzę będąc miłym, serdecznym, podlizując się innym, a ktoś trochę mądrzejszy zakłada biznes, daje łapówki, wyzyskuje pracowników – by zdobyć bogactwo, i rzucić w błysku fleszy trochę ochłapów powiązanej z sobą fundacji, co nazywa się żartobliwie charytatywnością odpisywaną od podatku. Niektórzy idą na księdza, by klękano przed nim i mówiono w konfesjonale swe największe tajemnice, a inni zostają pisarzami, autorytetami, szarlatanami wykorzystującymi niepewność i strach ludzi. Kto nie ma żadnych zdolności zdobycia narkotyku (bycia silnym), przez co nie ma żadnej rzeczy rzekomo dającej spełnienie (piękna kobieta, mocni przyjaciele, majątek, władza, wpływy, znajomości) wkracza w rozwój duchowy.

    Najsilniejszym pragnieniem człowieka jest dążenie do władzy i sławy. (Bertrand Russell)

    Rozwój osobisty (NLP, medytacja transcendentalna, nauki wszelkich guru, w tym i mnie) jest ostatnią szansą na zyskanie władzy i samic, czyli szczęścia. Gdy to się nie udaje, a udać się nie może bo w takich miejscach wszyscy szukają tego samego, czyli uznania dla siebie, człowiek wkracza w depresję – albo w prawdziwy rozwój duchowy, gdzie wyrzuca się ze swojej głowy wszystkie wierzenia, tradycję, stare przekonania, i zaczyna żyć jak prawdziwy i wolny człowiek. Nie będziesz szczęśliwy, dopóki nie wyrzucisz z siebie starych wzorców, bo to one Cię unieszczęśliwiają. Jeśli wierzysz że podziw innego człowieka daje szczęście, to już po Tobie. Bo jak go zdobędziesz? Będziesz żył nie dla siebie, a by Ci zazdroszczono. Będziesz pakował, tatuował, kupował szmelc elektroniczny, modne ciuchy, zaczniesz wyznawać jakąś modną religię? Wszystko, by inni poważali. Szkoda życia na takie głupoty – ale żeby być wolnym, szczęśliwym, trzeba te wszystkie wierzenia z siebie wyrzucić; trzeba się przeprogramować. To praca na lata, ale naprawdę warto. Ten proces stawania się szczęśliwszym człowiekiem, opisałem bardzo szczegółowo w książce „Stosunkowo dobry”.

    Gdy tak się stanie, otoczenie nazwie nas zdrajcą, nienormalnym, psychicznym. Ludzie kochają Twoją zależność od ich komplementów i uwagi, bo z niej żyją. Oni ci dadzą komplement, poklepią po pleckach a Ty podżyrujesz kredyt, coś załatwisz, pomożesz, albo otwarcie zapłacisz. Ktoś kto z Ciebie żyje, kto się pasie na Twoim nieszczęściu, nigdy nie zaakceptuje tego że jesteś wolny; że nie działa na Ciebie ani komplement, ani krytyka. Żyje z Ciebie rodzina, partner bądź partnerka, oraz życiowe ofiary, którym „musisz” pomagać. Ofiary walczą o władzę wzbudzając współczucie, czyli wyłudzają w ten sposób Twoją uwagę, emocje i pieniądze. Bycie ofiarą, nieszczęśnikiem, wymaga włożenia wiele siły w utrzymywanie swojego poczucia nieszczęścia. Każdy system, w tym organizm i umysł dąży naturalnie do harmonii – trzeba wiele siły, by ją stale od siebie odganiać. Ofiara nie chce szczęścia, chce doznać przyjemności związanej z byciem ważnym, nawet jeśli to jest litość. Ofiara jest graczem, świetnym aktorem – który w cierpieniu widzi sposób na zdobycie władzy i przyjemności, skoro w żaden inny sposób nie umie tego zdobyć.

    Władza najlepiej sprawdza charakter człowieka. (Arystoteles)

    A jak walczą Panie? Wyglądem, ubiorem. Im piękniejsza kobieta, tym większa szansa na zdobycie silnego, potężnego mężczyzny. Twój zachwyt upewnia Panie, że mają władzę; Twój brak zainteresowania jest ciosem w samo serce. Faceci podlizujący się swojej kobiecie, tracą u niej szacunek. Bo i po co szanować kogoś, kto szczeka i przynosi kapcie na sam gest? Gdy nie służysz pięknotce jak piesek, ona albo Cię zostawi, albo podejmie ofensywę by Cię zdobyć. Ofensywa w wydaniu męskim oznacza pięści na zmiażdżonym nosie, w wersji kobiecej czułość, zrozumienie, wspaniałe rozmowy do późna w nocy, cudowny seks. Kto ulegnie, nie ma nic. Kto nie ulega, dając sygnały że może ulec, wygrywa wszystko – chyba że będzie chciał tę przyjemność zachować na zawsze, wtedy przegra.

    Kobieca atencja nie jest na zawsze, to broń używana w celu zdobycia władzy nad Tobą; Nie może trwać wiecznie. Jeśli chcesz by było przyjemnie, musisz nauczyć się zasad tej gry, nie przyzwyczajać się do ludzi, tylko traktować ich jako dostarczycieli przyjemności. Jak się przyzwyczaisz, wykorzystają Cię tak samo bezwzględnie, jak Ty wykorzystujesz ich. Zrozum proszę, że ci wspaniali ludzie którzy Cię otaczają, traktują Cię jako dostarczyciela przyjemności – i chcą Ci wmówić (celują w tym Panie), że tu chodzi o „bezinteresowną” miłość. A skoro to miłość na zawsze, zapisz jej swoje mieszkanie, bo przecież to jest na wieki wieków amen, aż spotka kogoś fajniejszego niż Ty. Co dalej? Żywot pod mostem. To może niech ona zapisze swoje, jeśli ma? Pojawi się płacz, że nie ufasz i jesteś nienormalny. Widzisz jak to działa? Związek i rodzina to biznes, mający na celu wychowanie i wprowadzenie w świat dobrze wychowanych dzieci. Nie chodzi o miłość; masz zapłodnić, pracować i utrzymywać rodzinę. Dobrze wiedzieć o co naprawdę chodzi, bo to oszczędza później wiele bólu. Jeśli taka rola Ci pasuje, a wielu pasuje, to super, ale trzeba dokładnie wiedzieć na czym stoimy.

    Małżeństwo to wspólnota złożona z władcy, władczyni oraz dwóch niewolników, co razem czyni dwie osoby. (Ambrose Bierce)

    Nie ma bezinteresowności, nigdy nie istniała; są tylko gry wspólnych interesów. To nic złego, ale trzeba to po prostu wiedzieć, nie dawać się złapać na lep ciepłych słówek o innych motywacjach. Ktoś kto wie że jest egoistą, może być bardzo dobrym, pomocnym dla innych człowiekiem. Po prostu żyje w prawdzie o ludzkiej naturze, więc później nie cierpi. Wiem że nauczono Cię inaczej, ale cierpisz właśnie dlatego, że te fantazje stykając się z rzeczywistością wybuchają. Ile razy dostałeś po tyłku od dziewczyny, od „przyjaciół”? Myślisz że tylko Ty tak masz, że może coś jest nie tak z Tobą, bo nie powinno tak być? Dziewczyna która Cię zdradziła, wmawia że to Twoja wina? Kolega obgadujący za plecami oskarża Cię, że to przez Ciebie? Chcesz w to wierzyć? Tak mają wszyscy, a ci którzy zaprzeczają, po prostu jeszcze tego nie odczuli albo walczą o swą wiarę w to, jak wygląda świat. Ale to fałszywa wiara. Po owocach ich poznacie – jakie są owoce z drzewa Twej wiary w bajki o życiu? Ano właśnie. Nie tylko Ty tak masz. Przy każdym moim felietonie, roi się od wściekłych na mnie ludzi, którzy bluzgając, drwiąc i przeklinając przekonują mnie, jak bardzo są szczęśliwi, twierdząc że nie mam racji. I nie wiadomo czy śmiać się z tego, czy płakać.

    Ten, kto ma władzę, nie musi nikogo za nic przepraszać (Niccolo Machiavelli)

    Dlatego gdy traktujesz kobietę jak szmatę, ona najczęściej od Ciebie nie odchodzi. Dlaczego? Z lęku że nigdzie indziej nie zdobędzie władzy, a Ciebie już zna; także z ambicji „zdobędę go!”. Wtedy jest miła, usłużna, a jej ciało uruchamia seks (wielką przyjemność która przykrywa Twoje frustracje, lęki, problemy hormonalną mgiełką); byś się zaangażował, pokochał, zaczął zwierzać, odsłonił najsłabsze punkty. Wtedy Pani ma władzę – i zaczyna chcieć jej więcej. Rzuca Cię, by pewna swej seksualnej siły ruszyć po więcej przyjemności, utożsamionej z wpływowym, bogatym mężczyzną. Gdy się sparzy, wraca z płaczem – gdy się jej uda, myśli o Tobie z pogardą; albo w ogóle nie myśli, bo o biednych i słabych się z zasady nie myśli.”

    Lubię to

  22. http://www.eioba.pl/a/4a4v/seks-to-wladza

    „Spójrzmy na portale randkowe, co kobiety wpisują w dziale „sex”. Trudno nie zauważyć że seks traktują jako coś niezwykłego, wisienkę na torcie związku, najwyższą, wręcz duchową wartość. Każda moja była godząc się na bliskość ze mną, stawiała się w pozycji kogoś kto daje mi coś niesamowitego, obdarza mnie wielkim darem. Wtedy zauważyłem kilka ciekawych zależności; kobieta po pierwszym seksie ze mną wcale nie była skoncentrowana na swoich doznaniach, ale była niezwykle ciekawa jakie wywarła na mnie wrażenie. Wiadomo, chciała się spodobać, ale było w tym coś znacznie więcej.

    Bond w tico

    To jest tak jak jedziesz powoli samochodem, i dziewczyny na Ciebie spoglądają – jak wiemy one nie interesują się nami, a tym czy zwracają na siebie uwagę. Niejeden facet pęcznieje z dumy i chwali się później, że kobiety patrzą na niego w pięknym, odpicowanym tico które skacze od łomotu subwoofera w bagażniku. Niestety, Panie traktują go jak lusterko w którym chcą znaleźć potwierdzenie swojej atrakcyjności. Jeśli się w nie wgapia, uzyskują potwierdzenie, jeśli nie, powoli rosnące zdenerwowanie i utratę pewności siebie. Powab ciała i zwracanie na siebie uwagi, to największe marzenie Pań; pozostałość po czasach pierwotnych, gdzie atrakcyjność gwarantowała najsilniejszego samca, a w związku z tym dawała szansę przeżycia i bycia kimś w danej społeczności. Im głośniej oburzona kobieta tokuje o pięknym wnętrzu, bijącym poezją sercu, tym bardziej musisz jej potakiwać znając jednakże prawdę; a ta jest taka że kobieta jedno mówi a drugie robi. Mówienie jest dla jej nowoczesnego kobiecego umysłu, który od pięćdziesięciu lat umie sam zarobić na swoje utrzymanie – działanie natomiast jest pokłosiem dziesiątek, jeśli nie setek tysięcy lat, kiedy seksapil był kluczem do silnego, brutalnego samca zapewniającego przeżycie jej i potomstwu. Kobieta może w sensie umysłowym odczuwać zachwyt i tkliwość wobec płaczącego poety, romantycznego bezrobotnego; ale coś w niej tym człowiekiem bezwzględnie gardzi. Taki człowiek nie zapewnia przetrwania, chyba że jest sławnym poetą który publikuje na całym świecie. Wtedy budzi podziw i seks – przeważnie do czasu ślubu i urodzenia dzieci.

    To obrzydliwe! ohydne!

    Stąd każda „normalna” kobieta słysząc o orgiach i lubieżnych sex randkach oburza się. To co ona oferuje w zamian za opiekę i ślub, coś według niej niezwykle wartościowego i świętego – można mieć bez najmniejszego problemu. Jej wartość spada; wszystkie więc Panie reagują obrzydzeniem, pogardą i agresją na wieść o tym że prowadzisz rozpustne życie. Nazywane jest to płytkim, pustym, a Ty na pewno masz chorobę i brud – tak jakby ludzie w stałych związkach się niczym nie zarażali i co chwilę myli. Mówiąc o swoich sex podbojach, mówisz typowej kobiecie że jej największy skarb i życiowa lokata jest gówno warta, można ją mieć za grosze albo za darmo, np. dzięki czatowi internetowemu co sam nie raz praktykowałem. Nie dziw się więc że reaguje histerycznie, agresywnie, bądź cicho syczy pełnym wzgardy głosem. Musisz to zrozumieć; gdy specjalizujesz się w czymś, uważasz w tym za dobrego a ktoś Ci mówi że jesteś beznadziejny – sprawia Ci to ból, tym większy jeśli mówi Ci to np. Twój szef. Szef daje pensję i przetrwanie, a mężczyzna korzystający z dziwek mógłby dać znacznie więcej – ale nie da, ponieważ wie że seks można mieć za sto pięćdziesiąt złotych, a nie za podpisanie kwitu który zabiera mu cały dorobek życia i może wtrącić do więzienia. Podkreślmy że cały czas piszę o Paniach typowych, przeciętnych, których jest jakieś 99% na świecie. Są ludzie którzy swoim poziomem świadomości wychodzą poza biologię, rozmnażanie właściwe także dla zwierząt. Są poza tym co ludzkość uważa za normalne, czyli moda, trendy, pójście za bezmyślnym tłumem i myślenie tak, jak każe grupa w której się żyje. Panie typowe z tego samego powodu nienawidzę dziwek. Nikt nie ma większej do nich pogardy niż zwykłe kobiety; powód jest prozaiczny – dziwki zabierają im władzę. Gdy facet nie dostanie w domu seksu przez miesiąc, może iść za sto pięćdziesiąt złotych do prostytutki. Faceci przez całe wieki dokonywali niesamowitych czynów, w nadziei na ulgę w jądrach. Kobiety „porządne” to wykorzystywały, a dziwki psuły im ich strategię bo facet mógł u nich się rozładować. Dlatego właśnie są wyklęte i znienawidzone, chociaż biorą pieniądze za seks jak legalne żony – tylko znacznie mniej.

    Seks czyli władza

    Stąd taka sympatia do delikatnie nieśmiałych facetów – oni traktują chodzenie i seks jak gwiazdkę z nieba. W ten sposób wartość kobiety znacznie wzrasta, razem z władzą. Ona ma seks a facet bardzo go pragnie. Można w ten sposób osiągnąć niemal wszystko, manipulując dostępem do dupy. Kobiety tyłkiem tak wpływają na facetów, że ci kompletnie tracą rozum i rozsądek. Tracą majątki, przyjaciół, sprzedają firmy by nakupować łachów i jeździć po Tunezji z aparatem, by wstawiać na fejsa zdjęcia z dzióbkiem pod piramidami i przy obsranych, ryczących z nudy wielbłądach. Nasz Rysiek (symbol mężczyzny uległego) jest wierny i lojalny, co sprawia że kobieta ma nad nim kontrolę. Dopóki Rysiek robi wszystko jak trzeba, ma dupę. Jeśli nie – dostęp zablokowany. Gdzie pójdzie skoro jest wierny? będzie musiał po cichaczu w tajemnicy się onanizować wieczorami w skarpetkę, by żona nie zobaczyła. Nawet jeśli robi wszystko co trzeba, seks i tak zanika. Dlaczego?

    Zapamiętajcie bracia i podkreślcie flamastrem w zeszycie; seks u kobiety służy jako zapłata za opiekę nad nią i jej potomstwem, ten mechanizm trwał tysiące lat i szybko się nie zmieni. Uruchamia się przy silnym mężczyźnie gdy kobieta stara się o bezpieczeństwo (zapłodnienie, ślub) a później powoli wygasa. System hormonalny nie rozumie ludzkich słów; on patrzy na pewien poziom specyficznego stresu. Jeśli ten jest wysoki – w żyłach kobiety buzują hormony, ma ona ochotę na seks i spełnia się w nim. Kobieta chce wyjść za faceta, mieć ślub i prawną pewność że facet do końca życia będzie na nią płacić – jest zestresowana. Z chwilą zapłodnienia i podpisu na papierkach… układ hormonalny zwalnia obroty. Seks po prostu znika. Rysiek robi co trzeba, stara się jak może, wykupuje kwiaciarnię i ściera kolana – ale dupy już nie ma. Żonę boli nieprzerwanie przez trzydzieści lat głowa.

    Romantyczne uniesienie

    Mówiąc więc o roli wierności, jednej partnerce na całe życie, seksie jako czymś świętym i niezwykłym – budzisz w kobiecie romantyczne łzy, podnosisz jej wartość. Podkreślmy że piszę cały czas o kobiecie typowej, która nie umie zainteresować faceta niczym innym. Ona traktuje Cię jak faceta do „poważnego” związku, kandydata na męża. Niestety, seks jest mierny i niekoniecznie wierny. Po prostu słaby samiec (a takim w naturze jest ktoś nie stosujący przemocy, interesujący się sztuką i poezją) nie wzbudza takich emocji jak silny łobuz. Dlatego więc łobuz i zabijaka płodzi dziecko, a romantyczny Miś uwielbiający się przytulać do swojej słodkiej żoneczki – zapierdala na cudzego kryjana kiedy żonka wali się z innymi. To nie zawsze tak jest, ale przeważnie tak jest. Oto prawdziwa nauka życia której nikt Ci nie przedstawi. Raz że prawie nikt tego nie wie, a dwa że jak wie, to Ci nie powie że ma kurewską naturę. Ale to wcale nie kurestwo – tylko przystosowanie do warunków życia. Łatwo Ci mówić o wierności kobiety, jeśli ta jeszcze kilkaset lat temu bez faceta by umarła z głodu. Chcesz żyć? jeść? mieć pozycję w grupie, nie być na dnie, popychadłem które wszyscy kopią i opluwają? musisz mieć atrakcyjność i seks jako kobieta. Tylko to się liczyło dla facetów. Jaki starożytny macho chciałby słuchać kobiecych rozważań? o czym kobieta niby umie rozważać, filozofować? kobieta jest przystosowana umysłowo do opieki nad dzieckiem – do piątego, szóstego roku życia. Później dziecko się rozwija umysłowo, i zwiewa od mającej ciasny umysł mamy do ojca który wprowadza dziecko w świat. Widziałeś młodego inteligentnego chłopaka, który rozmawiał by na poważne tematy życiowe z matką? nie ma o czym, matka niewiele rozumie z większości spraw takich jak wielka polityka, strategia, duchowość. Natomiast ojciec nie nadaje się do opieki nad maleńkim dzieckiem; nie grają na tym samym poziomie. Mężczyzna to twór logiczny, a dziecko (i kobieta) emocjonalny. Wszystko gra, istnieje ścisła specjalizacja płci i nikt nie jest gorszy ani lepszy. Jesteśmy po prostu inni. To nieprawda że ludzie są równi i że płcie są równe – z duchowego punktu widzenia tak, ale społecznego? na pewno nie.

    Rysiek w akcji

    Oto kandydat na męża i frajera, który wychowa dziecko silnego samca: kobieta uśmiecha się sympatycznie na myśl o nim, może czuć nawet przywiązanie, emocjonalną więź, ale seks będzie kiepski.

    „Cześć, jestem Rysiek, lubię jeździć na rowerze, słuchać szantów, czytać Coelho w blasku świec, obetrzeć pełną smutku łzę marząc o wielkiej miłości… szlochać gdy oglądam z ukochaną komedię romantyczną… Kobiety kocham i szanuję, są dla mnie najważniejsze na świecie. Chcę mieć rodzinę, ślub i dzieci. Chcę ciężko pracować, by mojej ukochanej żoneczce nigdy nic nie brakowało. Całuję serdecznie wszystkie kobiety (bo wszystkie są piękne i dobre).”

    Macho w akcji

    Oto kandydat na szybką kopulację z utratą zmysłów: umysł kobiety zareaguje obrzydzeniem i ohydą na rynsztokowe słownictwo, ale coś prymitywnego w kobiecie poczuje zainteresowanie. Jej natura kodowana tysiące lat dobrze wie, że taki prymityw ma przeważnie silną pozycję w stadzie. Natura jest systemem przystosowawczym, więc jeszcze nie wie że taki Pan to przeważnie nierób i pasożyt, a samcem alfa jest koślawy informatyk czy niewysoki prezes firmy. Uwaga – kobieta chce zmienić macho w Ryśka, co nigdy się nie uda. Stanie się jego kolejną ofiarą, która nawet jeśli ucieknie od terroru, do końca życia będzie o nim myśleć. Ona staje się ewangelizatorką, chce stworzyć kulturalnego i dobrze ubierającego się, ładnie wysławiającego – nowego mężczyznę. Ta pycha zostaje zawsze dotkliwie i boleśnie ukarana.

    Siema cipuchy, jestem Marek. Lubię pisać teksty o świnkach, dobrze poruchać w kakao, schlapać się paszczurowi na cyce. W wolnych chwilach walę konia (jak nie zbajeruję jakiejś świni he he) chlam drinki i trenuję boks, bo lubię złomotać jakiegoś frajera na dzielni. Lubię podymać mężatki a synków i córusie wychowają leszcze, bo ja muszę mieć na wódkę a poza tym rodzina jest najważniejsza ha ha ha. Hej cipki, mam wolną chatę, chodżcie się dymać. Jak mi jakiś cwel tknie moją suczkę, to zajebię frajera na śmierć siekierką. Moja suka to moja własność, huj wam w dupę kurwa jego mać. Ale o co właściwie się rozchodzi? Pozdrawiam mocno.”

    Lubię to

  23. A więc …kuź…a wpadł mi link z YT-BE .Boleję nad tym ale podzielę się z Wami:

    To nie dla mnie.Ja jestem pozytywny i nie adoruję marginesu.Wierzę w ludzi i czystość ideii.Jest to element oczyszczenia .”Co jest tajne ma być jawne”,”Prawda Was wyzwoli”.Wierzę w Was i wiem ,że Wy jesteście tacy jak ja-bo jestem „wasz” a Wy „moi”.Przejdźmy ten etap i pójdźmy dalej .Pozdrawiam.

    Lubię to

Skomentuj artykuł:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s