Afery

Rząd PO-PSL kontynuuje grabież majątku narodowego, byśmy byli gołodupcami na łasce korporacji


Rząd PO-PSL kontynuuje grabież majątku narodowego, byśmy byli gołodupcami na łasce korporacji

kryzys gospodarczyŁajdacy rządzący obecnie Polską mają w zasadzie tylko trzy cele. Pierwszy cel to obsadzenie jak największej ilości stanowisk swojakami. Przykładem jest przejęcie przez quasi-mafijną organizację (PSL) instytutu zajmującego się polskim grafenem.

Cel drugi to jak największe zepsucie tego, co jeszcze działa dobrze, by następna ekipa miała jak najgorzej. Będzie to potem argumentem po przegranych wyborach, by wywierać nacisk na następny rząd i mieć asa w rękawie w mediach.

Cel trzeci – to dokończenie dzikiej prywatyzacji majątku narodowego, byśmy byli już do końca na łasce zachodnich banków i korporacji. Rząd Tuska a potem Kopacz realizuje polityką skrajnego poddaństwa zachodnim elitom. Polska za ich rządów jest rezerwuarem taniej, niemal niewolniczej siły roboczej dla zachodnich koncernów i krajowych przedsiębiorców.

Nie było chyba gorszego rządu w ciągu ostatnich trzech dekad. To, co zrobił rząd PO-PSL można przyrównać jedynie do tego, co zrobił na początku lat 90-tych inny agent korporacji i finansjery – Balcerowicz razem z Petru. Dowodów jawnego złodziejstwa, czynionego z premedytacją niszczenia kraju, nepotyzmu, korupcji, zaprzedania obcym interesom – jest aż nadto. I trzeba być ślepym, by tego nie widzieć.

Ci ludzie powinni stanąć przed Trybunałem Stanu i resztę życia spędzić o chlebie i wodzie w więzieniu. Powinni też odpowiadać swoim majątkiem za gigantyczne zadłużenie, jakie wygenerowali. Jest to ponad 3 biliony złotych. Również korporacje i zachodnie banki powinny być wnikliwie skontrolowane przez odnowiony Urząd Skarbowy, bo zaległości podatkowe to miliardy złotych.

Do takiego stanu nasz kraj został doprowadzony przez tzw. pokolenie lemingów – dzisiejszych 30 do 40 latków. Są to ludzie o skrajnym egoizmie, typowi przedstawiciele kasty kapitalistycznej. Taką też sobie wybrali władzę cztery i osiem lat temu. Proces oczyszczenia będzie niestety bardzo bolesny. Ale jeśli nic się nie zmieni, to za pięć, dziesięć lat będziemy na tym samym miejscu co Grecja teraz.

Lub nawet wcześniej, bo obecnie rząd PO robił to samo, co Grecy w latach 2000 – 2008. Tak też przez lata rządziły takie lokalne Balcerowicze, Kopacze i Tuski. Ci ludzie wszędzie gdzie tylko się pojawią i dorwą się do władzy, zostawiają za sobą ruiny i zgliszcza. Ale w stosownym czasie, dostaną swoją zapłatę. Sprzeciwianie się im i głosowanie przeciwko nim jest już nie sprawą polityki, ale elementarnej moralności i etyki.

politykaWstęp: Jarek Kefir

Proszę o rozpowszechnienie tego materiału!

__________________________________________________________

Rząd PO-PSL kontynuuje wyprzedaż (grabież) majątku narodowego

Cytuję: „W latach 2008-2014 rząd PO-PSL wyprzedał majątek narodowy (m.in. banki, kopalnie czy przedsiębiorstwa produkcyjne) za łączną kwotę 58,615 mld zł. Niestety wiele wskazuje na to, że tuż przed odsunięciem tej ekipy od władzy, sprzedane zostaną kolejne partie „rodowych sreber”. Ministerstwo Skarbu Państwa właśnie ogłosiło informację o możliwej sprzedaży kontrolowanych przez państwo pakietów akcji PZU, PGE oraz PKO BP. Wygląda więc na to, że do samego końca platformiany rząd będzie nieustannie powiększał dług naszego kraju i wyprzedawał to, co wartościowe, byśmy ostatecznie zostali zadłużonymi po uszy gołodupcami.

Wydawało się, że po siedmiu latach nieustającej wyprzedaży majątku narodowego (w tym czasie rząd PO-PSL upłynnił majątek w postaci należących do państwa banków, przedsiębiorstw i kopalń za kwotę 58,615 mld zł), rok 2015 będzie pierwszym, w którym proces ten zostanie w końcu wstrzymany (do 31 maja rząd Kopacz zdołał sprzedać majątek narodowy o wartości raptem 10,6 mln zł). Niestety, nowy minister Skarbu Państwa Andrzej Czerwiński rozwiał te nadzieje definitywnie.

W komunikacie prasowym podał do publicznej wiadomości informację o tym, że rząd zamierza sprzedać pakiety akcji PZU, PGE oraz PKO BP – czyli spółek przynoszącym co roku państwu (czytaj: nam) gigantyczne zyski w postaci dywidend. Uzyskane ze sprzedaży pieniądze (kilka miliardów złotych) miałyby dokapitalizować Bank Gospodarstwa Krajowego. Ten ostatni zaś miałby je wykorzystać w ramach programu „Inwestycje Polskie” (czyli na „kamieni kupę” – jak program ten nazywali nagrani potajemnie w knajpach przedstawiciele ekipy rządowej).

Przypomnijmy, że „Inwestycje Polskie”, a dokładnie „Polskie Inwestycje Rozwojowe” (PIR) miały być flagową instytucją firmującą skok cywilizacyjny epoki Tuska. Niestety, szybko okazało się, że to „koło zamachowe” tuskowego planu rozwoju polskiej gospodarki nie spełniło pokładanych w nim nadziei. W ciągu dwóch pierwszych lat funkcjonowania PIR podpisały zaledwie dwie umowy inwestycyjne – pierwsza dotyczyła finansowania inwestycji gdańskiego LOTOS-u, druga dotyczyła… remontu kompleksu akademików w Krakowie. Jakby tego było mało coraz częściej pojawiały się opinie, zgodnie z którymi przy tworzeniu PIR-u władzy wcale nie chodziło o rozwój Polski, lecz tylko o wykreowanie kolejnych stołków dla „znajomych królika”, którzy mieli doglądać podziału państwowej kasy pomiędzy różnymi resortowymi watahami.

Widząc, że tuskowe „koło zamachowe” w ogóle nie chce ruszyć, rządowi urzędnicy postanowili zmienić strategię działania PIR-u. Pod koniec kwietnia wiceminister skarbu w rządzie Ewy Kopacz – Wojciech Kowalczyk – poinformował, że PIR w ramach wielkiego planu rozwoju Polski będzie się sam rozwijał poprzez „ufunduszowienie”. Rząd planował powołać cztery nowe fundusze, które wejdą w skład PIR i będą przez nie zarządzane. Co to oznacza w praktyce? Że ktoś będzie musiał stać na czele tych funduszy. Ktoś w imieniu PIR-u będzie musiał nimi zarządzać i podejmować decyzje, gdzie ulokować kasę.

A to prawdopodobnie oznacza.. nowe, dobrze płatne stołki do obsadzenia! Problem pozostał z samymi pieniędzmi i skąd ją wziąć (kwestia dotyczy kilku miliardów złotych). Ale do czasu – Ministerstwo Skarbu Państwa wpadło bowiem na genialny pomysł wyprzedaży resztek majątku narodowego w postaci kontrolowanych przez państwo pakietów akcji PZU, PGE oraz PKO BP. W ten sposób znajdą się pieniądze na fundusze i obsadzenie nowych stołków zarządczych przez „znajomych królika”. A wszystko to rzutem na taśmę jeszcze przed jesiennymi wyborami.”

Źródło: Niewygodne.info.pl

__________________________________________________________

Grecki kryzys i polskie manipulacje

Cytuję: „Kilkumiesięczne negocjacje greckiego rządu z wierzycielami ostatecznie zakończyły się fiaskiem. Czy osiągnięcie porozumienia było w ogóle możliwe?

Aby mogło dojść do jakiegokolwiek porozumienia, obydwie strony muszą mieć przynajmniej jeden wspólny nadrzędny cel. Tak się dzieje w przypadku negocjacji pokojowych, kiedy obu stronom konfliktu zależy na zakończeniu lub okresowym przerwaniu działań wojennych. Osiągnięcie porozumienia wymaga też ustępstw z obydwu stron – i to, jak dalece strony gotowe są do ustępstw, stanowi przedmiot negocjacji.

Twarde stanowisko jednej ze stron, brak chęci do kompromisów i stawianie ultimatum – z góry przekreśla możliwość porozumienia. Tak było w przypadku Grecji. Obserwując przebieg negocjacji między rządem greckim a eurogrupą można dojść do wniosku, że unijni partnerzy od początku prowadzili grę pozorów. Wydawać by się mogło, że zarówno Brukseli, jak i Atenom zależy na ratowaniu strefy euro i utrzymaniu w niej Grecji. Jak jednak twierdzą przedstawiciele greckiej lewicy, prawdziwym celem UE było doprowadzenie do upadku rządu Aleksisa Tsiprasa, gdyż jego sukces mógłby spowodować reakcję łańcuchową w innych państwach członkowskich UE, a zwłaszcza w Hiszpanii.

Mówił o tym podczas niedawnego warszawskiego weekendu antykapitalistycznego Sotirios Kontogiannis z lewicowego ugrupowania ANTARSYA. Z kolei Stelios Kuloglu, deputowany wybrany do greckiego parlamentu z listy SYRIZY, w artykule opublikowanym w czerwcowym numerze edycji polskiej miesięcznika „Le Monde diplomatique” pisze wręcz o cichym zamachu stanu. Jak twierdzi, Brukseli chodzi o to, aby „marzycielskim wyborcom w Hiszpanii czy gdzie indziej, wierzącym jeszcze, że możliwe są rządy przeciwstawiające się dogmatowi germańskiemu, wybić z głowy głupie pomysły”. Idąc tym tokiem rozumowania wyraźnie widać, że ci, którzy rządzą w Unii, czyli Niemcy i Francja, gotowi są narazić na szwank trwałość i stabilność politycznego projektu pod nazwą euro na rzecz znacznie dla nich ważniejszego celu – obalenia lewicowego greckiego rządu.

Wybór, przed którym postawiono rząd Tsiprasa, był prosty: albo zgoda na kontynuację dotychczasowego programu surowych oszczędności i cięć budżetowych w zamian za kolejne wsparcie finansowe albo jego odrzucenie a w konsekwencji niewypłacalność Grecji. W obydwu przypadkach grecki rząd byłby przegrany. Gdyby zgodził się na dyktat wierzycieli, to straciłby wszelką wiarygodność ze strony wyborców, którzy w kolejnych, najprawdopodobniej przyspieszonych, wyborach już nie głosowaliby na SYRIZĘ. Z kolei odrzucenie dyktatu prowadziłoby do krachu finansowego, ogólnego chaosu i w następstwie do upadku rządu.

Mając to na uwadze, rząd starał się znaleźć wyjście kompromisowe, narażając się na krytykę ze strony lewicowej opozycji również w szeregach samej SYRIZY. Przedstawił konkretne propozycje mające na celu zarówno wyjście naprzeciw niektórym postulatom Eurogrupy, jak i ochronę zdobyczy socjalnych. Mówiąc o ustępstwach, niektórzy polscy komentatorzy telewizyjni triumfalnie obwieszczali, że oto lewicowy rząd ugiął się po presją wierzycieli, zgadzając się na wprowadzenie nowych podatków i podwyżkę VAT. Informacja niepełna w tym przypadku okazało się świadomą dezinformacją, czyli zwykłą manipulacją ze strony mediów. Owszem, Tsipras zaproponował nowe podatki, ale od bogactwa (podatek w wysokości 12 proc. od zysków powyżej 500 milionów euro) i podwyżkę podatku od przedsiębiorców. Owszem, zgodził się na większy VAT, ale tylko na niektóre produkty. Natomiast konsekwentnie sprzeciwia się podwyższeniu VAT na energię elektryczną i leki, czego domagają się wierzyciele. Jak niejednokrotnie słyszeliśmy od reprezentantów SYRIZY, utrzymanie stawki VAT od zużycia energii na poziomie 13 proc. stanowi „czerwoną linię”, na której przekroczenie Grecja nigdy się nie zgodzi. „Jako suwerenne państwo z aktualnie wybranym rządem mającym poparcie ze strony obywateli, Grecja sama jest odpowiedzialna za wprowadzanie podatków” – mówił Tsipras podczas wspólnej konferencji z austriackim kanclerzem Wernerem Faymannem.

Drugim punktem spornym jest kwestia emerytur. Co prawda rząd zgadza się na ograniczenie możliwości wcześniejszego przechodzenia na emeryturę w przyszłym roku, co pozwoli na zaoszczędzenie w okresie następnych 6 lat kwoty rzędu 2,5 miliona euro – jednak nie akceptuje wymuszanego przez kredytodawców obniżenia świadczeń emerytalnych. Wierzyciele naciskają na ograniczenie wydatków na emerytury o 1 proc. PKB, Grecja natomiast obstaje przy stawce 0,04 proc. Wprawdzie wydatki na emerytury wzrosły z 11,7 proc. PKB w 2007 r. do 16,2 proc. w roku 2013, to jednak nie oznacza to zwiększenia poziomu tych świadczeń. Wręcz odwrotnie – wysokość wypłacanych emerytur zmniejszyła się aż o 44 proc. w ciągu ostatnich 5 lat na skutek programu oszczędnościowego realizowanego przez poprzednie rządy – jednak w jeszcze większym stopniu zmalał grecki PKB. „Prosta arytmetyka pozwala na wyciągnięcie wniosku, że większy procentowy udział emerytur w PKB jest konsekwencją spadku Produktu Krajowego Brutto” – tłumaczył premier Tsipras w wywiadzie dla niemieckiego dziennika „Der Tagesspiegel”.

Gdyby Unii Europejskiej rzeczywiście zależało na ratowaniu jednego ze swoich państw członkowskich z kłopotów, w jakie sama je wpędziła, to jej przedstawiciele poszliby na ustępstwa wobec greckich propozycji i prowadzili nadal negocjacje. Jednak eurogrupa nie uznaje w tej materii żadnych kompromisów dążąc do kontynuacji już raz skompromitowanego programu oszczędnościowego, który doprowadził wielu Greków do nędzy, bezrobocia a nawet samobójstw. Program proponowany przez UE, zakładający dalsze obniżki emerytur i płac sektorze publicznym, podwyżkę VAT na artykuły żywnościowe czy usługi turystyczne – jest nie do przyjęcia nie tylko dla rządu, lecz także dla obywateli. Plany te Aleksis Tsipras określił jako „absurdalne” i „nierealistyczne”. „Podstawowymi zasadami Unii Europejskiej były demokracja, solidarność, równość, wzajemne poszanowanie. Zasady te nie przewidują szantażu ani ultimatum” – oświadczył Tsipras po zakończeniu ostatniego unijnego szczytu.

Doprowadzając przez swoją nieustępliwa postawę do zerwania negocjacji, unijni stratedzy nie osiągnęli jednak celu w postaci obalenia czy też tylko osłabienia lewicowego greckiego rządu. Zamiast podać się do dymisji i pozwolić na przedterminowe wybory, Tsipras zadecydował o przeprowadzeniu referendum. „Stoimy przed historyczną odpowiedzialnością (…) umocnienia demokracji i suwerenności narodowej” – mówił Tsipras w orędziu do obywateli. W najbliższą niedzielę Grecy mają odpowiedzieć na pytanie „Czy chcesz przyjąć projekt dokumentu zawierającego propozycje instytucji reprezentujących wierzycieli, przedstawione Grecji na spotkaniu eurogrupy 25 czerwca?”. I tak się stanie – chyba żeby związany z poprzednią ekipa rządzącą prezydent Prokopis Pawlopulos zdobył się na samobójczy krok i odmówił złożenia formalnego podpisu pod decyzją parlamentu.

Choć grecki parlament większością 58 głosów przyjął rządowy projekt dotyczący referendum – sam pomysł demokratycznego rozwiązania sytuacji był ostro krytykowany zarówno przez prawicową, jak i lewicową opozycję. Premierowi zarzucano ukryte zamiary wyprowadzenia Grecji ze strefy euro, a nawet całej Unii, choć sam Tsipras niejednokrotnie deklarował wolę pozostania w eurolandzie a tym samym w UE. Przywódca Narodowej Demokracji, były premier Antonis Samaras oskarżył obecnego premiera o zamach stanu – chyba na samego siebie – a referendum określił jako farsę. Jednocześnie lansuje koncepcję tzw. ponadpartyjnego rządu jedności narodowej, chcąc tym samym pozbawić lewicę władzy. Podobne zamiary głosi socjaldemokratyczna partia PASOK. „Nie potrzebujemy referendum. Zamiast tego, niech premier rozpisze wybory” – mówiła liderka partii Fofi Gennimata twierdząc, że premier chce referendum po to, aby uniknąć odpowiedzialności za załamanie się negocjacji z wierzycielami. Z kolei przywódca partii To Potami, Stawros Teodorakis, w sposób oczywisty mijając się z prawdą stwierdził, że grecki rząd w trakcie negocjacji nie przedstawił alternatywnych konstruktywnych propozycji.

Przeciwko referendum występują także greccy komuniści, którzy krytykują każdą decyzję podjętą przez SYRIZĘ, uznawaną przez nich za ugrupowanie nie dość lewicowe. Przywódca Komunistycznej Partii Grecji Dimitris Kutsumpas uważa, że referendum nie rozwiąże problemów, przed jakimi stoi Grecja, a jedynym wyjściem jest wycofanie się ze strefy euro i Unii Europejskiej. Krytykując pomysł referendalny Kutsumpas niejako przeczy sam sobie. „Naród powinien powiedzieć: »nie« umowie z wierzycielami” – oświadczył podczas wiecu w dniu, kiedy ostatecznie załamały się negocjacje. Tym samym odpowiedział na pytanie przewidziane w referendum. Do głosowania na „nie” nawołuje także premier Tsipras, co partii komunistycznej nie przeszkadza w permanentnej krytyce rządu.

Dla czołowych europejskich polityków decyzja o przeprowadzeniu referendum była nie tylko zaskoczeniem, lecz także źródłem oburzenia. Niemiecki minister spraw zagranicznych Frank-Walter Steinmeier poczuł się tą decyzja zaszokowany i oświadczył, że nie rozumie, „dlaczego wyłoniony w wyborach rząd proponuje swoim obywatelom odrzucenie europejskiej oferty i traktuje ludzi jak zakładników, aby wymusić na Europie dalsze ustępstwa”. Stwierdzenie to ukazuje całą hipokryzję tych, którzy oficjalnie uznają samych siebie za miłośników demokracji. Niemieccy wyborcy już teraz będą wiedzieć, że biorąc udział w referendum stają się zakładnikami wymuszającymi ustępstwa. Również przewodniczący Parlamentu Europejskiego Martin Schulz poczuł się rozczarowany demokratyczną decyzją o rozpisaniu referendum, która, jego zdaniem, „da się wytłumaczyć tylko względami ideologicznymi”. I w tym przypadku ma rację. Danie obywatelom prawa do podjęcia suwerennej decyzji istotnie zgodne jest z ideologicznymi pryncypiami autentycznej lewicy. Z kolei zarząd SPD został do tego stopnia „zbulwersowany” decyzją o referendum, że socjaldemokratyczny wicekanclerz Siegmar Gabriel odwołał swoją wizytę w Izraelu.

Do chóru krytyki wobec lewicowego rządu Grecji dołączył oczywiście także Leszek Balcerowicz. Prawo do krytyki ma każdy jednak pod warunkiem nie mijania się, oględnie mówiąc, z faktami. Występując w sobotę w telewizyjnym programie „Horyzont” Balcerowicz był uprzejmy stwierdzić, iż rządu Tsiprasa nie popierają władze ani jednego państwa członkowskiego UE. Albo pan Balcerowicz nie posiada odnośnej wiedzy, albo też tę wiedzę posiada i świadomie okłamuje polskich telewidzów.

A fakty są następujące. Prezydent Cypru Nikos Anastasiades przemawiając podczas ostatniego szczytu UE wyraził swoje poparcie dla rządu w Atenach, mówiąc: „Czuję, że moim obowiązkiem jest przemówić i bronić stanowiska greckiego rządu zwłaszcza w odniesieniu do elastyczności opcji mających na celu osiągnięcie wcześniej określonych celów”. Wyraził też zrozumienie dla greckich postulatów co do zrównoważenia zadłużenia. Również austriacki kanclerz Werner Faymann wyraził swoją solidarność z Grecją. „Stoję po stronie greckiego narodu, który znajduje się w trudnej sytuacji otrzymując propozycje szkodliwe dla społeczeństwa” – oświadczył tuż przed wizytą w Atenach. Tsipras publicznie podziękował kanclerzowi Faymannowi za poparcie dla greckich wysiłków na rzecz osiągnięcia swoich celów. Tego typu propagandowo niewygodne fakty umykają uwadze nie tylko Leszka Balcerowicza, ale i polskich mediów, którym polityczna poprawność nakazuje krytykowanie autentycznej lewicy, zwłaszcza, gdy jest ona na tyle silna, że może stanowić zagrożenie dla tych, którzy boją się postępowych zmian w Europie.”

__________________________________________________________

Autor: Bolesław K. Jaszczuk
Źródło: Strajk.eu

Polecam też inne artykuły z mojej strony o problemie pieniądza, gospodarki, kapitalizmu:
Czy czeka nas upadek światowej ekonomii? Deutsche Bank na skraju bankructwa
Polski koszmar dobiega końca. Ale proces oczyszczenia będzie cholernie bolesny!
PO chroni banki, korporacje i kartele, za to opodatkowuje biednych obywateli!
Problem kredytów we frankach jest poważniejszy niż nam się wydaje! „Batalia o byt państwa”
Wolność od systemu istnieje, poszukaj jej!
Wiedza która szokuje! Kto odpowiada za zło na Ziemi?
Największe tabu: przeludnienie doprowadzi do cywilizacyjnej zagłady?
Kapitalizm i polityka: systemy stworzone przez psychopatów
Logika kapitalizmu: „Ratowanie życia, przywrócenie planetarnej równowagi, sprawiedliwość i pokój nie są dochodowe”
Jak zrobiono z nas nieszczęśliwych niewolników? Kluczem nie polityka i spiski, a psychologia
Kapitalizm i wolny rynek stały się toksyczną religią
Mitologia kapitalizmu, oszustwo ideologii „wolnego rynku”

Reklamy

Skomentuj artykuł:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s