Patriarchat, monogamia, rodzina – ten system się nie sprawdził. Generuje on coraz więcej cierpienia, wkrótce upadnie zupełnie

Patriarchat, monogamia, rodzina – ten system się nie sprawdził. Generuje on coraz więcej cierpienia, wkrótce upadnie zupełnie

kobiety kochaja draniZarzuca mi się, że oprócz opisywania złudnej, zakłamanej i okrutnej rzeczywistości relacji damsko-męskich, w ogóle nie proponuję rozwiązań. Z tymi rozwiązaniami faktycznie, na chwilę obecną, jest duży kłopot. Bo co ja mogę radzić młodym chłopakom, by to było konstruktywne, w epoce gdy z wielu kobiet wychodzi ukrywana dotąd natura femme fatale, w epoce dziejowej zemsty na facetach za tysiąclecia patriarchatu? Można im radzić, by inwestowali w siebie, w swój rozwój, w znajomość psychologii i emocji (zamiast ślepego wkuwania wzorów matematycznych i fizycznych, które nigdy się potem nie przydadzą). Można im radzić też, by nie patrzyli tylko na urodę kobiety, ale też na jej zainteresowania, o czym można z nią porozmawiać, itp.

To stosunkowo łatwy sposób na odróżnienie tych „dobrych” kobiet od miernej średniej statystycznej. Bo tak się składa, że kobiety które inwestują tylko w urodę, które w głowie mają tylko kiecki ślubne, wesela znajomych, imprezy, seriale – są najczęściej tymi „fatalnymi”. Takich kobiet jest większość, jeśli nie zdecydowana większość. Mężczyźni muszą znać tę smutną kobiecą średnią statystyczną, nie można założyć, że taka wiedza „psuje energię” i o niej nie pisać. Kolejny kłopot z wdrożeniem konstruktywnych rozwiązań jest taki, że choć coraz więcej ludzi zauważa, że dotychczasowy system się nie sprawdza – to ludzkość jeszcze nie dorosła do wdrożenia systemu nowego.

Wdrożenie nowego systemu próbowali komuniści, próbowali także Izraelczycy w latach 50 i 60 XX wieku. Te eksperymenty skończyły się ogromną katastrofą, ze względu na nieprzygotowanie ludzi. Obecnie zaczęło się coś dziać w tej kwestii. Jesteśmy w fazie przełomu, skoku cywilizacyjnego. Przełomu bardzo bolesnego – bowiem w bólach upadają prawie wszystkie znane od wieków systemy. Które teraz są zupełnie niekompatybilne z nowymi czasami, i stają się coraz bardziej niewydolne.

Na poniższej bardzo cennej prelekcji doświadczonego okultysty i ezoteryka, Romana Nachta, przedstawioną macie tę samą wiedzę, którą ja głoszę, tylko w bardziej przystępnej i akceptowalnej formie. Właśnie tutaj chodzi o formę, z tym jest u mnie problem – za bardzo „walę z grubej rury” w artykułach. Roma Nacht głosi idee bardzo podobne, ale jest to człowiek starszy i bardziej doświadczony ode mnie. Dlatego umie on przekazać idee podobne do moich, w bardziej „łagodnej” formie.

Otwartą kwestią pozostaje to, jak będzie się toczył dalej ten cywilizacyjny przełom, także w rozumieniu i podejściu do relacji damsko-męskich. Faktem bezspornym jest to, że muszą się zmienić przede wszystkim mężczyźni. Bo paradoksalnie, choć piszę o kobietach, to główny problem jest w naszej nieszczęsnej męskiej płci. Nie można winić w 100% kobiet za to, że wykorzystują przewagę, jaką dała im matka natura, tak okrutnie traktująca swoje stworzenie i tak niesprawiedliwie rozdzielająca swoje dary.

Według jednej z koncepcji – Ordo ad Chao (łac.: Porządek z chaosu) – trzeba przycisnąć sprężynę tak mocno, aż puszczona przypierdoli z całej siły i rozwali system. Wynika to bezpośrednio z konstrukcji ludzkiej psychiki. Większość z nas uczy się dopiero wtedy, gdy porządnie dostanie po dupie od życia. To smutny fakt. Gdyby było nam stale dobrze, to zajęci byśmy byli tylko seksem, piciem piwa, jaraniem blantów, imprezami, i innymi próżnymi zajęciami. Stąd często jest tak, że człowiek ma przez lata dobrze, aż tu nagle następuje jakaś tragedia, życie mu się wali i to wymusza na takim człowieku myślenie.

Jaka jest prawda o patriarchacie? Kto jest beneficjentem tego systemu? Czy są to wszyscy mężczyźni, jak przedstawiają to feministki? Nie. Całą „śmietankę” spija co najwyżej 10% mężczyzn – bogaczy albo tzw. „samców alfa”. Reszta mężczyzn i kobiet, ma przerąbane. Szczególnie poszkodowani przez ten patriarchat, o ironio, jest tych 90% mężczyzn. Czym jest bowiem patriarchat? Jest to system, w którym większość obowiązków (zarabianie na rodzinę, itp itd) spada na mężczyznę. To tak, jak kapitalizm, szczególnie ten polski – tam też „wygranych” którzy żyją jako tako, jest góra 10%. Poobserwujcie uważnie, i sami zauważycie, że wiele rozmaitych systemów społecznych, politycznych, ekonomicznych, biologicznych, jest skonstruowana podług tej zasady. Czyli 10% które bierze wszystko, i 90% które nie ma nic lub prawie nic.

Roman Nacht w prelekcji, którą wklejam poniżej, właśnie o tym mówi. O systemowym kolapsie instytucji małżeństwa. O tym, że wielu ludzi dopiero po wielu latach małżeństwa, życia z osobą która ich nienawidzi – poznaje tę prawdę. Jednak ta prawda nie jest przekazywana osobom młodym, naiwnym i głupiutkim z natury – społeczna, koleżeńska i sąsiedzka omerta jest zbyt silna. Przerażeni tym co odkryli, Ci starsi ludzie, zabierają tę wiedzę do grobu, najczęściej przedwcześnie umierając, będąc na nerwowym wykończeniu (skutkuje to potem chorobą Alzcheimera, demencją, parkinsonem). Za to wykorzystuje się emocjonalne szaleństwo, naiwność i głupotę młodych, narwanych głów, każe im brać śluby, kredyty i rozmnażać się, zanim się zorientują, że z tym systemem coś nie tak.

W poniższej prelekcji są też wątki o tym, jak relacje damsko-męskie mogą wyglądać u bardziej rozwiniętych cywilizacji. Hmm, co do UFO to ja jestem bardzo sceptyczny, czasami podśmiewam się z tego tematu. Ale posłuchać i pogdybać można. Otóż w cywilizacjach bardziej rozwiniętych, dwie istoty dochodzą do wniosku, że warto byłoby połączyć swoje siły, i żyć, tworzyć, działać wspólnie. U nas o doborze partnera wciąż decyduje prymitywna, wręcz archaiczna struktura zwana podświadomością. Podświadomość to inaczej „mózg gadzi” – najbardziej pierwotna struktura, która myśli zupełnie innymi kategoriami, niż czysty, schludny człowiek XXI wieku, ubrany w garniaka. Podświadomość to inaczej „reprezentant interesów matki natury” w naszym umyśle. Ani natura, ani podświadomość nie znają takich słów jak: moralność, wrażliwość, zasady, szczęście. One mają jeden cel – przetrwanie i jak największa ekspansja za wszelką cenę.

Autor powyższego tekstu: Jarek Kefir

Chcesz wspomóc moje niezależne inicjatywy i sprawić, by tego typu wpisy pojawiały się z regularną częstotliwością? Aby to zrobić, kliknij tutaj (link).

Jeśli spodobał Ci się ten artykuł – podaj go dalej i pomóż go wypromować! Pomóż innym zapoznać się z tą tematyką.

 

6 myśli nt. „Patriarchat, monogamia, rodzina – ten system się nie sprawdził. Generuje on coraz więcej cierpienia, wkrótce upadnie zupełnie

  1. I co jeszcze nie sprawdza się w naszym społeczeństwie?
    To już chyba komplet.
    Młode pokolenie do dupy, zarządzanie, gospodarka, lecznictwo, szkolnictwo, sądownictwo, górnictwo, rolnictwo, …nictwo, …nictwo, …nictwo, wszystko jest do dupy.

    Przepraszam, ale to jakaś paranoja nastawiona na totalne zniszczenie, bezsilność, nihilizm i wisielczy humor od rana do wieczora z bezsensem nawet snu.

    My Polacy, przynajmniej co niektórzy, mamy bardzo specyficzne podejście do wielu kwestii i mam wrażenie, że to tylko ono jest do dupy.

    Te wszystkie …nictwa to kto to jest? Kto je tworzy? Kto je organizuje i działa w nich?
    Anglik?, Austriak?, Amerykanin? Jakiś Afrykanin? A może Buszmen? A może Indianin z plemienia Hopi?
    Nie. Z pewnością to Yeti, po którym zostaje tylko niepewny ślad w zaschniętym błocie.

    Te wszystkie …nictwa to nie ja! Boże uchowaj! Ja nie mam z tym nic wspólnego!
    Ja kwoka tylko siedzę na wypierdzianej wersalce, piję dolewkę z kawy i cichutko sobie z sąsiadką ponarzekamy na tych i owamtych…. Co? Jaki rozwój? Co mi tu pan będziesz o jakiejś odpowiedzialności bredził!… Won stąd! … Uff … Włącz Agatko, tam pilot leży … miodowe lata właśnie lecą …

    Może zacznijmy wreszcie narzekać na siebie i coś od siebie żądać …

    Lubię

  2. jezu, krystyna, prosze cie, nie kumasz, nie kumasz o co chodzi, komentujesz już któryś felieton z kolei, czytam to i widzę swojego rodzaju naiwność.
    A ty Kefir mógłbyś wiecej sensownych rad dawać na wyjście z matrixa, zamiast uświadamiać o jego bezsensowności i relacjach damsko-meskich, bo Krystyna i inni nie rozumieją!!
    Kefir, prosze, wiecej artykułów na temat ezoteryki, wiedzy tajemnej, „dziwnych sprawach”, archontach, saturnie, potędze nas samych. OK? wszyscy już wiedzą, jaki jest system, płcie itd, jakie to wszystko jest chujowe…. Zacznij pisać o tym jacy my sami możemy być zajebisci, jesli chcemy.

    Lubię

    • Dzięki, Aniu, za te bardzo cenne uwagi.
      Tyle mądrej wiedzy jest wokół nas, a my traktujemy ją jak bajki z niedostępnego świata.
      Przecież to logiczne, że wszystko jest neutralne i tylko znaczenie jakie temu nadajemy określa skutek i efekt, jakiego doświadczamy.
      Jest wiele wskazówek [nauki] na to abyśmy stawali się gospodarzami własnej struktury, najwyższych wartości.
      Tkwienie w negatywie czyni nas zakładnikiem własnego ego, które z wielkim, dla mnie niepojętym, upodobaniem nauczyliśmy i nadal uczymy najniższych instynktów.

      Ciągłe unaocznianie wad matrixa przy jednoczesnym braku wiedzy na temat potęgi nas samych – jak słusznie podkreślasz – utrzymuje człowieka w tyglu bezsilności, niezrozumienia i zagubienia.
      Bardzo często przekonuję się o tym, że świat, w jakim żyję jest zewnętrznym odzwierciedleniem prostej zasady: myślisz – wibrujesz, wibrujesz – przyciągasz.

      Jarka stronę odwiedza bardzo wielu.
      On sam często powtarza, że jego działania na tym polu skierowane są do ludzi, którzy posiadają wewnętrzny potencjał lub są nim zainteresowani, więc to dobra okazja, aby tym ostatnim przełamywać bariery do eksploracji nieznanego, które w moim pojęciu jest niczym innym, jak tylko poznawaniem siebie, własnej mocy, odwiecznych praw i zasad.
      Sama świadomość życia w matrixie nie daje wiedzy wyjścia z niego.
      A tej bardzo brakuje. Tej ogólnie przystępnej, łatwo przyswajalnej, powiązanej z normalnym, codziennym życiem.

      Mój przyjaciel muzyk kiedyś powiedział:
      ,, Nie jest sztuką napisanie koncertu dla melomanów, lecz sztuką jest napisanie koncertu, po którym, udając szatniarza, usłyszy się : ,, O k…wa! Ale to było zajebiste!”

      Serdecznie pozdrawiam i proszę o więcej cennych uwag.

      Lubię

  3. Skoro ten system nie sprawdzil sie, no to go w ogole moze juz go nie byc po podstepnym wykonaniu zaprogramowanej depopulacji z pozostawieniem malego stada „bydla roboczego” majacego uslugiwac swoim „panom” :

    Lubię

  4. O, bogowie!
    Co się nie posłucha jakiś naukowców, myślicieli to coraz to nowsze rewelacje wychodzą na jaw, które pozostawiają człowieka w totalnym ogłupieniu z pytaniem – głupka ze mnie robią? czy może ja jestem tak mało oświecony, by rozumieć?
    Wysłuchałam pana Romana z trudem, niedowierzaniem momentami ze złością. Wspominanie o istotach pozaziemskich i wysoko rozwiniętych cywilizacyjnych rozwiązań, które nie mają nic wspólnego z tymi, które my tworzymy i burzymy na naszej biednej, zacofanej ziemi.
    Na bieżąco staram się zapoznawać z różnymi nowymi teoriami naukowymi, odkryciami, wynalazkami. Kosmos mnie fascynuje i przeraża jego ogrom. Wierzę, że w całym tym niepoznanym ogromie przestrzeni muszą być i inne cywilizacje, musi być życie. Straszna jest myśl, że moglibyśmy być sami. Ale nigdy żadnego kosmity nie spotkałam, nie miałam okazji porównać naszych doświadczeń, wiedzy, osiągnięć i rozwiązać „cywilizacyjnych”. Mówienie o istotach pozaziemskich, jak o ciekawych nowych znajomych i powoływanie się na ich wyższy stopień rozwoju w każdym aspekcie, a nawet sugerowanie, że powinniśmy niejako iść w ich ślady sprawia, że nie wiem, czy śmiać się, czy płakać. Z pewnością nie mogę o człowieku mówiącym jak pan Roman myśleć myśleć poważnie.
    Jestem osobą szukającą, poznaję, myślę, analizuję staram się od skutku cofnąć się do przyczyny, chętnie poznaję ideologie, systemy religijne i różne ezoteryczne, okultystyczne praktyki. Teorie o bogach – kosmitów też poznałam i znajduję w nich wiele sensu, więcej na pewno niż w monoteistycznych wyznaniach „naszej ery”. Wiem, że nie jestem tylko ciałem, a wszystko na ziemi ma swoją energię. Ale nie mogę zgodzić się na karmienie mnie bajkami w sosie, który jest mieszaniną przykładów z życia chrześcijanina na przestrzeni wieków z kawałkami zaczerpniętymi ze wierzeń, wyznań, ideologi i oczywiście teorii rodem z s-f. Pan Roman to tylko jeden z wielu podobnych oryginałów, których zadziwiające teorie miałam okazje poznać.
    Za każdym razem się denerwuję, tak jak denerwuje mnie niemożliwość spojrzenia poza początek wszystkiego. Teorie znam, ale… żadna nie sięga poza ten moment gdy pojawił się wszechświat. W boskiego konstruktora nie wierzę, jak ktoś mi mówi, że przed bogiem była myśl, to pytam czyją była myślą i co przed nią było? Staram się zrozumieć, że z Niczego, które to nie podlega żadnym miarom – czasu, przestrzeni, gęstości – mogło zaistnieć zdarzenie, które stało się początkiem tego, co znamy. Zastanawiam się, poznaję teorie, nawet absurdalne. Nie rozumiem jednak na kanwie rzeczy, które i tak połowa świata wyśmiewa, część ignoruje i część tylko stara się poznać i zrozumieć i do pewnego stopnia osiągają zrozumienie, będące pewnością a nie wiarą. Dlatego też gdy ktoś do tego dorabia bajki o tym jak to żyją istoty z kosmosu, krew mnie zalewa z bezsilności na taką ignorancję i wystawianie na śmieszność praktyk, które choć okpione pomogły już wielu ludziom.
    Pan Roman wskazuje nam drogę do właściwego rozwoju w każdym aspekcie życia (pomijam już tych wszystko wiedzących kosmitów i innych bytów – materialnych, niematerialnych, półmaterialnych!!!!!) odwołując się do niszczycielskiego działania systemu, w którym od zarania funkcjonujemy. Od zarania, choć p.Roman głównie odnosi się do tego, co dostaliśmy w prezencie z chrześcijaństwem. Wszystkie nasze problemy, kłótnie, wojny, rozwody, problemy w rodzinie są przyczyną narzuconego nam schematu „jak powinno być”, a że jest źle, więc schemat ten jest zły. Wygodne i nadające się na wodolejstwo o wszystkim i o niczym.
    Dlaczego ludzie szukają przyczyny wszelkiego zła i cierpienia wszędzie gdzie tylko mogą, w teoriach o matrixie, NOWo i innych mniej lub bardziej prawdopodobnych „celowych działań zniszczenia”. Nie zawsze nawet wiadomo, kto za takimi niecnymi planami może stać.
    I jak powołując się na takich myślicieli przekonać ludzi, by zaczęli dostrzegać, co się dzieje i starać, by się temu przeciwstawić.
    I związki międzyludzkie – każde. Doprawdy, by znaleźć jakiś złoty środek na problemy coraz gorszego życia ludzi nie potrzebujemy powoływać się na „autorytety” z innych wymiarów, czy zakątków kosmosu. Naszym domem jest ziemia, obojętnie w jaki początek człowieka wierzymy – kosmiczne in vitro czy finalny twór Boga, jesteśmy tu na ziemi, jesteśmy częścią otaczającego nas świata, natury, w której wszystko ma swoje miejsce, porządek i cel (nie musimy go znać). My także jesteśmy jego częścią i wszystko, co tylko możemy odkryć będzie w sobie miało cząstki tego, co znaleźć możemy w naturze. Dowodzą tego choćby zadziwiające wyniki naturalnych sposobów leczenia raka. Tyle czasu żyjemy i czerpiemy z darów ziemi a dotąd nie możemy powiedzieć, byśmy odkryli już wszystko.
    Ja też boleję kondycją ludzkości i z przerażeniem myślę, do czego doprowadzić dalsze kroczenie tą drogą. Dużo o tym myślałam, myślę i dyskutuję. Obserwuję rzeczywistość, poznaję dawne, bardzo dawne kultury i sposoby działania różnych społeczności i kolejne etapy rozwoju, które doprowadziły nas do tego miejsca, do tych czasów i problemów. Jako miłośniczka filozofii obraz „historyczny” społeczeństw uzupełniam o „obraz” ówczesnych myśli i… wierzeń.
    Z każdych takich rozważań, błądzeniu od przyczyny do skutku, małych do większych zmian wyłania mi się jeden zawsze wspólny element – którym jest człowiek – jako przyczyna i skutek.
    Nie wierzę, że można zmienić świat wymyślając nowe systemy, prawa, zasady, bo jest to tak naprawdę leczenie objawów a nie przyczyny choroby.
    Wywyższamy się ponad inne zwierzęta, bo umiemy myśleć abstrakcyjnie, bo potrafimy myśl wcielić w czyn i stworzyć coś całkiem nowego, jeździmy, latamy, wznosimy wieżowce, lecimy w kosmos. Żadne inne stworzenie nie uczyniło nawet małej cząstki z tego. Więc…. dajemy sobie przyzwolenie na wyniesienie się pod wszystko, niemal równając z bogami.
    Ale jesteśmy zwierzętami, nasze ciała działają wg mechanizmów natury, nieraz dajemy powodować sobą zakodowanymi w nas instynktami. Jesteśmy nie tylko ciałem ale też duszą, potrafimy kreować swoją rzeczywistość i samych siebie. Jesteśmy dla siebie największym zagrożeniem ale też najmocniejszym bodźcem do dalszego rozwoju.
    Nie mniej, wg mnie, nic z tego nie będzie, póki będziemy błędów szukać wszędzie tylko nie w sobie. I żadne systemy społeczne. Nie patriarchat odpowiada, za to, że się kłócimy, bijemy, zabijamy. To tylko pewna regulacja wytwarzająca się przez wieki w stosunkach społecznych. Nie nienajlepsza, ale bez przesady – też nie najgorsza.
    Jesteśmy zwierzętami stadnymi, jak znaczna większość żyjących na świecie, nie wiem w czym to miałoby nam przeszkadzać czy szkodzić. Każdy z nas jest unikatowym zbiorem cech – upodobań, potrzeb, predyspozycji. Każdy zatem powinien mieć też swoje miejsce w społeczności. Gdybyśmy – nawiązując do związków – mieli łączyć się wg zasady spotykam kogoś, rozważam i w końcu pytam czy nie moglibyśmy iść dalej razem, to nie wytworzyły by się w nas mechanizmy, które szczególnie mocno łączą nas z jednymi, na poziomie wspólnoty z innymi a od niektórych nas odpycha. Uczucia, które się w nas pojawiają też nie są wmawianym nam od wieków schematem a naturalnie wykształconą zdolnością. A wszystkie przejawy tych emocji i uczuć da się zaobserwować u większości ziemskich stworzeń. Nie ma żadnej możliwości, byśmy w drodze do stania się lepszymi, mogli zrezygnować z uczuć, które duże społeczności dzielą na małe grupy, nie zaburzając spójności ogółu. Nie jesteśmy w tym wyjątkowi. A wierzę, że w naturze jesteśmy w stanie odnaleźć wskazówki i odpowiedzi na wszystkie nasze wątpliwości. Mówienie, że naturalne nasze instynkty mogą nam tylko utrudnić osiągnięcie kolejnego szczebla rozwoju, dla mnie dowodzi tylko bardzo ograniczonego spojrzenia na świat – chcemy stać się jakimiś nadistotami wzorując się na wyobrażeniach bogów i tym samym zaprzeczyć jakoby mielibyśmy mieć coś wspólnego z innymi zamieszkującymi ziemię stworzeniami. Wydaje się paradoksem starać się rozwinąć poprzez poznanie siebie jednocześnie usilnie zaprzeczając swojej przynależności do świata zwierząt. I to właśnie w tym zapatrzeniu w siebie, wywyższaniu się i nienasyconej żądzy by mieć więcej i więcej wszystkiego w tym i większej wartości nawet od przedstawicieli własnego gatunku. By być najlepszym, zasłużyć na miano boga i choć bez umiejętności stworzenia nowego świat to przynajmniej z planem zmienienia tego, który już jest.
    Za mało w nas pokory, za mało poczucia wspólnoty nie tylko z innymi ludźmi ale z całym światem.
    Nie jeden kataklizm naturalny obnażył naszą postępującą ignorancję na to, co przekazać może nam przyroda i zwierzęta. Nie umiemy słuchać, ignorujemy uczucia i instynkty a na końcu okazuje się, że większość innych stworzeń zdążyła uciec w bezpieczne miejsce, tylko nie głupi człowiek, bo jakby mógł zostawić swoje zabawki, co więcej jak mógłby sobie odmówić bycia świadkiem może jakiegoś niezwykłego zdarzenia w przyrodzie?

    Gdy chce się potępiać i obwiniać o wszelkie zło systemy społeczne to, uważam, powinno się nie zapominać o kulturach pogańskich, w których też funkcjonowały komórki tzw. rodzinne ale nie obarczone sankcjami nałożonymi przez oszołomów bawiących się w kabel kontaktowy między Bogiem a ludźmi. Nie każdą kłótnie należy potępiać, są to naturale reakcje na niemożność osiągnięcia zgody w różnych kwestiach (a może niemożność nakłonienia oponenta, by uznał moje a nie swoje racje), W waśniach przeważnie nie da się osiągnąć pełnej zgody, co nie znaczy, że pojawiające się różnice (ostatecznie każdy z nas jest uniwersalny) mają być przeszkodą w pielęgnowaniu innych relacji.
    W historii były społeczności, w których nie dochodziło do zdrad, bo jak tylko małżonkowie zaczynali odczuwać, że dawne uczucie już ich nie łączy, rozstawali się i wiązali z innymi. Nie było powiedziane, że jak już miłość to do grobu. Było to zwyczajne i nie piętnowane przez współplemieńców. Rodziny były naturalnymi komórkami społeczności i podlegały ustalonym dla wszystkich zasadom. Nie można też po paru przypadkach np krzywdzenia się, bicia w obrębie komórek rodzinnych uznać za dowód na wadliwość całego systemu społecznego. Jest to dowód na to, że została zachwiana równowaga, nad naprawą której należy popracować.
    Uważam, że tylko osiągnięcie równowagi w zgodzie z daną nam ziemia i wszystkimi jej mieszkańcami jest w stanie wznieść nas na wyższy poziom rozwoju. Skoro ludzie wykazują coraz silniejsze przejawy agresji, pogardy, nienawiści to powinno to być dla wszystkich w tym i dla nich samym znakiem, że coś jest źle. Jak z chorobą – nasze organizmy wysyłają nam sygnały, że naturalny porządek został zakłócony, dzięki czemu wiemy, że potrzebujemy pomocy.

    Lubię

  5. Każde czasy miały swoje złe i dobre strony, swoje wojny, klęski i prawa. W tych dawnych pogańskich ludów prawa najczęściej były surowe i twarde ale nie pozbawione słuszności. W skrócie można by właściwie powiedzieć oko za oko ząb za ząb. W niektórych grupach najcięższe zbrodnie – zabójstwa, prócz tego, że karano śmiercią oprawcę także rodzina jego piętnowana była „niesławą”, jako ta, której funkcjonowanie musiało być mocno zachwiane, skoro jej członek dopuścił się morderstwa.
    Prawa, którym podlegają ludzie powinny być i surowe i równe dla wszystkich. Skoro nie wystarcza mówienie, żeby nie czynić innym, co nam jest nie miłe, ostrzeganie przed bezwzględnością powracania do nas tego, co sami innym dajemy, to musi być pewność o nieuchronności kary.
    Dzisiaj głosimy humanitaryzm, który wzbrania krwią płacić za krew, a cicho przyzwalamy na to, bo najbardziej pazerni, nieczuli, zapatrzeni w siebie dranie ograbiali nas z godności, chęci życia, majątku, by pod pretekstem niesienia pomocy wzbogacać się na krzywdzie i cierpieniu chorych. Nie tylko dzisiaj, bo od wieków głosząc hasła równości przyzwalamy na dziele nas na tych co czerpią zyski i tych co na te zyski pracują.
    Osłabienie znaczenia rodziny też nie jest naturalnym objawem rozpadania się wadliwego systemu. Rodzina sama w sobie nie była zła, pod warunkiem, że powstała nie na zasadzie przetargu handlowego, a po prostu z potrzeby! Ludzie potrzebują mieć poczucie silnej, wyjątkowej więzi, która tworzy jakby nowy wzór na siatce społeczności. Świadomość więzi fizycznej a nie tylko uczuciowej daje nadzieję na nie zaznanie samotności i pewności ciągłości – jak w przyrodzie:). Dzisiejsze czasy są czasami samotności, odejścia od dawnych wartości i tym samym rosnącej niepewności jaka może być nasza przyszłość. Został zaburzony porządek. Rodzice każde zajęte pracą traci wpływ na kształtowanie się dorastających umysłów swoich dzieci, a czasem wręcz przekazuje złe wzorce. Dziadków wywozi się do domów opieki, by nie byli problemem. Więcej się troszczymy o rzeczy, którymi się otaczamy, niż ludzi mieszkających wokół nas. Nie wychowuje się dzieci w poczuciu odpowiedzialności za swoje słowa i czyny, nie uczy szacunku dla starszych, ani poszanowania własnej wartości. Tak więc nic dziwnego, że co pokolenie to bardziej samolubne, pazerne, chcące mieć wszystko i nie robić nic. Pokolenie, którego myślą przewodnią jest by się wygodnie urządzić i nie przejmować niczym, co bezpośrednio nie dotyka. I tak to wygląda. Gimnazjaliści ledwo potrafią dwa ważne zdarzenia z historii swojej wymienić, ale bez dumy z czynów rodaków i poszanowania pamięci. Starych ludzi albo ignorują albo się brzydzą, jakby znamiona wieku czyniły z człowieka ofiarę wstydliwej choroby. Z rodzicami jak z kumplami albo i gorzej, bo jak kumpel uderzy to się mu odda, a jak rodzic straszy karą cielesną to zaraz oprawca! Od obcych na ulicy prędzej oczekujemy kpiny, czy kopniaka, a zaufanie powoli staje się terminem metafizycznym, o ile w ogóle nie wymyślonym. Myśli bombardowane zdjęciami rzeczy, które koniecznie trzeba mieć, niechętnie wybiegają w rejony głębszych przemyśleń. Hodujemy kaleki, młodość minie, życie w tyłek przyłoży parę razy i ani się dawny rozszalały nastolatek nie obejrzy gdy zostanie sam z obcymi mu kiedyś a niosącymi smutek, żal i świadomość samotności myślami. Sprzętami z firmowym emblematem, za które wcześniej było się gotowym matkę/siostrę, brata sprzedać, a teraz tylko kują w oczy, bo dawno straciły swoje znaczenie. I koniec. Jak nie koncerny, jak nie wojny i choroby to zabijać ludzi będzie samotność i brak poczucia przynależności.

    Po coraz częstszych oznakach wracania do dawnych zasad, „starych prawd” i wyznań, a także coraz częstszego szukania na wsiach ucieczki od stworzonych przez nas szklanych miast tłumaczę sobie, że coraz więcej osób dostrzega postępujący rozkład „ludzkości”. Zwracają się więc ku naturze, kojącej, uspakajającej i starają się osiągnąć harmonię, której obietnicę niesie właśnie stałość mechanizmów działania Matki Ziemi, które bezspornie dowodzą, że są najlepsze.

    Lubię

Skomentuj artykuł:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s