„Ja jestem życiem i służę życiu”. Globalny kryzys to choroba, która ma uleczyć planetę

„Ja jestem życiem i służę życiu”. Globalny kryzys to choroba, która ma uleczyć planetę

globalna swiadomosc 2Kto nie zna podstaw, ten nie pojmie tego, co jest „wyżej„. Teorie ezoteryków i okultystów wymagają uzupełnienia o nauki biologów i psychologów ewolucyjnych. Od dawna piszę, że Ziemia jest planetą piekła, którą rządzi psychopatyczny nadzorca (demiurg vel adonai vel jahwe vel allah vel szatan) i na której premiowane i nagradzane jest zło.

Opisywałem to w poniższym felietonie:
Ziemia jest planetą piekła, a my jesteśmy więźniami. Czy jest nadzieja na zmianę?

Warto poczytać o tym, jakie „programy” ma tzw matka, a raczej macocha natura. O konkurencji, rywalizacji, zjadaniu jednego przez drugiego, o prawie dżungli. O rozmnażaniu, gromadzeniu zasobów i zdobywaniu nowych terytoriów za wszelką cenę. Słaby jest poniewierany, nie ma dostępu do odpowiedniej ilości jedzenia, partnerów, i szybko ginie. Przeżywają tylko najsilniejsi, a w świecie ludzkim – najbardziej bezwzględni i zdemoralizowani. Jest to bardzo ważne, bo wszystkie systemy stworzone przez ludzką cywilizację (kapitalizm, hierarchizm, relacje damsko-męskie, polityka itp) są bardzo ścisłym odwzorowaniem prawa dżungli i bezwzględnych „programów” natury.

Bez zrozumienia biologicznych i ewolucyjnych podstaw i tego, w jak głębokiej dupie tkwimy na tej planecie, pojawiają się takie „koszmarki” jak cukierkowe new age. I potem takie paniusie wyznające tę doktrynę, które nie zaznały nigdy prawdziwej traumy i prawdziwego zła, mówią, że dobro i zło nie istnieje. Owszem, istnieją jak najbardziej, ale na innych płaszczyznach.

Poniższa prelekcja znakomitego ezoteryka i gnostyka, Romana Nachta, porusza te i inne problemy. Nazywa on Ziemię „kosmicznym Oświęcimiem”, ale daje też optymistyczny przekaz. Mówi, że Ziemia jako świadomość globalna osiągnęła dno dna. Wielki globalny kryzys który teraz trwa, i który dotyczy każdej możliwej dziedziny życia, jest chorobą, która ma za zadanie uleczyć planetę.

III wojna światowa jest faktem, trwa od jakiegoś czasu. Jest to wojna hybrydowa, asymetryczna, a więc trudna do zauważenia przez większość ludzi. W Europie ma ona postać coraz bardziej narastającej wojny religijnej z islamistami. Roman Nacht mówi o wielkiej globalnej przemianie – ewolucji świadomości. Elity polityczne robią wszystko, by tej przemianie zapobiec.

Właśnie po to ściągają tu islamistów – ludy barbarzyńskie, dusze na najniższym możliwym poziomie rozwoju (zwierzęcym). Po to są fale GSM, zanieczyszczenia (w tym radioaktywne – najgorsze), szczepionki, fluor, toksyczne lekarstwa, śmieciarskie żarcie i inne metody ludobójstwa. Robią oni wszystko, by ewolucja świadomości się nie odbyła, by dusze światłe miały jak najciężej.

Roman Nacht mówi też, że ewolucji świadomości nic nie zatrzyma, nawet psychopaci i ludobójcy na szczytach władzy UE, USA i całego świata. To od nas zależy, od tego jak będziemy działać w swoim mikro-świecie. Rodzina, znajomi, sąsiedzi – gdy któraś z tych osób zada jakieś pytanie w temacie, gdy sama wyrazi jakąś wątpliwość, gdy sama zapragnie wiedzy – pokieruj ją. Nie mów wszystkiego co wiesz, ale zaszczep w niej chęć głębszego poznania, podsuń jej jakiś temat.. Ale nie narzucaj się. To możemy zrobić wszyscy.

Roman Nacht – Czasy w jakich żyjemy:

Advertisements

115 thoughts on “„Ja jestem życiem i służę życiu”. Globalny kryzys to choroba, która ma uleczyć planetę

    • Ostatnio widzę że najwięcej do powiedzenia w tym kraju mają ludzie którzy za huja nic Polskiego w nich niema. Czy to kurwa jeszcze Polska czy jakiś żydoland i inne hujstwo?

      Lubię to

        • Pan Roman Nacht, Roni7 i my wszyscy – jesteśmy dziećmi Bożymi, stworzonymi na obraz i podobieństwo Stwórcy. Stwórcy nie możemy zobaczyć wzrokiem, z uwagi na różnice poziomów energetycznych. Jak wiadomo energia powiązana jest z częstotliwością (wibracją). Podwyższając wibracje swojego ciała, wchodzimy na wyższe poziomy energetyczne – zbliżając się do Stwórcy i na odwrót. Materia to stan, wywołany niską wibracją, w której sidłach, oddalając się od Stwórcy, ugrzązł duch ludzki, tracąc w ten sposób kontakt ze swoim Ojcem.

          Lubię to

        • Uprzejmie proszę wysłuchać wykładu Pana Romana Nachta i czytać moje komentarze – ze zrozumieniem, w duchu miłości i radości. Jezus Chrystus, nie dosłownie a za pośrednictwem prostej symboliki, naucza, że jest dobrym Pasterzem i zna swoją owczarnię „Ja jestem dobrym Pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają” (J 10,1-18). Jezus Chrystus wie o każdym z nas wszystko i mówi o tym z miłością. My także powinniśmy naśladować Jezusa Chrystusa we wszystkim. Miejmy na myśli dobro, na ustach miłość a w sercu Jezusa Chrystusa.

          Lubię to

        • DEVINGO Uprzejmie proszę o wysłuchanie wykładu Pana Romana Nachta i czytanie komentarzy – ze zrozumieniem, w duchu miłości i radości. Jezus Chrystus, nie dosłownie a za pośrednictwem prostej symboliki, naucza, że jest dobrym Pasterzem i zna swoją owczarnię „Ja jestem dobrym Pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają” (J 10,1-18). Jezus Chrystus wie o każdym z nas wszystko i mówi o tym z miłością. My także powinniśmy naśladować Jezusa Chrystusa we wszystkim. Miejmy na myśli dobro, na ustach miłość a w sercu Jezusa Chrystusa.

          Lubię to

        • Leszek nawracaj swoich bliskich,ja prorokow takich jak ty nie potrzebuje.Czy Ty nie jestes czasem ksiedzem ,ktory poczowa sie do misji ewangelizacji?

          Lubię to

        • Spokojnie Devingo. Roman Nacht nie jest Romanem Nachtem – on tylko żyje w ciele Romana Nachta. Roni nie jest tym za kogo się uważa – on tylko zyje w Ronim.
          Ja nie jestem Krysią – ja ją tylko wykorzystuje 😉
          Ty też nie jesteś Devingo – Ty po prostu wlazłeś w Devingo i udajesz Devingo, ale nim nie jesteś 😉 I chocbyś tu krzyczał, że jesteś Devingo, to i tak nikt ci w to nie uwierzy, bo nie jesteś Devingo 😉 Przecież to takie dziecinnie proste! 😀
          Nie rozumiesz? 😉 To ci powiem, że Leszek też nie jest Leszek i wcale mu to nie przeszkadza, że jest w ciele Leszka, a Leszkiem nie jest!
          Oj Devingo, Niedevingo! Wszyscy jarzą i ty też zajarzysz, tylko musisz się skupić i pomyśleć, że ty to nie ty! 😉 Widzisz siebie w lustrze? To niedobrze! Musisz się bardziej skupić. A jak się golisz, to po czym przesuwasz golarkę, po twarzy czy po lustrze? To ważna wskazówka …

          Ale jestem wredna! Przepraszam. I teraz nie wiem czy to Krysia przeprasza czy ja – moja dusza w moim ciele. Dusze też mają poczucie humoru. W przeciwnym razie Stwórca nie byłby Wszystkim, a Nim jest!

          Serdecznie pozdrawiam, tylko nie pytaj kto cię pozdrawia! 🙂 Już mi nie mieszaj proszę …

          Lubię to

        • ,, No tak bo Roni7 to kryptonim tajnej operacji służb wywiadowczych. Cel – infiltracja bloga Jarka Kefira.”

          No to Roni działający w Roni7 dowiedz się, dlaczego nasz Admin nie przepuszcza wpisów Leszka to znaczy tylko pozornego Leszka. Mam na to dowód.
          Proszę, oto on:
          ,, Leszek pisze:
          25 Styczeń 2016 o 22:41

          Mój komentarz do ww. tekstu osoby tytułującej siebie jako: Sanctus Diavol – nie został opublikowany. Przepraszam zainteresowanych.”

          A może to ty, w ramach operacji wpuściłeś jakiegoś drono- wirusa? 😀 😀
          Taka fajna robi się nam tu NSN (Niedzielna Szkółka Nawracania).
          To bardzo ciekawe. Zrób coś Roni z Roni7. 😉
          A może ten komentarz nie był komentarzem, tylko uważał się za komentarz?
          No tak, to by tłumaczyło, dlaczego go nie ma. 😀

          Serdecznie pozdrawiam
          PS. Nie ma Ani i do was się wcinam z moimi żartami 🙂 Chyba nie masz mi tego za złe? A w tej operacji to was siedmiu bierze udział? 😀 😀

          Lubię to

        • ,, Krysia !sie przypierdzielilas do mnie:)”

          Do Ciebie? Czyli do którego Devingo? 😀 😀 Do tego Devingo, czy do tego, który uważa się za Devingo? 😉

          Oj, Krysia! Weź się już uspokój!

          Lubię to

        • W tym miejscu należałoby zwrócić uwagę na jeden bardzo ważny aspekt. Wysoce uduchowiona Świetlana Grupa, której najwyższym reprezentantem był JEZUS (Jego kosmiczne imię brzmi Sananda), opracowała dla Ziemi nowy program rozwoju. Miał on skorygować wszystkie odstępstwa zaistniałe w toku ewolucji! Historyczna inkarnacja Jezusa z Nazaretu przed 2000 lat pokazała drogę naprawy i możliwości dojścia do celu. Dopiero po zakończeniu oczyszczania Ziemia będzie mogła wejść w wyższą jakość wymiaru piątego, tzn. do Królestwa ŚWIATŁA!
          Otóż stąpienie Energii Chrystusowej – ucieleśnione w osobie Jezusa mialo de fakto miejsce i mogło zapisać zupełnie inną kartę w historii. Podobnie jak w przypadku wcześniejszych inkarnacji wysokich Świetlanych Istot, tak samo wtedy – przed 2000 lat – otwarte zostało KOSMICZNE OKNO MIŁOŚCI. Akt ten dotyczył nie tylko ludzi. Był to DAR MIŁOŚCI dla całej planety, ze wszystkimi jej królestwami. Kosmiczny Chrystus – niezauważalnie dla ludzkiego oka – zakotwiczył w świecie materii aspekt zespołowego Wyższego JA – uzdrawiającą Energię, której ziarna powinny rozkwitnąc pełnią kwiecia już niebawem.
          Historyczne Posłanie Miłości, które miało pobudzić proces uzdrowienia, w bardzo krótkim czasie zostało skorumpowane przez ówczesne Negatywne Energie, znajdujące się w pełnym rozkwicie. Musimy zdać sobie teraz sprawę, jaką ucieleśniamy siłę i wielkość, skoro zdołaliśmy przeciwstawić się Najczystszej Energii Miłości, płynącej bezpośrednio ze Źródła. Udało się nam zablokować nie tylko samą Energię Chrystusowego Posłania, ale nawet użyć jej do niewyobrażalnych okrucieństw. Okazaliśmy się bardziej brutalni niż można by przypuszczać. Skorumpowaliśmy najświętsze wartości, przyodziewając je w mroczne, tajemnicze szaty, by potem wykorzystywać je do powszechnego zniewolenia, odbierania osobistej godności, aż do masowych mordów włącznie. Kierowani manifestującą się żądzą władzy, wykorzystywaliśmy te wartości za pośrednictwem dogmatów religijnych oraz w świeckich aparatach władzy.
          Odrzuciliśmy Energię, która mogła i potrafiła bezboleśnie rozwiązać oddziaływanie prastarej karmy. Czy nie przypominacie sobie powtarzanego wciąż wezwania PRZEBACZ! PRZEBACZ! PRZEBACZ! Przebacz przede wszystkim sobie, a dopiero potem przebacz bratu. Tymczasem my woleliśmy grać wszystkimi kartami buntu – bez względu na konsekwencje. My jesteśmy nie tylko uparci, dumni i twardzi, my jesteśmy wyjątkowo “konsekwentni”, nawet jeżeli cierpimy z powodu naszego uporu.

          Lubię to

        • ,, Krystyno a Ty wiesz ze jestes devingo a ja to KRystyna??”

          Coś w tym jest, bo TAM wszyscy jesteśmy JEDNOŚCIĄ. Może warto tu na Ziemi czasem się tak poczuć.

          A tak całkiem na poważnie.
          Gdyby człowiek swoje uczucie i odczuwanie, jakie żywi do ojca, matki, syna, córki, brata, siostry, przyjaciela umiał tylko stosować, okazywać wobec pozostałych ludzi – świat wyglądałby o wiele lepiej. Więcej byłoby kompromisów, wybaczeń, więzi tworzących pozytywną Siłę Jedności.

          Ta Siła skutecznie przeciwstawiła by się psychopatom skłócającym nas – Wielkie Rodziny Ludzkie.
          Zobacz z jaką łatwością wybaczamy dziecku, z jaką łatwością ono zapomina krzywdy. Jak szybko wyzbywa się złości i uprzedzeń.
          Spróbujmy takiej łatwości wobec sąsiada, znajomego, obcego. Nasza pozytywna energia wyprze z relacji to co dzieli, to, co czyni nas wszystkich dryfującymi, samotnymi rozbitkami, które stają się łatwym łupem dla rekinów

          Serdecznie pozdrawiam.

          Lubię to

        • Uprzejmie proszę o wysłuchanie wykładu Pana Romana Nachta i czytanie komentarzy– ze zrozumieniem, w duchu miłości i radości. Jezus Chrystus, nie dosłownie a za pośrednictwem prostej symboliki, naucza, że jest dobrym Pasterzem i zna swoją owczarnię „Ja jestem dobrym Pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają” (J 10,1-18). Jezus Chrystus wie o każdym z nas wszystko i mówi o tym z miłością. My także powinniśmy naśladować Jezusa Chrystusa we wszystkim. Miejmy na myśli dobro, na ustach miłość a w sercu Jezusa Chrystusa.

          Lubię to

        • Zgadzam się z Leszkiem co do odejścia od oceniania samego nazwiska i pochodzenia owego prelegenta.
          Tu jest ważne co on mówi.
          Żyd, czy Niemiec czy Polak czystej krwi, tu chodzi o jego przekaz.
          Czy Żyd, Niemiec to zły człowiek od razu?
          Myślę, że nie.
          Czepmy się Szecheterów, Ozjaszy, Merkel, ale co komu przeszkadza nazwisko, które ma ów człowiek?
          Np. taki Einstein krytykował postępowanie Izraela i odcinał się od niego, był mądrym człowiekiem.
          Myślę, że kiedyś tutaj autor bloga celnie skomentował, że szukanie w NWO, w tym systemie samych łap owego „Żyda” jest niezdrowe i chyba, a moim zdaniem raczej na pewno zaciemnia obraz.
          Zły Żyd to będzie syjonista, ktoś anty-polski, ktoś oczerniający nasz kraj, chcący odszkodowań, mówiący o anty-semityzmie itd.
          Zwykli Żydzi obok głównego holokaustu jakiego doświadczyli Słowianie a wcześniej Indianie poniekąd sami stawali się ofiarą tych złych syjonistów, Iluminatów, to chyba wiadomo.
          Komuś kto nagrywa takie przekazy jak ten Pan to wg mnie należy się szacunek, przecież nie musi przed nagraniem wyjść i powiedzieć: a najpierw przeproszę wszystkich za bycie Żydem/ Niemcem 66 razy i łaskawie poproszę o wybaczenie :D.

          Lubię to

    • PRZYKŁAD ( zbieżność osób jest zupełnie przypadkowa)

      Roni wypowiedział wiele mądrych słów, wyjaśniał mechanizmy jakimi rządzi się obecny świat, wskazał przyczyny, nakreślił – jego zdaniem – właściwą drogę, jaką powinna podążać ludzkość poprzez działania każdego człowieka z osobna. Roni pokazał, że każdy z ludzi ma pole do działania i może działać, że nie dotyczy to tylko ludzi u władzy. Roni, dzięki swoim, wieloletnim poszukiwaniom przekazuje zdobytą wiedzę, przybliża nieznane i czyni je bardziej pojętym. Roni w sposób niezobowiązujący proponuje rozwiązania, recepty – jego zdaniem właściwe – dające szanse pozytywnym rokowaniom i nadzieję na lepsze jutro. To robi Roni.

      A teraz posłuchaj tego, co oczywiście NIE JEST PRAWDĄ, wymyślonym przeze mnie fikcyjnym dialogiem.

      ——————————————————————–

      , – ,, Co? Roni powiedział coś mądrego? Bzdura! To żyd! Wszyscy żydzi dążą do zguby ludzkości!
      – Ale proszę, odnieś się do słów, do przekazu Roniego. Do tego co miał ci do powiedzenia. Możesz wyrazić swoją opinię? Może widzisz to inaczej, lepiej, mądrzej?
      – Powtarzam ci! To żyd! Nie obchodzą mnie jego mądrości! Ja do pana Roniego nic nie mam, ale w zasadzie mam. To żyd! Szkoda, bo z nieżydem mógłbym polemizować. Jego pochodzenie, niestety, nie pozwala mi na to.”

      ———————————————————————

      Jeszcze raz zaznaczę: Tekst zawarty między kreskami jest nieprawdziwy, a wcześniejsze słowa są jedynie fikcyjnym przykładem.

      Głowiłam się kiedyś z takimi pytaniami:
      ,,Czy pochodzenie zawsze neguje człowieka? Czy czasem, my ludzie, nie wymyślamy negatywnych cech człowieka tylko dlatego, że nie mamy dostatecznej wiedzy, aby móc z tym człowiekiem rozmawiać?
      Jaką mam pewność, że moje pochodzenie wywodzi się z wielu pokoleń prawych ludzi?
      Ile pokoleń wstecz może o tym decydować? Trzy, cztery? A co wcześniej? Czy mogę to udokumentować?
      A jeśli nawet mam na to dowody, to jak ma się do nich stwierdzenie, pewnego historyka, że wszyscy jesteśmy potomkami tych, którzy zabijali najskuteczniej?
      Co by było, gdyby ludzie znali swoje rodowody do dziesięciu, czterdziestu pokoleń wstecz? Czy znalazł by się choć jeden człowiek, który chciałby to światu ogłosić?

      Na wiele z tych pytań nie znalazłam jednoznacznej odpowiedzi. Doszłam do wniosku, że niektóre z pytań wiodą mnie w ślepy zaułek.
      Stwierdziłam, że zajmowanie się obecnym życiem, w tu i teraz przyniesie o wiele większy pożytek dla dzisiejszego dnia i tego co w związku z nim przyniesie jutro.

      Serdecznie pozdrawiam.

      Lubię to

      • Rozumiem że masz do mnie jakąś sprawę Krysiu, że mnie wymieniłaś w swojej wypowiedzi. Ja ogólnie mało komu ufam a w szczególności żydom. Potrafią tylko podjudzać. Być może Pan Roman jest wyjątkiem. Czasami fajnie się go słucha bo to dobry gawędziarz. Ale czy my nie mamy już swoich słowiańskich elit, mędrców czy wiedźm? Ciągle tylko – amerykańscy naukowcy , a to żydzi, a to niemcy, a to rosjanie itd. Ciągle musimy się kogoś słuchać. Mam już dość tych mitologii żydowskiej. Jak byśmy własnej nie mieli. I tak ponad 1000 lat. Można nerwicy dostać. Powtórzę jeszcze raz ja nie jestem uprzedzony co do rasy żydowskiej jako takiej. Bo lubię twórczość innego żyda Stanisława Lema. Chodzi mi tylko o to że zawsze do powiedzenia w Polsce mają ludzie, powiedzmy że określę ich jako nie tubylcy.
        Pozdrawiam.

        Ps. Z resztą każda rasa jest wyposażona w swój charakterystyczny zestaw genetyczny, który nie tylko determinuje ową rasę z wyglądu czy poziomu intelektualnego ale przede wszystkim definiuje poszczególne rasy pod względem mentalnym i duchowym. A tutaj poszczególne rasy się bardzo mocno różnią. (Haplogrupy). Nigdy nie byliśmy, nie jesteśmy i nie będziemy równi. Na tym polega piękno tej planety- na różnorodności.

        Lubię to

        • ,, Rozumiem że masz do mnie jakąś sprawę Krysiu, że mnie wymieniłaś w swojej wypowiedzi….”

          Po prostu pomyślałam sobie, że gdyby było prawdą to, co wcześniej napisałam, to było by ci smutno, Roni, że nie ważna jest dla kogoś twoja wiedza, którą przekazujesz, bo ktoś ma uprzedzenie do twojego pochodzenia.
          Zawieruchy dziejów, szczególnie wojny, których pokłosiem są m.in. migracje mieszają narody.
          Ludzie, których pradziadowie byli przybyszami, wtopili się przez pokolenia w kraj, który jest dla nich ojczyzną.
          Wydaje mi się, że ani kolor skóry, ani pochodzenie, ani haplogrupa nie robi człowieka wartościowszego od innych ludzi. To jego czyny są miernikiem.

          Podobnie rzecz ma się ze zbyt pochopnym ocenianiem narodu, po zachowaniu się kilku lub kilkudziesięciu jego przedstawicieli.
          Np. czy wszyscy Polacy to pijacy i złodzieje samochodów, tylko dlatego, że widziano za granicą pijących i kradnących niektórych Polaków?
          Ludzie chcą coś wiedzieć o innych narodach, więc są w stanie przypisywać im cechy, które dotyczą kilku przedstawicieli tego narodu. Z biegiem czasu plotka urasta do opinii obiegowej. Zaczynamy tak postrzegać cały naród, a tak właściwie to nie mamy zielonego pojęcia o nim.
          Mało tego. Rozkminiamy zachowania rządów i po ich czynach wyrabiamy sobie błędne opinie o całym narodzie.
          Zobacz kim jest Polska w opinii świata po ośmiu latach rządów PO. Nic nie znaczącym pajacem, sprzedawczykiem. Czy my tacy jesteśmy? No przecież nie.

          Czasem wzbudzane celowo antagonizmy między narodami mogą krzywdzić niektórych ludzi. Utożsamianie rządów i elit z resztą narodu bywa nadużyciem wobec tego ostatniego.
          Żydzi podjudzają, Polacy się wiecznie kłócą, Niemcy kombinują jakby tu kogoś obskubać – to nie są cechy wszystkich mieszkańców tych państw. Takie przekonania prowadzą do konfliktów, na których najmniej zależy przeciętnemu człowiekowi.

          Serdecznie pozdrawiam.

          Lubię to

        • Co nie oznacza że najwięcej do powiedzenia w naszym nieszczęśliwym kraju mają nie Polacy-Słowianie. Zawsze się zaczynało od gadek i kazań. A potem NKWD, Sonderkomanndo, UPA, SB, UB i tak dalej i tak dalej. Żebyś się nie zdziwiła że jak w mikroskali każdy jest zdefiniowany mentalnie tak samo jest w makroskali. Jakoś dziwnym trafem tm gdzie się pokażą Żydzi tam zawsze są jakieś niesnaski czy konflikty. Więc wybacz że jestem tak uprzedzony. Po prostu oni mają mentalność azjatycką i nic ani nikt tego nie zmieni. Wiem że w twoich oczach wyszedłem na chama czy antysemitę, ksenofoba. Ale z takim otwartym myśleniem na innych gości to zawsze będziemy po dupie dostawali.

          Lubię to

        • ,, Wiem że w twoich oczach wyszedłem na chama czy antysemitę, ksenofoba. Ale z takim otwartym myśleniem na innych gości to zawsze będziemy po dupie dostawali.”

          Nie wyszedłeś Roni na żadnego chama czy antysemitę. Mówimy o dwóch różnych aspektach jednej kwestii. Ja mówię o tym, że nie należy wsadzać wszystkich do jednego worka, a ty mówisz o narodzie, od którego patrząc oczami historii spotkało nas więcej złego niż dobrego.
          Co się wtedy robi? Czy patrzy się na pojedyncze osoby tego narodu, czy wypieprza się taki naród ze swojej ziemi, albo nie wpuszcza wytaczając przeciwko niemu działa? No przecież logiczne, że naród aby zachować swoją suwerenność i przetrwać musi mieć nie tylko dyplomatyczną głowę, ale też zdecydowane jaja – widzimy do czego doprowadza zniewieściałość zachodniej Europy, czego wymownym symbolem mogą być ci męscy durnie w kobiecych spódnicach – tak właśnie wygląda ślepy zaułek, do którego ludzie za Odrą dali się zapędzić.

          ,, Żebyś się nie zdziwiła że jak w mikroskali każdy jest zdefiniowany mentalnie tak samo jest w makroskali. Jakoś dziwnym trafem tm gdzie się pokażą Żydzi tam zawsze są jakieś niesnaski czy konflikty.”

          I tu nie mogę się z tobą nie zgodzić.

          Zastanawia mnie: Czy żydzi w naszym rządzie mają najwięcej do powiedzenia?
          I druga rzecz: Jeśli tak, to dlaczego Polska wreszcie zaczęła się stawiać Unii ( czyt. Niemcom)? Czy jest to w żydowskim planie, czy raczej w parlamencie głos mają Polacy? Jak to jest? Pytam, bo nie bardzo rozumiem.

          Serdecznie pozdrawiam.

          Lubię to

        • Jest to w ich interesie . Plan Samsona czyli plan Syjonistów. Wywołać ogólny burdel aby się biali goje powybijali a potem sobie wezmą złoża, ziemie i tak dalej. Wiesz co Krysiu celowo podjąłem ten temat w kontekście Romana Nachta. Chciałem tylko zasiać pewne ziarno nie pewności co do tej nacji. Jak już mówiłem ja absolutnie nie mam nic do Romana Nachta. Ciekawe rzeczy mówi w NTV jest on tam najlepszy. Ale ciągle coś ociera się albo o biblię albo o jahwizm, jakbyśmy nie mieli swoich idei. To że jest Żydem to tak naprawdę nic mnie to nie obchodzi. Chciałem tylko podjąć tematykę tych mędrców i wszechwładnych „elit” które mają najwięcej do powiedzenia i ze zdaniem Polaków się nie liczą.

          Lubię to

        • Tak czytam Krystyno i oddaje Tobe pelna racje „Wydaje mi się, że ani kolor skóry, ani pochodzenie, ani haplogrupa nie robi człowieka wartościowszego od innych ludzi. To jego czyny są miernikiem.” ale jednak czy chcialabys sie znalezsc w sytuacji sam na sam z 10 -cioma rozbuchanymi arabami na ulicy.?Jak wtedy zareagujesz?

          Zapewne nie kazdy arab to gwalciciel tak jak nie kazdy Polak to zlodziej samochodow,jednak to stwierdzenie ni jak sie ma do realiow i jest krzywdzace w stosunku do Polakow,gdybym oczywiscie je zastosowal.Nie mozemy mylic pewnych rzeczy niezaleznie czy ktos ma reinkarnacje arabskiego gwalciciela,terorysty czy polskiego zlodzieja.Czy to znaczy z kazda kobieta pojmujaca sens zycia i cykl wedrowki dusz powinna oddac sie tym 10-ciu bandytom?Lub wcielenie zydowskiego bankiera uprawnia jego do stosowania lichwy i zlodziejstwa bo tak mam przypisane a my z kolei bo may wcielenie Polakow mamy sie godzic na okupacje bankowa,wyzysk ekonomiczny,oglupianie politykow(ktorzy takie maja wcielenia-wiec moga)oraz bierne przygladanie sie islamskiej inwazji i gwaltowi na dzieciach bo tak mamy wdrukowane w inkarnacje.

          Mysle, ze to totalna bzdura ,a moze jest tak ze wlasnie mamy wkodowane odwieczna walke z niesprawiedliwoscia i gwaltach na nas slowianach?Byc moze to okupanci maja wdrukowany strach przed nami z drugiej strony chec podporzadkowania nas ,dlatego oglupiaja nas multikulturalizmem i innymi plagami niemoralnosci?.
          Wszystko to roznie mozna sobie tlumaczyc ,niemniej jednak mysle ze mamy prawo do zachowania swojej przestrzeni do zycia inaczej nasi przodkowie gineli by na marne(chyba nie mieli tego wdrukowanego,zeby ginac bez sensu).W koncu kazdy ma prawo do obrony ,do obrony swojej rodziny a biernosc jest najgorszym objawem obecnej inkarnacji czlowieczenstwa,nie mowiac o zaniechaniu obrony w obliczu zagrozenia rodziny,panstwa.

          Lubię to

        • Z tymi 10 – cioma arabami ty też, drogi Devingo, nie chciałbyś się spotkać sam na sam. To logiczne. Pytasz jak bym zareagowała? No przecież wiesz dobrze, że jedyną opcją, być może ratującą moje życie byłoby wyjęcie przeze mnie pistoletu z kieszeni. I wcale nie na gaz. Po co te dziwne pytanie?

          A odnośnie reinkarnacji, wędrówki dusz i tłumaczenia sobie, że jesteśmy na coś skazani, że tak być musi, to jakieś nieporozumienie.
          ,,Musi” być tylko wówczas, jeśli zrobiłeś wszystko co w twojej mocy i na dalsze koleje nie masz ani sił ani wpływu. Kłopot w tym, czy robimy na prawdę wszystko.

          ,, ,a moze jest tak ze wlasnie mamy wkodowane odwieczna walke z niesprawiedliwoscia i gwaltach na nas slowianach?” …

          Jest to wysoce prawdopodobne. My Polacy nie potrafimy żyć mądrze, zgodnie w czasie pokoju, ale w obliczu gwałconej sprawiedliwości – potrafimy walczyć. To chyba nasz odwieczny żywioł.

          ,, Byc moze to okupanci maja wdrukowany strach przed nami z drugiej strony chec podporzadkowania nas ,dlatego oglupiaja nas multikulturalizmem i innymi plagami niemoralnosci?”

          Jak na razie test wstępny na Europie wyszedł pozytywnie ku zadowoleniu okupanta. Dawkę infekcji można zwiększyć … Oby tylko Polska wyciągnęła z tego właściwe wnioski.

          ,, … niemniej jednak mysle ze mamy prawo do zachowania swojej przestrzeni do zycia ”

          To nie prawo, to obowiązek. Człowiek nie ma prawa do obrony swojej ojczyzny – to jego życiowy obowiązek.
          Z obowiązku zrobimy prawa, z praw przywileje, z przywilejów grzeczność – i będziemy na dobrej drodze do zpizdowacenia wzorem naszych ułożonych, miłych przyjaciół na zachodzie.

          Serdecznie pozdrawiam.

          Lubię to

    • LEszek”

      Pan Wszechmogący, Stwórca Nieba (każdego miejsca, w którym mieszka Pan i razem duch ludzki przebywa) oraz Ziemi (czyli miejsca odosobnienia dla wyniosłych i pożądliwych, którzy odwrócili się od Pana) – za pośrednictwem godnych miana Człowieka, ludzi, na kartach Pism Świętych, objawił całą prawdę o końcu czasów, które nadchodzą. Stąd wiadomo, że każdy, w godzinie zero, zbierze to co posiał w swoich żywotach. Na tym polega, Boska Sprawiedliwość.”
      o jakim Panu powiadasz??islamskim,zydowskim,chrzescijanskim,buddyjskim,piszesz o kosmicznej boskosci czy Jezusowej lub al-lahowej?

      Lubię to

  1. Uprzejmie proszę o wysłuchanie wykładu Pana Romana Nachta i czytanie komentarzy – ze zrozumieniem, w duchu miłości i radości. Jezus Chrystus, nie dosłownie a za pośrednictwem prostej symboliki, naucza, że jest dobrym Pasterzem i zna swoją owczarnię „Ja jestem dobrym Pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają” (J 10,1-18). Jezus Chrystus wie o każdym z nas wszystko i mówi o tym z miłością. My także powinniśmy naśladować Jezusa Chrystusa we wszystkim. Miejmy na myśli dobro, na ustach miłość a w sercu Jezusa Chrystusa.

    Lubię to

  2. „Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale i wszyscy aniołowie z Nim, wtedy zasiądzie na swoim tronie pełnym chwały. I zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli jednych [ludzi] od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów. Owce postawi po prawej, a kozły po swojej lewej stronie.”(Mt 25,31-33).

    Owce oznaczają, jak można się domyślić, posłusznych wiernych, ślepo podążających za swoim i przewodni-kami, podczas gdy kozły, to buntownicy i nonkonformiści. Podział ten znajdujemy również w znanych w okultyzmie i magii ceremonialnej ścieżkach tzw. prawej i lewej ręki („Owce postawi po prawej, a kozły po swojej lewej stronie.”). Ścieżkę prawej ręki możemy przyporządkować do owiec.
    To droga podporządkowani a społecznym konwenansom, dogmatom, a przede wszystkim ściśle określonemu kodeksowi moralnemu. Jest to więc podążanie ścieżką wyznaczoną przez pasterzy, którymi byli od wieków duchowi mistrzowie, wszelcy kapłani, przedstawiciele instytucji religijnych, a także po prostu określona doktryna. Owce mają więc wy znaczoną ścieżkę poza którą nie schodzą.
    Podążają w stadzie, a zagubiona owieczka staje się bezradna,
    dopóki ponownie nie zostanie odnaleziona przez swojego pasterza. Gnostycy, czyli najogólniej -indywidualiści poszukujący zbawienia w
    sobie, by najmniej nie pasują do stada posłusznych, pokornych owieczek. Jeżeli jeszcze z powodu pewnych okoliczności
    są częścią stada, to bez wątpienia przylega do nich przysłowiowa
    etykieta „czarnej owcy”. Gnostycka droga duchowa jak najbardziej odpowiada ścieżce lewej ręki, którą podążają niepokorne kozły.
    Adepci ścieżki lewej ręki nie respektują żadnych odgórnie narzuconych praw moralnych, czy dogmatów jeśli nie są one zgodne
    z ich własnym prawem i moralną intuicją. Podążają, niczym czarny kot
    , swoją własną drogą, według swoistych reguł. Bardzo często
    łamią tabu, kwestionują religijne dogmaty, nierzadko są mentalnie
    anarchistami i nonkonformistami, ponieważ nie posiadają swojego władcy, ani nikogo, kto stanowiłby dla nich jakiś niepodważalny autorytet. Sami sobie są panami. Kozły więc, które mogą re-prezentować w naszym porównaniu gnostyków, to buntownicy, noszący odwieczne miano heretyka, odszczepieńca.
    Nie bez powodu to właśnie gnoza uznawana jest przez chrześcijaństwo za najgroźniejszą herezję z jaką mierzył się (i nadal mierzy) Kościół. Patronem więc kozłów może być nie kto inny jak właśnie Lucyfer, zbuntowany anioł.
    Zanim przejdziemy jednak do głównej części tego eseju, chciałbym
    zaznaczyć jedną istotną kwestię:Lucyfer to nie zawsze Szatan. Utożsamienie tych dwóch postaci ma miejsce w kręgach kościelnych, nie jest jednak zawsze słuszne z punktu widzenia ezoteryki,okultyzmu, czy gnozy. W literaturze, nie tylko religijnej, czasami rzeczywiście „diabeł”, czy „szatan” może odpowiadać Lucyferowi, niemniej należy zwrócić szczególną uwagę na fakt, że nie są to synonimy, a sprowadzenie Anioła Światłości do symbolu wszelkiego zła, niegodziwości, brzydoty i terroru jest nieporozumieni
    em. Pamiętajmy też, że religijne wyobrażenia zawsze zależą od perspektywy i drogi jaką kroczymy. Można powiedzieć, że
    każdą z dróg przebywa się w innych okularach, z innym filtrem. Dla przykładu: z gnostycznej perspektywy, która charakteryzuje się rewolucyjnym przewrotem, szatanem i diabłem w istocie jest sam Bóg Stwórca – Demiurg Jahwe. Starożytne teksty gnostyckie władcę tego świata przedstawiają w negatywnym świetle. Próżno szukać w zbiorach z Nag Hammadi innego, osobowego przedstawiciela Zła
    (a raczej ignorancji), niż najwyższego z Archontów
    -Boga Żydów i całej jego anielskiej świty. Gnostyczna tradycja niejako wywraca wszystko do góry nogami, co odzwierciedla przytoczony przeze mnie na wstępie cytat z Williama Blake’a: „Obaj czytamy Biblię noc i dzień,Gdzie ty czytasz czerń ja czytam biel.”

    Lubię to

  3. Serdeczna prosba do Włascicieli bloga o zaprzyjaźnienie się i pokochanie Jezusa Chrystusa, czego też przejawem będzie, odblokownie mojej odpowiedzi, udzielonej na ostatni wpis Dewingo. Uprzejmie dzękuję.

    Lubię to

    • Leszek prosby to TY mozesz miec,staraj sie nie naklaniac do swych pogladow po przez wywyzszanie swego Boga i pomniejszanie pogladow innych.Myslisz ze kazdy musi wierzyc we watykanskiego Jezusa Chrystusa albo inne kabalistyczne wynalazki?

      Lubię to

        • Devingo. Ja myślę, że zarówno Leszek, jak i Sanctus, pokazują swój świat innym człekom, tak samo jak każdy z nas 😉 Ty również Devingo.
          Ale kiedy KAŻDY odrzuci ziemską religię zaklętą w obrazakch i czcionkach i powtarzaną przez miliardy ludzi na globie przez ostatnie setki, tysiące lat, wówczas wszyscy spotkamy się pod jednym adresem. I nikt nie będzie miał wątpliwości, że się różnimy.

          przypomniał mi się stary kawał o żydach ale dziś wprost odnoszę go do sytuacji duchowej/religii/wyznania/… ziemskiego/ziemskiej/…

          na ulicy stoją w rzędzie trzy sklepy, pierwszy jest polaka, drugi żyda i trzeci polaka. Na pierwszym jest napisane „najtaniej”, na trzecim „najwięcej”. Żyd myśli, qrwa a co ja mam napisać? Napisał „wejście”

          Lubię to

  4. „Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale i wszyscy aniołowie z Nim, wtedy zasiądzie na swoim tronie pełnym chwały. I zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli jednych [ludzi] od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów. Owce postawi po prawej, a kozły po swojej lewej stronie.”(Mt 25,31-33).
    Owce oznaczają, jak można się domyślić, posłusznych wiernych, ślepo podążających za swoim i przewodni-kami, podczas gdy kozły, to buntownicy i nonkonformiści. Podział ten znajdujemy również w znanych w okultyzmie i magii ceremonialnej ścieżkach tzw. prawej i lewej ręki („Owce postawi po prawej, a kozły po swojej lewej stronie.”). Ścieżkę prawej ręki możemy przyporządkować do owiec.
    To droga podporządkowani a społecznym konwenansom, dogmatom, a przede wszystkim ściśle określonemu kodeksowi moralnemu. Jest to więc podążanie ścieżką wyznaczoną przez pasterzy, którymi byli od wieków duchowi mistrzowie, wszelcy kapłani, przedstawiciele instytucji religijnych, a także po prostu określona doktryna. Owce mają więc wy znaczoną ścieżkę poza którą nie schodzą. Podążają w stadzie, a zagubiona owieczka staje się bezradna,
    dopóki ponownie nie zostanie odnaleziona przez swojego pasterza. Gnostycy, czyli najogólniej -indywidualiści poszukujący zbawienia w sobie, by najmniej nie pasują do stada posłusznych, pokornych owieczek. Jeżeli jeszcze z powodu pewnych okoliczności są częścią stada, to bez wątpienia przylega do nich przysłowiowa etykieta „czarnej owcy”. Gnostycka droga duchowa jak najbardziej odpowiada ścieżce lewej ręki, którą podążają niepokorne kozły.Adepci ścieżki lewej ręki nie respektują żadnych odgórnie narzuconych praw moralnych, czy dogmatów jeśli nie są one zgodne
    z ich własnym prawem i moralną intuicją. Podążają, niczym czarny kot, swoją własną drogą, według swoistych reguł. Bardzo często łamią tabu, kwestionują religijne dogmaty, nierzadko są mentalnie anarchistami i nonkonformistami, ponieważ nie posiadają swojego władcy, ani nikogo, kto stanowiłby dla nich jakiś niepodważalny autorytet. Sami sobie są panami. Kozły więc, które mogą reprezentować w naszym porównaniu gnostyków, to buntownicy, noszący odwieczne miano heretyka, odszczepieńca.
    Nie bez powodu to właśnie gnoza uznawana jest przez chrześcijaństwo za najgroźniejszą herezję z jaką mierzył się (i nadal mierzy) Kościół. Patronem więc kozłów może być nie kto inny jak właśnie Lucyfer, zbuntowany anioł.
    Zanim przejdziemy jednak do głównej części tego eseju, chciałbym zaznaczyć jedną istotną kwestię:Lucyfer to nie zawsze Szatan. Utożsamienie tych dwóch postaci ma miejsce w kręgach kościelnych, nie jest jednak zawsze słuszne z punktu widzenia ezoteryki,okultyzmu, czy gnozy. W literaturze, nie tylko religijnej, czasami rzeczywiście „diabeł”, czy „szatan” może odpowiadać Lucyferowi, niemniej należy zwrócić szczególną uwagę na fakt, że nie są to synonimy, a sprowadzenie Anioła Światłości do symbolu wszelkiego zła, niegodziwości, brzydoty i terroru jest nieporozumieniem. Pamiętajmy też, że religijne wyobrażenia zawsze zależą od perspektywy i drogi jaką kroczymy. Można powiedzieć, że każdą z dróg przebywa się w innych okularach, z innym filtrem. Dla przykładu: z gnostycznej perspektywy, która charakteryzuje się rewolucyjnym przewrotem, szatanem i diabłem w istocie jest sam Bóg Stwórca – Demiurg Jahwe. Starożytne teksty gnostyckie władcę tego świata przedstawiają w negatywnym świetle. Próżno szukać w zbiorach z Nag Hammadi innego, osobowego przedstawiciela Zła
    (a raczej ignorancji), niż najwyższego z Archontów -Boga Żydów i całej jego anielskiej świty. Gnostyczna tradycja niejako wywraca wszystko do góry nogami, co odzwierciedla przytoczony przeze mnie na wstępie cytat z Williama Blake’a: „Obaj czytamy Biblię noc i dzień,Gdzie ty czytasz czerń ja czytam biel.”

    Lubię to

    • Tytułujący siebie: Sanctus Diavol, napisał „Owce oznaczają, jak można się domyślić, posłusznych wiernych, ślepo podążających za swoim i przewodnikami, podczas gdy kozły, to buntownicy i nonkonformiści.” Można się domyślać, tego, czego się pragnie. Każdy kto poszukuje prawdziwego znaczenia prostej symboliki wyrażonej słowami Ewangelii Mt 25,31-33, ten, odnajdzie właściwe jej wyjaśnienie przez samego Pana Jezusa Chrystusa. Zło jest tak podstępne, że w sposób przemyślny, potrafi oczarować, zwieść a następnie osaczyć zabłąkaną, zdezorientowaną, tęskniącą za Stwórcą, osobę ludzką. Większość ludzi znalazła się w takiej właśnie sytuacji życiowej i nie byłoby dla nich już żadnego ratunku, gdyby nie ofiara Jezusa Chrystusa. „Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce.” (J 10, 11). Cały misterny plan zła na Ziemi, jak i wywód osoby tytułującej siebie: Sanctus Diavol, w związku z ze złożoną przez Jezusa Chrystusa ofiarą życia, za swoje owce, na co wskazują też przytoczone słowa Ewangelii Jana – stał się bezzasadny.

      Lubię to

  5. „Lucyfer, który wedle znaczenia słowa jest „niosącym światło”, symbolizuje dla mnie ten właśnie rodzaj buntu, buntu szlachetnego. Być może nie przypadkiem na ostatniej stronie Biblii, w Apokalipsie św.Jana Jezus nazwany jest właśnie Lucyferem (gwiazdą jasną poranną): „Ja, Jezus, wysłałem anioła mego, by poświadczył wam to w zborach. Jam jest korzeń i ród Dawidowy, gwiazda jasna poranna[czyli: Lucyfer].” (Ap. 22,16)

    Nonkonformistyczna, lucyferyczna postawa,objawia się w różnych dziedzinach życia. Często, tego typu krytykami, są ludzie wrażliwi o nieskrępowanym myśleniu,prawdziwi indywidualiści. Do grona takich osób należą artyści. Stąd Lucyfer
    jest też uznawany (np. przez Steinera) za patrona i inspiratora artystów, którym jakże często towarzyszy postawa krytyczna wobec zasad, zachowań i norm społecznych. Jedną z dziedzin ludzkiej aktywności, w której można łamać normy obyczajowe jest sfera seksualności. Fascynacja erotyczna przeobrażająca się w nieokiełznaną pasję, daleką od pruderii i dopuszczalnych kulturowo zachowań, może także nosić miano lucyferycznej.
    Zauważmy, że wszystko z czym walczą, lub co krytykują, instytucjonalne religie, wszelcy obrońcy tradycji, czy również nader często przedstawiciele władz, ma właśnie związek z omawianym symbolem Lucyfera. Indywidualistyczne, wolne myślenie jest uznawane za herezję, prawdziwi artyści w najlepszym razie są oceniani jako lubieżni dziwacy i odmieńcy, a wszyscy aktywni obrońcy wolności lub prawdy nie kończą szczęśliwie.
    Nie da się również przeoczyć faktu, że podporą i ostoją każdej bez wyjątku instytucji religijnej i politycznej na przestrzeni
    dziejów był sam Bóg Stwórca (Demiurg). W naszej, zachodniej kulturze, reprezentowany przez obraz władcy, „orientalnego satrapy, grecko-hellenistycznego hegemona czy rzymskiego imperatora, w sumie —Pantokratora teologii bizantyńskiego cezaropapizmu, rzymskiego papizmu i germańskiego protestantyzmu” (Jerzy Prokopiuk). Powołując się właśnie na autorytet
    samego Boga sankcjonowano wszelką władzę, czy to świecką, czy religijną, która od setek, a nawet tysięcy lat ogranicza
    ludzką wolność i zanieczyszcza ludzki umysł. Bunt wobec tej władzy był więc buntem przeciw boskiemu porządkowi par excellence. Przed oczami mojej duszy pojawia się więc postać Lucyfera zatroskanego nad losem świata i człowieka. Zbuntowanego wobec takiego Boga-Demiurga, sprawującego despotyczną władzę. Syn Jutrzenki w mojej imaginacji płacze nad człowiekiem, bije się z własnymi myślami, wie, że skazany jest na niepowodzenie, lecz niczym Prometeusz (słusznie utożsamiany z Lucyferem) wykrada gnozę bogom, by przynieść ją ślepym, zniewolonym ludziom.
    Z tą sytuacją spotykamy się też w rajskim micie, gdzie z inicjatywy węża, ludzie dostępują gnozy, poznania dobra i zła oraz
    uświadamiają sobie swoją nagość (pod względem duchowym rzecz jasna). Dopiero zrywając owoc stają się bowiem świadomymi, a z wyroku zagniewanego (a także zatroskanego o własny los i pełnego obaw: „Oto człowiek stał się taki jak my: zna dobro i zło. Byleby tylko nie wyciągnął teraz ręki swej i nie zerwał owocu także z drzewa życia, i nie zjadł, a potem żył na wieki!”) Jahwe przestają być kukiełkami w edeńskim eksperymencie. Taką też interpretację Boga Jahwe jako
    despoty i tyrana, zaś węża jako niosącego wybawiającą gnozę, możemy odnaleźć w tekstach gnostyckich (Hipostaza Archontów,Świadectwo Prawdy). Gnostycyzm (i tak przedstawia to antropozofia) jest bowiem religią lucyferyczną, zrodzoną właśnie z szlachetnego, oświeconego buntu wobec porządku świata i wszelkiej nikczemności.”

    Lubię to

    • W religii biorącej swoją nazwę od chrześcijan, LUCYPER a nie LUCYFER – to przywódca zbuntowanych aniołów, strącony do piekła, którego stał się władcą.

      Lubię to

      • Leszku, jako że porażająca jest ciemnota twej infantylnej ignorancji, zapewne skorodowanej poprzez katolicką indoktrynację dogmatyczną, to będę tak łaskawie lucyferyczny i oświecę, twój bojaźliwie boży umysł 🙂

        „Samo słowo Lucyfer pochodzi z łaciny,a dosłownie znaczy niosący światło; lucis dopełniacz od lux: światło; ferre: nieść; W starożytnym Rzymie termin ten stosowany był przez astrologów do określenia Gwiazdy Porannej, czyli planety Wenus widocznej nad horyzontem przed wschodem Słońca. Słowo to było zapewne dosłownym tłumaczeniem greckich eosphoros (eώσφορος) – „ten, który przynosi
        brzask” lub phosphoros (φώσφορος) – „niosący światło”, które możemy znaleźć w Odysei Homera, Teogonii Hezjoda, czy w wersji zlatynizowanej w Georgikach Wergiliusza i w PrzemianachOwidiusza. Z tego powodu Lucyfera nazywa się również „Jaśniejącym Synem Poranka” albo wprost „Jutrzenką” (Wenus). Wenus, z punktu widzenia ezoteryki będąca alter-ego Ziemi, można więc utożsamić z Lucyferem. W ten sposób naturalne zjawisko jakim jest wzejście
        Wenus (Gwiazdy Porannej) poprzedzające Wschód Słońca staje się astronomicznym odpowiednikiem symbolicznego wzejścia Lucyfera. W kulturze judeo-chrześcijańskiej Syn Poranka jest jednakże kojarzony wyłącznie z upadłym, zbuntowanym aniołem. Początków samego mitu o świetlistym aniele możemy upatrywać w legendach o Fosforosie, bogu z greckiej mitologii. Phōsphóros (gr. Φωσφόρος )
        czyli właśnie ‘niosący światło’ albo ‘Gwiazda Poranna’, stanowił uosobienie planety Wenus; był synem bogini Eos, której przyjście poprzedzał. W sztuce starożytni przedstawiali go zwykle w postaci młodzieńca ze skrzydłami, z gwieździstą aureolą wokół głowy, a także z pochodnią w ręce, którą trzymał poprzedzając boginię Eos
        lub boga słońca – Heliosa. Rzymskim tłumaczeniem imienia Fosforos jest właśnie „Lucifer”. Wśród innych opowieści, które posiadają
        jednoznacznie związek z Lucyferem istotnym jest mit o Prometeuszu.
        Według greckich podań Prometeusz był tytanem, który ulepił ludzi z gliny pomieszanej ze łzami, a następnie podarował im, jako duszę, iskrę ognia. Nauczył też ludzkość sztuki, rzemiosła, używania ognia. Widząc, że człowiek jest słaby obdarzył go ogniem wykradzionym
        od bogów, który dał im władzę nad światem. Tym czynem naraził
        się samemu władcy bogów – Zeusowi, który skazał go na męczarnię. Prometeusz, przywiązany do skały, lub w innej wersji mitu – do pala, codziennie miał wydziobywaną wątrobę przez sępa. Podobne motywy, które także łączą się z postacią Lucyfera, znajdziemy w skandynawskim micie o Lokim. Ten olbrzym, zaliczony w poczet bogów, także przyniósł ludziom poznanie różnych rzemiosł. I tak jak Prometeusz cierpiał męki przykuty do skały (za
        spowodowanie śmierci Baldura). Loki ponadto ma wiele wspólnego z ludowym wyobrażeniem diabła. Jest typem boga-trickstera, psotnika łamiącego boskie zasady.”

        Lubię to

        • Sanctus Diavol, dziękuję, ale proszę raz jeszcze, ze zrozumieniem, zapoznać się z moim wpisem i rozróżnić Lucypera od Lucyfera. Lucyper obraża, prowokuje i konfabuluje, Lucyfer natomiast niesie swiatlo.

          Lubię to

        • Leszeku, domyślam się, że jesteś w podeszłym już wieku, gdzie umysł popada w dysfunkcję zwaną demencją uwiądu mentalnego, i logika nie obejmuje już narzędzia zmysłu spostrzegania kontekstu moich przekazów, gdzie operuję archetypem Lucyfera gnostycznego, więc jakieś lucypery twoje mają znamiona urojenia ksobnego, bo chcesz zebym zwrócił uwagę na twoje abstrakty, które niedorzecznie nic nie znaczą dla mnie … no chuj można i tak nawracać po bożemu 😀

          Lubię to

        • Sanctus, trzymaj równowagę emocjonalną przyjacielu. P. Leszek ma odmienne zdanie w temacie i zupełnie niepotrzebne są Twe różne słowa, one zaczepiają a nie wyjaśniają. Podejmij dialog merytoryczny bez tych „intro” własnych myśli, oceniających drugiego Polaka;) Każdy jest bratem i siostrą, tylko niektórzy o tym jeszcze nie wiedzą 😉 Ty również, i ja, … idą czasy, wiesz jakiej, i dobrze widzieć w ludziach dobry materiał 😉

          Slava Sanctus & Leszek!

          Lubię to

        • barra barra. Z serca dziękuję. Soli Deo gloria. Sapiens ipse fingit fortunam sibi. Ad Sanctus Diavol: in corpore sano.

          Lubię to

        • Leszek, za cienki jestem aby zrozumieć co do mnie napisałeś. Włącz proszę dekoder 😉
          ps. z góry dziękuję i serca również 😉

          Lubię to

        • barra barra Uprzejmie wyjasniam: Soli Deo gloria (Samemu Bogu tylko cześć i chwała). Sapiens ipse fingit fortunam sibi (Mądry sam kształtuje sobie los). Ad Sanctus Diavol: in corpore sano (Do Sanktusa. W zdrowym ciele zdrowy duch). Życie jest darem a Stwórca miłością, która płynie z serca dobrych ludzi. Wielki szacunek dla barra barra. Leszek

          Lubię to

        • Ja nie chcem ale muszem, po raz kolejny obnażyć Twą turbokatolicką głupotę, i rzucić strumień światła świadomości, na twoje dyrdymały rodem z faszystowskiej szkółki niedzielnej. Także Leszku mieszku, nie leż krzyżem, powstań z kolan, i wyjdź z okowów ciemnogrodu katotumanizmu, ku chwale ojczyzny, tylko nie wiem, czy za swoją uważasz Izrael czy Polskę 😀

          „Tradycja wykładni ewoluowała do
          tego stopnia, że słowo lucifer uznano za
          imię określające stan pierwotny szatana,
          co pozwoliło na przypisanie mu
          cech, które w wyniku swego upadku
          utracił: urody, jasności, bycia ulubień-
          cem samego Boga. W końcu Lucyfer
          stał się także Lucyperem – depczącym
          światło, którego imię oparte jest na
          łacińskiej etymologii: Lucyper, od lucem
          perdere – zdeptać światło.
          W średniowieczu Anzelm z Canterbury
          w traktacie De causa diaboli
          stworzył teologiczne podstawy do
          utożsamiania Lucyfera z szatanem.
          Piotr Lombard używał zamiennie nazw
          Lucyfer i szatan (diabeł), odnosząc je
          do tej samej postaci (Sententiarum librii
          quattuor II 3-8. 21-22); podobnie
          jak Witelon (De natura daemonum).
          Nie inaczej jest w twórczości dramaturga
          Johna Miltona („Raj utracony”).
          Po dziś dzień wielu teologów uważa
          słowo „Lucyfer” za oczywisty synonim
          szatana, a w społecznej świadomości
          przywołuje jednoznaczne skojarzenie z
          szatanem.
          Kim jednak jest szatan? W samej
          Biblii nie istnieje wcale wyraźnie
          przedstawiony oponent Boga, jakiś
          demoniczny władca piekieł, czy spersonifikowane
          zło, jak przedstawiają to
          popularne wyobrażenia. W istocie sam
          Jahwe odpowiada za wszystko, łącząc
          w sobie zarówno dobre jak i złe, co
          znajdziemy w innym fragmencie Księgi
          Izajasza:
          „Ja tworzę światło i stwarzam ciemno-
          ści, sprawiam pomyślność i stwarzam
          niedolę. Ja, Pan, czynię to wszystko.” (Iz
          45,7)
          Samo hebrajskie słowo satan znaczy
          nie więcej jak oskarżyciel lub przeciwnik.”

          Lubię to

        • Nazywający siebie: Sanctus Diavol. Zacytowana treść wpisu, to sensowna, profesjonalna i merytoryczna wiedza. Dziękuję. Wstęp własny nieempatyczny, chybiony, stąd rozmijający się z prawdą.

          Lubię to

  6. „Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale i wszyscy aniołowie z Nim, wtedy zasiądzie na swoim tronie pełnym chwały. I zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli jednych [ludzi] od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów. Owce postawi po prawej, a kozły po swojej lewej stronie.”(Mt 25,31-33).

    Owce oznaczają, jak można się domyślić, posłusznych wiernych, ślepo podążających za swoim i przewodni-kami, podczas gdy kozły, to buntownicy i nonkonformiści. Podział ten znajdujemy również w znanych w okultyzmie i magii ceremonialnej ścieżkach tzw. prawej i lewej ręki („Owce postawi po prawej, a kozły po swojej lewej stronie.”). Ścieżkę prawej ręki możemy przyporządkować do owiec.
    To droga podporządkowani a społecznym konwenansom, dogmatom, a przede wszystkim ściśle określonemu kodeksowi moralnemu. Jest to więc podążanie ścieżką wyznaczoną przez pasterzy, którymi byli od wieków duchowi mistrzowie, wszelcy kapłani, przedstawiciele instytucji religijnych, a także po prostu określona doktryna. Owce mają więc wy znaczoną ścieżkę poza którą nie schodzą. Podążają w stadzie, a zagubiona owieczka staje się bezradna,
    dopóki ponownie nie zostanie odnaleziona przez swojego pasterza.

    Gnostycy, czyli najogólniej -indywidualiści poszukujący zbawienia w sobie, by najmniej nie pasują do stada posłusznych, pokornych owieczek. Jeżeli jeszcze z powodu pewnych okoliczności są częścią stada, to bez wątpienia przylega do nich przysłowiowa etykieta „czarnej owcy”. Gnostycka droga duchowa jak najbardziej odpowiada ścieżce lewej ręki, którą podążają niepokorne kozły.Adepci ścieżki lewej ręki nie respektują żadnych odgórnie narzuconych praw moralnych, czy dogmatów jeśli nie są one zgodne
    z ich własnym prawem i moralną intuicją. Podążają, niczym czarny kot, swoją własną drogą, według swoistych reguł. Bardzo często łamią tabu, kwestionują religijne dogmaty, nierzadko są mentalnie anarchistami i nonkonformistami, ponieważ nie posiadają swojego władcy, ani nikogo, kto stanowiłby dla nich jakiś niepodważalny autorytet. Sami sobie są panami. Kozły więc, które mogą reprezentować w naszym porównaniu gnostyków, to buntownicy, noszący odwieczne miano heretyka, odszczepieńca.
    Nie bez powodu to właśnie gnoza uznawana jest przez chrześcijaństwo za najgroźniejszą herezję z jaką mierzył się (i nadal mierzy) Kościół. Patronem więc kozłów może być nie kto inny jak właśnie Lucyfer, zbuntowany anioł.

    Zanim przejdziemy jednak do głównej części tego eseju, chciałbym zaznaczyć jedną istotną kwestię:Lucyfer to nie zawsze Szatan. Utożsamienie tych dwóch postaci ma miejsce w kręgach kościelnych, nie jest jednak zawsze słuszne z punktu widzenia ezoteryki,okultyzmu, czy gnozy. W literaturze, nie tylko religijnej, czasami rzeczywiście „diabeł”, czy „szatan” może odpowiadać Lucyferowi, niemniej należy zwrócić szczególną uwagę na fakt, że nie są to synonimy, a sprowadzenie Anioła Światłości do symbolu wszelkiego zła, niegodziwości, brzydoty i terroru jest nieporozumieniem. Pamiętajmy też, że religijne wyobrażenia zawsze zależą od perspektywy i drogi jaką kroczymy. Można powiedzieć, że każdą z dróg przebywa się w innych okularach, z innym filtrem. Dla przykładu: z gnostycznej perspektywy, która charakteryzuje się rewolucyjnym przewrotem, szatanem i diabłem w istocie jest sam Bóg Stwórca – Demiurg Jahwe. Starożytne teksty gnostyckie władcę tego świata przedstawiają w negatywnym świetle. Próżno szukać w zbiorach z Nag Hammadi innego, osobowego przedstawiciela Zła
    (a raczej ignorancji), niż najwyższego z Archontów -Boga Żydów i całej jego anielskiej świty. Gnostyczna tradycja niejako wywraca wszystko do góry nogami, co odzwierciedla przytoczony przeze mnie na wstępie cytat z Williama Blake’a: „Obaj czytamy Biblię noc i dzień, Gdzie ty czytasz czerń ja czytam biel.”

    Lubię to

  7. „Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale i wszyscy aniołowie z Nim, wtedy zasiądzie na swoim tronie pełnym chwały. I zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli jednych [ludzi] od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów. Owce postawi po prawej, a kozły po swojej lewej stronie.”(Mt 25,31-33).

    Owce oznaczają, jak można się domyślić, posłusznych wiernych, ślepo podążających za swoim i przewodni-kami, podczas gdy kozły, to buntownicy i nonkonformiści. Podział ten znajdujemy również w znanych w okultyzmie i magii ceremonialnej ścieżkach tzw. prawej i lewej ręki („Owce postawi po prawej, a kozły po swojej lewej stronie.”). Ścieżkę prawej ręki możemy przyporządkować do owiec.
    To droga podporządkowani a społecznym konwenansom, dogmatom, a przede wszystkim ściśle określonemu kodeksowi moralnemu. Jest to więc podążanie ścieżką wyznaczoną przez pasterzy, którymi byli od wieków duchowi mistrzowie, wszelcy kapłani, przedstawiciele instytucji religijnych, a także po prostu określona doktryna. Owce mają więc wy znaczoną ścieżkę poza którą nie schodzą. Podążają w stadzie, a zagubiona owieczka staje się bezradna,
    dopóki ponownie nie zostanie odnaleziona przez swojego pasterza.

    Gnostycy, czyli najogólniej -indywidualiści poszukujący zbawienia w sobie, by najmniej nie pasują do stada posłusznych, pokornych owieczek. Jeżeli jeszcze z powodu pewnych okoliczności są częścią stada, to bez wątpienia przylega do nich przysłowiowa etykieta „czarnej owcy”. Gnostycka droga duchowa jak najbardziej odpowiada ścieżce lewej ręki, którą podążają niepokorne kozły.Adepci ścieżki lewej ręki nie respektują żadnych odgórnie narzuconych praw moralnych, czy dogmatów jeśli nie są one zgodne
    z ich własnym prawem i moralną intuicją. Podążają, niczym czarny kot, swoją własną drogą, według swoistych reguł. Bardzo często łamią tabu, kwestionują religijne dogmaty, nierzadko są mentalnie anarchistami i nonkonformistami, ponieważ nie posiadają swojego władcy, ani nikogo, kto stanowiłby dla nich jakiś niepodważalny autorytet. Sami sobie są panami. Kozły więc, które mogą reprezentować w naszym porównaniu gnostyków, to buntownicy, noszący odwieczne miano heretyka, odszczepieńca.”

    Lubię to

    • Tytułujący siebie: Sanctus Diavol, napisał „Owce oznaczają, jak można się domyślić, posłusznych wiernych, ślepo podążających za swoim i przewodnikami, podczas gdy kozły, to buntownicy i nonkonformiści.” Można się domyślać, tego, czego się pragnie. Każdy kto poszukuje prawdziwego znaczenia prostej symboliki wyrażonej słowami Ewangelii Mt 25,31-33, ten, odnajdzie właściwe jej wyjaśnienie przez samego Pana Jezusa Chrystusa. Zło jest tak podstępne, że w sposób przemyślny, potrafi oczarować, zwieść a następnie osaczyć zabłąkaną, zdezorientowaną, tęskniącą za Stwórcą, osobę ludzką. Większość ludzi znalazła się w takiej właśnie sytuacji życiowej i nie byłoby dla nich już żadnego ratunku, gdyby nie ofiara Jezusa Chrystusa. „Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce.” (J 10, 11). Cały misterny plan zła na Ziemi, jak i wywód osoby tytułującej siebie: Sanctus Diavol, w związku z ze złożoną przez Jezusa Chrystusa ofiarą życia, za swoje owce, na co wskazują też przytoczone słowa Ewangelii Jana – stał się bezzasadny.

      Lubię to

      • Jarek, pozwól kolegom podialogować pomiędzy soba. to dobrze robi, co chyba osobiście potwierdziłem z Sanctusem. Wiele osób ma rózne poglądy i szanujemy się a przynajmniej staramy się. szacunku nie będzie jeśli temat nie zostanie zakończony i pozostanie zadra. tak mogło być ze mną i Sanctusem. A jest dziś dobrze. Leszka i Sanctusa rozmowa zakończy się podobnie, przyjęciem do wiadomości, że każdy ma swój pogląd na sprawę. pozdrawiam

        Lubię to

        • barra barra To jest ten wpis. Może teraz. „Tytułujący siebie: Sanctus Diavol, napisał „Owce oznaczają, jak można się domyślić, posłusznych wiernych, ślepo podążających za swoim i przewodnikami, podczas gdy kozły, to buntownicy i nonkonformiści.” Można się domyślać, tego, czego się pragnie. Każdy kto poszukuje prawdziwego znaczenia prostej symboliki wyrażonej słowami Ewangelii Mt 25,31-33, ten, odnajdzie właściwe jej wyjaśnienie przez samego Pana Jezusa Chrystusa. Zło jest tak podstępne, że w sposób przemyślny, potrafi oczarować, zwieść a następnie osaczyć zabłąkaną, zdezorientowaną, tęskniącą za Stwórcą, osobę ludzką. Większość ludzi znalazła się w takiej właśnie sytuacji życiowej i nie byłoby dla nich już żadnego ratunku, gdyby nie ofiara Jezusa Chrystusa. „Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce.” (J 10, 11). Cały misterny plan zła na Ziemi, jak i wywód osoby tytułującej siebie: Sanctus Diavol, w związku z ze złożoną przez Jezusa Chrystusa ofiarą życia, za swoje owce, na co wskazują też przytoczone słowa Ewangelii Jana – stał się bezzasadny.”

          Lubię to

        • moja odpowiedź chyba jest dziwna ale prawdziwa.
          Leszek, całkowicie podzielam Twe słowa o „podstępie/sztuczkach/…”. Zgadzam się również niestety albo stety również z Sanctusem, bo podzielił się słowami, z którymi nie sposób się nie zgodzić, że „ja też, chcę takiego świata”. Qrde, Wy nie wątpcie w swoje istnienie tylko przekomarzacie się, kto z Was wygra. Żaden z Was, bo Leszek i Sanctus razem idą na wojnę, Wasi Bogowie nie potrafią rozmawiać ze sobą i szkoda, że taki przykład dajecie ludziom;) Ale to mało ważne. Ja nie wierzę ani w Leszka ani Sanctusa. Mam świadomość, że coś/ktoś/… stworzył to co jest i tyle. taka wiedza mi wystarcza, nie interesuje mnie przeszłość a Was tak. I to jest problem zarówno Leszka, jak i Sanctusa, jak i wszystkich fanatyków zaglądania w coś, co nie ma znaczenia.

          My nie otrzymaliśmy Ziemi od naszych przodków, my ją pożyczyliśmy od naszych dzieci. Tymi słowami zachęcam Was do swojej religii, gdzie JA jestem Bogiem. W moim świecie każdy jest Bogiem, dlatego nie potrzebujemy figurek, symboli, biblioteki, magii, knucia, … Moja religia to przyszłość a nią są tylko dzieci. pzdr dobrzy ludzie

          ps. zachęcam, aby każdy z Was z całą powagą podziękował jakiemuś dziecku, że może opiekować się Ziemią w taki sposób, aby w dorosłości, obecne dziecko, mogło powiedzieć to innemu. Najprawdopodobniej Ani Tobie Leszku ani Tobie Sanctusie, takie słowa nie przejdą przez gardło, wiecie… takie wypowiedziane z przekonaniem i szczerością. Każdy może w każdej chwili powiedzieć własnej duszy – sprawdzam 😉 właśnie takimi słowami. poza tym w tych czasach, dobrze wiedzieć kim się jest a kim nie;) jest łatwiej

          Lubię to

        • barra barra. Dziękuję za przekonujące słowa skierowane do Pana Jarka. Dziękuję także Panu Jarkowi za wysłuchanie barra barra. Mój komentarz do tekstu: Diavol pisze:
          25 Styczeń 2016 o 11:17 dotyczący owiec, jako „posłusznych wiernych, ślepo podążających za swoim i przewodnikami” – został już opublikowany. Z serca, raz jeszcze uprzejmie dziękuję.

          Lubię to

        • JARKU, ja również dziękuję, że nie obce ci jest przesłanie ,,Proście a będziecie wysłuchani” i komentarz o owcach zaistniał tu przed oczami zacnych gości odwiedzających ten wielce pożyteczny przybytek, w którym wszyscy takowoż wiedzę bezcenną usłużnie mogą przekazać dla pokrzepienia serc i wypełnienia braków takowej mądrości w umysłach słowa wielkiego spragnionych bardziej wszak, aniżeli wędrowcowi pustynnemu radość sprawić miałby widok oazy.

          Jako, że serce twoje o! o! Jarosławie miłością przepełnione, a uszy na prośby wystawione, wysłuchaj i mojej.

          Zimy u nas końcem stycznia środek się obnażył, a nasz PORTAL JARKOWO CZASOWY zatrzymał się w obrazie promieni słonecznych cicho i sennie kolorom lasu jesiennego się przyglądających.
          A już by serca podróżnych, tu zatrzymanych, weselem i radością wypełnił by widok wiosennej łąki polskiej, z mleczem kwitnącym, niezapominajką cichutko przycupniętą nad szemrzącym strumykiem. Juści czas nastał sposobny, by za wiosną stęsknione oczy ponieść.

          Z lasu jesiennego grzyby my pozjadali, beczki pomyli.
          Wiosny wyglądać trzeba. Prośbę zatem składam, by obrazek na górze zmienić na widoczek wiosenny, gdzie mnogość zielonej trawy i dla zwierzyny leśnej, i dla owiec naszych pod dostatkiem będzie.

          Wdzięczność moja wielką się okażę gdy tytułujący siebie Barra Barra i tytułujący siebie Leszek grzeczność mi wyświadczą i wstawią się za moją prośbą u miłościwie nam adminującego Pana Jarka, tytułujacego siebie tako że samo. Dziękuję uprzejmie za okazaną mi życzliwość.

          Serdecznie pozdrawiam i w nadziei nie ustaję, że prośba moja doczeka się spełnienia.

          Lubię to

        • Krysiu, cokolwiek pragnie Twe serce, przyłączam się i podłączam się, niech śmoc będzie z nami i zapraszamy innych na kefirową manifestację elektronicznej suwerenności czasu i miejsca 😉

          Lubię to

  8. Children, this is what you become
    Servants crippled by Christ
    Must break through the walls of stupidity
    Free yourselves in the light of Lucifer
    Powerful is this dark light, like blood from the oak, blood from the oak

    Come and taste the elixir
    Tuning your soul in
    Virginity is a sin
    In this temple of dark gloom

    Children, embrace this blood from the beast
    This will set you free from Christ’s prophecy
    A prophecy that makes you weak, like lies from their lord, lies from their lord

    Come and taste the elixir
    Tuning your soul in
    Virginity is a sin
    In this temple of dark gloom

    Never again will you walk the thin lines of broken hopes
    All of you are sons and daughters of Lucifer

    Come and taste the elixir
    Tuning your soul in
    Virginity is a sin
    In this temple of darkness

    ************
    …\m/^-^\m/… ❤ … cudowny rock okultystyczny, i ta wzniosła, epicka inwokacja chóralna do Lucyfera na koniec, aż mi ciary palą skórę excytacją za każdym razem i włosy się jeżą na rękach 😀

    Lubię to

  9. „Droga szlachetnego buntownika, Jezusa-Lucyfera, który towarzyszy gnostykom, grozi natomiast spadnięciem w otchłań, z
    której nie ma już powrotu. Lucyfer, tak jak syn marnotrawny, dostępuje (lub ma szansę dostąpić) zbawienia. Znajduje się jednak
    w stanie rozpaczy, zatroskania nad światem, a w końcu i nad samym sobą. Widząc obrzydliwą, ciemną stronę rzeczywistości, której nie jest w stanie, jako wrażliwiec, zaakceptować, popada w stany
    depresyjne, samemu upadając i jak w przypowieści, staczając się na samo dno egzystencji. Emocjonalny i duchowy stan tego typu, jest stałym motywem poezji Tadeusza Micińskiego. Jako najbardziej
    dobitny przykład przytoczmy wiersz

    „Melancolia”:

    „Żyje we mnie jakiś głuchy płacz – jakiś
    szloch i plącz żyją we mnie –
    niby w grocie kropel wieczny szmer, monotonnych
    kropel tajny jęk.
    Ach, to pewno przez zbójcow zamkniona ze
    złotymi włosami królewna,
    (kasztelanka lub może pasterka) – z pól
    słonecznych, zielonych porwana,
    zapomniana i w grocie zamknięta i na
    ostrych się głazach krwawiąca,
    złotowłosa mej duszy królewna.
    Łzy jej płyną jak zimne opale – łzy jej płyną
    wśród nocy bez końca
    i w kryształy się lodów zwisają – w zamyślenia
    wiszące kryształy.
    Raz przypełznął za szmerem do groty – wąż
    kusiciel tych głuchych podziemi,
    usta chciwie przyłożył do zdroju, lecz się
    wzdrygnął przed blaskiem nieznanym.
    A wtem ujrzał w szafirach królewnę – i swe
    oczy głębokie, zielone –
    swoje oczy widzące w ciemnościach utkwił
    w bladą płaczącą królewnę –
    i mądrymi oczyma pocieszał i prowadził ją
    w otchłań głęboką -fosforycznie oczyma przyświecał – i prowadził
    ją w otchłań głęboko.
    Aż pod ręką skrwawioną, co szuka w mroku
    oparcia,
    grać poczęły jak dzwony bólów zamarzłych
    kryształy:
    chór wyklętych pielgrzymów nuci pieśń
    grobu świętego,
    tarcze błyskają, miecze – wśród kolumn
    czarnych bazaltu –
    wstają z grobów olbrzymy – szał rozpędzonych
    rumaków
    niesie ich w ogniach kłębiących przed
    gniewny w piorunach Majestat.
    Nagle śpiewy zamilkły – głucha rozwarła się
    otchłań –
    widać wśród ścian obślizgłych mgłą wirują-
    ce jezioro.
    I na zwilgłym grobowcu drżąca spoczęła
    królewna,
    w otchłań patrzy bezgwiezdną – w świątyń
    zagasłych jezioro.
    Wtem ją mocne ramiona objęły w krzyku
    bezdźwięcznym
    i uniosły nad otchłań skrzydeł sześcioro
    i ujrzała cudowną w blasku miesięcznym –
    twarz Lucifera.”

    Stoczenie się na dno, upadek buntownika, stan psychicznego rozbicia i całkowitej konfrontacji ze swoim cieniem (ujmując to
    językiem Junga) jest spojrzeniem w bezgwiezdną otchłań. A ta, jak przekonało się wielu ludzi, pociąga do siebie. Droga więc
    gnostyka początkowo prowadzi w dół, do ciemnych czeluści własnej duszy, do jej zamarzłej katedry. Wrażliwcy, inspirowani przez Lucyfera, często kończą jako samobójcy, narkomani, czy hedoniści. Lucyfer jest jednak przecież zwiastunem, gwiazdą poranną poprzedzającą wschód Słońca Chrystusa. Konfrontacja z cieniem, doświadczenie upadku prowadzące do wejrzenia w siebie owocuje, jak w przypowieści, nawróceniem, powrotem marnotrawnego
    Syna do umiłowanego Ojca, który czeka z otwartymi ramionami. Tego typu ścieżkę o ruchu wertykalnym nazwałbym „wtajemniczeniem lucyferycznym”. Zbawiony Lucyfer symbolizuje więc dla
    mnie jedną z trzech ścieżek prowadzących do wybawienia. Pozostałe z nich, to droga pokornego sługi – mistyka oraz wspomniana
    tylko – droga mędrca o uspokojonym umyśle. Każda z nich jest wąską
    ścieżką i postawą nonkonformistyczną, bowiem zbawienie, jak je pojmuję, jest zbawieniem „od” – od świata z jego bezwzględnymi
    prawami, despotycznym bogiem, i pożałowania godną kulturą i cywilizacją.”

    ************
    Ja takim właśnie jestem tragicznym romantykiem Lucyferem. Od dziecka czułem ludzkie aury, byłem osaczony nienawiścią ślepych krystowierców, co wznieciło we mnie boski bunt lucyferyczny, stąd moja miłość do muzyki rockowo metalowej, której patronuje Lucyfer. Stąd mój wyniosły cynizm do ludzkiej głupoty i bezmyślności. Jednocześnie gardzę i współczuję ludzkiej cywilizacji. Całe moje życie do alegoria mitu Lucyfera, wszystkie doświadczenia jakie miały miejsce ukazały mi zwierciadło mojej duszy, tak walecznej i tak tragicznej zarazem. Dlatego śmierć jaką sobie kiedyś wybiorę będzie aktem heroizmu i ostatecznego buntu przeciwko Demiurgowi, aby wnieść się tam gdzie moje miejsce – do wiecznych gwiazd, i połączyć się w hierogamicznych zaślubinach nieba i piekła, z moją Boginią – Czarną Królową – Wyższą Jaźnią, tą która przyszła do mnie w snach i objęła transcendentnym uczuciem wszechmiłości, której nigdy nie czułem wśród ludzkiego świata, stąd mój bunt, nadwrażliwy, dumny i świadomy jak Lucyfer! …\m/….

    Lubię to

  10. „Kim więc jest Lucyfer niosący światłość, czyim posłańcem był wąż niosący gnozę pierwszym ludziom? Jest oczywistym, że są posłańcami miłosiernego, wybaczającego Boga Ojca, którego głosił Jezus Chrystus, którego Jan Ewangelista opisywał jako Boga będącego Miłością, który zsyła Ducha Prawdy i zamieszkuje
    w sercu człowieka, Boga, który jest uosobieniem Dobra. Celem tego Boga jest wyzwolenie (albo inaczej: zbawienie)
    człowieka. Od zła, śmierci, od Demiurga-Szatana. Dobry Bóg ma więc dwóch Synów – Baranka Chrystusa i Lucyfera Chrystusa.
    Każdy, kto potrafi w sposób właściwy, to jest duchowy, odczytywać Biblię, będzie potrafił odnaleźć tę prawdę zawartą w
    Nowym Testamencie. Mam tu na myśli przypowieść o synu marnotrawnym znajdującą się w Ewangelii Łukasza w rozdziale
    15, wersy 11-32. Jest to niezwykle pouczająca, wielowarstwowa, a także wzruszająca, w swym przyziemnym znaczeniu, nauka. Zwrócimy jednak uwagę wyłącznie na jej symboliczne znaczenie w kontekście
    rozważań podjętych w niniejszym eseju. Mamy tutaj do czynienia z ojcem, który oznacza Boga Ojca, a także z dwoma synami.
    Synem marnotrawnym jest oczywiście Lucyfer. Majętnością, którą rozdzielił po równo Ojciec jest gnoza. Roztrwonieniem majątku w dalekim kraju jest udzielanie duchowej wiedzy, poznania na Ziemi.
    Nie była to jednak pełnia poznania, gdyż prowadziła do głodu i niedostatku (nienasycenia Słowem-gnozą). Trafiała również
    do tych, do których nie powinna – „roztrwonił majętność twoją z nierządnicami”. W konsekwencji, z powodu tego braku, następuje zasadniczy upadek, który ostatecznie jednak, dzięki „wejrzeniu w siebie” przywodzi upadłego Syna do skruszonego wyznania: „Ojcze, zgrzeszyłem przeciwko niebu i przeciwko tobie”. Zwróćmy uwagę,
    że jest mowa też o niebie, co jeszcze wyraźniej wskazuje na duchowy wydźwięk tej przypowieści. Dobry, miłosierny Bóg Ojciec przyjmuje oczywiście swego upadłego Syna w wielkim weselu i z wielką
    radością. Drugi z Synów (czyli Jezus), zawsze posłuszny rozkazom Ojca, „był w polu”. Uprawiał więc rolę, co przywołuje oczywiście jasną alegorię z wypełnianiem bożego planu zbawienia. Całą więc przypowieść należy rozumieć w kontekście soteriologicznym.
    Mamy w niej do czynienia ze zbawieniem samego Lucyfera, które jednocześnie możemy powiązać także ze zbawieniem i naszych upadłych dusz.”

    Lubię to

  11. „Podział na dwóch Synów Bożych jest dla mnie raczej podziałem na dwa aspekty jednego Zbawiciela – Chrystusa, który stanowi
    całość i pełnię. Mamy więc jednego Chrystusa-Mesjasza-Zbawiciela, w którym dopełniają się jakby dwie „osoby”, dwie odrębne dusze – Baranek Chrystus i Lucyfer-Chrystus. Baranek jako posłuszny sługa,
    który idzie na śmierć, daje się biczować, ukrzyżować, który pije kielich, wykonując wszystko wedle polecenia Bożego. Pokorny sługa Boży. Drugi – Lucyfer buntownik przepędzający przekupniów w
    świątyni, łamiący przykazania (zrywanie kłosów, uzdrowienia w szabat) i społeczne normy (ochrona nierządnicy przed ukamienowaniem, które było zgodne z prawem). To właśnie Lucyfer jest śmiejącym się Chrystusem, o którym wspominają gnostyckie pisma. Tym, który podczas ukrzyżowania stoi obok, który nie niesie
    krzyża i który nie cierpi. Baranek Chrystus wstępuje zaś, po swojej śmierci, na niebiosa,Lucyfer – „Gwiazda Jasna Poranna” -Chrystus kontynuuje udzielanie objawienia, które znamy zwłaszcza z gnostyckich pism (ale także np. z Apokalipsy Jana). Wyraźne rozdzielenie następuje w jednej z przedstawionych w Nowym Testamencie scen – jest to opisane w sytuacji w której między Piłatem (jako zarządca przedstawiający cielesny system rzeczy i
    porządek, symbolizuje moim zdaniem Demiurga) stoją dwaj skazańcy – Jezus (Baranek) i Barabasz (Lucyfer). Nie przypadkowo Barabasz znaczy „Syn Ojca” (aram.bar Abba). Wskazany motyw uwięzienia
    Barabasza – „zabójstwo” może tutaj przywodzić na myśl kolejne symboliczne powiązanie obu synów – Abla (Jezusa) i Kaina
    (Lucyfera). Piłat-Demiurg oczywiście dąży do uniewinnienia Jezusa aby zniweczyć zbawienie ludzkości, gdyż drugi ze skazańców, buntownik Lucyfer, „trwoni” gnozę, na czym, jak wiemy chociażby z
    historii rajskiej, nie bardzo Demiurgowi jest na rękę. Ostatecznie jednak plan zbawienia wypełnia się. Barabasz wychodzi wolno, a Baranek zostaje złożony w ofierze, umiera jako okup dla Jahwe.
    Rozdzielenie wskazujące także na alternatywne drogi jakimi podąża pokorny sługa i szlachetny buntownik odpowiadają dwóm duchowym ścieżką zbawienia człowieka – mistyki i gnozy. Mistyk, kroczący
    w pokorze, oddaniu i miłości do Boga oraz gnostyk, który zaczyna od buntu wobec cierpienia i permanentnej chęci poznawania.
    Już teraz wskażę, że dostrzegam jeszcze trzecią możliwość, nie ujętą w jasny sposób w kanonicznych Ewangeliach. Jest nią droga „mędrca o uspokojonym umyśle”. Pozostańmy na razie jednak przy
    dwóch opcjach, który zarysowują się nam w oparciu o Nowy Testament. Dualny charakter Zbawiciela odpowiada nie tylko dwojakim ścieżką prowadzącym do Boga, ale także, siłą rzeczy, dwojakim zagrożeniom jakie stoją na drodze zbawienia. Droga posłusznego sługi, pokornego Jezusa mistyków, niesie za sobą ryzyko popadnięcia w dogmatyzm, faryzeizm, czy doktrynerstwo oraz wszystkie negatywne cechy jakie niesie instytucjonalna religijność.”

    Lubię to

    • „Nie przypadkowo Barabasz znaczy „Syn Ojca” (aram.bar Abba).” -> nie da się uciec od skojarzenia z szacownym kolegą – barra barra 😛 :D… Barrabusie masz coś wspólnego z tym , hehe, tylko się nie spinaj, to nie przytyk a jedynie luźno humorystyczna refleksja 😛

      Lubię to

      • mnie już nic nie wqrwi, każdy może przypinać różne epitety, etykiety, … mam to najzwyczajniej w doopie i spływa to po mnie, jak miód z ryja. Wiem kim jestem i to mi wystarczy i żaden przydomek, przezwisko tego nie zmieni 😉 Poza tym, „uszczypliwości” nic nie mówią o mnie tylko o człeku, który je wypowiada 😉
        dobrego tygodnia wszystkim życzę 😉

        Lubię to

  12. http://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/ue-planuje-wprowadzenie-przymusowego-programu-relokacji-nielegalnych-islamskich-imigrantow

    „Opór jednorodnych narodowościowo krajów Europy Wschodniej, odmawiających przyjmowania islamistów, unijni dyktatorzy postanowi rozwiązać zmieniając obowiązujące prawo azylowe. Planuje się przydzielanie z rozdzielnika setek tysięcy imigrantów do krajów członkowskich i dopiero potem mają oni składać wnioski o azyl. Oznacza to, że UE będzie mogła przymusowo wysłać do nas kilkaset tysięcy obcych nam kulturowo ludzi, a Polska, jako członek Unii Europejskiej będzie musiała ich przyjąć.

    Wszystko to ma się odbyć przy założeniu, że likwidacji, albo zawieszeniu, ulega strefa Schengen, co będzie równoznaczne z wprowadzeniem kontroli granicznych. Ma to być sposób na to, aby rzekomi uchodźcy nie uciekali z biednych krajów takich jak Polska. Niedawno sześcioosobowa rodzina syryjskich imigrantów przebywająca w obozie w Grecji odmówiła przyjazdu do naszego kraju. Brak chętnych do przyjazdu do Polski unijni politycy planują pokonać poprzez wprowadzenie przymusu, a nie dobrowolności takich deklaracji.

    Gdy takie deportacje dojdą do skutku z pewnością wzbudzi to wściekłość islamistów, którzy liczyli na mieszkanie i pieniądze z zasiłków, które w Polsce są wielokrotnie niższe niż w Niemczech czy w Szwecji. Może to prowadzić do radykalizacji młodych muzułmanów i w konsekwencji wraz z eksportem ludzi UE wyeksportuje do nas problem z terroryzmem.

    Unijni decydenci odmawiają też uznania, że Ukraińscy, których w ciągu ostatniego roku przyjechało do Polski około miliona, to też uchodźcy z terenu ogarniętego wojną. Trąci to antysłowiańskim rasizmem. Nawet z raportu Eurostatu wynika, ze w 2014 roku przyjęliśmy drugą po Wielkiej Brytanii liczbę uchodźców, około 350 tysięcy. Każdy chyba widzi gwałtownie wzrastającą ilość Ukraińców wokół nas.

    Trzeba powiedzieć twardo, że nie zgadzamy się na rasistowskie decyzje polityków UE, kogo wolno nazywać uchodźcami, a kogo nie. Napływ Ukraińców jest zresztą bardzo korzystny dla naszej gospodarki, są to ludzie przeważnie dobrze znający język polski i przede wszystkim chętni do pracy, a nie żądni zasiłków jak jest w przypadku młodych wyznawców Allaha płci męskiej.

    Gra toczy się o wysoką stawkę i widać jak na dłoni, że jeśli Polska ugnie się, zostaniemy ubogaceni kulturowo tak samo jak Niemcy czy Szwecja. Konsekwencje siłowego narzucania chorej ideologii multi-kullti będą z pewnością podobne do tych obserwowanych na zachodzie i na północy naszego kontynentu. Chyba już pora wypisać się z UE, bo wstępowaliśmy do zupełnie innej organizacji, a ta przypomina raczej Związek Socjalistycznych Republik Europejskich niż Europę ojczyzn, którą postulował jeden z założycieli UE, Robert Schuman.”

    Lubię to

    • ,, Unijni decydenci odmawiają też uznania, że Ukraińscy, których w ciągu ostatniego roku przyjechało do Polski około miliona, to też uchodźcy z terenu ogarniętego wojną. Trąci to antysłowiańskim rasizmem….”

      I dlatego my Polacy – każdy z nas – jest w stanie zrobić coś w tej kwestii. Uważam, że należy poprzeć referendum Kukiza w sprawie nieprzyjmowania merkelowskich gości. Doskonale radzimy sobie z milionem prawdziwych uchodźców z Ukrainy, którzy mają normalne, ludzkie zapatrywania i oczekiwania wzglądem kraju, do którego wyemigrowali.
      [Znam kilku przybyłych do nas ludzi z Ukrainy. Są wdzięczni, że mają gdzie się przespać i móc pracować, wspomagać jakimiś srodkami swoją, pozostawioną na wschodzie rodzinę. Jedna kobieta, mówiąc o tym, płakała. ,, Diakuju wam, diakuju wam.” – powtarzała. Babą jestem, rozczuliła mnie.
      Jeden z nich jest lekarzem – podejścia do pacjenta i sposobu leczenia(stosowanie chemicznych środków farmaceutycznych to ostateczność) wielu naszych medyków mogłoby się od niego uczyć.]
      Widzisz, Sanstus, merkelowskiego gościa w takiej roli? Nie przeczę, że wśród bandyctwa obsiadającego zachodnią Europę nie ma tez prawdziwych uchodźców.

      Zachód niech sobie ujarzmia swoich rozbrykanych, roszczeniowych przybyszów, zagrażających ludziom ich mieniu.
      W całym tym berlińsko brukselskim burdelu uchodźcy z Ukrainy mogą być dla Polski dobrą kartą przetargową.
      Od wielu lat Polskę zasiedlają ludzie ze wschodu i jakoś w tym kraju jest cisza i spokój z ich strony.
      A te komisje i rady brukselskie nie są takie ważne i silne, jak nam się wmawia.
      Dlaczego zaprzestano debat nad Polską, nawet za cenę utraty wpływów w naszym kraju?
      Ano dlatego, że już pierwszy taki szczyt ukazał słabość parlamentu europejskiego, rozbicie w poglądach i dezaprobatę dla polityki Niemiec. Debata o Polsce stała się debatą o polityce Brukseli. Wychodziło ,,szydło” z worka. Tego obawiają się okupanci. A przy okazji ujawnili się nasi sprzymierzeńcy, jacy przejrzeli wcześniej politykę IV rzeszy, której zapędy widać jak na dłoni – stworzenie z unii państwa policyjnego ze sztabem głównym w Berlinie.

      Serdecznie pozdrawiam.

      Lubię to

  13. W procesie stworzenia rzeczywiście miał miejsce Lucyferyczny akt, z którego skutkami jesteśmy dobrze obeznani. Zgadza się również, że Siły te mają coś wspólnego z materią.
    W każdym atomie znajduje się tak zwana PUSTA PRZESTRZEŃ. Zajmuje ona przeważającą jego część, natomiast jądro i elektrony – tylko minimalną cząstkę. Pusta przestrzeń – albo inaczej wolna przestrzeń – ma zdolność przyjmowania CZEGOŚ z zewnątrz. W toku ewolucyjnego rozwoju to COŚ miało być Wyższą Świetlaną Energią, mającą za zadanie ustawiczne podwyższanie wibracji rozumnej materii. Energia ta pozwoliłaby dojrzeć niestabilnej materii do doskonałej formy, to znaczy, podciągnęłaby ją do wyższego poziomu, gdzie nie istnieje fizyczna śmierć i żaden rozkład fizyczny. Stan ten określamy w naszym słownictwie wiecznością lub nieśmiertelnością!
    W toku ewolucji pusta przestrzeń została opanowana przez Siły Lucyferyczne. Właśnie w tym wyraża się ich związek z materią. Nawet jeśli Esencje te znajdowały się poza ciałem fizycznym, były one tym czynnikiem, który najbardziej obciążał ewolucyjny rozwój (mityczne kuszenie!). Patrząc z tej perspektywy, widzimy, że istniała możliwość wspólnego oddziaływania obu esencji – karmicznej i Lucyferycznej – na tym właśnie obszarze. Oznacza to, że uzurpatorzy, zasiedlając pustą przestrzeń, mogli korespondować z biologicznie żywymi komórkami i molekularnymi strukturami – helisami DNA i RNA.
    W procesie uzdrowienia – wspieranym przez ludzi świadomych tego zjawiska – Ziemia stanie się ZDROWA wraz ze wszystkimi jej królestwami: z pierwotnym królestwem atomów oraz ze światem roślin, zwierząt i ludzi! Oznacza to, że uzurpatorzy zostaną pokonani (zbawieni), a cala pusta przestrzeń stanie się wolna dla przewidzianego dla niej pierwotnego ŚWIATŁA. Właśnie to stanowi przyczynowy aspekt skoku kwantowego w przebudzeniu.
    W kosmicznym cudzie wydarzy się jednak coś więcej: zostaną rozwiązane (odkupione) nie tylko osobiste obciążenia karmiczne, ale, z naszą pomocą, zostaną również przekształcone w Światło Energie Lucyferyczne, albo otrzymają wskazówki, jak dokonać naprawy defektów, nawet jeżeli proces uzdrowienia musiałby przebiegać nieco wolniej i gdzieś indziej we Wszechświecie. Z tego względu MY – ludzie na planecie Ziemia – mamy wyjątkowe znaczenie, wykraczające daleko poza nasze planetarne horyzonty. Jesteśmy energetyczną korekturą o niewyobrażalnym dla nas rozmiarze. To MY wybawimy planetę Ziemię od uciążliwej wibracji i MY sprowadzimy upadłą Energię (zbuntowanych aniołów) na drogę do Źródła. Ponieważ Energia Lucyferyczna egzystuje w SZÓSTYM wymiarze, my sami możemy powrócić do naszego Źródła – do SIÓDMEGO wymiaru – dopiero po oczyszczeniu i uzdrowieniu szóstej płaszczyzny. Przyczyna ewolucyjnego defektu znajduje się właśnie w tym wymiarze!
    Rozjaśniając przypadek mitycznego LUCYFERA, możemy więc założyć, że po usamodzielnieniu się ŚWIATŁO szóstego wymiaru samowolnie odcięło się od rezonansu ze Źródłem.
    Ponieważ wysoko uświadomione Energie Lucyferyczne oderwały się na skutek buntu od życiodajnego “krwiobiegu” Źródła, straciły swoje znaczenie w Galaktycznej Całości. “Strącone z nieba” mogły korespondować jedynie z “dołem”, a nigdy więcej z “górą”. Z tego względu pozostała im tylko trójwymiarowa, ciężko wibrująca materia (materia fizyczna) jako jedyna możliwość manifestacji swojej w gruncie rzeczy Świetlanej Energii. Ponieważ ich esencję cechowała dysharmonia, wywoływały one jedynie destrukcje w trójwymiarowych wzorcach ; strukturach.
    Energie Lucyferyczne potrzebowały planetarnych sojuszników do swoich fizycznych objawień, dlatego w procesie ewolucji wciąż wciskały się w cielesność człowieka. Człowiek stał się wyjątkowo uczynnym egzekutorem i doskonałą pożywką dla tego rodzaju Energii. Przyjmowaliśmy je w naszej wielowymiarowości i ożywialiśmy. Nasz pociąg do “doskonałości” – zwłaszcza w tej sferze – pokazał najwspanialsze” efekty działania!
    Posuwając się dalej, można by powiedzieć, że ziemskie manifestacje tych tak bardzo kosmicznych zakłóceń – wstrząsnęły one nie tylko planetą Ziemią [dużo wcześniej – jeszcze przed pojawieniem się na Ziemi – Energia ta zniszczyła planetę Maldek (istniejącą dziś jako pas asteroidów) oraz podwaliny życia na Marsie!] – mogą zostać uzdrowione przez świadomie postępującego człowieka, ujawniając mu swą grę i demaskując swe przedstawienia na naszej trójwymiarowej scenie. Tylko świadoma materia – a jest nią wyłącznie człowiek – może uruchomić proces zbawienia. W tym zawiera się sens samopoznania przez formę materialną i pośród form materialnych (ludzi).
    Jeżeli przyjmiemy, że właśnie teraz przekraczamy punkt kulminacyjny, wyjaśni się mityczna wskazówka, że na koniec czasów uwolniony zostanie diabeł. Tak też się dzieje. Uzurpatorzy – czyli Energie Lucyferyczne – wykorzystując ludzką formę, wtargnęli w stworzoną przez nas rzeczywistość i wygodnie się w niej rozgościli. Jeżeli jednak wolne przestrzenie są TERAZ porządkowane, oznacza to, że DIABEŁ rzeczywiście musi stamtąd wyjść. Dramat ten musi się wydarzyć, ponieważ rasie ludzkiej nie udało się uzdrowić destruktywnych Energii siłą bezwarunkowej miłości – zanim “diabły zostaną uwolnione”.
    Ponieważ Energie Lucyferyczne składają się z przyczynowej Energii ŚWIATŁA, są im przypisane wysoko dynamiczne siły własne, których manifestacja zawiera w sobie sprzeciw bycia przeformowanymi. Wszystkie manifestacje cechuje dynamika samozachowania, co oznacza, że “upierają się i nie chcą zaprzestać”! Po ich uwolnieniu – z powodu oporu, jaki stawiały – dochodziło do wielu prób zniszczenia planety Ziemi. Ponieważ jednak na Ziemi coraz silniej oddziaływują czyste Energie ŚWIATŁA (Energie MIŁOŚCI), oddziaływanie Energii Lucyferycznych staje się z dnia na dzień coraz słabsze, chociaż jeszcze nie raz mogą uwidocznić się bardzo jaskrawo, aby wkrótce całkowicie zniknąć z Ziemi. Zostaną albo przekształcone, albo – jeżeli okazałoby się to możliwe – pozostaną daleko, ponieważ jako niskie Energie nie będą w stanie wytrzymać wzrastającej wibracji Ziemi.

    Lubię to

    • W tej całej waszej lucyferologii najlepsze jest to iż

      Lucyfer to Marduk (i też Swarożyc) ale nie Loki, jego przeciwnik

      to zaś jest też arch Michał ale

      też, poprzez jego skrót nazwy (bo to zbitka kilku postaci),

      INRI znane też jako Indra (syn Manu)

      Ponieważ w całej tej śmiesznej waszej słowologicznej zabawie Lucyfer był Zbawicielem, owym Chrystusem jakiego przydomek złączono potem z jezusem (jozue) z jakim walczył i go pokonał to

      łączenie Lucyfera z BUNTEM jest kretynizmem bo on ten

      BUN ZYDOSTWA I ICH BOŻKÓW DEMONÓW, Asurów znanych tez jako Biblijna Bestia…

      POKONAŁ…. przywracając na kilkaset lat spokój na Ziemi ….

      Lubię to

    • Witalius Twój wpis 100% rezonuje z moim rozumowaniem.mam tylko jedną uwagę wszystko to może się wydarzyć tylko wtedy gdy nasza ludzka świadomość podniesie do odpowiedniego poziomu wibracji miłości..Nie ma innej drogi.Serdecznie pozdrawiam Anna.

      Lubię to

    • Witalius. Wiedza buduje godność osoby ludzkiej. Najbardziej wiarygodną, w pełni prawdziwą i bezpieczną, jest objawiona wiedza, czyli nauka Pana naszego, Jezusa Chrystusa. Większa część ludzkości spożywa na co dzień wszystko, co jest jadalne i nie szkodzi bezpośrednio zdrowiu. W rzeczy samej nie chodzi o samą szkodliwość spożywanych pokarmów, ale głównie o ich wpływ na ciało i umysł oraz oddziaływanie na ducha ludzkiego. Zrozumienie powyższego, wymaga jednak pogłębionej wiedzy. Prawidłowy, równomierny rozwój mózgu, na co mają wpływ spożywane pokarmy, warunkuje istnienie świadomości. Asynchroniczny rozwój półkul mózgowych pozbawił ludzkość zrozumienia istoty wzniosłości życia na Ziemi. W związku z tym, społeczeństwa, narody i ludzie nie potrafią już (nie chcą) żyć w zgodzie, miłości i cieszyć się harmonijną współpracą, która zastąpiona została walką i rywalizacją. Systemy edukacyjne są tak skonstruowane, aby dominowała lewa półkula mózgowa, odpowiedzialna za racjonalne i logiczne postrzeganie rzeczywistości. Za wyobraźnię, intuicję, jasne postrzeganie i emocje odpowiedzialna jest prawa półkula mózgowa, której ludzkość nie rozwinęła w należytym stopniu, stąd nie może pojąć znaczenia wszystkich praw Wszechświata. Są prawa za odkrycie i zrozumienie, których odpowiada lewa półkula mózgowa, tak jak prawo Grawitacji oraz – prawa półkula mózgowa, trak jak prawo Wibracji. Świadomość człowieka określona jest przez stan Umysłu intuicyjnego, a racjonalne postrzeganie, przez stan mózgu fizycznego. Ciało człowieka posiada strukturę molekularną (cząsteczkową) o bardzo wysokim poziomie (tempie) wibracji. Szczególnie dotyczy to mózgu, który aktywizowany i utrzymywany jest w wysokiej wibracji, wolitywnie. Człowiek sam decyduje czy będzie to wibracja wysoka (pozytywna) czy niska (negatywna). Wszystkie stany ludzkiego ciała związane są z określonym rodzajem wibracji, stąd ziewanie, śmiech czy płacz, wywołują podobną reakcję u drugiej osoby. Samopoczucie innych udziela się otoczeniu. W ten sposób każdy człowiek posiada zdolność oddziaływania na swoje otoczenie, poprzez zmianę swojej wibracji. Każdy człowiek może kontrolować, modyfikować i tworzyć swoje otoczenie. Należy tworzyć sprzyjające sobie otoczenie, na miarę swoich możliwości i posiadanego potencjału energii. Należy przebywać w towarzystwie ludzi przyjaznych, życzliwych, których można zaakceptować. Generując wysokie wibracje, można tworzyć świat, którego się pragnie lub modyfikować świat nieprzyjazny człowiekowi. Miłość Pana Boga Wszechmogącego, Stworzyciela Nieba i Ziemi oraz żywych stworzeń, wyzwala najwyższe wibracje, które podnoszą upadłą osobę ludzka do godności bycia człowiekiem. Przebywanie w otoczeniu takich osób, samo w sobie jest już pożyteczne i na odwrót. Każdy dokonuje wolnego wyboru i ponosi tego skutki. Kiedy ludzie, dla zaspokojenia swoich pożądliwości, zaczęli zabijać swoich braci, w tym i zwierzęta oraz nadmiernie eksploatować i wykorzystywać przyrodę, o której wiadomo, że jest mądra, ta obróciła się przeciwko rodzajowi ludzkiemu. W związku z tym, każda osoba ludzka, podczas narodzin, przenosi dziedzicznie negatywne, charakterystyczne, towarzyszące zdestabilizowanemu rozumowi , skłonności kabalistyczne i sanguinarne, które niosą w sobie potencjalne zagrożenie, polegające na tym, że bardzo łatwo można uwikłać się w zło. W każdym przypadku, na skutek owego defektu, trudniej osobie ludzkiej poznawać Stwórcę i jego prawa, dostrzegalne świadomością. Skażony kanibalizmem rozum, za jego pośrednictwem i świadomość, niczego już nie pojmuje. Każdy, kto dąży, w procesie wzrastania, do przemiany upadłego, zbrodniczego rozumu, z czasem, zaprzyjaźniając się z Jezusem Chrystusem, składając Synowi Bożemu, na wzór Abla, ofiarę ze swojej upadłej, zwierzęcej natury – ma szansę stania się człowiekiem. W celu opanowania sił przyrody i wykorzystywania jej bogactw, rozwinęła się kultura materialna i technika. Spowodowało to rozwój państwowości i perfekcyjnie działającej biurokracji. Agresywna i natarczywa, materializacja życia za wszelką cenę, sprowadziła ludzką egzystencję do poziomu niskich energii (wibracji). Panujące religie, przyjęły i zaakceptowały obowiązujący model kultury materialnej, stąd nie widzą potrzeby, a gdy nawet ją dostrzegą, to nie mają mocy, dokonania pozytywnych zmian w świadomości swoich wiernych. Skutkiem nagromadzenia i skumulowania w świadomości społeczeństw złych (niskich) wibracji, są nierozwiązywalne konflikty, nienawiść, agresja, chęć walki i dominacji, zabójstwa, wojny oraz różnego rodzaju choroby, w tym psychiczne. Społeczeństwa funkcjonujące w niskich energiach, nie mają szans na bezpieczną i godną egzystencję. Człowiek, jako byt rozumny i wolny, niewłaściwie się odżywiając (Księga rodzaju 1.29 i 3.18), utracił atrybuty mądrości (Księga Daniela 1.11 do 1.17 oraz dalej) i stał się elementem ustroju życia zbiorowego. Życie ludzkie jest wieloaspektowe, stąd przejawia się też w aspekcie wiedzy i niewiedzy, prawdy i nieprawdy, logiki i fałszu; zawsze związane jest z dramatem, który ujawnia się m.in. na płaszczyźnie nawiązywania oraz tworzenia pozytywnych więzi i relacji. Konieczny dla bytu ludzkiego kontakt z otoczeniem, wymaga określonych umiejętności i sprawności w realizowaniu pozytywnej obecności w życiu zbiorowym, utrwalonych poprzez wiedzę, kulturę oraz wychowanie. Wolość istnieje tylko w sferze idei – stąd pole do nadużyć w definiowaniu pojęcia wolności w świecie materii. Zaczerpnięte z idei pojęcie wolności, tak jak piękna, dobra i prawdy – pozwala człowiekowi zrozumieć istotę dobra i zła. Wiadomo, że istota ludzka, rodzi się niemądra, z tendencją do usprawiedliwiania swojej niewiedzy. Z wiedzy jednak wynika, że rzeczy i zjawiska zachodzące w Kosmosie, poddane są potężnej, niezależnej od człowieka, sile działania. Na Ziemi, kosmiczna moc przyjmuje postać dwóch energii: kreacji i destrukcji, które są w symbiozie. Energie te stale oddziałują na wszystko, co na Ziemi, w szczególności na, obdarzonych świadomością, ludzi. Mądrość pozwala zrozumieć istotę dobra i zła. Energie dobra, ludzkość utożsamia z Bogiem a energie zła – z Szatanem. Zgodnie ze swoją istotą – energie dobra, o ile ludzie znajdują się pod ich wpływem, chronią ich (tysiąc padnie u twego boku, a dziesięć tysięcy po twojej prawicy: ciebie to nie spotka. Ps. 91.7). Energie zła, wystawiają ludzkość na niebezpieczeństwo, stąd tyle osób ginie. Świadomy człowiek w niewoli dobra, zawsze wybiera wolność od zła.

      Lubię to

      • Zastanawiałam się nad pojęciem wiary.
        Myślę, że wiara jest tym czymś, co odróżnia człowieka od zwierząt i pozwala mu (choć nie zawsze) nazywać siebie istotą ludzką.
        Wierzenia – informacje przeczytane, usłyszane – uznane za prawdę. Wiara to wierzenia na tyle silne, że stają się przyczyną, podstawą odczuwania, a te z kolei utożsamiają duchową płaszczyznę człowieka z obiektem wiary.
        Wierzenia łatwiej mogą ulec zmianie, ponieważ dotyczą sfery umysłu, który na drodze swego rozwoju może te wierzenia zweryfikować, odrzucić, albo pogłębić.
        Sadzę, że człowiek w stanie wiary jawi się dla siebie niezniszczalnym monolitem, mocno strzeżoną twierdzą, górą nie do zdobycia przez tych, którzy chcieliby zachwiać jej posadami, zbliżając do nich swoje przekonania, poglądy i wierzenia.
        Kiedy człowiek uważa swoją twierdzę za obleganą, broni jej ze wszystkich sił, co jednocześnie czyni go jeszcze bardziej u- twierdzo-ym w swojej wierze.

        Wiara jest na tyle silnym, emocjonalno duchowym stanem, że człowiek jakiekolwiek inne wierzenia uznaje za błędne, od których próbuje odwieść, (przekonać do swoich), nie bacząc czasem na fakt, że zbliża się do twierdzy zbudowanej z równie trwałego materiału.
        Przekonując innych do swojego, jedynie słusznego, obszaru wierzeń człowiek czyni podświadomie jeszcze jedną rzecz. Poszerza krąg ludzi myślących, mówiących i postępujących podobnie – twierdza rozrasta się, umacnia, co czyni człowieka bardziej bezpiecznym, pewnym świata, który stworzył emanacją swoich wierzeń i odczuć.

        Przedstawiając moją definicję wierzeń, wiary nie mam tu na myśli jedynie wierzeń religijnych, choć te bywają najsilniejsze, ponieważ swoimi korzeniami sięgają wielu pokoleń wstecz.

        Tak ujmując wierzenia i wiarę dochodzę do wniosku, że nie ma na tej Ziemi ludzi, którzy nie mieli by jakichś wierzeń i wiary, które są niczym innym jak tylko manifestacją duchowej natury człowieka, obnażaniem jego poza fizycznego stanu.

        Czy nadzieja w realizację zamysłów, planów (a nawet knowań) nie jest wierzeniem, wiarą?
        Czy nadzieja na powodzenie w karierze nie jest wiarą?
        Czy nadzieja na wyzdrowienie siebie lub bliskiej osoby nie jest wiarą? Itd.

        Nie ma dnia w którym człowiek nie przejawiałby wiary w różnych aspektach swego życia.
        Czasem używa się pojęcia ,,ślepa wiara”
        ,, Wierzyłem mu, a on okazał się nikczemnikiem” – powie ktoś. Taka sytuacja jest bardzo prosta. Wiara poddana była próbie i okazała się być ślepą, błedną. Jej nietrafności można było doświadczyć w stosunkowo niedługim czasie.

        Lecz co z wiarą, której człowiek poświęca całe życie, przekazuje młodszym pokoleniom? Jaką ma pewność prawdziwości tej wiary? Co jest, jeśli nie miernikiem, to chociaż drogowskazem właściwie obranej drogi?
        Czy człowiek jest wyposażony w swego rodzaju JPS, który pomaga mu iść przez życie, doświadczać go, uczyć się, rozwijać zachowując przy tym właściwy kierunek?
        Okazuje się, że tak.

        Przytoczę tu słowa Leszka:
        ,, … Z wiedzy jednak wynika, że rzeczy i zjawiska zachodzące w Kosmosie, poddane są potężnej, niezależnej od człowieka, sile działania. Na Ziemi, kosmiczna moc przyjmuje postać dwóch energii: kreacji i destrukcji, które są w symbiozie. Energie te stale oddziałują na wszystko, co na Ziemi, w szczególności na, obdarzonych świadomością, ludzi. Mądrość pozwala zrozumieć istotę dobra i zła …”

        Mądrość widząca potrzebę dobra i zła jako dualizmu niezbędnego do zaistnienia jednego ze stanów, nie zajmuje się ciągłym zwalczaniem zła, a raczej traktuje je jako odskocznię dla kreacji dobra. Zło należy cenić na tyle, na ile jest pomocne w kreacji dobra. Nie trzeba z nim walczyć. Nie mam tu na myśli zła, któremu człowiek pozwolił na tyle dalece się rozpanoszyć, że musi z nim walczyć. Walka ze złem ściąga człowieka na podwórko niskich wibracji, czyniąc tegoż człowieka niejednokrotnie współtwórcą destrukcji.

        Poszukiwanie przyjaznego środowiska i towarzystwa (o czym wspominał również Leszek), podnoszenie swoich wibracji na wyższe częstotliwości przynosi człowiekowi, i co ważne Światu, o wiele większy pożytek, aniżeli ciągła walka ze złem, dla którego często stajemy się pożywką – niskimi wibracjami w postaci naszego oburzenia, złości, wrogości, gwałtownego buntu, narzekania.
        Świadomy tego człowiek wie, że miłość i wszelkie jej przejawy są siłą najpotężniejszą, podnoszącą zwykły, materialny organizm ludzki do odczuwania spokoju, trudnej do ujęcia w słowa ekscytacji, szczęścia. To odczucie jest drogowskazem. To stan, w którym dusza współbrzmi z umysłem i uczuciami człowieka. Myśl, słowo i czyn staje się jednym.

        O takim stanie istoty ludzkiej mówił Budda, nauczał Jezus, wspominał Einstein. To tylko niektóre z wielkich postaci proponujących właściwą drogę.

        Serdecznie pozdrawiam.

        Lubię to

    • to juz pewne bo kilkudziesieciu bojownikow islamu znajduje sie na terenach Ukrainy ,wspierani przez probanderowski rzad. Zreszta najazd islamistow bedzie na reke dla episkopatu aby dzielnie mogli zrealizowac prosby swego przywodcy watykanskiego.PYTANIE tylko jak sie zachowa rzad i czy beda uszczelniac granice,bo wiedze na temat planowanego szlaku maja od dawna.

      Lubię to

  14. Nacht znakomity i „dosłowny” jak zwykle, nie rozumiem zatem uprzedzeń Roniego, acz to jego prawo…Witalius i Sanctus – możecie sobie podać rękę Wasze gnostyczno – mistyczno – filozoficzne eseje implikują – tak mi się wydaje – identyczną drogę do ” Zródła” ! Pozdrawiam

    Lubię to

  15. Chcialbym również wspomnieć o gwiazdach ANTARES i ARKTUR, których wibracje są wyjątkowo stabilne. W tej strefie zlokalizowana jest bowiem ENERGIA CHRYSTUSOWA. Stamtąd płyną do nas słowa:
    NIKT NIE PRZYCHODZI DO OJCA INACZEJ JAK TYLKO PRZEZE MNIE! (Ew. św. Jana 14,6)
    Każda dusza ludzka, która dostała się do ziemskiej strefy, nie mogła ominąć ARKTURA. Wszystkie doznania z pogranicza śmierci klinicznej i wizje, mówiące o przepięknym ŚWIETLE na końcu tunelu, opisują strefę ARKTURA. Do niej należy też płaszczyzna, z której pochodzą nasze wizje o ANIOŁACH. Świadczy to o tym, że my wszyscy pozostawiliśmy na ARKTURZE swoją cząstkę – swoje WYŻSZE JA, które właśnie tam na nas czeka i stamtąd troszczy się o nas – o naszą fizyczną manifestację, w którą wstąpiliśmy zgodnie z prawami przeznaczenia.

    Lubię to

    • … tak a propo Arcturiana … taka sesja ambientowej elektroniki z geometrycznymi wizualizacjami kosmiczno psychodelicznymi … fajne do nasennego transu …

      Lubię to

  16. Witalius – z tym tunelem, to byłbym ostrożny…czytałem, że to jedna z „nakładek” demiurga, aby powtórnie wprowadzać dusze w krąg inkarnacji…a tak na marginesie…może doznałem olśnienia( jak zwał tak zwał), ale najprostszy sposób osiągnięcia(doznania) nirvany, absolutu to albo gwałtowny wstrząs, niesamowita trauma (np. śmierć kliniczna) – dot, lemingów lub stopniowe podążanie drogą własnych poszukiwań i wymiany doświadczeń, dociekania prawdy – jak my tu na Jarka blogu i tym sposobem podnoszenie własnych wibracji( i planety zarazem)…i znów ten dualizm się wkradł…najtrudniejsze są podobno rzeczy łatwe ( w tym przypadku do zrozumienia, przyjęcia ), czy najprostsze rozwiązanie jest tym najbardziej prawdopodobnym…a miałem nie filozofować…

    Lubię to

  17. Zgodnie z tym, co dziś wiemy o momencie przejścia, każdą duszę czeka bardzo życzliwe powitanie. Ceremonia przyjęcia zawsze odpowiada osobistemu poziomowi duszy. W tym momencie pojawia się wiele istot, z którymi nowo przybyły był związany w minionym życiu, a które wcześniej odeszły do tamtego świata. W ten sposób oszczędza się mu ewentualnego szoku.
    Początkowo wszystkie wydarzenia w tamtym świecie odpowiadają programowi wiary, ugruntowanej na przełomie inkarnacji ziemskiej. Wszyscy, którzy wierzą w istnienie tamtego świata, mają o wiele łatwiej niż ci, którzy uważali, że po śmierci obracają się w nicość. W tym przypadku dostrzega się pewne prawidłowość: dusza nie uważa się wcale za zmarłą! Ponieważ osoby te, zgodnie ze swą wiarą, nie oczekują NICZEGO po śmierci, doświadczają więc siebie w NICZYM – czują się uwieszone w nieskończonej pustce.
    Każda istota, opuszczając ten świat, doświadcza na tamtym świecie tego, w co wierzyła za życia. Początkowo widzi tylko te obrazy, które sama wcześniej stworzyła. W pierwszym momencie całkowicie potwierdzają się jej wzorce wiary. Pole lub stan świadomości, otoczone rzeczywistością astralną, tworzy obrazy, formy oraz wszystkie iluzje, jakie mogła sobie wyobrazić. Dlatego tak ważne jest życie na „wysokich wibracjach” z przebudzoną świadomością, aby w momencie smierci „dostroić się” do grona wysokich świetlanych istot.
    Każdy kto chociaż raz przeżył świadomy sen astralny wie o czym jest tutaj mowa.

    Lubię to

  18. „W antropozofii, czyli neognozie
    stworzonej przez Rudolfa Steinera,
    Lucyfera uważa się za brata Chrystusa.
    Jeżeli pójdziemy tym tropem, istotnie
    natrafimy na fragment w Ewangelii,
    który można odnieść do tej rewelacji.
    Mam tutaj na myśli przypowieść o synu
    marnotrawnym [Łk 15,11-32]. To z
    nim właśnie możemy utożsamić upadłego
    Anioła Światłości, który opuszcza
    Ojca, trwoni gnozę, by w końcu
    powrócić i dostąpić wesela.
    Antropozofia ujmuje Lucyfera w
    dwóch aspektach – pozytywnym i negatywnym.
    Opisywany jest on także
    jako byt kolektywny, a zatem zawierający
    w sobie wiele istot. Istoty lucyferyczne
    grają na ludzkiej pysze i dają
    złudzenie boskości, z drugiej jednak
    strony Lucyfer motywuje kreatywność
    i duchowość, będąc nawet bezpośrednim
    inspiratorem buddyzmu czy hinduizmu
    (a na zachodzie właśnie gnostycyzmu).
    Należy też zaznaczyć, że
    Steiner nie utożsamiał Lucyfera z szatanem
    (diabłem). Rolę szatana w steinerowskiej
    demonozofii odgrywa
    Aryman, który odpowiedzialny jest
    przede wszystkim za to co bydlęce i
    wulgarne, za wszystko co związane z
    materializmem (w aspekcie pozytywnym
    za rozwój technologii). Lucyfer
    natomiast, całkiem przeciwnie, inspiruje
    jednostronnie do świata duchowego.
    Patronuje więc wszystkiemu co
    idealistyczne – sztuce ekstatycznej,
    mistyce ascetycznej, czy wszelkim tendencjom
    eskapistycznym. W wymiarze
    miłosnym lucyferyczne są wszelkiego
    rodzaju fascynacje erotyczne, nie tylko
    w wąskim, seksualnym znaczeniu. Wg
    Steinera Lucyfer związany jest nie tylko
    z planetą Wenus, ale także i z Merkurym. Ojczyzną jednak istot lucyferycznych
    ma być Księżyc.
    W antropozofii mamy więc do czynienia
    z dwuaspektowym złem. Dwoma
    skrajnościami. Z jednej strony
    skrajnie duchowym Lucyferem, z drugiej
    skrajnie materialistycznym Arymanem.
    Droga zbawienia, to chrystusowa
    droga środka, balansu pomiędzy
    tymi skrajnościami, którą osiąga się
    transcendując każdą z nich, dzięki skupianiu
    się na ich pozytywnych aspektach.
    Sam zatem Lucyfer z jednej strony
    stanowić może zagrożenie wprowadzając
    człowieka w iluzoryczne światy
    duchowe, w całkowitym oderwaniu od
    planu materialnego, z drugiej zaś niosąc
    istotną inspirację do realnego rozwoju
    duchowego.
    Interesujące wyjaśnienie symbolu
    Lucyfera, które koresponduje z gnostycznym,
    znajdziemy także u Bławatskiej
    w dziele Doktryna Tajemna:
    “Filozofia ezoteryczna nie uznaje
    dobra ani zła per se, jako istniejących
    niezależnie w naturze. Przyczynę obydwu
    znajdziemy, ze względu na Kosmos,
    w konieczności istnienia przeciwieństw i
    kontrastów, w związku z człowiekiem,
    jego ludzką naturą, jego ignorancją i
    namiętnościami. Nie ma więc diabła ani
    kompletnego zdeprawowania, tak jak
    nie istnieją Aniołowie absolutnie doskonali,
    chociaż mogą być duchy Światła i
    Ciemności; w ten sposób LUCYFER –
    duch intelektualnego oświecenia i wolności
    myśli – jest metaforycznie przewodnią
    latarnią, która pomaga człowiekowi
    odnaleźć drogę przez skały i
    ławice Życia, ponieważ Lucyfer jest Logosem
    w jego najwyższym, a „Przeciwnikiem”
    w najniższym aspekcie – obydwa
    zaś odzwierciedlają się w naszym
    Ego.”
    Podczas gdy ortodoksja widzi w Lucyferze
    jedynie negatywny aspekt, gnostyczna,
    a także w ogólności ezoteryczna
    tradycja, najwyraźniej dostrzega
    zbawczą, oświecającą rolę upadłego
    anioła. „

    Lubię to

    • Nazywający siebie: Sanctus Diavol. Stwórca sprawia, że zło, które czynią upadli aniołowie i zwiedzeni ludzie – obraca się ku dobru. Stąd wzięło się powiedzenie: Dobre złego początki … . Oświecająca, zbawcza rola upadłych aniołów i zwiedzionych ludzi – nie jest więc ich zasługą, stąd nigdy za taką nie będzie im poczytana.

      Lubię to

      • „CZY WYPADA KOCHAĆ SZATANA?

        Zachowanie nieprzepracowanego Niszczyciela w naszych wizjach, snach, astralach, mentalkach, doświadczeniach magicznych i duchowych, jest destrukcyjne . Może się zachować zarówno w wersji męskiej jak i żeńskiej jak: demon, diabeł, Szatan, Antychryst, gwałciciel, sadysta, morderca, psychopata, femme fatale, ktoś kto nas bez problemu może zdominować, znękać, skrzywdzić. Wobec Niszczyciela i Niszczycielki nie mamy zazwyczaj szans w astralu, snach, konfrontacji duchowej, dlatego nie można go mylić z archetypami cienia na wcześniejszych poziomach Mandali Cienia, które spokojnie można zablokować magią ochronną, egzorcyzmem, rozkazem i „magiczną wolą” albo po prostu psychologicznym wyparciem (wszystko to jest oczywiście unikiem a nie efektywnym uwolnieniem i przepracowaniem ciemnej strony poprzez akceptację i miłość). Charakterystyczną cechą Niszczyciela jest to, ze jest odporny na rytuały magiczne, egzorcyzmy i tego typu praktyki. Nie można go też wyprzeć ani stłumić bo działa nie tylko w snach i umyśle, ale przede wszystkim poprzez realną manifestację w życiu. O ile demona można zagłuszyć i zblokować, tak przecież przed wydarzeniami w życiu nie uciekniemy. Niszczyciel jest najskuteczniejszym przejawem cienia, który prowadzi już prosto do transformacji duchowej, o ile go „pokonamy miłością” , zaakceptujemy i ujrzymy w nim Zbawcę a nie najgorsze zło. Magom i okultystom pracującym z ciemnym astralem, Niszczyciel może pojawić się już jako Zło i Destrukcja (Szatan) w czystej postaci co powoduje naturalne przerażenie i wrażenie wciągania w „otchłań”. Odczucia są skrajnie negatywne i zazwyczaj instynktownie stosowany jest „blok” na ten archetyp. Ludzie po zetknięciu się z tym najciemniejszym przejawem cienia czasem „nawracają się”, rzucają praktyki magiczne, przestają uprawiać okultyzm, zwracają się ku „jasnej stronie mocy” i odtąd robią wszystko by walczyć z „ciemną stroną”. Z własnego doświadczenia wiem, że cień ten da się przepracować, jeśli tylko obdarzymy go akceptacją i miłością – co może być trudne zważywszy, że on często pokazuje się jako wcielenie najgłębszego, mrożącego i paraliżującego zła.

        A czy wypada kochać Szatana? To temat tabu w naszej kulturze, mimo, że większość wyznaje chrześcijaństwo – gdzie miłość powinna być na pierwszym miejscu, przynajmniej w teorii. Odpowiem tak: oczywiście, że wypada kochać Szatana, nawet trzeba, bo kto ma go kochać jak nie my – ludzie, którzy, jak napisano w Biblii – mają sądzić anioły (upadłe) ? (Czy nie wiecie, że aniołów sądzić będziemy? – l Kor 6, 3). Sądzenie oznacza, że to człowiek decyduje czy dany byt duchowy skazać na potępienie czy zbawienie. Psychologia potwierdza ten mechanizm – pokochany cień zamienia się w potencjał pozytywny, znienawidzony i odrzucony – staje się najgorszym demonem. To samo dzieje się z naszym osobistym Niszczycielem – po pokochaniu zmienia się w Zbawcę albo jak kto woli – czysty obraz Wyższej Jaźni, Logosa. Archetypowo mówią o tym mity. Natomiast największą hipokryzją chrześcijanina – wyznającego prymat miłości i wybaczenia, jest ziejąca nienawiść do Ducha w fazie uwięzienia w materii (nieświadomości) czyli Szatana i demonów, które notabene są przecież aspektami Ducha człowieka . Szatan jest przyszłym Mesjaszem – wiedzą o tym kabaliści, mistycy prawosławni, Hinduiści – doskonale opisując rozwój Sziwy – Ducha z wersji niszczycielskiej do Zbawcy, a katolicy wciąż nie umieją połączyć faktów, że Syn Boga – Jezus, jest tym samym Synem Boga co upadły Anioł – Szatan, tylko na innym poziomie świadomości Ducha. Abaddon, Anioł Zniszczenia z Apokalipsy jest zarówno utożsamiany z Jezusem jak i Szatanem, bo na tym właśnie polega paradoks Zbawcy – Niszczyciela, który niszcząc – uwalnia duszę człowieka i zwraca ku Bogu. Rolą człowieka jest uwalniać z nieświadomości aspekty Ducha uwięzione w demonicznych formach, co może zrobić poprzez transformację indywidualnego cienia.

        Żaden człowiek nie jest wolny od wpływu swojego „osobistego wroga i przeciwnika”, którego nazywa się osobistym demonem, religie monoteistyczne nazywają Szatanem a a psychologia – cieniem lub alter ego – czyli opozycjonistą dla ego, co na jedno wychodzi.”

        Lubię to

        • „świetnie ujęta myśl”. Z serca dziękuję, ale to zasługa mojego (naszego) Pana Jezusa Chrystusa, który prowadzi mie (nas) drogą miłosci oraz dobra, prawdy i sprawiedliwosci Ojca.

          Lubię to

  19. „Aleister Crowley przedstawił tę
    gnostyczną perspektywę w takich oto
    słowach [1, Magick, Book 4]:
    „Diabeł nie istnieje. To fałszywa nazwa
    wymyślona przez Czarnych Braci
    do pozorowania Jedności w ich ignoranckim
    zamęcie rozdzielenia… Ten wąż, SZATAN, nie jest wrogiem Człowieka,
    ale tym, który uczynił z naszej rasy
    bogów, znających Dobro i Zło; To On
    zaproponował ‘Poznaj siebie!’ i nauczył
    Inicjacji. On jest ‘Diabłem’ Księgi Thota,
    a Jego symbolem jest BAFOMET obojnak
    który jest hieroglifem tajemnicy doskonałości…
    jest On także Życiem i Miłością.
    Co więcej, jego literą jest ayin, Oko, więc
    jest On Światłem; zaś jego Zodiakalnym
    znakiem jest Koziorożec, ten skaczący
    koziołek, którego atrybutem jest Wolność.”
    (A. Crowley, Magick)
    Przedstawiony w tej wypowiedzi
    Szatan bez wątpienia wiąże się w tym
    wypadku z Lucyferem, niosącym światło,
    poznanie, życie i miłość. Kościelny
    wizerunek diabła, władcy piekielnego i
    uosobienia zła dla Proroka Nowego
    Eonu, jest oczywiście religijnym wymysłem,
    używanym w celu zastraszania
    lub stwarzania pozorów dobra i
    prawdy. Bafomet, który według staro-
    żytnej techniki szyfrowania AtBash,
    oznacza Sofię – Mądrość, jest także
    symboliczną reprezentacją Lucyfera.
    Podobną opinię o Lucyferze miała
    Helena Bławatska, twórczyni teozofii,
    zresztą założycielka czasopisma Lucifer
    wespół z Rudolfem Steinerem. W jej
    Doktrynie tajemnej znajdziemy między
    innymi takie słowa:
    „Jaśniejący Syn Poranka…został zamieniony
    przez Kościół w Lucyfera lub
    Szatana, ponieważ jest wyższy i starszy
    niż Jehowa i musiał być poświęcony dla
    nowego dogmatu”

    Lubię to

    • Sanctus. ta historia crowleya jest wzruszająca i w mych słowach nie żadnej ironii/drwiny/… problem polega tylko na tym, że stosowane metody i uknuty plan depopulacji jest raczej najgorszym rozwiązaniem, aby człowiek miał poczucie, że jest w drodze do prawdziwej światłości. Dlatego nauki/przekonania/ideologia/… lucyferiańskiego zawsze będzie kojarzyć się dobrym ludziom z czymś na prawdę złym. Nikt tego nie zmieni, bo hoojowa jest metoda. Ale wiesz? największy problem w nieosiągnięciu celu (prawdziwej światłości miłości, wolności, …) w jaki Ty wierzysz poprzez „swój świat” jest taki, że ludzie będą odchodzić w męczarniach, a w organizmach będzie wytwarzać się hormon stresu. To obój rytualny człowieka, rozumiesz?

      Twój świat nigdy nie będzie Światłem, tylko światłem, gdzie za jedną ideologią, będą podążąć kolejne pokolenia. Sam wiesz, co za tymi lucyferiańskimi światłościami stoi, prawda? NWO

      Zatem, jako sama idea lucyfera i symboliki i przesłania i celu i … to wszystko ładnie brzmi i trudno się z tym nie zgodzić, że każdy człowiek do czegoś takiego dąży. Ale qrwa to nie jest „Twoja brama” tym razem. Przynosisz światło bólu i hoorroru a my ludzie czekamy na Światło. Na szczęście ma ono niewyobrażalną moc. Moc szeryfa szeryfów 😉

      spokój + miłość + rodzina = Światło

      Lubię to

  20. Czytał ktoś trylogię K-PAX Gene Brewera ?Jeźeli nie to polecam przeczytać a w szczególności raport Prota (zamieszczony na końcu 3 części i dostępny w sieci).Daję do myślenia

    Lubię to

Skomentuj artykuł:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s