Bareizmy

Psychologia: Szczęśliwa dorosłość po nieszczęśliwym dzieciństwie

Psychologia: Szczęśliwa dorosłość po nieszczęśliwym dzieciństwie

rodzicielstwo (2)Na osławionym portalu racjonalista.pl pojawiło się zdanie, z którym się zgodziłem. Brzmiało ono: „My, dzieci lat 50, 60, 70 i 80, byliśmy wszyscy chowani przez patologicznych rodziców i jakoś nikt nie robił z tego afery.

Tak już jest na tej planecie, iż tutaj proces wychowawczy jest tak skonfigurowany, by przystosować nas do życia w szarej, kapitalistycznej masie owieczek. I to jest plan minimum. Jednak życie pokazuje, że w zdecydowanej większości przypadków nawet to minimum minimum nie jest zapewnione.

Nie ukrywajmy już tego za parawanem dulszczyzny i społecznej omerty, proszę. Trzeba głośno wykrzyczeć to, co przez wieki było ukrywane i co miało zostać ukryte na zawsze. Otóż, zdecydowana większość małżeństw, rodzin, jest nieszczęśliwa. Zdecydowana większość rodzin to mniejsza lub większa patologia.

I nie chodzi wcale o ekstremum takie, jak patologia pijacka. Chodzi o patologię emocjonalną. Pisałem dziesiątki razy pewne zdanie: jedno zapijaczone, nieszczęśliwe i rozpaczające pokolenie, płodzi kolejne zapijaczone, nieszczęśliwe i rozpaczające pokolenie. Spójrz na ten świat. On spływa oceanem łez i krwi. Nienawiść, podziały, przemoc, wojny, zdrady, rozwody.

Alkoholizm i setki innych form uzależnień, które dotykają ogromną większość ludzkości, choć żaden psycholog badający temat nie przyzna się do tego nawet na torturach. Tak bardzo niepoprawna politycznie jest to prawda. Gdyby brać na poważnie kryteria psychologiczne (naukowe), to większość Polaków w wieku 15 – 40 lat trzeba by wysłać na przymusowy odwyk alkoholowy.

Skąd zło całego świata się bierze? I znowu bardzo niepoprawny politycznie wniosek: bierze się z.. rodzin. Ludzie w wieku na ogół 18 do 40 lat, nie mający zielonego pojęcia o wychowywaniu dzieci, o psychologii, o podświadomości – bierze się za klepanie dzieci, a potem im rujnuje psychikę. Stąd wyrastają gangsterzy, skorumpowani politycy, zbrodniarze, ludzie nieszczęśliwi i przegrani.

Można to porównać do sytuacji, gdy za sterami nowoczesnego Boeinga naszpikowanego elektroniką, usiądzie pierwsze lepszy „swojski chłopak” spod klatki schodowej, który poza alkoholem, sportem w TV i seksem nie widzi życia. Ale zaraz zaraz – by pilotować samolot, trzeba specjalistycznego przeszkolenia. Tymczasem do jeszcze ważniejszego życiowego zadania – rodzicielstwa i partnerstwa – nikt nas nie uczy.

Dlaczego tak się dzieje? Być może systemowi zależy na miliardach niespełnionych, zapijaczonych i rozpaczających ludzi. Być może ktoś a raczej „coś” żywi się energią, którą oni produkują. Hipotez na ten temat, w tym ezoterycznych, jest wiele.

Faktem jest, że zdecydowana większość z nas ma jakieś traumy wyniesione z dzieciństwa. Objawia się to dwojako. Typ lękowy popada w nerwice, depresje, niską samoocenę, frustrację, i wiele, wiele innych tego typu „programów„. Typ wampiryczny zaś popada w odwrotność, czyli przesadne akcentowanie swojej siły, agresji, męskości – kibole, dresiarze, gangsterzy, borderline, psychopaci, kapitaliści, przestępcy, itp itd, to są wszystko bardzo słabi i zrozpaczeni ludzie.

Kluczem do oswobodzenia się jest paradoksalnie wybaczenie, bo nic innego zrobić nie można. Owszem, my może mamy więcej świadomości w tym względzie, ale pomimo wszystko, i tak dotyczy to tylko nielicznych jednostek.

Szacunek wynika z tego, że masz swój rozum i sam starasz się analizować i dociekać wiedzy o świecie. Elity polityczne gardzą zwykłymi ludźmi dla których jedynym celem życia jest zaspokajanie popędów i pragnień, czyli jak u zwierząt. Micha ryżu, wóda, seks i sport w TV nie czynią Cię człowiekiem. Co najwyżej kapitalistycznym konsumentem. Człowieczeństwo nie jest dane nam a priori, trzeba je wypracować.

Elity polityczne uważają więc, że mają wolną rękę w czynieniu tego, co im się żywnie podoba. Czyli zła. Bo te wszystkie „swojskie chłopaki„, ci „normalni” dali na to przyzwolenie. Jest to swego rodzaju mowa oskarżycielska, bo w skali narodowej i światowej zawsze mamy to, na co się godzimy.

Cytat: „To nie tak, mój młody przyjacielu. Czyż pan sam nie dotarł do prawdy? Czyż nie otrzymał pan wszystkich książek i innych tekstów , których pan poszukiwał? I czy nie znalazł pan w nich potwierdzenia tego, co pan przeczytał albo może przeżył wcześniej? Czyżby nie odkrył pan samodzielnie niejednej tajemnicy tego świata? Kto szuka ten znajduje! Ale większość ludzi wcale nie chce szukać.

Dlatego właśnie nie traktujemy ich inaczej niż zwierzęta, bo te również niczego innego nie szukają. Czy to jasne? Kto nie korzysta ze swego rozumu i nie walczy o wolność osobistą, ten nie odczuwa jej braku. Wiedza jest przecież dostępna! Jest wszędzie. Ale kto tego nie chce dostrzegać, ten widzieć nie będzie. Pan przecież wie, że my się nie ukrywamy, Właściwie nigdy się nie ukrywaliśmy.”
~Jan van Helsing

Zapraszam do odsłuchania audycji poświęconej temu zagadnieniu – jak stać się szczęśliwym dorosłym po nieszczęśliwym dzieciństwie?

Podsumował: Jarek Kefir

Popierasz ideę strony Jarka Kefira? Podobają Ci się moje artykuły, wklejane linki, informacje, obrazki? Jeśli chcesz, możesz wspomóc finansowo to, co robię, przyczyniając się do zwiększenia efektywności mojego, ale też Twojego bloga, Kefir 2010 – bo Ty przecież jesteś moim Czytelnikiem 🙂
Tutaj opisałem, jak to zrobić – link:
https://kefir2010.wordpress.com/wsparcie/

 

24 odpowiedzi »

  1. Współczuję Ci Kefirku Twoich traumatycznych doznań z dzieciństwa. Musiały być zaiste tragiczne, skoro na każdym kroku podkreślasz patologię związane z życiem rodzinnym. Sądzę, że połowa rodziny (łącznie z katechetą) molestowała Cię seksualnie. Druga połowa tego nie czyniła, ponieważ stan permanentnego upojenia alkoholowego temu nie sprzyjał. Myślę, że taki model rodziny występuje w społeczeństwie, lecz trzeba być kompletnie wyalienowanym aby twierdzić, że stanowi on normę w naszym kraju.

    • Nic z tego co piszesz powyżej nie jest prawdą, drogi chrześcijaninie.
      Ale fakt, ludzie nie umieją wychowywać dzieci, kierują się egoizmem i mamy co mamy – 50% młodych małżeństw się rozpada, większość tych którzy muszą ze sobą być, są nieszczęśliwi. Spytaj swojego sumienia, czy znasz choć jedną szczęśliwą rodzinę. Aha, i szczęście „facebookowe” – na pokaz – się nie wlicza.

        • Poziom dyskusji do mnie nie przemawia, ale zgodzę się z rybolem. Tylko Chrystus moze dac szczęście rodzinie. I nie chodzi tu o pozorna religijność, swietoszkowatosc na pokaz. Sednem sprawy jest prawdziwa miłość, a do tej uzdalnia tylko Chrystus. Sami nie wyjdziemy poza swój egoizm, zranienia, kompleksy. Tylko z Chrystusem można być zdolnym do prawdziwego przebaczenia i dawania siebie swoim bliskim, ale teżprzyjmowania swoich bliskich i kochania ich takimi jacy sa, z całym ich bagażem. I nie trzeba wtedy żadnych ucieczek w uzależnienia, pozory, zdrady, gierki. Ale wiem, że dla osób niewierzących to bzdura, zabobon. Uważacie że swoimi siłami, jakąś psychoanaliza, autoanaliza itp można coś zmienić. Ja już wiem, że nie można. Pewnie niejedni uznaliby nasza rodzinę za patologie. Nie ukryawamy emocji, jak jesteśmy szczęśliwi, to na maksa, jeśli się klocimy to nie raz mury drżą, ale nie ukrywamy tego ani w sobie ani w 4 ścianach. Nasze dzieci widzą nasze kłótnie, ale widzą też jak się przeraszamy, jednamy, przebaczamy sobie. I na codzień musimy się zmagać z bagazami z dzieciństwa, ale te dźwiga z nami nasz Bóg.

          • Napisałeś:
            „Tylko Chrystus moze dac szczęście rodzinie. I nie chodzi tu o pozorna religijność, swietoszkowatosc na pokaz. Sednem sprawy jest prawdziwa miłość, a do tej uzdalnia tylko Chrystus. Sami nie wyjdziemy poza swój egoizm, zranienia, kompleksy. Tylko z Chrystusem można być zdolnym do prawdziwego przebaczenia i dawania siebie swoim bliskim”

            -Nie będzie dla Ciebie chyba zaskoczeniem, jeśli napiszę, że do tego wcale nie trzeba żadnego Chrystusa, ani żadnego jahwe, ani żadnego allaha itp itd. Nie zawłaszczajcie pojęcia miłości uniwersalnej tylko dla jednej religii. To, co przedstawiłeś w swoim komentarzu, wartości na jakie się powołałeś – SĄ OGÓLNOLUDZKIE, UNIWERSALNE. Nie potrzeba do ich wcielania w życie ani religii, ani ideologii. To Twoje wnętrze, Twoja decyzja i Twoja własna praca zmienia (Twój) świat i świat Twojej rodziny. A nie religia czy ideologia. Religia może co najwyżej nadać siły Twojemu wnętrzu, ale to się rzadko udaje. Najczęściej religia powoduje strach i dulszczyznę.

            • Uważam,że na początku drogi rozwoju człowieka religia jest potrzebna ponieważ jest jak linijki na kartce na której uczymy się pisać.Pózniej,gdy już piszemy na gładkich kartach zaczyna przeszkadzać i ograniczać nasze boskie wnętrze.To jednak może zrozumieć tylko ten,który już tam jest.

            • Nie każdy rodzi się na Twoim poziomie rozwoju i musisz to brać pod uwagę.Ludzie na początku swojej drogi potrzebują drogowskazu.

            • Racja. My w szkole też potrzebowaliśmy troskliwej pani nauczycielki, która gdy trzeba – poprawi nasze kulfony podczas pisania literek, a innym razem przyłoży linijką po ręce 😉

            • tak Was „słucham/czytam” o powiem, bo mi się przypomniało: „Nie potrzebujesz religii, aby być etycznym. Jeśli człowiek nie potrafi rozstrzygnąć czym jest dobro a czym jest zło, tzn. że brakuje mu empatii, a nie miłości”. hehe 😉 szach i mat. I co teraz?

            • Bara bara może być etyka jednak w niej nie ma kim postraszyć jak pisze Jarek – „krnąbrnego ucznia”.

  2. no to pojechałeś „ajkawbenorkaw” – straszna i brutalna rzeczywistość w Twych słowach. Dobrze nazwać rzeczy po imieniu. ech…

    Cóż tu debatować, jak płakać się chce. To nie jest ani moja ani Twoja, ani Jarka ani 8 mld ludzi na świcie, w tym i tamtym pokoleniu a nawet kilku pokoleń wstecz, że grupa popieprzonych zwyrodnialców zaczęła knuć. To jest qrwa masakra. Gdyby te patologiczne sqrwysyny nie knuły, to dziś nie było kryzysów, wojen, fanatyzmu religijnego i innych podłych gniotów. Może byłyby kradzieże, rozboje a może i morderstwa ale nie byłoby tego wstrętnego syfu, z któym nie wiadomo jak walczyć?

    Czy zawsze więc wina będzie „rodziców”???? Czy to rodzice są winni, że ukrywają przed dziećmi, jaki popieprzony jest ten świat? A jak to wytłumaczyć dziecku aby było świadome? Tłumaczyć czy nie? Od czego zacząć? retorycznie się pytam 😉

  3. Witaj.Czy można poznać się z Tobą? Jestem właśnie taką matką co ma wiele dylematów o na temat wychowywania a może Ty masz już więcej wiedzy?

    • Kochana. No nie przesadzaj. Jak ci zależy to znajdziesz sposób żeby sie dowiedzieć. Mi na tacy nikt rozwiązań nie podawał. Radzę zaciskać poślady i „do ro bo ty „

      • @Dbam_o_zdrowie. żenującą reprezentujesz postawę. Więcej empatii życzę, bo karma (tzw. boomerang) zawsze wraca, tylko nie wiadomo kiedy i z której strony walnie 😉

        PS. Nigdy od nikogo nie prosiłaś o pomoc ani jej nie otrzymałaś? przykre co napisałaś

        • Zgadzam się jest to postawa typu „wiem ale nie powiem”. Można jej wskazać literaturę dać dobre rady na przyszłość czy podać adresy stron ale nikt nie będzie jej wyręczać w „matkowaniu”. Przede wszystkim powinna być ODPOWIEDZIALNA i trzeźwo myśląca nie ulegająca presji rodziny, sąsiadów czy przyjaciół.

          • a może jest to postawa „nie wiem i nic nie powiem” 😉 sądzę, że gdyby ta dbająca o zdrowie miała czym się pochwalić, to by się pochwaliła 😉 a tak? el doopa!

            PS. Merlnowilk! w tym konkretnym przypadku, nie masz co się martwić tą wstrętną postawą. Zadałaś pytanie osobie, która nie może Tobie pomóc, bo ta osoba nie może pomóc sama sobie. Pod czaszką tej osoby, coś się dzieje i nie jest to nic dobrego 😉 do czasu, aż boomerang (czyt. karma) wróci pierdolnie. wtedy cośzrozumie albo nie 😉

    • Nie przejmuj się takimi ludźmi, którzy mówią „nie przesadzaj, radź sobie sama, mi nikt niczego nie podał na tacy, itd.” i że sama masz sobie radzić. Tacy są ludzie, patrzący tylko na siebie, a innym w ogóle nie doradza, nie pomogą. Juz nie będę mówić dosadnie, co myślę o tej Pani, co Ci w tak przykry sposób napisała.
      W prawdzie nie mam dzieci, ale wiem dużo na ten temat. Czytam, obserwuje i wyciągam wnioski.
      Jak chcesz, to możemy pogadać. ☺

  4. Jestem czytelnikiem Jacka, cóż pozwolę sobie na wpis. Kiedyś kiedy chodziłem po Górach świadomi swojego człowieczeństwa rozstawali się słowem: „żyj”.
    Tak jest jak w treści artykułu.
    Ostatnio kiedy wstaję rano zwracam swoje oczy ku Słońcu, uśmiecham się i wiem, że żyje dzięki względnej stabilności reakcji na tej gwieździe. Wystarczy mała zmiana w wielkości promieniowania elektromagnetycznego i ten cały świat oparty na złudzeniu zniknie, większa zmiana i dłuższa pozwoli na zniknięcie ludzkiego mrowiska .
    By świat był lepszy trzeba sięgnąć bardzo głęboko do własnego wnętrza – tam wszystko jest.
    „ŻYJ” Jacek, „żyj”.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.