Ciekawe

Największe tabu: przeludnienie doprowadzi do cywilizacyjnej zagłady?

Największe tabu: przeludnienie doprowadzi do cywilizacyjnej zagłady?

rodzicielstwo (2)Tekst który wklejam poniżej, łamie chyba największe tabu naszej cywilizacji. Mianowicie rodzicielstwo, rozmnażanie. Rozmnażanie, a więc przetrwanie gatunku, jest jednym z podstawowych celów „rdzenia” planety Ziemia. „Rdzeniem” nazywam „matkę naturę” i rządzące nią zasady, w tym także to, co Carl Gustav Jung nazwał „(nie)świadomością zbiorową„. Każdy gatunek na Ziemi, podług nauk ezoterycznych, taką zbiorową świadomość posiada.

Cele jakimi kieruje się „rdzeń” (matka natura) są proste:

-jak najszersze rozmnażanie. Przy czym liczy się ilość osobników powołanych do życia a nie jakość. Nawet gdy 90% urodzonych osobników umrze, to dla „rdzenia” i tak jest to w porządku, gdyż 10% najsilniejszych osobników przetrwa i przekaże swoje geny dalej. I tak było jeszcze całkiem niedawno nawet u ludzi – większość urodzonych dzieci umierała.

-nie liczy się szczęście, realizacja, ani nawet dobry byt powołanych do życia osobników (dotyczy to także gatunku ludzkiego). Celem „rdzenia” jest produkcja jak najszerszej masy niewolników tak, by służyły one „rdzeniowi” (u gatunku ludzkiego stosuje się czasami nazwę „system” bądź „matrix„).

-dalej: celem „rdzenia” jest również zdobycie jak największych zasobów przez dany gatunek, grupę danego gatunku (rój, watahę, stado, plemię, naród, państwo). Dotyczy to pożywienia, terytoriów, partnerów do rozmnażania.

-i ostatnie prawo, dotyczące przede wszystkim ludzi. Każdy osobnik ma naturalną tendencję do tego, by piąć się coraz wyżej w hierarchii swojego gatunku. Jeden z czołowych głosicieli kapitalistycznego neoliberalizmu powiedział wprost, że każdy człowiek dąży do absolutnej władzy nad całą Ziemią i nad resztą niewolników. Niestety, człowiek ten nie połączył tego uniwersalnego prawa „rdzenia” z psychologią i dalej – z ezoteryką, czyli poszerzeniem psychologii.

I teraz: jakie wnioski można z tego wyciągnąć? Wniosek pierwszy jest taki, że „rdzeń” tej planety jest skonfigurowany na najniższym z możliwych poziomów. A więc: kult materii (materializm), kult władzy, siły i agresji, a także: instynkty, popędy, żądze, emocje. Czy żyjemy na „planecie upadłej„, a może na planecie dopiero rozwijającej swój potencjał? Czy żyjemy w jakimś kosmicznym obozie koncentracyjnym, kolonii karnej? A może w czyśćcu czy piekle? Pomimo wielu teorii ezoterycznych i gnostyckich na ten temat, jednoznacznej odpowiedzi brak.

Wniosek drugi to taki, że wiele systemów stworzonych przez ludzi (hierarchizm, kapitalizm, patriarchat) to nic innego, jak proste, odwieczne dyrektywy „rdzenia” przedstawione powyżej, tylko rozszerzone i dostosowane do realiów gatunku ludzkiego.

Jednak przynajmniej w teorii, nasz ludzki gatunek ma się wyróżniać na tle nieświadomych gatunków roślinnych i zwierzęcych. Jednak wciąż większość ludzi żyje podług tych prostych dyrektyw „rdzenia” i nie widzi nic, co byłoby ponad. A wartości wyższe owszem, istnieją, tylko trzeba ich poszukać.

Poniższy artykuł dotyka też drażliwej kwestii takiej jak niechęć do posiadania dzieci. Jest to tendencja znienawidzona przez nacjonalistów, religiantów, polityków, celebrytów. Pomimo tego uważam, że dzieci powinien mieć tylko ten, kto spełnia dwa podstawowe warunki. Warunek pierwszy to autentyczna, szczera chęć posiadania dzieci. A nie bycie do tego zmuszanym przez rodzinę czy społeczeństwo. Warunek drugi, to umiejętność wychowania tego dziecka na szczęśliwego człowieka.

Warunek pierwszy spełnia wielu ludzi, choć nie wszyscy, jak to nam się oficjalnie przedstawia. Kłopoty występują dopiero przy warunku drugim, czyli umiejętności wychowania dziecka na szczęśliwego dorosłego. Podkreślam – nie bogatego, nie poważanego przez motłoch hipokrytów, nie silnego (na pokaz..), ale autentycznie szczęśliwego dorosłego. A taką umiejętność posiada bardzo niewielki odsetek społeczeństwa.

W szkole nauczysz się tego, co to są kwasy karboksylowe, co to są całki, różniczki, i jak rozmnażają się pantofelki. Po czym ta wiedza nigdy i nigdzie Ci się w życiu nie przyda. Ale nie zdobędziesz w szkole wiedzy najważniejszej na tej planecie. A więc wiedzy o emocjach i radzeniu sobie z nimi, o relacjach, partnerstwie, rodzicielstwie. I to jest dramat naszej cywilizacji – by spłodzić dziecko, wystarczy penis i pochwa. A teraz taka małą dygresja: wyobraź sobie, że masz lecieć do Londynu samolotem.

A tu nagle okazuje się, że pilotem jest nie schludny pilot PLL Lot z ogromnym doświadczeniem, dla którego kokpit samolotu jest wręcz drugim domem. Lecz Twój sąsiad, pan Heniek, dzielnicowy moczymorda który ukończył ledwie 6 klas podstawówki. Bez żadnego przygotowania, bez licencji, bez przeszkolenia, bez wielu godzin na symulatorach, bez doświadczenia – pan Heniek, jeszcze w dodatku najebany jabolem wypitym poprzedniego dnia – siada za sterami potężnej, nowoczesnej maszyny, cudu techniki XXI wieku, i ma nią lecieć.

Dobrze, jak więc ma funkcjonować cywilizacja, naród, społeczeństwo, państwo, w oderwaniu od dyrektyw „rdzenia„? Odpowiedź na to pytanie nie jest zadowalająca. Zbiorowość, a więc tłum, jest „potworem o wielu głowach„, jak głosi przysłowie. Zbiorowość musi mieć proste i jasne zasady, musi mieć swoje religie, ideologie, systemy wierzeń.. Zbiorowość trzeba trzymać w ryzach i nieświadomości – tak! W przeciwnym wypadku groziłaby nam anarchia na niewyobrażalną skalę, gdyby te wszystkie systemy opresji i kontroli, nagle upadły.

Wiele razy to opisywałem. W pamięci zapadła mi drastyczna [+18] historia z oblężonego Leningradu (dziś: St. Petersburg). Otóż nauczycielka w jednej ze szkół w tym mieście, na zajęcia przynosiła swojego pieska, by go chronić. Dawała mu polizać okruszki chleba (którego przydzielano bardzo mało) i płakała, że nie mogła mu dać więcej. Pewnego dnia, wygłodniali i zezwierzęceni ludzie wyrwali jej pieska na ulicy i zjedli. Ona była bardzo z nim związana, i umarła dwa dni później z ogromnego żalu.

Tak więc pewne systemy ograniczające i trzymające w ryzach pierwotne, barbarzyńskie popędy tłumu muszą być obecne. Celem jesteś Ty – jednostka, i Twoje osobiste przebudzenie. Świadomości zbiorowe, ów „rdzeń” planety, też się rozwijają i ewoluują – ale bardzo powoli. Celem ludzi takich jak my, jest raczej „odrobienie lekcji„, „odsiedzenie wyroku„, i powrót do „domu„, niż wpływ na „rdzeń” tej planety.

Wstęp: Jarek Kefir

Proszę o rozpowszechnienie tego materiału!

__________________________________________________________

„Nie chcę mieć dzieci”

Cytuję: „Do społecznej świadomości powoli przebija się komunikat, że niektórzy ludzie nie chcą mieć potomstwa, ale mimo to wciąż musimy uzasadniać nasz świadomy wybór o wolności od dziecka.

Są emocjonalnie i fizycznie wyczerpujące. Niezwykle drogie w utrzymaniu. Ograniczają wolność. Zwiększają stres. Obiektywnie argumenty za posiadaniem potomstwa są absurdalne. Zwłaszcza że współczesna nauka coraz częściej poddaje w wątpliwość istnienie tak zwanego instynktu rodzicielskiego. Nie u każdego mężczyzny i nie u każdej kobiety się on objawia. Także po urodzeniu potomka. Część po prostu siebie w takiej roli nie zaakceptuje, a za kulturowe uwikłanie w niechciane rodzicielstwo płacą dzieci. Akademicy przyznają, że nierodzicielstwo coraz bardziej wpisuje się w rozwój cywilizacyjny na podobnej zasadzie, na jakiej wydłuża się życie. Antropologowie podkreślają, że miejsce dziecka na mapie planów, potrzeb, celów i inwestycji zmieniło się zasadniczo. A mimo to – zarówno przez media, popkulturę, jak i społeczeństwo – nierodzicielstwo jako świadomy, przemyślany wybór wciąż wymaga wyjaśnienia, tłumaczenia i uzasadnienia. Dla konserwatystów to symbol upadku wartości i skrajnego egoizmu współczesnych młodych ludzi.

Dla demografów to niebezpieczna tendencja poddająca próbie system ubezpieczeń społecznych, rent i emerytur. Dla polityków to dzwonek alarmowy i źródło populistycznych rozwiązań. Na społecznej linii pojawia się także jakieś napięcie między tymi, którzy mają dzieci, i tymi, którzy nie chcą ich mieć. O wspólną przestrzeń publiczną. O nierówny dostęp do mieszkań komunalnych, świadczeń społecznych i zasiłków. Dyskusje o poświęceniu, składaniu ofiary, przekonywanie o doświadczeniu, które nadaje sens życiu, a także rozwija i poszerza horyzonty oraz zarzuty o egoizm z jednej strony, a deprecjonowanie młodych matek i ojców, krytyka nadmiernej dzietności, szyderstwo z drugiej. Powoli kształtuje się nowy front wojny kulturowej. I wydaje się, że bezdzietni stoją na przegranej pozycji. W XXI wieku wciąż żyjemy w kulturze, w której rodzicielstwo jest wymaganym i nieodłącznym elementem dorosłości.

PRZEMĄDRZAŁE EGOISTKI

Kilka miesięcy temu wiadomość o tym, że niechęć do dzieci wzrasta wraz z ilorazem inteligencji oraz poziomem wykształcenia, wzbudziła medialne zamieszanie. Amerykańskie Pew Research Center w nieco alarmistycznym tonie poinformowało, że niemal jedna piąta Amerykanek w wieku powyżej czterdziestu lat nie urodziła ani jednego dziecka. Wśród tych z tytułem magistra lub doktora bezdzietna jest blisko jedna czwarta. Brytyjski tabloid „Daily Mail” od razu rozpoczął kampanię przeciwko „białym, przemądrzałym kobietom”, którym zarzucił „destrukcyjny egocentryzm”. Szacowny „Time” na jednej ze swoich okładek umieścił zadowoloną młodą parę „leniwych yuppies”, tzw. DINKs (Double Income No Kids), którzy w pogardzie mają „imperatyw rozrodczy”; kobieta z olbrzymią satysfakcją opowiada o swojej szczupłej sylwetce, braku cellulitu i nieograniczonych wakacjach. A potem kampania przeciwko „przemądrzałym egoistkom” rozpętała się na dobre.

Zarzuty o antyreligijność i zmasowaną kontrkulturę skierowaną przeciwko tradycyjnemu modelowi rodziny pojawiły się nawet na łamach liberalnych w teorii mediów. Argumentacja rodem z niszowych pism katolickich, mentalnego skansenu lat 50. ubiegłego wieku, weszła do głównego nurtu. Nierodzicielstwo uznane zostało za samolubną, narcystyczną, nieodpowiedzialną postawę i uchylanie się od społecznego oraz biologicznego obowiązku. W tym histerycznym ataku obrońców „tradycji” argumenty bezdzietnych, że wolność od dziecka pozwala kultywować wybrany styl życia, rozwijać karierę, realizować pasje bez obciążeń i życiowych zobowiązań, a także jest osobistym wyborem, do którego każdy ma prawo – wybrzmiały słabo. Bo przecież na szali postawiono przyszłość ludzkości, stabilność systemu ubezpieczeń społecznych, rozwój cywilizacyjny. W tym kontekście nieśmiałe głosy o wolnym wyborze w kwestii nieposiadania potomstwa brzmiały rzeczywiście nieco egoistycznie. Problem w tym, że ten ciąg myślowy, który powtarzany jest zgodnym chórem przez polityków, publicystów i ekspertów, ma zasadniczą wadę. Rozwiązywanie problemu nadmiaru emerytów przez masową produkcję dzieci może przynieść ulgę na krótką metę, ale tak naprawdę jedynie zwiększa problem, odsuwając go w czasie. Choroba współczesnych społeczeństw to nie brak rąk do pracy, ale bezrobocie. I tak naprawdę nie ma powodu, żeby uważać, że coś tu się zmieni na lepsze. 15 lat temu Hans-Peter Martin i Harald Schumann w kultowej książce „Pułapka globalizacji” opisali wizję społeczeństwa formuły 20/80, w którym do funkcjonowania zglobalizowanej gospodarki wystarczy 20 proc. ludzkości, podczas gdy pozostałe 80 proc. stanowić będzie populację zbędną, funkcjonującą na takich czy innych formach socjalu.

POŻERACZE ZIEMI

Z punktu widzenia zasobów naturalnych na świecie już w tej chwili żyje o wiele więcej ludzi, niż powinno. To oblicza się dość precyzyjnie za pomocą pojęć takich jak hektar globalny i ślad ekologiczny. Obrazują one, że da się obliczyć powierzchnię lądu i morza potrzebną do odnowienia zasobów zużytych w ciągu roku na konsumpcję i absorpcję odpadów, a także powierzchnię, jaką dysponujemy. To się potem przelicza na głowę mieszkańca i mamy efekt mówiący o tym, w jakim tempie przeciętny Ziemianin zużywa Ziemię. Gdyby proporcje stanowiły 1:1– oznaczałoby to, że ludzkość może w nieskończoność funkcjonować na obecnym poziomie konsumpcji, a Ziemia będzie się sama regenerować. Oczywiście tak nie jest. Średnio na świecie na człowieka przypada 1,78 hektara globalnego, a konsumuje on 2,7. Ślad ekologiczny rośnie wraz z zamożnością państwa. Konsumpcja Amerykanów i Europejczyków jest dramatycznie większa niż mieszkańców Afryki czy Azji.

Jednak zwiększenie dzietności to nie tylko kwestia ekologii. Pojawiają się także problemy społeczne. W Wielkiej Brytanii – przy dzietności rzędu 1,9 – z coraz mniejszym skrępowaniem mówi się o tym, że ludzi jest za dużo. W badaniach opinii publicznej przeprowadzonych kilka lat temu 51 proc. Brytyjczyków oświadczyło, że na Wyspach powinno mieszkać nie więcej niż 60 mln ludzi. Dziś jest ich ponad 63 mln, z czego 52 mln mieszkają w Anglii – piątym najgęściej zaludnionym kraju na ziemi. Nadmiar ludzi, produkowany przez rozrodczość i emigrację, odbija się na jakości życia, stanie zdrowia i szansach życiowych. Pozbawione własnej przestrzeni życiowej dzieci są bardziej chorowite, słabiej się rozwijają, gorzej się uczą. Przemieszczanie się po mieście staje się dramatycznym problemem, nowe mieszkania pochłaniają tereny rekreacyjne i rolnicze. Ludzka stonka pożera wszystko, co spotka na drodze, a jej rozwój postępuje w tempie geometrycznym. Nie dziwi więc, że gwiazda BBC sir David Attenborough jest patronem i twarzą organizacji Optimum Population Trust, która stawia sobie za cel przełamanie tabu związanego z kontrolą populacji ludzkiej. Podszyta religią, patriarchalnym stosunkiem do kobiet i ukrytym nacjonalizmem obsesja w sprawie kontroli urodzin tych namawiających do większej dzietności jest w dłuższej perspektywie szkodliwa zarówno dla planety, jak i społeczeństw. A przecież odchodzenie od sztywnych ról życiowych to szerszy trend, w gruncie rzeczy pożyteczny, przez socjologów nazywany drugim przejściem demograficznym. Gatunek ludzki najpierw uniezależnił się od wpływu środowiska, wymyślając antykoncepcję (regulacja poczęć) i doskonaląc medycynę (względne uniezależnienie się od przedwczesnej śmierci), a teraz pracuje nad wolnością od wpływu środowiska społecznego, od ocen cioć, babć, ostracyzmów, medialnej krytyki. Dokonywanie wyborów i uznanie, że najważniejsze dla nas są własne potrzeby i pragnienia, nie jest samolubne. To podejście radykalne i transformacyjne. I dobre dla środowiska.

Autorstwo: Radosław Zapałowski
Źródło: eLondyn.co.uk

Reklamy

12 odpowiedzi »

  1. miejsca na ziemi jest w cholere problemem jest ze za szybko sie starzejemy i stajemy sie bezuzyteczni ze stresu i chorob glownie, powinnismy w zdrowiu 120 lat przezyc a tu 70 i do piachu z tego ostatnie 20 na pastylkach w strachu i nedzy

    Polubienie

    • @gmo zabija
      Pocieszę cię, kilka dni temu opublikowano rewolucyjną pracę na temat starzenia się mitochondriów (ogniw paliwowych żywych komórek), obalającą teorię że przyczyną jest nagromadzenie się defektów genetycznych.
      Okazało się, że mitochondriom w komórkach skóry starych ludzi do poprawnego działania po prostu brakuje aminokwasu glicyny, której produkcja zależy od aktywności genu GCAT (glycine C-acetyltransferase), wyłączanego w jądrze komórki w procesie starzenia (zmiany epigenetyczne wzorców metylacji DNA i acetylacji histonów)!
      Glicyna jest najprostszym aminokwasem, do tego achiralnym, z czego wynika jej niska cena,
      Glicyna jest używana w przetwórstwie żywności jako dodatek do pasz i jako słodzik, zatem może być suplementowana.
      http://www.sciencedaily.com/releases/2015/05/150526085138.htm
      http://www.nature.com/srep/2015/150522/srep10434/full/srep10434.html

      Polubienie

    • Pozwolę sobie zacytować fragment powyższego felietonu Jarka. Fragment przedstawiający dość pesymistyczną wizję egzystencji człowieka na Ziemi. Ostatnie jednak zdanie w zacytowanym tekście jest tyle ważne, co znamienne.
      A oto ten fragment:

      ,, Wniosek pierwszy jest taki, że „rdzeń” tej planety jest skonfigurowany na najniższym z możliwych poziomów. A więc: kult materii (materializm), kult władzy, siły i agresji, a także: instynkty, popędy, żądze, emocje. Czy żyjemy na „planecie upadłej„, a może na planecie dopiero rozwijającej swój potencjał? Czy żyjemy w jakimś kosmicznym obozie koncentracyjnym, kolonii karnej? A może w czyśćcu czy piekle? Pomimo wielu teorii ezoterycznych i gnostyckich na ten temat, jednoznacznej odpowiedzi brak.

      Wniosek drugi to taki, że wiele systemów stworzonych przez ludzi (hierarchizm, kapitalizm, patriarchat) to nic innego, jak proste, odwieczne dyrektywy „rdzenia” przedstawione powyżej, tylko rozszerzone i dostosowane do realiów gatunku ludzkiego.

      Jednak przynajmniej w teorii, nasz ludzki gatunek ma się wyróżniać na tle nieświadomych gatunków roślinnych i zwierzęcych. Jednak wciąż większość ludzi żyje podług tych prostych dyrektyw „rdzenia” i nie widzi nic, co byłoby ponad. A wartości wyższe owszem, istnieją, tylko trzeba ich poszukać.”

      A teraz, w jak piękny, niepowtarzalny sposób nasz Jarek odkrywa i opisuje jedną z wyższych wartości, bodaj najważniejszą [ fragment felietonu z 4 grudnia 2013 r.]:

      ,, Bezwarunkową miłością nazywamy tą wspaniałą energię, która przepełnia Wszechświat. Jest to podstawowa energia Wszechświata /jest jeszcze strach, ale on jest tworzony przez umysł i tylko umysł go postrzega/. Jest to nienazywalna energia, a słowa miłość używamy, ponieważ jest to stosunkowo najbardziej adekwatne słowo z ludzkiego słownika. Bezwarunkowa miłość to energia całkowitej akceptacji i otwartości na innych i wszystko wokół. To miejsce, w którym nie ma strachu, kontroli, choroby czy walki. To miejsce szczęścia, radości, szacunku i pełnej wolności. To energia, która otacza nas wszędzie. Jest wszędzie – w zwierzętach, w roślinach, drzewach, pięknie krajobrazu, w deszczu i słońcu, w chmurach i w każdej chwili. Jest w widoku pełni księżyca i jest w odgłosach dochodzących z oddali. Jest wszędzie. Jest też w każdym człowieku. Jest w Sercu. Jest to podstawa istnienia człowieka. Tylko, że większość ludzi odcina się od tego swoim umysłem. Oddaje umysłowi kontrolę nad życiem i swoim szczęściem. Pamiętajmy jednak, że szczęście i prawdziwa miłość jest blisko – w nas w środku.”

      Cóż można do tego dodać? Nie wiele. Chyba tylko tyle, że widzenie świata i przeżywanie na nim życia zależy tylko od nas i otwartości naszych serc. Tego nikt nie jest w stanie nam odebrać.

      Serdecznie pozdrawiam.

      Polubienie

  2. „Czyż nie dobija się koni ? ” ” Bydło ludzkie” po wyciśnięciu z niego ostatniej kropli krwi nadaje się co najwyżej do wypatroszenia na żywca, żeby dostarczyć swych organów koszernym „transplantologom” !

    Póki co, to szpitalna „eutanazja” spracowanych, zahukanych i przedwcześnie zestarzałych ludzi trwa i takie „darmozjady” chcieliby jeszcze rent czy emerytur ?

    Ktoś już kiedyś słusznie zauważył, że Ziemia jest w stanie wyżywić kolejne miliardy ludzi, ale jest za mała, żeby zaspokoić chciwość i żadzę władzy już jednego żyda !

    Od dzisiaj jednak koło Historii zaczęło się toczyć wbrew „życiowym” geszeftom samozwańczych „wybrańców” i „przebieranców”, którzy ze swoją typową hucpą w mendiach próbują nadal grać rolę „dobroczyńców” i „sprawiedliwych” dla zahipnotyzowanych mas.

    http://trzcinska.neon24.pl/post/122823,wypowiedzenie-posluszenstwa-wszystkim-organom-panstwa

    Polubione przez 1 osoba

  3. Uff ! Dzieje się, oj dzieje na całego w aspekcie „prawa” i to też z ostrą satyrą na wesoło rozpraszającą mroki i zakręty pejsatych paragrafów, na które to od pokoleń nabierano zmanipulowanych kłamstwem ludzi naiwnie wierzących w ten kabaret nic nie mający wspólnego z rzeczywistym pojęciem sprawiedliwości lecz z wyłudzaniem olbrzymiej kasy z „wiernej” klienteli tych oszustów i złodziei w togach !!!

    http://brd-schwindel.org/dr-dominik-herzog-die-how-ein-rechtsanwalt-packt-aus-ausschnitte/

    Przetlumaczyłam jedno zdanie z tego kabaretu o oszustach i złodziejach tzw. ” wymiaru sprawiedliwości ” :

    ” Pytanie prawnicze : Jaka jest kara za bigamię ? Prawidłowa odpowiedź brzmi : Dwie teściowe ! ”

    Poza tym odśpiewywane są złodziejskie „hymny” tej pasożytniczej bandy chciwych winkeladwokatów żerujących na strachu i niewiedzy ludzkiej !

    Polubienie

  4. Ciągle myślałem, że to ci, którzy chcą mieć dzieci na tej chorej planecie to egoiści. To słabi, opętani przez instynkt ludzie.
    Kto ma uczucia wyższe ten dla dobra wspólnoty ludzkości, rezygnuje z posiadania dziecka. Ale po co tam kierować się mądrością?

    Polubienie

    • Aha ! Chodzi powyższemu trollowi napewno o „przestrzeń życiową” dla „ludzi” , o tych biblijnych „wybrańców” i którzy to właśnie mają według zaleceń Jahwe schowanego za zasłoną „rozmnażać się i wypełniać Ziemię … ” na której obrzezani „panowie” mają jeść i pić jak Panowie i być obsługiwani przez niewielką ilość pozostawionych przy życiu „niewiernych” niewolników, „bydło robocze z ludzką twarzą . ” Mądre” to, co nie ?

      Polubienie

  5. Każdy ma prawo do dokonywania własnych wyborów.
    Społeczeństwa, w których to prawo ma rację bytu przekraczają granice, po której wybór staje się paranoją.
    Felieton, owszem pobudzający do myślenia, ale niestety w kategoriach obecnej cywilizacji, która, nie wiedzieć czemu, uzurpuje sobie prawo do optymalnie najlepszych rozwiązań. Długo by wymieniać powody, które całkowicie temu zaprzeczają. Przeciętnie myślący człowiek wymieni ich mnóstwo.
    Ci, którzy kierują się ,,mądrością” nieposiadania dzieci dla dobra ludzkości [mam na myśli państwa względnie rozwinięte], powinni po piętach całować swoich rodziców, dzięki którym istnieją i są w stanie głosić takowe uczoności.

    ,, Dokonywanie wyborów i uznanie, że najważniejsze dla nas są własne potrzeby i pragnienia, nie jest samolubne.”

    Szkoda, że nasi dziadkowie o tym nie wiedzieli, rezygnując dla kariery i wiecznych wakacji z posiadania potomstwa. Byliby ostatnimi mędrcami na tej Ziemi, która z pewnością nie zaczęłaby cierpieć z braku jednego gatunku, który swoją egzystencją niszczy siebie i wszystko dookoła.
    Drogi obierane przez ziemskie cywilizacje od kilku tysięcy lat prowadzą do ślepych zaułków, co potwierdza znana i nadal odkrywana historia.
    Nie oznacza to jednak, że nie istniały i nie mogą zaistnieć właściwe kierunki rozwoju gatunku, którego przedstawiciele otrzymali wraz z narodzinami większy na pewnych poziomach potencjał.
    Oskarżanie Ziemi za obecny stan cywilizacji jest niczym innym jak jednym z ostatnich objawów autodestrukcji i braku zrozumienia prawdziwej istoty egzystencji człowieka na fizycznym i astralnym planie tej planety.

    Polubienie

  6. „Przy czym liczy się ilość osobników powołanych do życia a nie jakość.” bzdura totalna. Bez energii miłości = brak szczęśliwgo człowieka w szczęśliwej rodzinie. Anastazja o tym mówi dobitnie

    Polubienie

Skomentuj artykuł:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s