Czy kobiety da się zrozumieć? O tym niewielu mówi..

Czy kobiety da się zrozumieć? O tym niewielu mówi..

kobieca logika (2)Dawno nie gościła u mnie ta tematyka. Wzajemne zrozumienie płci jest ważną sprawą. Kłopot polega na tym, że nikt tego nie uczy. W szkole zamiast lekcji psychologii, mamy cztery katechezy tygodniowo, mamy lekcje o rozmnażaniu pantofelka, mamy setki bzdurnych wzorów matematycznych i fizycznych, które nigdy w życiu się nie przydadzą.

Dlaczego tak jest? Z kilku przyczyn. Przede wszystkim, władzy, elitom, zależy na jak największej liczbie dzieci. Teraz już mniej, ale dalej trwa nacisk na rozrodczość. Gdyby ludzie znali wiedzę o tym, jak działa psychika poszczególnych płci, i jak naprawdę bywa po ślubie, to mniejsza część decydowałaby się na posiadanie dzieci. Prawda o psychice ludzkiej, szczególnie psychice kobiet, jest bardzo trudna do przełknięcia.

Kobieta będzie się zachowywać adekwatnie do zachowania faceta. Przy mężczyźnie silnym i znającym swoją wartość, będzie to zachowanie dobre, przychyli mu nieba. Przy facecie słabym, miękkim, niestabilnym – zaczną się fochy i shit-testy. Shit-testy to inaczej testowanie, oczywiście podświadome, siły i stabilności partnera. Tak naprawdę nie liczy się logiczny powód focha czy testu. Liczy się Twoja reakcja na niego.

Dobrze, więc jaka to powinna być reakcja? Spokój, tzw „niereaktywność„, stabilność, opanowanie. Co oznacza słowo niereaktywność? Nie oznacza ono pozwolenia wchodzenia sobie na głowę. Ale oznacza, że gdy kobieta zadaje podchwytliwe pytania, to Ty nie przejmujesz się nimi. Nie reagujesz nerwowo, nie zaczynasz się zastanawiać, tłumaczyć, tylko dalej mówisz swoje, w takim samym odważnym tonie.

Kobieta zawsze ocenia mężczyznę tym, co zakodowała w niej ewolucja i miliony trudnych lat, gdy silny samiec był podstawą przeżycia jej i jej dzieci. Ocenia więc, czy dany facet ma cechy samca alfa. Te cechy to: śmiałość, zdecydowanie, zawadiackość, komunikatywność, ekstrawertyzm. Ma to jednak swoją drugą stronę, bo cechy samca alfa to także: agresja, bezkompromisowość, upór, traktowanie kobiety jak swojej własności.

Tajemnicą poliszynela jest to, że kobiety musiały nauczyć się brać wszystko to, co daje samiec alfa. A więc nie tylko te dobre cechy, ale i złe – w tym agresję. Stąd wziął się głęboko zakodowany masochizm i tendencje destrukcyjne u wielu pań. Samiec alfa ma to do siebie, że lubi czasami przyłożyć i nie toleruje sprzeciwu. To właśnie te mechanizmy sprawiają, że mnóstwo kobiet w dyskusjach popiera islamską inwazję na nasz kontynent, która przez media dla niepoznanki jest nazywana kryzysem uchodźców. Kobieta najczęściej poprze silnego samca alfa, choćby to był radykalny islamista.

Te mechanizmy świetnie opisuje książka mojego kolegi, Marka Kotońskiego – „Kobietopedia„. Mechanizmy ewolucyjne zostały w niej połączone z niestandardowym i bezkompromisowym podejściem do psychologii związków. Książkę tę czyta się z zapartym tchem, rozprawia się ona z wieloma mitami dotyczącymi relacji damsko-męskich.

Kolejnym ważnym aspektem ars amandi, jest dualizm ludzkiej psychiki, który jest szczególnie silny u kobiet. Wyróżniamy trzy sfery:
-umysł logiczny, racjonalny;
-podświadomość nielogiczną i emocjonalną;
-duszę, która nie ma płci i łączy siłę logiki i emocji.

Umysł logiczny ma szereg swoich zasad, często oświeconych i zgodnych z realiami nowoczesnej cywilizacji XXI wieku. Umysł kobiety chce więc partnera czułego, spokojnego, wrażliwego, i kobieta to często deklaruje publicznie i wierzy w to. Jednak o wyborze partnera decyduje podświadomość, która wciąż jest silniejsza niż umysł. Ma ona do dyspozycji potężne środki wpływania na umysł: emocje, pragnienia, żądze, instynkty.

Ale to nie wszystko. To podświadomość uruchamia kaskadę jeszcze silniejszych bodźców, niż te wymienione przed chwilą. A więc hormonów zakochania – dopaminy, oksytocyny i fenetyloaminy. I zapewne także innych, których jeszcze nie znamy. Kobieta może deklarować logicznie, że chce partnera w typie wrażliwego romantyka, natomiast jej podświadomość zakocha się w uroczym i władczym kryminaliście.

I potem podświadomość takiej kobiety tak zmanipuluje jej umysł logiczny, że zacznie dostrzegać ona to, czego tak naprawdę nie ma. I przekona jej umysł logiczny, że uroczy zabijaka jest tak naprawdę w skrytości wrażliwy, że on pod wpływem jej miłości się zmieni, że w ich relacji będzie inaczej.

Dalej: występuje swoista sprzeczność między tym, czego chcą nasze barbarzyńskie żądze, instynkty i emocje reprezentowane przez podświadomość, a tym, co chce nasz oświecony i często uwrażliwiony umysł logiczny. Umysł logiczny jest dodatkowo pod bardzo silną presją cywilizacji, religii, norm i konwenansów społecznych, które mają za zadanie trzymać w ryzach nieokrzesane i barbarzyńskie żądze motłochu.

Bądźmy szczerzy, gdyby nie ta dulszczyzna konserwatyzmu obyczajowo-religijnego, gdyby nie ten cały reżim norm i konwenansów społecznych, to nie byłoby możliwe założenie cywilizacji tak wysoko rozwiniętej jak teraz. To, co mamy wciąż zakodowane w podświadomości, jest fatalne, katastrofalne, niszczy nas i powoduje stan permanentnej schizofrenii. Z jednej strony religia, społeczeństwo i normy społeczne nakazują bycie purytaninem, który seks uprawia tylko po ślubie i po ciemku.

I oczywiście tylko w celach prokreacji, bo z prezerwatywą i w dni niepłodne bozia z siwą brodą w niebie się gniewa. Z drugiej strony, nasza poligamiczna natura wie swoje i oddziałuje z potężną siłą i mocą, poprzez hormony, neuroprzekaźniki i emocje. Powoduje to rozdźwięk, rozszczepienie. Z jednej strony jesteśmy jacy jesteśmy, a z drugiej w ryzach trzyma nas cała hydra społecznych i religijnych nakazów, zakazów i ograniczeń.

Stąd się bierze wszelka dulszczyzna. Z jednej strony, logicznie deklarujemy jakąś wartość, przestrzeganie jakiejś normy społecznej. Np monogamię, np konserwatyzm obyczajowy („ja takich rzeczy nie robię!„). Z drugiej strony, mamy miliony milionów „okoliczności łagodzących„, w których możemy złamać lub nagiąć daną normę społeczną. „Byłam pijana„, „to było w emocjach„, „byłem daleko od domu więc się nie liczy„, „byliśmy skłóceni więc się nie liczy„, „byłam na niego zła, ma za swoje, to jego wina„, „lodzik to nie zdrada„, „na wakacjach to się nie liczy„. Któż z nas tego nie zna?

Wszystkie te mechanizmy opisuje książka Marka Kotońskiego „Kobietopedia„, którą polecam. Możecie przeczytać o tej książce i kupić ją w linku poniżej:
http://samczeruno.pl/kobietopedia-czyli-jak-zyskac-przewage-nad-otoczeniem/

W obecnych czasach następuje zderzenie tego, co mamy zaprogramowane w podświadomości, a co ukształtowała bezlitosna macocha natura, z wzorcami nowymi, bardziej cywilizowanymi, oświeconymi. Co wygra? Odpowiedź na to pytanie wciąż jest otwarta. Wzorce zachowań i reakcji cały czas się zmieniają, bo ludzka podświadomość jest bardzo plastyczna i wchłonie dosłownie każdy wzorzec.

Mamy obecnie dziejową, ewolucyjną zmianę w mentalności ludzkości. Tylko jej rezultat zawsze stoi pod dużym znakiem zapytania. Już wiele razy było tak, że gdy ludzkość dochodziła do pewnego etapu ucywilizowania, uświadomienia, rozwoju techniki, to złowrogi zarządca tej planety (okupant?) robił reset np za pomocą asteroidy. I następował wtedy powrót do jaskiń, do bestialskich realiów okrutnej macochy natury, która tak nierówno i niesprawiedliwie traktuje swoje stworzenie, wszelkich ras, gatunków i płci.

Tak zniszczono Atlantydę i szereg wcześniejszych cywilizacji. Po Sumerach, Atlantydach i Ariach którzy posiadali elektronikę, pojazdy kosmiczne i broń atomową, nie pozostało wiele śladów. Przetrwali ich nieliczni potomkowie, którzy dali początki cywilizacjom Asyrii, Słowian, Judei, Grecji, Fenicji, Rzymu, Babilonii, Egiptu, itp. Resztki ich wiedzy można znaleźć porozrzucaną po bezkresach całej Ziemi, w postaci zniekształconych mitów, legend, świętych ksiąg, podań.

Autor: Jarek Kefir

Czy uważasz moje artykuły za wartościowe? Za odkrywające coś więcej niż te w nastawionych zarobek i dezinformację mediach? Uważasz że wnoszą do Twojego życia coś pozytywnego? Możesz wesprzeć ideę mojej strony, jest to dobrowolne i nieobowiązkowe. Nie ma u mnie abonamentów, przymusowych prenumerat, cen za artykuły.
–Poniżej opisałem, jak to zrobić, link:
https://kefir2010.wordpress.com/wsparcie/

 

108 myśli nt. „Czy kobiety da się zrozumieć? O tym niewielu mówi..

  1. Jarku, baaardzo się cieszę, że powróciłeś do tematyki damsko-męskiej. Wiemy już, że to, co większość społeczeństwa uważa za największe szczęście w życiu, czyli ślub, spłodzenie potomków oraz budowa domu, tak naprawdę nie daje szczęścia. Panuje specyficzna zmowa milczenia wokół problemów, z jakimi wiąże się zawarcie małżeństwa. Zauważcie, że mało kto mówi publicznie o tym, z czym się wiąże ślub, posiadanie dzieci, itd. Panuje wręcz coś odwrotnego – jakiś chory, moim zdaniem, kult rodziny i macierzyństwa. Jeżeli ktoś decyduje się na inną drogę w życiu, baa, publicznie zdecyduje się skrytykować instytucję małżeństwa, natychmiast zostaje zwyzywany od niedojrzałych Piotrusiów Panów, itd. Ale ok – zakładam, że tutaj mogę znaleźć inteligentnych, przebudzonych ludzi, którzy rozumieją, że zakładanie rodziny w takiej formie, jak to wygląda obecnie – wielkim weseliskiem, kilkorgiem uroczych dzieciaczków i całymi tymi obwarowaniami (kontrolą ze strony Kościoła, teściów, społeczeństwa), nie zdaje egzaminu. To już wiemy na 100%. Ale co w zamian? Czy da się znaleźć jakieś inne rozwiązanie? Jak uważacie? Bo ja nie mam zbyt optymistycznych wizji. Chciałam kiedyś zbudować fajny związek, bez ślubu, bez dzieci, budowy domu i zaciągania kredytów. Chciałam mieć związek, polegający na radości z przebywania z drugą osobą, wzajemnego dopingowania się w życiu i inspirowania. I wiecie co odkryłam? NIE DA SIĘ. Nie, nie i jeszcze raz nie. Nie tutaj, nie w tym kraju, nie w tym ultrakonserwatywnym, katolickim społeczeństwie. Nie ma po prostu takiej możliwości. Jakieś 95% ludzi w Polsce ma w głowie wdrukowany program: zaręczyny, ślub, dzieci, dom, kredyt, praca. Nic innego. Nikomu nawet przez myśl nie przejdzie, że można by spróbować jakoś inaczej, niestandardowo. A jeśli nie chcesz przerabiać tego programu, zwyzywają cię od niedojrzałych gówniarzy, bo oni są wielce dorośli. Nie ma praktycznie takiej możliwości trafić w naszym kraju na osobę, która ma do tych spraw nieszablonowe podejście. Oczywiście, teoretycznie jest to możliwe. Tak jak wygrana w totka. Teoretycznie każdy z nas może wygrać. A tak w praktyce to ile znacie osób, które trafiły szóstkę? Odpowiedzcie sobie sami 🙂 Mój ojciec wczoraj powiedział, że Polacy są najbardziej zniewolonym mentalnie narodem. Trafił w sedno. Jesteśmy zniewoleni tymi wszystkimi: „muszę”, „powinienem”, „powinnam”, „tak trzeba”, „wszyscy tak robią”, „co ludzie powiedzą”? Niewola zaczyna się w głowie. Wobec tego wszystkiego, co tutaj napisałam, chciałabym bardzo mocno poprosić admina, aby częściej dawał nam wskazówki, jak można inaczej postąpić w życiu i jaki znaleźć substytut dla tego, co nie zdaje w naszym życiu egzaminu. Co byś drogi Jarku poradził mi – kobiecie, która nie chce brać ślubu, nie chce mieć dzieci, a jeśli już by chciała wejść w jakikolwiek związek, to nie w takiej formie, jaka jest obecnie jedyną akceptowaną? Co byś mi powiedział? I jak mam radzić sobie z presją społeczeństwa, która wobec kobiet jest naprawdę ogromna? Zdaję sobie sprawę, że przyszło mi chyba być w 1% takich kobiet, ale czy to moja wina?

    Liked by 2 people

    • Nie rozumiem, dlaczego Ty w ogóle się przejmujesz, tym co inni o Tobie myślą. Każdy myśli inaczej i po swojemu, nie możemy się do tego dostosowywać, żeby wszystkich zadowolić. Rób to na co masz ochotę, i daj innym robić to co oni chcą – ja właśnie tak przechodzę przez życie i bardzo mi z tym dobrze, może i Ty spróbujesz. Pozdrawiam.

      Lubię

      • Mileno, podzielam twoje zdanie w tej kwestii. Btw, jesteś jedną z nielicznych kobiet, która nie zjechała mnie za to, jakie mam poglądy na temat spraw damsko-męskich 😉 Pozdrawiam 🙂

        Lubię

        • Wiesz co ruda,gdybym się jeszcze raz na tej ziemi urodziła,albo
          gdybym mogła cofnąć czas do moich 18-tych urodzin i miałabym
          dzisiejszą świadomość i wiedzę o życiu,to za żadne bogactwa tego świata nie popełniłabym drugi raz tego błędu wychodzenia za mąż.
          Dzisiaj uważam,że trzeba być w strasznym amoku zakochania, aby
          zawierać związek małżeński,no chyba ,że się trafi na swoją drugą
          bliżniaczą duszę,ale to jest tak jak z trafieniem 6 w totolotka jak
          pisałaś.

          Lubię

          • Aniu, jest dokładnie tak, jak napisałaś. Cieszę się bardzo, że należysz do tych osób, które mówią jak jest. Bo niestety większość zamężnych nie mówi o problemach, jakie niesie ze sobą zawarcie małżeństwa, a wręcz przedstawia młodym osobom nieprawdziwy, wyidealizowany obraz małżeństwa, tym samym nie ostrzegając ich przed konsekwencjami, jakie ze sobą niesie. Pozdrawiam cię bardzo serdecznie 🙂

            Lubię

          • ,, Wiesz co ruda,gdybym się jeszcze raz na tej ziemi urodziła,albo
            gdybym mogła cofnąć czas do moich 18-tych urodzin i miałabym
            dzisiejszą świadomość i wiedzę o życiu,to za żadne bogactwa tego świata nie popełniłabym drugi raz tego błędu wychodzenia za mąż.
            Dzisiaj uważam,że trzeba być w strasznym amoku zakochania, aby
            zawierać związek małżeński,no chyba ,że się trafi na swoją drugą
            bliżniaczą duszę,ale to jest tak jak z trafieniem 6 w totolotka jak
            pisałaś.”

            To uporczywe przywiązanie do zewnętrznej formy, niczym drwiący, śmiejący się z nas chochlik, każe nam być coraz bardziej ubogimi.

            A ja, Aniu, gdybym mogła cofnąć czas do moich 21 urodzin i mając dzisiejszą świadomość i wiedzę o życiu, to wszystkie bogactwa tego świata dawane mi w zamian za odejście od decyzji za mąż wyjścia, uznałabym po raz drugi za nic nie warte.
            I nie ma tu bardziej błędnego myślenia, niż to, że trafiłam ,,6” i połączyłam swoje życie z …
            No właśnie … Czy bratnia dusza, Aniu, to ta, która w tym samym momencie ma ochotę pójść do kina, na spacer plażą, unosić pierś w zachwycie, bijąc gromkie brawa po dopiero co skończonym koncercie? Czy bratnia dusza chce, tak jak ja, właśnie teraz wyjść do ogrodu i przycinać ze mną krzaki róż, sprzątać gówna po psach? Czy bratnia dusza to ta, która zgadza się z moimi planami i wizjami? Czy bratnia dusza to ta, która prawie do końca zna moje myśli i często mówi: ,, Nie musisz mi tego opowiadać, wiem co chcesz powiedzieć”? Czy bratnia, PRZYJACIELSKA dusza w każdej chwili, godzinie zgadza się ze mną?
            Gdyby tak było, jak mogłabym pozbyć się, przepracować swoje wady, niedoskonałości?
            Nie przyszłam obecnie na świat z na tyle doświadczoną duszą, aby wypełniać od początku swoje ziemskie bycie wzrastaniem w poziomy, które teraz dopiero widzę, odczuwam, mając świadomość, że klucz otworzył dopiero bramkę …
            Nie miałam do tej pory klucza w ręku, bo nie przeszłam ogrodu, w którym mogłam ten klucz znaleźć. Wiedza o istnieniu takiego klucza nie jest równoważna z jego posiadaniem! Nie byłam gotowa, aby umieć z niego skorzystać, Ba! Nawet go nie widziałam!
            Teraz jest w moich dłoniach, nie znika, co czyni mnie szczęśliwą!

            A wcześniej? Co takiego musiałam[moja dusza chciała] przeżyć, doświadczyć?
            Ileż razy ,,walczyłam” z człowiekiem, który w moim życiu zaistniał jako mąż?
            Ileż razy?
            Aby pojąć, że to nie ja, to on ,,wykonuje tę brudną robotę” wkurzając mnie, nie zgadzając się ze mną, stawiając się okoniem, nie rozumiejąc mnie.
            Po co?
            Abym wreszcie wyzbyła się mojej i tylko mojej racji, mojej i tylko mojej ,,rozumem” wytyczanej, słusznej drogi, decyzji. Abym zrozumiała, że nie jestem doskonała, że dążę do doskonałości … Abym zobaczyła, że moja złość, czasem furia[tupanie nóżkami małej dziewczynki], to tylko emocje. To tylko emocje, poza którymi istnieje trzeźwy, zbliżony do istoty prawdy ogląd.

            Bilans na dzień dzisiejszy. Moje wewnętrzne duszy osiągi zawdzięczam przede wszystkim[choć nie tylko – logiczne] facetowi, który również ,,brał” ze mnie, podobnie jak ja z niego. Jak to spaja! Wchodzi miedzy dwoje, gdzieś głęboko i małymi tchnieniami pulsuje, wylewając się na zewnątrz, by świat – obserwator mógł to nazwać miłością. Bez przywiązania, przyzwyczajenia, potrzeby pomocy – jak niektórzy próbują troszeczkę ze współczuciem zadrwić, uważając, że zakochanie potrzebuje katalizatora dwudziestu lat i pięknego ciała – zewnętrznego.
            Trudno uwierzyć? Każdy z nas może się o tym przekonać.
            Ja też pływałam kajakiem z różnymi chłopcami po jeziorze.
            Potem zdecydowałam[moje dwadzieścia jeden lat zdecydowało 🙂 ] , że ,,jezioro” już znam.
            Wypłynęłam na morze, które okazało się wieloletnim oceanem. Z wszystkim, Aniu, dosłownie wszystkim, co może zaserwować ocean. To jest piękne, że właśnie po najcięższych zmaganiach z falami życia mówię, dużo mówię o czymś, co zwykliśmy nazywać miłością. Wolną, niezależną, nieuwarunkowaną, pisaną wibracjami serca, które każe, a raczej zezwala na kochanie tego, czym to serce wibracją obejmuje, a więc świata i ŹRÓDŁA, z którym związani jesteśmy złotym, świecącym sznurem [bajka? – bynajmniej]

            A tyle jeszcze dni przed nami! Fal niosących nas za horyzont z coraz to nowymi, większymi wyzwaniami, które umiemy już o wiele lepiej znosić. Zauważ, Aniu, że zawsze dostajemy taką wodę na burtę, taki przechył, jaki jesteśmy w stanie znieść – siebie utrzymać w równowadze. Wymiękać z racji świadomości tego faktu to mało powiedziane!
            Jak się cieszę, że mogłam ci, Aniu to wszystko powiedzieć!
            Chyba, o ile popełniłam ,,werbalną” oszybkę, to nie muszę cię przepraszać 🙂 To z mężczyznami w naszej Jarkowej knajpce zdarzają się niezrozumienia 😀

            A propos kobiet i mężczyzn. Jarek pyta w swoim felietonie czy da się zrozumieć kobietę.
            Boże, w co on siebie i innych facetów wciąga?! My kobiety za cholerę siebie nie rozumiemy, a cóż dopiero, gdyby miał to zrobić JAREK I RESZTA MĘSKIEJ ŚWITY!!!

            To tak, jakby ktoś z wywalonym językiem biegł za kameleonem uciekającym w dżungli i wreszcie zmęczony siadł na kamieniu i miałby rzec: ,,Poznałem dżunglę”.
            Już nie wspomnę o tym, że kameleon nadal spieprza, i zmienia barwy względem otoczenia! 😀 !!
            Mówi się, że należy akceptować człowieka takim, jakim jest.
            Kobietę należy akceptować taką, jaka ona jest i to w danej chwili. Próżno, panowie, tworzyć stabilność, regułę. Wiem, że to męczące.
            ,, Powiedz, o co ci chodzi?” – pytacie.
            Nie przejmujcie się panowie, ponieważ już w czasie, gdy te pytanie zadajecie, staje się ono prehistorią.
            Jedną z zasad Wszechświata jest jego ciągła zmienność. Jeżeli istnieją we Wszechświecie istoty, które najbardziej uczą tej zasady i ją przejawiają, to są nimi kobiety.

            Proszę mi wierzyć! W końcu wiem coś o tym! 😀

            Niezmiennie, serdecznie pozdrawiam.

            Lubię

            • Krysiu cieszę się,że już jesteś,jakoś tak smętnie było w kawiarence bez Ciebie w te święta.A i ja przygnieciona przez życie
              do ściany w ostatnich tygodniach,musiałam gdzieś upuścić trochę
              „pary”.Już mi przeszło i nie zamierzam dalej iść w tym kierunku.
              Wszystkie Twoje piękne słowa przeanalizowywałam w swoim życiu wielokrotnie i wszystko to we mnie siedzi,ale przychodzą czasem takie chwile,że lepiej o nich już nie myśleć…………A tak na wesoło,
              to muszę Ci się przyznać,że mordki/bużki/jak ja ich nazywam,znów
              mi nie wyszły dla GMOsia.Dzięki za postawienie mnie do pionu,
              tego mi było potrzeba na zakończenie roku dla mnie niezbyt
              udanego.Muszę to wszystko wytrwać jakem słowiańska dusza,
              innej opcji nie ma.

              Pozdrawiam Cię serdecznie

              Lubię

    • Święta święta i po świętach a tak a propo wiem o czym mówisz mam to samo Ruda najmłodszy w rodzinie to i traktowany jak jakaś czarna owca którą nikt nie bierze na poważnie . A tak na marginesie jak by co to jestem wolny he he. Też nie cierpię tej całej spiny na temat rodziny która jest przereklamowana. Eh też by wolał wejść w związek ma innych zasadach nie związanych na tych konserwatywnych jak dotychczas Pozdrawiam.

      Lubię

      • Hmm, ja jestem pierwszym dzieckiem moich rodziców i mieszkam dodatkowo w małej miejscowości. Tutaj dziewczyny w moim wieku już dawno mają mężów, dzieci, albo co najmniej są już zaręczone. Sąsiadka jest z tego samego rocznika, co ja, a ma już dwójkę dzieci. A ja wiesz, nawet nie mam chłopaka, a za nieco ponad miesiąc kończę 26 lat, więc wiesz 😉 18 lat już nie mam ;p I to dla wszystkich powód do niepokoju. Ale nie zamierzam żyć po to, żeby spełniać zachcianki innych. Ja ci powiem, że tak jak napisałam, może i bym chciała być w jakimś fajnym związku, ale bez ślubu, bez dzieci i tego wszystkiego. Tylko twierdzę, że nie da się, bo tutaj społeczeństwo jest takie jakie jest. Jak już jesteś w jakimś związku, to zaraz wszyscy pytają: „A kiedy ślub?” Zresztą, faceci, z którym byłam też tak uważali. Nie chcieli słyszeć o życiu bez ślubu i bez dzieci. Dlatego te związki się skończyły. Bo każde z nas miało inną ich wizję. Hmmm, jesteś wolny, powiadasz? 😉 Pozdro, hihi 🙂

        Lubię

          • Pisałam o tym we wcześniejszych postach. Wolałabym nie mieszkać z facetem, a osobno, ponieważ mieszkając z kimś, po jakimś czasie masz tej osoby dosyć, każdy ma swoje nawyki, jeden jest bałaganiarzem, drugi czyściochem, jeden rannym ptaszkiem, drugi nocnym markiem. Poza tym kiedy mieszkasz z kimś, wkrada się tzw. proza życia. O ile mieszkając z koleżankami jest to ok, o tyle gdybym mieszkała z facetem, zabiłoby to moją miłość do niego. Poza tym lubię uczucie takiej tęsknoty pomieszanej z ekscytacją – każde spotkanie jest wtedy jak randka, jak święto. No i tak jak pisałam – żadnego ślubu, zero dzieci.

            Lubię

            • Hm ciekawe a co z seksem też jaku nastolatków to by było ciekawe doświadczenie he he taka nastoletnia gorąca miłość i pożądanie to by bylo coś eh to chyba już nie wróci

              Lubię

              • No właśnie dlatego lepiej nie mieszkać razem 😀 Wtedy na każde spotkanie się szykujesz, jesteś podekscytowany i lekko stęskniony, to seks jest wtedy po prostu nieziemski 😀

                Lubię

                  • No ja taka jestem 😀 Ale rozumiem, co masz na myśli. Ludzi o podobnych poglądach możemy znaleźć w internecie, na specjalistycznych właśnie forach. Natomiast praktycznie nie ma szansy znaleźć ich w realnym życiu. Czasem myślę sobie, że ktoś dla jaj rzucił ludzi o podobnych, nieszablonowych poglądach daleko od siebie, w dwa różne końce Polski lub
                    świata, po to, aby te osoby nigdy nie miały szansy się spotkać i poznać w realnym świecie i zaznać szczęścia. To jest taka moja osobista teoria spiskowa, którą uknułam.

                    Lubię

                    • Istnieje teoria ze stworca specjalnie rozrzucil ludzi o alternatywnych pogladach, zeby nie mieli zbyt latwo, bo stworca karmi sie cierpieniem swoich dzieci, a szczegolnie buntownikow. To jest logiczne gdy sie obserwuje swiat. Bog jest wrosniety w ten system, a teoria wytrwania do Sadu Ostatecznego jest wytrychem ktory ma wmowic ludziom, ze jest wyzszy cel.

                      Lubię

                    • No ja właśnie tak myślę od jakichś 8 lat, kiedy sama na to wpadłam obserwując rzeczywistość. Czyli to jednak może być prawdą.

                      Lubię

                    • Nie Ruda to nie odległość a idee sprawiają że ludzie są razem ale to fakt zadupie i to nie złe ta moja miejscowość

                      Lubię

                    • U mnie też jest zadupie. Nie ma tu co robić. Zresztą, co ja gadam, jak ja i tak nie lubię imprez, dyskotek i tego typu miejsc 😀 Ale bardziej bym chciała mieć jakichś fajnych, takich właśnie przebudzonych znajomych do dłuuugich dekadenckich dyskusji. A tu dupa blada, wszyscy zgnuśnieli, mają rodziny dzieci i w ogóle ich nie interesują takie sprawy. Ktoś kiedyś powiedział, że wszyscy umierają, ale nie wszyscy żyją. To prawda. Większość osób niestety wegetuje.

                      Lubię

                    • Ja też mieszkam na zadupiu.tak wieje nudą, że pozostaje mi przemieszczanie sie tylko po lasach… w ogóle masakra, u mnie w święta na potęgę zaczęli psikać niebo tym syfem chemtrails, ale to już była przesada, co chwila nowe smugi, taki ładny dzien był w wigilię, niebo powinno być bezchmurne a tu całe w białej mgle.
                      Przesadzili do cna, ale oczywiście u nikogo to nie wzbudzało podejrzeń, no bo jakby inaczej… U was też tak psikali? u mnie jeszcze w nocy, pamiętam jak poszłam się przejść, powietrze było tak dziwnie gęste i ciężkie, że aż strach było zaciągnąć się pełną piersią…

                      Lubię

                    • U mnie jakieś dwa tygodnie temu całe niebo było poprzecinane tymi smugami. I ogólnie często tak jest tu, gdzie mieszkam. Kurczę, i pomyśleć, że na tak zwanych zadupiach i wygwizdowach można znaleźć takie perełki. No i tak jak pisałam, każde z nas porozrzucane oczywiście po innym krańcu Polski. Dobrze, że chociaż jest ten net 🙂

                      Lubię

                    • Pamiętam jak mnie to pierwszy raz zdziwiło, kiedy zauważyłam te smugi… że jak to? u mnie? w takiej niewinnej wsi?
                      no, ciekawe zjawisko, bo po takich prowincjach to jadą po całości chyba i się nie cackają… Ech, przeraża mnie to… Bo u mnie to już wręcz codzienne rytuały, sami ludzie chyba są tak przyzwyczajeni do tego widoku, że nie zwracają na to uwagi.
                      Hmm, tak, mnie też to zawsze dziwiło, z kimkolwiek ciekawym bym pisała, to zawsze musiała mnie dzielic z nim ta nieokielznana dalekość.
                      Życie bywa okrutne.

                      Lubię

                    • Kochana, mam dokładnie takie same odczucia jak ty. Zawsze jak poznaję jakichś fajnych, wartościowych ludzi, z którymi można sobie pokonwersować na ciekawe tematy – czy to kobiety, czy mężczyzn, również okazuje się, że mieszkamy setki km od siebie. A u siebie nie mam żadnych praktycznie znajomych. Ale może to i mała strata, bo nikt tu by i tak nie gadał ze mną na tematy, które mnie interesują. Dlatego czuję się jak w matni. Czuję, jakby to były jakieś jaja, że tutaj jestem, bo nie czuję, że ten świat to moje miejsce. Co do tych smug, to u mnie też się baaardzo często pojawiają.

                      Lubię

                    • Młoda duszyczko, też tak mam. To poczucie, że w ogóle tutaj nie pasuję, że jestem nie z tego świata i niemożność dogadania się z innymi ludźmi. Najgorsza jest właśnie ta bezsilność. Bo nie jestem w stanie nic z tym zrobić, muszę tu być i zaakceptować fakt, że ta planeta urządzona jest w taki, a nie inny sposób. Fakt jest jednak taki, że męczę się tu jak cholera. Dokładnie, Bełchatów słynie z siatkówki – słynna Skra Bełchatów, no i oczywiście kopalnia węgla brunatnego. Mój tato jest emerytowanym górnikiem 🙂

                      Lubię

                    • Tak tak drogie panie ciężko się oddycha w dzisiejszych czasach ale Bełchatów to jednak większe miasto niż moja mieścina

                      Lubię

                    • Niby większa, ale nie ma tu co robić. A jeszcze ja mieszkam na peryferiach, więc wiesz 😉 Przypomniały mi się słowa pewnej hip-hopowej piosenki: „Tu jest Polska stary, tu się ciężko oddycha”. 😄

                      Lubię

                    • ja w ogóle nie słucham hip-hopu, tylko jazzu, ale po prostu kiedyś gdzieś słyszałam i zapamiętałam ten wers. Btw, wpisałam ten twój Hrubieszów w google i to bardzo ładne miasteczko. Generalnie wschód Polski jest bardzo piękny i ma swój urok 🙂

                      Lubię

                    • W ogóle, ciężko jest lekko żyć…
                      Ten świat, to też nie moje miejsce. To chyba jakiś przypadek, że tu jestem, w dalszym ciągu dziwie się, że moja dusza wybrała sobie takie wcielenie… z takimi ludźmi, w takim miejscu… dla mnie to jest dziwne, bo ja zawsze miałam poczucie, że nie pasuje do tej rodziny, tych ludzi wokół mnie, już nie mogę się doczekać jak się uwolnię z tego ograniczającego miejsca w jakim dane jest mi tkwić, i wyrusze gdzieś tam nie wiem gdzie… byle daleko stąd. To uczucie kiedy zajebiscie się tobie z kimś pisze, ale i tak wewnętrznie wiesz, że się z tą osobą nie spotkasz, bo stoi za dużo ograniczeń…ale tak już bywa, i to już mnie nie zaskakuje.
                      Bełchatów chyba słynie z tego, że są tam mecze siatkówki, right? bo coś mi się kojarzy, a ja tak kiedyś lubiłam oglądać naszych siatkarzy w akcji -_-

                      Lubię

                    • Zgodzę się, ładny ten Hrubieszów, nie to co te moje Siedlce, wszem i wobec oblepione tymi szpecącymi reklamami… jak ja tego nie lubię… i ludzie w gratisie tacy zajebisci, no po prostu cud miód :/

                      Lubię

        • Zgodnie z systematyką, podstawowa jednostką klasyfikacji organizmów jest gatunek. Gatunki łączą się w rodzaje. Rodzaje w rodziny. Rodziny w rzędy. Rzędy w gromady. Gromady w typy. Typy w królestwa. Królestwo, to najwyższa jednostka klasyfikacji. Z uwagi na wspólne cechy organizmów i budowę komórek, ludzie należą do królestwa zwierząt. Zwierzęta oddychają , wydalają , reagują na bodźce , rozmnażają się płciowo , są wielokomórkowe i odżywiają się cudzożywnie. „Los bowiem synów ludzkich jest ten sam, co i los zwierząt; los ich jest jeden: jaka śmierć jednego, taka śmierć drugiego, i oddech życia ten sam. W niczym więc człowiek nie przewyższa zwierząt, …” (Koh 3:19). Ze spożywaniem mięsa wiążą się trzy zasadnicze kwestie:
          1. Zdrowie człowieka – szeroko rozumiane, w tym psychiczne.
          2. Wojny i ich eskalacja do nieskończoności.
          3. Radość ze spożywania posiłków, pochodzenia roślinnego.
          Osoba ludzka, w procesie wzrastania, ma potencjalne możliwości stania się człowiekiem. Najogólniej, dochodzi do tego wówczas, gdy uwolni się spod wpływu energii zwierzęcych, co jest najtrudniejsze w życiu. Wówczas człowiek człowieka, niezależnie od wszelkich różnic, będzie szanował i miłował – nigdy nie będzie zabijał. Wojny i zbrodnie, są udziałem istot ludzkich, świadomie lub nie – będących pod wpływem energii zwierzęcych. Pierwszym warunkiem sin qua non uwolnienia się spod wpływu energii zwierzęcych jest zaprzestanie, najpierw jedzenia wszelkiego mięsa a następnie – wszelkich produktów pochodzenia zwierzęcego, włącznie z jajkami, mlekiem i jego przetworami.
          Człowiek poszukujący mądrości, w końcu na nią trafi i będzie wszystko, w tym również i siebie, rozumiał.

          Lubię

    • Jakbym czytała siebie 😉
      Sama wczoraj na biesiadówie u mojej siostry, (jej mały miał chrzciny), utwierdziłam się w przekonaniu, że z posiadaniem dziecka wiąże się ogrom ograniczeń i w 95% przypadków, skazanie na konwencjonalny żywot.
      To po prostu nie dla mnie, i ja już to wiem za czasów wczesno szkolnych… Wystarczy mi związek z druga osobą na takich zasadach gdzie nie popadalibysmy w rutynę dnia codziennego. A to właśnie zaczyna się od wspólnego ząmieszkania, ja bym tak nie mogła ..

      Pozdrawiam Cię ciepło rudowłosa!

      Lubię

      • Piona, maleńka! 😀 Jest dokładnie, tak jak piszesz. Btw, u mnie też była wczoraj kuzynka z rocznym dzieckiem i… nie, to nie dla mnie 🙂 Pozdro dla ciebie kochana :*

        Lubię

        • Rutyna i przyzwyczajenie to choroba dzisiejszych związków, ja to widzę doskonale po moim starszym rodzeństwie, które porusza się jak większość, echh, nawet nie wiesz jak na mnie dziwnie działa płacz dziecka, coś w rodzaju słuchania metalu z rozsadzajacymi decybelami… dzieci ogólnie są kochane i mnie rozczulają, ale na dłuższą metę to nie moja bajka, a i jeszcze wstawanie w nocy aby takiego małego nakarmić, hmm, niezły wyczyn, chyba bym nie podołała, ja sama muszę siebie pilnować, a czasem nawet to mi nie wychodzi;D
          Również ślę buziaka :*

          Lubię

          • Ja lubię dzieci, ale takie z którymi można już sobie pogadać. Bardziej nadaję się na taką ciocię, co to nie ma dzieci i rozpieszcza siostrzeńców i bratanków 🙂 Bo tak na troszkę to fajnie jest dziecko wziąć, ale swoich nie mogłabym mieć, bo to jest utrata wolności. Chcę moje koleżanki gdzieś zaprosić, wyjść gdzieś, wyluzować się, no ale żadna nie zostanie dłużej, bo musi dziecko uśpić, bo mąż, bo to, bo tamto. Masakra, ja bym tak nie mogła.

            Lubię

          • Niunia, twoje Siedlce są i tak 100 razy ładniejsze niż mój Bełchatów, bo też sobie sprawdziłam ;p Odpisuję tutaj, bo pod tamtymi postami nie mam możliwości 😉

            Lubię

            • Ale twój Bełchatów jest przynajmniej wszystkim znany, wszyscy wiedzą o jakie miasto chodzi, chociaż w sumie miasto górnictwa, i jak tam u was z powietrzem? u mnie jedyna atrakcja to galeria, święte miejsce gimbusów i wszelkiej maści młodziaków, ale w sumie, dla mnie to też najczęściej odwiedzane miejsce, w ogóle jakieś takie pokolenie galerianow się naradza, nie mają gdzie siedzieć, to się szlajaja po sklepach, mmm na serio fascynujące. Ale w sumie, zima, zimno, to gdzie mają siedzieć… O kurde, ale głęboka refleksja Jula, bravo!! dostanę za to dodatkowe 5 punktów dla gryffindoru?
              Moja retoryka dzisiaj taka piękna…

              Lubię

              • No niby znany, ale nudy tu jak cholera. A co do powietrza, to właśnie z tym jest tutaj masakra. Praktycznie wszyscy mają w naszym regionie problemy z tarczycą albo alergie. Ja sama jestem alergiczką. Btw, u mnie w mieście też jedyną atrakcją jest chyba tylko galeria. No owszem, niby mamy stadion i tak dalej, ale ja akurat nie interesuję się sportem, więc dla mnie to żadna atrakcja. A właśnie w moim mieście stawiają głównie na sport – na piłkarzy i siatkarzy. Więc dla mnie nic tu ciekawego nie ma. Lipa trochę, no ale cóż 🙂

                Lubię

                • ja też alergiczka, przynajmniej 3 razy w roku zapalenie spojówek i katar na który idzie ok 10 paczek chusteczek, wtedy to już level hard, właśnie w wigilię byłam chora. Alergie to plaga młodego pokolenia, niektórzy po prostu są za bardzo wrażliwi na czynniki środowiskowe.

                  Lubię

  2. bla bla:)nawet twoj kolega nie czuje prawdy a jedynie zyje obsesja seksualna:(niestety:(my kobiety czujemy wolnosc i chec posiadania dzieci kiedy przyjdzie na to pora a seks to ma byc czuly, delikatny jak dotykanie wlasnego dziecka a nie ja to robicie i myslicie wy sami:(sorki! jestescie chorzy!

    Lubię

    • Nie każda kobieta czuje chęć posiadania dzieci. Owszem takie kobiety są w zdecydowanej mniejszości, ale istnieją i nie można tego faktu negować.

      Lubię

  3. To wszystko przez wpajanie kobietom ze seks jest zdrowy dobry i ze trzeba byc rżnieta w imie cudu to jest ostateczny rezultat oglupiania kobiet przez seks,od zawsze.

    Lubię

  4. Mam takie samo zdanie jak wy. Mam 24 lata, w związku nie byłem, nie chcę ślubu, dzieci, żony itp. Ostatnio, mój ojciec był w salonie fryzjerskim, gdzie pracuje matka mojego znajomego i pytała mojego ojca czy już się żenię. Totalna patologia. Niestety mieszkam na Podkarpaciu, a tutaj większość ma konserwatywne katolickie poglądy. Jak żyć w takim otoczeniu, to ja nie wiem.

    Lubię

  5. Jedynym rozwiązaniem jest tutaj chyba przeprowadzka do innego województwa, bardziej o liberalnych poglądach, bo inaczej trudno będzie się żyło w takim społeczeństwie. Albo wyjazd za granicę. Najgorsze, co mnie często wkurwia, to wypytywanie się znajomych o moje życie, nieraz przez kumpli. Nie wiem, dlaczego innych tak interesuje życie innych ludzi, osób, znajomych.

    Lubię

  6. Ludzie systemu oczekuja ze inni beda robic to co oni, bo sami stracili wolnosc i chca by inni tez ja utracili, zaklety krag. Po za tym takie mini biuro matrymonialne dla alternatywnych sie tu zrobilo :- ).

    Lubię

  7. Odpisze tutaj, bo już się amok tam robi mały 😉
    Tak, ta niemożność dogadania się z innymi jest męcząca.
    Często mam tak, że będąc na jakichś tam rodzinnych spotkaniach, czy to u moich sióstr które są właśnie w Twoim wieku, jedna która wczoraj chrzcila swojego małego ma dokładnie 25, druga już 27, ja już nieco młodsza… i ja tak będąc na tych spotkaniach, tak słucham, słucham, obserwuje, i tak sobie czasem myślę, o kurwa, o czym oni pierdolą, jakie mają naprawdę iście poważne problemy, fascynujące tematy, rozterki duszy itd… czasem zastanawiam się czy kiedykolwiek znajdę taką moja grupkę fajnych przyjaciół, z którymi moglabym naprawdę sobie pogadać na poziomie, i to dosłownie o wszystkim, ale nie o przysłowiowym karpiu z lidla, czy o dzieciach, samo obserwowanie ludu jest bardzo ciekawe, ta ich mikroekspresja, mimika, gesty, styl wypowiadania się, ja to lubię analizować, to bardzo dużo odsłania w drugim człowieku.
    Tak tak słynna skra bełchatów, kiedyś wierna fanka 😉

    Lubię

    • No właśnie Skra Bełchatów czyli nie takie straszne zadupie. Rozmowy przez Internet to nie to samo co w realu. Dlatego Internet jest tylko w połowie dobry

      Lubię

    • Kochana, popieram. Tak jak już tu kiedyś pisałam, też zdecydowanie bardziej wolę obserwować ludzi, niż włączać się w ich konwersacje, które dla mnie są tak naprawdę o niczym. No widzisz, ty fanka skry, a dla mnie sport mógłby w ogóle nie istnieć 😀

      Lubię

      • dla mnie też sport mógłby nie istnieć, bo co on tak naprawdę wnosi istotnego do życia tych wszystkich kibiców?
        Kiedyś tam lubiłam sobie obejrzeć mecz, popatrzeć na tych wyyysokich siatkarzy, ale to było takie na dystans, i w ogóle przeszło mi… ten moment kiedy zostali mistrzami świata, hmm i co nam z tego? wszyscy się tak ekstatycznie cieszyli jakby naprawdę to miało coś zmienić w naszym życiu… minęło parę dni i już poszło to wielkie wydarzenie w zapomnienie… takie przesadzone emocje nie są dobre, ludzie oglądając to za dużo wkładają w to energii i właśnie tych emocji, pozostaje nam tylko domyślać się kto z tego czerpie monumentalne profity.

        Lubię

  8. “Jeśli chcesz zmienić świat… pokochaj kobietę – naprawdę ją pokochaj.
    Znajdź tę, która wzywa twoją duszę, choć wydaje się bez sensu.
    Odrzuć kontrolę i przyłóż ucho do jej serca i słuchaj.
    Usłysz imiona, modlitwy, pieśni – każdej żyjącej rzeczy,
    każdej skrzydlatej istoty, pokrytej futrem i łuskami,
    każdej spod ziemi, spod wody, każdej zielonej i kwitnącej,
    każdej jeszcze nie urodzonej i umierającej…
    Usłysz, jak smutnie wysławiają Jednego, który dał im życie.
    Jeśli jeszcze nie usłyszałeś własnego imienia, nie słuchałeś dość długo.
    Jeśli twoje oczy nie napełniły się łzami, jeśli nie pochylasz się do jej stóp,
    to jeszcze nie odczułeś smutku, że prawie ją straciłeś.

    Jeśli chcesz zmienić świat… pokochaj kobietę – jedną
    ponad siebie, ponad pragnienie i rozsądek,
    ponad swoje męskie preferencje młodości, piękna i rozmaitości
    i ponad wszystkie swoje płytkie pomysły na temat wolności.
    Dajemy sobie tak wiele wyborów,
    że zapominamy, iż prawdziwe wyzwolenie
    przychodzi, gdy stajemy w środku ognia duszy
    i wypalamy nasz opór przed miłością.

    Jest tylko jedna Bogini.
    Spójrz w jej oczy i zobacz – naprawdę zobacz,
    czy czujesz się, jak walnięty obuchem.
    Jeśli nie, odejdź. W tym momencie.
    Nie marnuj czasu na „próbowanie”.
    Wiedz, że twoja decyzja nie ma nic wspólnego z nią,
    ponieważ ostatecznie, nie ważne komu się poddasz,
    ale kiedy zdecydujesz, by to zrobić.

    Jeśli chcesz zmienić świat… kochaj kobietę.
    Pokochaj ją na całe życie – ponad swój lęk przed śmiercią,
    ponad swój lęk przed byciem manipulowanym
    przez Matkę wewnątrz swojej głowy.
    Nie mów jej, że gotów jesteś umrzeć dla niej.
    Powiedz jej, że gotów jesteś ŻYĆ z nią,
    sadzić z nią drzewa i patrzeć jak rosną.
    Bądź jej bohaterem, mówiąc jak piękna jest w majestacie swojej bezbronności,
    pomagając jej, by każdego dnia pamiętała, że JEST Boginią
    przez adorowanie jej i przez poświęcenie dla niej.

    Jeśli chcesz zmienić świat… pokochaj kobietę
    z jej wszystkimi obliczami, przez wszystkie jej okresy życia,
    a ona uzdrowi cię ze schizofreni –
    – podwójnych skłonności i połowicznej szczerości,
    które utrzymują twego Ducha i ciało w oddzieleniu –
    które utrzymują cię w samotności
    i sprawiają, że zawsze poszukujesz na zewnątrz Siebie
    czegoś, co sprawi, że twoje życie warte będzie, by je przeżywać.

    Zawsze będzie inna kobieta.
    Wkrótce ta lśniąca nowa stanie się stara i nudna,
    a ty znowu będziesz coraz bardziej zniecierpliwiony,
    wymieniając kobiety, jak samochody,
    wymieniając Boginię na ostatni obiekt twego pożądania.

    Mężczyzna nie potrzebuje już żadnych więcej wyborów.
    To czego potrzebuje, to Kobieta, to Droga Kobiecości,
    cierpliwości i współczucia, nie-poszukiwania,nie-działania,
    oddychania w jednym miejscu i zapuszczenia splatających się korzeni
    dostatecznie silnych, by utrzymały ziemię w całości,
    podczas gdy ona będzie zrzucać cement i stal ze swojej skóry.

    Jeśli chcesz zmienić świat…pokochaj kobietę, po prostu jedną kobietę.
    Kochaj ją i ochraniaj, tak jakby była ostatnim świętym naczyniem.
    Kochaj ją ponad jej lęk przed opuszczeniem (porzuceniem),
    który trzyma w sobie dla całej ludzkości.
    Nie, ta rana nie jest jej, by miała uzdrowić ją sama.
    Nie, ona nie jest słaba w swojej współzależności.

    Jeśli chcesz zmienić świat… kochaj kobietę
    na wszelkie sposoby,
    aż ci uwierzy,
    aż jej odruchy, wizje, głos, zręczność, pasja,
    jej dzikość powrócą do niej –
    aż nie stanie się siłą miłości potężniejszą,
    niż wszystkie demony politycznych mediów,
    które tylko szukają sposobu,
    by obniżyć jej wartość i ją zniszczyć.

    Jeśli chcesz zmienić świat…
    Odłóż swoje racje, swoje armaty i znaki sprzeciwu.
    Odłóż wewnętrzną wojnę, swój słuszny gniew
    i kochaj kobietę…
    ponad wszelkie swoje łaknienie wielkości,
    ponad swoje uparte poszukiwanie oświecenia.
    Święty gral stanie przed tobą,
    jeśli tylko weźmiesz ją w ramiona
    i przestaniesz poszukiwać czegoś poza tą intymnością.

    A co, jeśli pokój, to marzenie,
    które może być jedynie przypomniane poprzez serce kobiety?
    A co, jeśli miłość mężczyzny do kobiety, do Drogi Kobiecości
    jest kluczem otwierającym Jej serce?

    Jeśli chcesz zmienić świat… pokochaj kobietę
    do głębi swojego cienia,
    do najwyższych szczytów swej Istoty
    aż do Ogrodu, gdzie po raz pierwszy ją spotkałeś,
    do furtki do królestwa tęczy,
    przez którą przejdziecie razem jako Światło jako Jedno,
    do miejsca bez powrotu,
    do krańców i początków nowej Ziemi.”

    Lubię

    • Sanctus Diavol jeśli te słowa niebiańsko-głębinowe są Twoje,to
      powiedz mi gdzie są tacy mężczyżni Anioły ,moje wieczne marzenie.Może ja jestem nienormalna,ale kocham i uwielbiam
      takich romantyków.Jak to dobrze,że w marzeniach można mieć wszystko.Dzięki Tobie piękne przebudzenie miałam tego ranka. Serdecznie pozdrawiam Anna

      Lubię

      • Miło mi Anno, że za swoim skromnym udziałem wywołałem entuzjazm duchowej radości w sercu powyższym przekazem. Jednakże nie jestem autorem tych natchnionych myśli, lecz kiedyś „przypadkiem” na nie trafiłem, i tak mnie poruszyły do głębi, że przy okazji powyższego artykułu odczułem impuls ich zamieszczenia. Gdyż jako tragiczny romantyk Święty Diabeł mam w sobie taki uczuciowy stan, wiecznej tęsknoty duszy mojej za połączeniem z Boginią, którą ja nazywam Czarną Królową mojej jaźni, i te słowa poetyckie obrazują doskonale to wewnętrzne dążenie. Dodam, iż istnieje też wersja przeciwstawna, dotycząca mężczyzny, wystarczy frazę wpisać odnośnie pokochania mężczyzny i się pojawi w necie 😉 Pozdrawiam serdecznie …

        Lubię

  9. ale sanctus dałeś „popalić”…i wcale się nie dziwię, że Anię „ruszyło”, bo i mnie również…są tacy mężczyzni, tylko domyślam się, że ich mało, bo takie podejście mogą mieć właśnie „przebudzeni”…a swoją drogą, nie przypadkiem tak nas „ciągnie” do drugiej połówki; jedynie narzucone przez religię i matrix kody sprawiają, że trochę inaczej(delikatnie pisząc) przekłada się układ damsko-męski na codzienną rzeczywistość niestety…

    Lubię

  10. https://www.youtube.com/watch?v=UhjG47gtMCo TOOL – Schism

    „Wiem, że te fragmenty pasują, bo widziałem jak opadały, gorejące i spleśniałe. Radykalnie odmienne.
    Zestawione ze sobą czyste intencje wprawią w ruch dusze pary kochanków –
    Poddając się ciągłej entropii, testując naszą komunikację.
    Świeca, która zasilała nasz ogień, wypaliła między nami wyrwę, nie widzimy więc tego skrawka okalczającego nasz kontakt.

    Wiem, że te kawałki do siebie pasują, bo widziałem ich upadek. Bez niczyjej winy, brak winnego, nie oznacza że nie pragnę wskazać palcem, obwinić kogoś innego, patrzeć, jak świątynia się rozpada, by znów zebrać kawałki w całość, ponownie odnaleźć nasz kontakt.

    Tę poezję, która wypływa spomiędzy idealnie ściętych linii, których kreślenie jest tego warte.
    Odnajdując piękno w dysonansie.

    Kiedyś te kawałki pasowały, lecz patrzyłem jak się rozpadały, gorejące i spleśniałe, zaduszone naszą pożądliwością.
    Wystarczająco już kalkulowałem i znam niebezpieczeństwa naszej drugiej próby; jesteśmy
    Skazani na rozpad – jeśli nie dojrzejemy i nie umocnimy naszego kontaktu.

    Zimna cisza ma skłonności, by powodować zanik
    Wszelkiego współczucia
    Pomiędzy domniemanymi kochankami / braćmi
    Wiem, że te kawałki pasują…”

    ………………….
    Jeden z moich najlepszych zespołów TOOL, wokalista genialny tekściarz pod kątem psychoanalizy Junga porusza w tym utworze archetypowe relacje zakłóconej komunikacji pierwiastków Yin-Yang czyli kobiety i mężczyzny. Fenomenalny klip z mistyczno ezoterycznymi symbolami, i finałową sceną kiedy te postacie odmiennych płci scalają się w jedność płonąc ogniem – symbol duchowego zespolenia Jaźni hierogamicznej.

    Lubię

  11. Mam wrażenie, czytając Was, jakbym czytała o sobie 😉

    Ja już jestem ciut starsza (po 30), nie mam dzieci, kredytu, domu, bilionów. Czuję, że tu nie pasuję i z chęcią przeniosłabym się w inne czasy.

    Mam męża, taką pokrewną duszę. Nie wiem nadal jakim cudem się odnaleźliśmy, ale super, że się udało. To pewnie nie przypadek.

    Dzieci mieć nie zamierzamy i tu jest pies pogrzebany. No bo jak to? Już prawie 3 lata po ślubie jesteście! Czas najwyższy się tym zająć. Mój mąż ma świetną odpowiedź na pytanie kiedy dzieci? Na razie trenuję 😉 Odczepiają się wścibscy, ale nie na długo.

    Faktycznie mała miejscowość to trochę problem. My już na szczęście się wyprowadziliśmy. Choć powiem szczerze, że przeżyłam mały szok w pracy jak się okazało, ze i w dużym mieście są ludzie, którzy nie rozumieją, że można chcieć żyć inaczej. Inaczej, czyli bez dzieci, domu i drzewa… Może kiedyś się to zmieni?

    Lubię

      • infin, w punkt! Gdy byłam młodsza (miałam jakieś 15-16 lat), głosiłam dokładnie takie same poglądy jak teraz, no i wiadomo z czym się spotykałam. Byłam bardzo młoda więc oczywistym było, że nikt nie traktował moich słów poważnie i każdy uważał, że na pewno mi się jeszcze odmieni, bo w tym wieku każdy ma takie nastawienie. Od tamtego czasu minęło 11 lat i absolutnie nic się u mnie w tej kwestii nie zmieniło, jest wręcz przeciwnie – przez ten czas po latach wnikliwych analiz oraz obserwacji świata i ludzi, tylko utwierdziłam się w moich przekonaniach 🙂 Lada dzień stuknie mi 26 wiosenek i choć ja personalnie czuję się baardzo młodo, ponieważ uważam, że młodość to stan umysłu, a nie kwestia jakichś głupich cyferek na papierku, to wiadomo – u siebie na prowincji jestem uznawana za starą pannę. Po dość długim czasie rozkminek zachowań ludzkich, doszłam do pewnych ciekawych wniosków, którymi bardzo chętnie się z wami podzielę. Choć, to co tu teraz napiszę nie będzie przyjemne, baa, będzie niemiłe i bolesne, a dla niektórych będzie nawet może trącić mizantropią (choć osobiście, absolutnie nie uważam się za mizantropkę). A więc do rzeczy. Kiedy ludzie pytają mnie z udawaną troską w głosie (bo przecież ta troska nie jest prawdziwa, co zaraz udowodnię): „No kiedy sobie wreszcie kogoś znajdziesz?” „Oj, a ty dalej jesteś sama?” „Taka fajna dziewczyna, a nikogo sobie nie może znaleźć., no jak to tak”, „Zobaczysz, teraz jest może fajnie, a na starość zostaniesz sama”. I mogłabym przytoczyć jeszcze milion podobnych, równie idiotycznych wypowiedzi, kierowanych w moją stronę, przez jakże kurwa życzliwych znajomych i rodzinkę. Zadam pytanie. Czy ci ludzie wobec tego autentycznie mnie kochają, autentycznie im zależy na mnie i na moim szczęściu? Odpowiedź brzmi: NIE. Bo gdyby tak było, mówiliby mi tak: „To super, że odnalazłaś swoją drogę życiową, cieszymy się razem z tobą”, „fajnie, że jesteś szczęśliwa, jeśli tak ci jest dobrze, to tak trzymaj”, „no i fajnie, że wiesz, czego chcesz”. Ale oni tak nie mówią. Dlaczego? Po pierwsze: Swoją udawaną troską chcą mnie zgnoić. Sprawić, bym zaczęła czuć się, źle ze swoimi poglądami. Abym zaczęła wstydzić się, że je mam i że są właśnie takie („Niu, niu, niegrzeczna dziewczynko, nie wstyd ci tak? Myśleć inaczej niż wszyscy? Zaraz cię tu sprowadzimy do pionu”.) W takiej sytuacji, powinnam natychmiast zweryfikować swoje poglądy, uderzyć się w kształtne piersi i zawyć: „Mea culpa! Macie rację, jesteście przecież starsi i doświadczeni!” Zatem pierwszym punktem jest wzbudzenie poczucia winy u osoby myślącej inaczej, po to aby natychmiast się opamiętała i wróciła do stada i postępowała zgodnie z regułami stada. Następna rzecz to opisywany w psychologii dysonans postdecyzyjny. Czyli tak: Ciotki-klotki i kumpelki – mężatki z dzieciaczkami, świadomie, lub też (najczęściej) podświadomie, wiedzą, że zrobiły źle. Że ich decyzja o zawarciu małżeństwa i spłodzeniu potomstwa, była w gruncie rzeczy decyzją chujową. Bo okazało się, że życie to nie bajka. Że po ślubie różnie to bywa między małżonkami, a macierzyństwo to nie tylko słodkie gaworzenie malucha, ale też nieprzespane noce, brak czasu dla siebie, itd., itp. Wtedy następuje u nich wkurw. „Przecież miało być tak pięknie”, „Czemu mi nie wychodzi”, „Gdybym wiedziała, jak to jest, nie zdecydowałabym się na ślub i dziecko”. Osoby te wpadły w odwieczną, kręcącą się jak koło, pułapkę. Zdecydowały się na założenie rodziny i były pewne, że im wszystko się uda na tip-top. Że będą rodzinką jak z reklamy. Nie wiedziały nic o trudach, jakie wiążą się z założeniem rodziny. Czemu? Bo nikt im nie powiedział. A teraz już po ptokach. Mleko się rozlało. Są obrączki na palcu, półroczne dziecko i kredyt na mieszkanie na 30 lat. Rodzinie przecież nie powiemy, że mamy problemy. Że już nie jest tak jak przed ślubem. Jesteśmy wkurwieni sami na siebie za podjęcie tej decyzji. I teraz pojawia się nagle owieczka, która mówi tak: „Nie chcę mieć dzieci i męża, ani kredytu w banku”. Co się dzieje z tymi, którzy to mają? Ano szlag jasny ich trafia i krew ich zalewa. „Cooo? Nie chce ślubu? Nie chce dzieci? Nie będzie miała kredytu? Będzie mogła się spokojnie wyspać? Będzie mogła podróżować, spełniać marzenia? Będzie wydawać kasę na kosmetyki i torebki, zamiast na pieluchy i zupki? Oooo nie, niedoczekanie! Nie pozwolimy jej, żeby była szczęśliwa, szczęśliwsza od nas! Nigdy!” I rozpoczyna się proces. Proces zachwalania ślubu, kiecek, instytucji małżeństwa, macierzyństwa, itd. O problemach, jakie się z tym wiążą, cicho sza. Przecież musi wpaść w tę pułapkę, żeby nie być czasem w życiu szczęśliwa. Skoro my nie jesteśmy szczęśliwi, ona też nie będzie! Zasada psa ogrodnika – sam nie zeżre, drugiemu też na to nie pozwoli 😉 A punkt trzeci jest taki, że ludzie są po prostu wrednymi chujami, którzy karmią się cudzym smutkiem i dlatego wiecznie gnoją tych, którzy mają inne poglądy. Aby wyssać z nich energię i odebrać im radość. Jebani strażnicy Matrixa! Mam do was kurwa małe życzonka na ten nowy, 2016 rok. Pocałujta wy mnie wszyscy w moją ciasną, okrągłą dupę! Wio do garów, do swoich dzieci, mężów i do waszych zajebistych posadek w korpo! Pierdolę was i wasze jebane malkontectwo oraz niewolnictwo! Skoro macie takie zajebiste życie, to dam wam dobrą radę – zajmijcie się swoim cudownym, sielankowym, wyjebanym w kosmos życiem! Przecież jesteście tacy szczęśliwi. To ja jestem tą nieszczęsną, samotną 🙂 Tymczasem ja pierdolę wszystkie zasady, nakazy, zakazy, celebrytów, wasze gówniane imprezki, autorytety, gadające gęby z tv i w ogóle. Sama sobie jestem sterem, żeglarzem i okrętem. Sama sobie jestem największym i najpotężniejszym autorytetem. Wspaniałym przebudzonym z tego bloga dziękuję za to, że jesteście, a przede wszystkim, że dotrwaliście do końca tego komentarza 😀 Jeżeli tak było, to jesteście miszcze 😀 Z góry sorry za przekleństwa, ale taki mam styl, lubię sobie pobluzgać, porzucać mięchem. lubię „kurwnąć”, taka już jestem. 😀 Lepiej w życiu nazywać rzeczy po imieniu i dosadnie. Wszystkim wam, łącznie z adminem bloga, życzę na nowy, 2016 rok tego, abyście kroczyli tylko i wyłącznie swoją drogą. Trzymajcie się swoich przekonań, nie słuchajcie tego całego bełkotu i blablania wokół. Dziękuję wam za przeczytanie tego arcydługiego wywodu 😀

        Lubię

    • Witam cię Milka, pokrewna duszyczko! Znam twój ból kochana. Ja jestem singielką, w lutym skończę 26 lat. No i dzisiaj urocza koleżanka mojej mamy stwierdziła, że powinnam już zacząć rozglądać się za jakimś facetem, bo nie jestem już taka młodziutka i zegar tyka. Buhahahaha, tylko że mi nic nie tyka. Na szczęście moja mama powiedziała jej, że to moja sprawa i mogę sobie mieć nawet 30 lub 40 lat i nadal być bez męża. Łehehehe 😀 Pozdrawiam cię 😀

      Lubię

      • A niech gadają 😉 Najlepszy jest efekt, jak zaczyna się stosować metodę zdartej płyty. W końcu się poddają i czasami się zdarza, że przez długi czas do tematu nie wracają.

        Powiem szczerze, że na początku było mi ciężko, ludzie po prostu nie rozumieją, a ja jak to ja wszystkim się przejmowałam. A teraz, za radą męża olewam ich z góry na dół i absolutnie zwisa mi i powiewa co na temat moich poglądów myślą.

        Coś mi się wydaje, że powinnam zacząć wierzyć w odnajdywanie się dwóch połówek jabłka 😉 Większość przemian we mnie zaczęła się za sprawą męża, czyli jednak dobry facet, to nie taki wcale zły. Tylko jak ich znaleźć? Oddzielić ziarna od plew? Polecam internet 😉 Choć może nie do końca ten dzisiejszy? My się poznaliśmy prawie 10 lat temu. Wtedy było inaczej (zaczynam gadać jak mój świętej pamięci dziadek: „bo za moich czasów…”).

        Również pozdrawiam i wszystkiego dobrego w Nowym Roku! Oby nie był gorszy 😉

        Lubię

  12. Jarku czytam Cie , wierze Ci i muszę powiedzieć i tak i nie , i nie do końca . Mój znajomy którego nawet jak biją nie reaguje miał kobietę . Inny kolega który też nie potrafiłby obronić swojej kobiety przed nikim ma dziecko . Obaj są przystojni , jeden jak model nawet wygląda , ale samce tacy alfa z nich jak ze mnie kierowca formuły 1 .

    Lubię

  13. Ciekawy artykuł , o Boże tak mi żal tych facetów, może przyjdzie jakąś zaraza i wybije te głupie baby a na świecie zapanuje ląd i porządek i będą żyły tylko mądre i doskonale istoty – faceci i życzę im , żeby rodziły im się sami chlopcy . Jestem kobieta , urodziłam się w katolickiej rodzinie – jestem buddystka – bo to mój wybór , nie marzyłam o mężu i dzieciach , mam , nie lubię gotować – gotuje . Kiedy człowiek jest za kogoś lub za coś odpowiedzialny , to czy tego chce czy nie , wypadało by się wywiazac . Mój mąż lubi kobiety silne , mądre i odpowiedzialne , ją natomiast nie gustuje w tzw wiecznych chłopcach , cenie mężczyznę za kręgosłup a nie za beton i arogancję . Moim zdaniem jest dużo głupich kobiet jak wiele mądrych , mówią , że dziewczynki dziedziczą geny po tacie . Głupia dziewczynka – dziedziczy geny po głupim tatusiu a mądra po mądrym ojcu , głupia mamusia plodzi głupich synów i glupio ich wychowuje , czym stają się zmorą dla przyszłych partnerek . Mówią , że głupota nie ma płci a kobieta z racji , że nosi w sobie nowe życie ma większe potrzeby luksusu . Dlatego ludzi trzeba edukowac a nie chować ., kobiety zaś nie mogą być traktowane po macoszemu , bo brak edukacji przez wieki odbiły się na kobiecie – brakiem własnej wartości , uzależnienia od faceta i postawie ofiary . Myślę , że dużą część mężczyzn lubiła taki stan rzeczy – dlatego wpisali sobie ją we wszelkiej maści księgi a potem tłumaczy , że głupia kobieta nie wie czego chce . Ją chce tylko jednego – równowagi , bo tam gdzie nie ma równowagi – wszystko kuleje .

    Lubię

Skomentuj artykuł:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s