Ciekawe

Jaka jest natura wszechświata? Zaskakująca koncepcja

Jaka jest natura wszechświata? Zaskakująca koncepcja

ezoterykaZapraszam do przeczytania ciekawych obserwacji Pana Jędrzeja Budki, którą otrzymałem na swój adres e-mail. przyp. Jarek Kefir

NATURA UNIWERSUM

(Czas, grawitacja, ruch planet, masa, energia kwantowa, znaki zodiaku, inflacja wszechświata)

1. Wprowadzenie:

Wszechświat ma naturę falową oraz spiralną. Dlaczego tak sądzę ? Zacząć by chyba trzeba było od tego że patrząc holistycznie na przyrodę dochodzimy do wniosku że we wszechświecie działają dwa główne rodzaje energii oraz ich kolejne przeobrażenia (emanacje). Nadmienię tu że moim zdaniem (i nie tylko moim) cały wszechświat jest energią w tym również materia. Te dwa rodzaje energii można w skrócie ująć jako energia plus i energia minus. Nie jestem pierwszym który na to wpadł bo ma to swój zdecydowany wyraz na przykład w taoistycznej filozofii yin yang pochodzącej  ze starożytnych Chin a także w różnych starożytnych koncepcjach religijnych z całego świata które począwszy od Zaratusztrianizmu zawsze podkreślały walkę lub koegzystencję światła i ciemności, dobra i zła.

Te dwie energie przeobrażając się tworzą różne swoje mutacje (emanacje) które w naszym widzialnym świecie można nazwać 4 żywiołami. Jest to oczywiście nazewnictwo zaczerpnięte z wiedzy starożytnej dotykającej takich zagadnień jak magia czy astrologia. Magia-słowo tożsame ze słowem wiedza, to po prostu nauka, tylko że ukryta lub niepoznana przez ludzi. Astrologia natomiast jeszcze w 18 wieku była wykładana na uniwersytetach. W nowoczesnym nazewnictwie te żywioły to po prostu stany skupienia oraz forma „wolnej energii” czyli ogień. Ogień-energia uwolniona ze stanu materii-podlegająca przemianie, symbolizująca przemianę z jednego stanu widzialnej materii do następnego, woda czyli wszelkie płyny, ziemia (ciała stałe) i powietrze (gazy).

2. Przeciwieństwa kreujące wszechświat jako wyjaśnienie inflacji wszechświata

Kosmologowie dzięki zdjęciom promieniowania tła zrobionym przez satelitę WMAP i nowszym które ukazują wszechświat 380 tys. lat po wielkim wybuchu, ustalili że wszechświat rozszerzał się po „wielkim wybuchu” dzięki inflacji tajemniczej siły antygrawitacyjnej w niewyobrażalnym tempie. Z małych „kropek” materii pierwotnej formy universum rozwinęły się całe galaktyki niczym na błyskawicznie nadmuchiwanym balonie. Jaki był „silnik” tej inflacji ? Co spowodowało taki a nie inny-spiralny kształt galaktyk i układów planetarnych ? W świetle moich przemyśleń jest to powszechne uniwersalne prawo działania wszechświata: PRAWO PRZECIWIEŃSTW KREUJĄCYCH WSZECHŚWIAT. Jak każdy mechanizm, aby działał musi być zasilany energią. Energia, aby w ogóle przepływać, aby działać w jakimś mechanizmie, aby przemieszczać się i jednocześnie-jak w tym wypadku tworzyć strukturę tego mechanizmu w przestrzeni, musi poruszać się od plusa do minusa czyli od biegunu do biegunu. Mam  tu na myśli polaryzację energetyczną która występuję powszechnie. Stany skupienia czyli wspomniane żywioły których polaryzacja przy zestawieniu jest naprzemienna tworzą taki mechanizm. Między nimi mogą przepływać wolne kwanty energii. Ta struktura musi mieć kształt koła ponieważ jest to kształt doskonały i nie ma żadnych przesłanek za tym by taka struktura energii miała przybrać jakikolwiek inny kształt niż koła, ponieważ tylko taki gwarantuje harmonijne funkcjonowanie opisywanego mechanizmu w pustce (próżni).

Koło jest to kształt doskonały który ze względu na swoją formę eliminuje do zera straty energii związane z kształtem struktury. Zauważmy że prosta obserwacja przyrody dostarcza nam zewsząd otaczających nas przykładów na dwoistą – spolaryzowaną  naturę funkcjonowania wszechświata w ujęciu holistycznym : natura falowa światła, dzień-noc, falowa natura fali elektro-magnetycznej, ciepło-zimno, wysoko-nisko, jasno-ciemno, ruch-bezruch, itd. Jak widać na tych przykładach cały wszechświat zbudowany jest na zasadzie współistniejących ze sobą  przeciwieństw. Te przeciwieństwa nie mogą również istnieć bez siebie ! Są więc sobie do istnienia  nawzajem koniecznie potrzebne. Tworzą samonapędzającą się spiralę, która generuje powstawanie nowej przestrzeni co jednocześnie tłumaczy inflacje wszechświata ! Patrząc na to całościowo dochodzimy do wniosku że głównymi energiami i motorami całej  natury uniwersum jest zasada „plusa i minusa”.

3. Inicjacja mechanizmu inflacji

Jak doszło do pierwszego momentu-inicjacji tego mechanizmu ? Trzeba sobie zadać pytanie: co się stanie jeśli idealna równowaga między wspomnianymi energiami plus i minus zostanie zachwiana ?
Wyobraźmy sobie dwie połówki koła z których jedna jest czarna o znaku minus a druga biała o znaku plus. W pewnym momencie dochodzi do tego że jedna i druga energia „wchodzą na swoje terytorium”. Dlaczego jedna i druga razem ? Ponieważ musi zostać zachowana ogólna ilość pierwotnej energii w przestrzeni koła, więc jedna wchodząc wymusza wejście drugiej. Gdzie więc będzie umiejscowiony punkt inicjacji ? Nie potrafię ustalić logicznej przyczyny dla której taki punkt miałby być usadowiony na krawędziach czy w samym środku koła, więc przyjmuję że do inicjacji doszło równomiernie na całym obszarze rozgraniczającym te „połowy”. Musiała jednak też istnieć pewna różnica między jedną a drugą stroną każdego półkola. Dlaczego ? Ponieważ inaczej te energie zawsze by się równoważyły i nigdy nie doszłoby do inicjacji. Stąd koncepcja że ilość energii dodatniej i energii ujemnie spolaryzowanej nie była taka sama. Aby powstał ruch i dalej siłą rzeczy-czas (o czym za chwilę) a więc i spirala wszechświata, każda z nich musi dzielić się jeszcze na dwa rodzaje emanacji-żywioły (stany skupienia) ale o tym samym ładunku (plus bądź minus).

W astrologii ogień i powietrze należą do energii dodatnich a woda i ziemia do energii ujemnych ułożonych naprzemiennie na kole zodiaku. Idąc tym tropem koło będzie podzielone na dwie odmienne emanacje półkola dodatniego i dwie ujemnego a więc o dwóch różnych ładunkach (polaryzacji) ułożone naprzeciw siebie na krzyż pod kątem rodzaju tych emanacji energii. Taki układ zapewnia system stopniowego przepływu energii stale nakręcającego spiralę wszechświata (galaktyk). Więc będzie to kolejno: ziemia/powietrze/ogień/woda czyli: ciała stałe/gazy/wolna „kwantowa” energia/płyny. Tak rozłożone formy naprzemiennie spolaryzowanej energii tworzą mechanizm który na zasadzie samo-nakręcającej się spirali generuje ruch i tworzy rozszerzającą się przestrzeń. Czy stany skupienia materii a więc i energii bo przyjmujemy że energia jest materią  mają w sobie tyle samo energii ? Uważam że nie. Sądzę że gazy mają mniejszą „gęstość energetyczną” niż płyny. Te z kolei mają mniejszą „gęstość energetyczną” niż ciała stałe. Ogień natomiast czyli wolna kwantowa energia i „zawartość” jej w nim zależy od paliwa czyli od rodzaju materii która uwalnia ogień czyli wolne kwanty energii.

4. Energia zero, masa, grawitacja i tajemnica ruchu planet

Jak już wspominałem energia aby przepływać musi biec od plusa do minusa czyli polaryzacja powoduje jej przepływ. Czym jednak jest sama energia ? Otóż to. Sama „czysta energia” nie jest spolaryzowana. Taką energię obserwujemy gdy ujemnie naładowany elektron spada na orbitę bliżej dodatniego protonu co wyzwala kwant takiej energii. Można wysnuć zatem wniosek że wielkość kwantów czystej energii  może być różna ponieważ różnice odległości między orbitami są różne i elektrony mają różną masę. Tak więc albo spadek takiego elektronu wymusza powstanie kilku takich samych kwantów  albo wielkość kwantów może być różna. Osobiście uważam że ta druga opcja jest prawdziwa ponieważ pierwsza wprowadzałaby ograniczenia co do odległości wspomnianych orbit elektronowych. Skoro bowiem wielkość kwantu jest skończona to automatycznie przekłada się to na konieczne „stopnie” między orbitami.

Masa- ponieważ istnieje tylko dla materii a przyjęliśmy że ta jest tylko formą energii więc jest ona po prostu wspomnianą „gęstością energetyczną” koniecznie spolaryzowanej energii dodatnio lub ujemnie. Idąc dalej zauważmy analogię między naszym układem słonecznym a budową atomu. Słońce pełni rolę dodatniego protonu, natomiast planety ujemnych elektronów. Co więc różni te ciała ? Różni je to że Słońce jest nijako „nadajnikiem” kwantów energii a planety są „odbiornikami”. Przypuszczam że gdyby planety nagle spadły orbitę niżej to „wydusiłyby” anty grawitacyjną wolną energię kwantową która istnieje między nimi a Słońcem co objawiłoby się w formie eksplozji ! Podobnie jak elektron spadający na niższą orbitę generuje powstanie kwanta energii.

Dlaczego planety nie spadną pod wpływem grawitacji do Słońca ? Albo dlaczego elektrony pod wpływem grawitacji nie spadną do protonu ? Samą siłą odśrodkową tych ciał nie można tego wyjaśnić bo ta z powodu ruchu po łuku na orbicie jest systematycznie wytracana. Tak więc musi istnieć siła antygrawitacyjna która równoważy grawitację. Ta siła to w mojej opinii  ENERGIA ZERO czyli WOLNA ENERGIA KWANTOWA nie będąca spolaryzowana w żaden sposób która przepływa stale między spolaryzowaną materią. Można również stwierdzić że sama polaryzacja wynika z „gęstości energetycznej” materii. To znaczy że ciało spolaryzowane ujemnie będzie miało po prostu mniejszą wartość tej gęstości niż ciało spolaryzowane dodatnio. Ta różnica właśnie powoduje  przepływ między nimi kwantów wolnej energii. Idąc dalej można wyjść z założenia że grawitacja to nic innego jak strumień wolnej energii kwantowej która w pobliżu ciał materialnych czyli energii skupionej w różnych stanach skupienia tzn. posiadających różną gęstość energetyczną tworzy wiry grawitacyjne bo jest przez nie zasysana spiralnie. Ten ruch jest spowodowany przez przepływ energii po okręgu w tych ciałach. Energia kwantowa „zasila” i „napędza” te układy. Dzięki temu są one stałe i nie rozpadają się tworząc np. planety. To wyjaśnia ruch wirowy planet  wokół własnej osi. Ruch ten powoduje natomiast powstawanie stałej i ciągłej siły odśrodkowej która z kolei powoduje powolne przemieszczanie się planet na orbicie wokół Słońca.

Podobnie może być z elektronami krążącymi wokół protonu. Mechanizm ten powoduje stworzenie stałego strumienia kwantowego między planetami a Słońcem czy między elektronami a protonem. Reasumując: na podstawie wyżej opisanych wniosków dochodzę do założenia że grawitacja i antygrawitacja to jest to samo zjawisko ! Planety są przyciągane do słońca przez siłę grawitacyjną która jest niczym innym jak przepływem kwantów wolnej energii które są zasysane z przestrzeni i lecą strumieniem łączącym planetę ze Słońcem powodując jednocześnie obrotowy ruch planety ponieważ po drodze przechodzą przez jej strukturę składająca się ze wspomnianych trzech żywiołów czyli trzech stanów skupienia materii (energii) co generuje ten ruch.  Z drugiej zaś strony Słońce wysyła o wiele większy strumień kwantów w przeciwnym kierunku-do planety-co w znacznie większym stopniu  powoduje ruch obrotowy tego ciała więc przekłada się na pracę i utrzymanie tym samym planety na orbicie dzięki sile odśrodkowej. Tak więc grawitacja i antygrawitacja to to samo zjawisko o przeciwnych wektorach polegające na przepływie wolnych  kwantów energii między materią o różnej gęstości energetycznej.

5. Zasysanie przestrzeni

W dotychczasowych rozważaniach ustaliłem że ruch powoduje powstanie przestrzeni. Co jednak powoduje że wszechświat rozszerza się spiralnie a energia nie krąży po kształcie koła ? Wymusza to samo pojęcie trójwymiarowości. Otóż gdyby energia miała poruszać się tylko po kształcie okręgu to musiałaby istnieć w świecie dwuwymiarowym. Skoro  natomiast istnieje w świecie trójwymiarowym to ruch inflacyjny w opisywanym mechanizmie przepływu tej energii może mieć tylko kształt spiralny a więc tym samym trójwymiarowy. W innym układzie niemożliwy byłby stały rozwój wszechświata. Spiralnie poruszające się galaktyki generują powstawanie coraz to nowej przestrzeni która jednocześnie „zasysa” ich elementy powodując stałe oddalanie się od siebie obiektów. Myślę że wszechświat rozszerza się jako wielka MEGA GALAKTYKA która ma w sobie całą resztę obiektów stworzonych z energii o różnej gęstości energetycznej i całą wolną kwantową energie która napędza ten mechanizm.

6. Zero absolutne oraz czy nicość istnieje ?

Naukowcy stwierdzili za pomocą pomiarów dokonanych na podstawie zdjęć promieniowania tła że na początku tuż po wielkim wybuchu wszechświat miał temperaturę nieznacznie powyżej zera absolutnego. O czym to świadczy ? Prowadzi to do wniosku że w takim razie tuż przed wielkim wybuchem to co miało stworzyć wszechświat jaki znamy miało właśnie tę temperaturę-zero absolutne.  Jak wiadomo w temperaturze zera absolutnego zamiera ruch. Idealnie komponuje się to z powyższą koncepcją. Skoro nie było ruchu to nie było też przestrzeni a skoro nie było przestrzeni to nie było nic ? Skąd wziął się więc impuls wolnej energii który zaszedł między dwoma polaryzacjami ( gęstościami energii ) i spowodował uruchomienie mechanizmu inflacji spiralnej ? To prowadzi tylko do jednego wniosku. NIGDY NIE BYŁO NICZEGO-WSZECHŚWIAT JEST WIECZNY.

Ponieważ skoro nie mógł się wziąć z niczego to znaczy że istnieje od zawsze w nieustającym cyklu. Rozszerza się spiralnie a następnie kurczy. Dochodzi do tego prawdopodobnie w momencie w którym wolna energia łącząca struktury wszechświata i powodująca ich ruch a co za tym idzie rozszerzanie się przestrzeni nie może dalej się rozszerzać by móc zasilać te struktury i powodować ich ruch a więc dalsze rozszerzanie. Otóż wraz z rozszerzaniem się struktur połączenia energetyczne między obiektami ulegają zwężaniu. Tak więc po prostu w pewnym momencie zrywają się one a planety stają, galaktyki przestają poruszać się ruchem spiralnym, materia ulega dezintegracji, zahamowane zostaje tworzenie przestrzeni. To powoduje nagłe „zassanie” wolnej kwantowej energii oraz materii do wewnątrz co z kolei prawdopodobnie spowoduje ogromną eksplozję która począwszy od rubieży niszczy z prędkością światła cały wszechświat. W ten sposób całe universum się zapada i dezintegruje do pierwotnego chaosu. Jest to czysta energia kwantowa plus zalążki każdego z trzech stanów skupienia materii czyli cztery pierwiastki-cztery żywioły. To wszystko w momencie osiągnięcia granicy zaniknięcia ruchu (co jest niemożliwe ze względu na obecność wolnych kwantów)- czyli granicy zera absolutnego – uruchamia od nowa cykl przepływu energii w formie spirali a więc i powtórną inflację i od nowa tworzy nowy cykl życia wszechświata.

Zasada połączenia wszystkiego ze wszystkim we wszechświecie która jest z resztą główną zasadą magii ujętą dawno temu miedzy innymi w ten sposób: ” Co w górze to na dole” a obecnie potwierdzana przez wybitnych naukowców min. Edvina Schrodingera- laureata Nagrody Nobla mówi o tym że wszystkie cząsteczki, wszystkie zjawiska we wszechświecie są ze sobą połączone. To potwierdza powyższe teorie czyli koncepcje połączenia materii widzialnej z energią kwantową.  Idąc dalej widzimy że możemy wyjaśnić naturę znaków zodiaku. Jestem pewien że istnieją bo przekonałem się o tym wielokrotnie trafiając za pierwszym razem w czyjś znak lub czytając interpretacje mojego kosmogramu napisane przez innych. Moim zdaniem kod DNA zapisany w formie spirali tak jak jest zapisany w każdej komórce żywego organizmu jest podobny do spirali kosmicznych.
W naszym DNA geny na spirali są aktywowane współmiernie do pozycji odpowiednich sobie planet w spirali naszego układu słonecznego.

A to dlatego że układ energetyczny w układzie słonecznym ulega modyfikacjom wraz z pozycją planet. Wolna energia kwantowa przepływa nie tylko między Słońcem a planetami ale również między planetami tworząc mniej lub bardziej  silne połączenia-strumienie. Cały układ słoneczny oraz kosmos jest przepełniony tą energią. Nasze  Słońce też wysyła ją równomiernie we wszystkich kierunkach. Odpowiednie planety odpowiadają za odpowiednie geny które wchodzą w rezonans z energią danego dnia lub nocy aktywując się bardziej lub mniej. To oczywiście jest tylko zarys tego problemu. Szczegóły oddziaływań planetarnych na naszą psychikę i budowę ciała można znaleźć w książkach astrologicznych. To wszystko to swoiste połączenie skali makro ze skalą mikro które w każdym połączonym układzie istnieje. Czy można się więc pokusić o stwierdzenie że cały wszechświat jest żyjącym ogromnym organizmem- BOGIEM ? Myślę że tak ale każdemu pozostawiam to do oceny..

7. Czas jako wytwór wyobraźni

Czym więc jest czas ? Czas jest uzależniony od przestrzeni a przestrzeń od ruchu i to one go generują a nie na odwrót. Co jednak się stanie gdy postawimy tezę że czas jest tylko wytworem naszej wyobraźni. Pojęciem abstrakcyjnym którego nie potrafimy w żaden sposób sobie unaocznić wyraźnie bo nie istnieje ! Już samo pojęcie wieczności dezawuuje istotę istnienia czasu. Jeśli lecielibyśmy z prędkością światła to zgodnie z teorią Einsteina czas by się dla nas zatrzymał. Tu widać wyraźną korelację między prędkością ruchu a zwalniającym czasem. Jeśli mamy do pokonania jakiś dystans i włożymy w ruch dużo energii to czas zacznie zanikać ponieważ ten dystans pokonamy w krótszym czasie niż gdybyśmy włożyli w ruch mało energii ! Skąd więc się bierze wrażenie czasu ?

Podpierając się teorią Einsteina można wysnuć wniosek że czas jest różnicą prędkości poruszania się ciała do prędkości rozszerzania się całego universum które rozszerza się z prędkością światła. Jest to najwyższa możliwa prędkość we wszechświecie i stąd gdybyśmy się poruszali z jej wartością to ta różnica zanikła by całkowicie a „czas” potrzebny do pokonania różnych dystansów wyniósł by 0. Lecąc do odległych galaktyk musielibyśmy przekroczyć prędkość światła by znaleźć się przy nich natychmiast ze względu na odległość liczoną w latach świetlnych. To spowodowałoby wrażenie cofania się w czasie ponieważ te galaktyki już tak naprawdę nie istnieją w tym kształcie w którym je widzimy. Jest to raczej niemożliwe ponieważ musielibyśmy dotrzeć do stanu który w rzeczywistości już nie istnieje. A skoro i czas nie istnieje tak więc cofnąć się w nim również nie można. Z tego wyciągam wniosek że czas nie istnieje-jest tylko abstraktem naszych umysłów. Istnieje tylko ruch, i to dzięki niemu zachodzą wszelkie procesy zarówno biologiczne jak i fizyczne. Nawet na zegarze czas mierzymy RUCHEM wskazówek zegara..

Autor: Jędrzej Budka

Reklamy

24 odpowiedzi »

  1. Dziwny tekst, genialna część metafizyczna, natomiast część fizyczna – cóż dawno nie czytałem większych bzdur.

    „W naszym DNA geny na spirali są aktywowane współmiernie do pozycji odpowiednich sobie planet w spirali naszego układu słonecznego.”

    Czemu ludzie tak strasznie się boją myśli że mają wolną wolę? Zawsze doszukują się wpływu planet, znaków zodiaków itd. byle tylko nie uznać że ma się wpływ na własne życie.

    Lubię to

    • moze dlatego, ze wcale wolnej woli nie maja? Wszystko czym jestes i co robisz wynika z doswiadczenia, a nie z wolnej woli… moze jedynie wybor sie poszerza, wzgledem doswiadczen, ale to nigdy nie jest wolne, a podyktowane przesłankami „lubie, nie lubie” „lepiej, gorzej”, etc. Sprobuj zrobic cokolwiek, wybrac cokolwiek i udowodnij, ze nie opiera sie na doswiadczeniu, przesłance, etc.

      Lubię to

  2. Ponownie czytam Księge Urantii i rozdział dotyczący działania sił w raju i wszechświecie.
    Uwagi autora powyższego tekstu , nie wiem dlaczego ale w pewnym sensie pokrywają się z Księgą Urantii – tylko wyrażone trochę innym językiem.

    Lubię to

  3. Odnośnie pkt. 4: „To wyjaśnia ruch wirowy planet wokół własnej osi. Ruch ten powoduje natomiast powstawanie stałej i ciągłej siły odśrodkowej która z kolei powoduje powolne przemieszczanie się planet na orbicie wokół Słońca.” To zadam pytanie, jak to się ma do księżyca, który jak wiadomo nie obraca się wokół własnej osi?

    Lubię to

    • Tak dla sprostowania. Oczywiście, że Księżyc obraca się wokół własnej osi, z tym, że czas obrotu Księżyca dookoła własnej osi równa się dokładnie czasowi jego obiegu dookoła Ziemi.
      Łatwo to zobrazować zakreślając czubkiem palca kółko na stole, kreśląc w ten sposób trajektorię Księżyca. Gdyby Księżyc nie obracał się wokół własnej osi, obserwator z środka kółka[Ziemi] ,,widziałby” raz opuszkę, raz paznokieć palca. Księżyc ma ciemną, niewidoczną [41%] stronę.

      Lubię to

  4. Ale mi sie podoba ze ktos uzywa okreslenia „universum”. Natura ta jest do pojecia, wystarczy troche wyrozumialosci dla wszystkich elementow istoty universum i nie wywyzszac sie (tzn. byc na rowni nawet ze wszystkimi fotonami, ktore mialy miejsce istniec). U n I (ty i ja) Uni (zjednoczenie) Uni verse (zjednoczony wers), i to ciekawe um na koncu ktorego juz sie nie stosuje (czyzby kamuflowanie pochodzenia slowa?) um to Aum (indyjska mantra symbolizujaca powstanie wszechswiata). Universum to wspolnie recytowane wersy Aa uu mm albo raczej wibracja szalenstwa w ciemnosciach nudnej antymaterii.

    Lubię to

    • Człowiek na przestrzeni dziejów tworzy[wymyśla] pojęcia dla próby zdefiniowania. Nie umie inaczej pojąć. Wyklucza odczuwanie, jedynie przeczuwa.
      Bardziej przywiązuje znaczenie do literyzacji, aniżeli do wibracji wypowiadanych i zapisywanych dźwięków, które tworzą słowa lub dłuższe wibracje, czyli zdania, wypowiedzi.
      Natura nie zna słów [ różne języki]. ONA odczytuje wibracje.

      Lubię to

  5. Myślenie dobre ,ale w skrócie musi Pan wiedzieć, że we wszechświecie nie istnieje nierównowaga (spowodowałaby katastrofę) Stwórcy wystarczyło wytrącenie z równowagi ,Obecny świat będzie istniał do czasu powrotu do równowagi ,może jakiś czas dłużej.A teoria wielkiego wybuchu ,tego kaleki na wózku to kpina z nauki.

    Lubię to

    • Teorie, jak sama nazwa wskazuje, to fikcyjne podpory mające na celu w mniejszym lub większym stopniu pomóc zrozumieć proces i istotę.
      I nie byłoby w tym nic szkodliwego, gdyby te teorie, weryfikowane przez naukę, przestawały istnieć, ustępując miejsca nowym, bardziej uniwersalnym założeniom.
      W wielu wypadkach tak się nie dzieje, ponieważ przez lata świat akademicki karmiony jest skostniałymi, dawno przeżytymi teoriami.
      Wielu naukowców, okrzykniętych niegdyś genialnymi, stara się nadal podtrzymywać swoje teorie dla zachowania własnego prestiżu, za którym stoją korzyści materialne.
      Taka postawa spowalnia rozwój świadomości ludzkiej.
      Proszę zwrócić uwagę na fakt, jak długo karmiono nas ewolucją Darwina, gdzie on sam stwierdził, że prawdziwość jego teorii podważa człowiek, który nijak do niej nie pasuje.
      Nie wspominają o tym żadne podręczniki szkolne i akademickie.
      Darwinizm idealnie wpasował się w kształtowanie świadomości ludzkiej, odrzucającej duchowy, ponadmaterialny aspekt istoty człowieka.

      Dopóki człowiek nie pojmie, że empiryczna nauka i świat ducha – przenikające i przejawiające się na planie ziemskim – są współistniejącą jednością, dopóty stał bedzie na rozdrożu dróg prowadzących do zrozumienia istoty i sensu istnienia.

      Za takim podziałem stoją egoistyczne interesy.

      Serdecznie pozdrawiam.

      Lubię to

  6. Wystarczy byc spostrzegawczym by po zmierzchu zauwazyc, ze ziemia i reszta planet podazaja za sloncem. Magnetyzm tych cial. I ta zgodnosc rytmu. Ludzie to widac! Czemu nie chca brac udzialu? Wciskali nam ciemnote by po czasie oswiecic nas a przy okazji zakamuflowac bol po chrystianizacji (koledy i modlitwy sa wlasnie z tego okresu).Magnetyzm tych cial. I ta zgodnosc rytmu (flow of the universum) Ludzie to widac i czuc! Musimy sie dostroic jezeli chcemy by gatunek przetrwal. Moja swiadomosc pochodzi z odleglej planety (gdzie mozna byc swiadomym i „zmartwych wstawac”) . Teraz jestem czlowiekiem. Bylem tu od naszych poczatkow -Tylko ciezko jest sobie przypomniec bo tak malo zostawiamy tozsamosci. https://m.facebook.com/profile.php?id=449663361856160&ref=bookmark

    Lubię to

  7. Pierwszy artykuł na blogu, który rozpatruje Wszechświat, Universum nie mieszając do tego czynnika ludzkiego czy wedle uznania – przerośniętego ego. Do mniej więcej takich teorii na temat wszechświat – wiadomo, że nie koniecznie tak ujętymi, nie koniecznie pokrywającymi się we wszystkich aspektach – moim zdaniem w końcu dochodzi każdy, kto szuka odpowiedzi wokół siebie, w przyrodzie. Obserwując, porównując, rozważając.
    Przecież takie spojrzenie na Wszechświat w żaden sposób nie odbiera nam wolnej woli, nie pozbawia również aspektów duchowości – jakkolwiek rozumianej i tłumaczonej. Także oddziaływanie na nas planet i gwiazd w astrologicznym ujęciu niczego ludziom nie ujmuje, to raczej kolejny czynnik warunkujący tak jak np. środowisko, w którym się rodzimy.
    Taka koncepcja, moim zdaniem słuszna, może się spotkać z dość głośnym sprzeciwem osób bazujących na duchowości, wolnej, woli i tworzących/przyjmujących koncepcje Wszechświata patrząc przez pryzmat ludzkiej „świadomości”.
    Odkąd trafiłam na tego bloga i zaczęłam czytać artykuły, które poruszają tematy mocno mnie interesujące to właśnie ten można powiedzieć największym dysonansem był właśnie punkt odniesienia, u autora bazujący na świadomości człowieka, u mnie na pewnych „stałych” występujących wszędzie, dookoła nas od najmniejszych cząstek do największych – z człowiekiem jako cząstką włącznie.

    Ale przyjęcie takiej teorii automatycznie pozbawia nas możliwości obarczenia winią „za całe zło” wszystkiego, co tylko możemy wymyślić. Nagle wizje manipulowania nami przez naturę, kosmitów czy inne byty, które obdarzamy najgorszymi cechami przestają mieć sens, szczególnie te odnoszące się do natury, które na tym blogu pierwszy raz tak dosadnie znalazłam opisane. Zwłaszcza, że nie potrafię pojąć na podstawie czego w centrum wszystkiego, wszelkich odniesień figuruje człowiek. Co daje przesłanki, by myśleć, że natura chce nas zniszczyć, skoro w stosunku do innych zwierząt jakoś nie da się zauważyć niczego takiego? Więc w jakiś sposób się wynosimy ponad to, co znamy, co nas otacza. I nawet pomijając to wywyższenie – dla mnie zupełnie niezrozumiałe, to co daje nam podstawy do wyciągania wniosków, że dążeniem naszej świadomości jest osiągnięcie szczęścia i spokoju do czego za wszelką cenę nie chce dopuścić natura? Dla mnie naturalną konsekwencją takiego myślenia jest wniosek, że natura manipuluje nami poprzez ciało, a osiągnięcie „szczęścia” w tym wypadku może nastąpić jedynie poprzez zerwanie więzi świadomość – ciało, idąc dalej .. poprzez śmierć.
    Natura w takim ujęciu działa wbrew swoim interesom – zaszczepiając w nas ego odpowiedzialne za „niskie uczucia”, które to uczucia popychają nas do najróżniejszych okropnych czynów, w nienasyconym pragnieniu – więcej, więcej – ziemi, dzieci-niewolników natury, bogactwa, tratując po drodze wszystko i bez względów na inne stworzenia, na rośliny doprowadzany stopniowo do ruiny środowisko naturalne, pełne przejawów tej samej natury, która nas do tego popycha.

    Lubię to

    • „Także oddziaływanie na nas planet i gwiazd w astrologicznym ujęciu niczego ludziom nie ujmuje, to raczej kolejny czynnik warunkujący tak jak np. środowisko, w którym się rodzimy.”

      No właśnie kolejny czynnik. Nie chcę tańczyć jak mi planety zagrają.

      „Co daje przesłanki, by myśleć, że natura chce nas zniszczyć, skoro w stosunku do innych zwierząt jakoś nie da się zauważyć niczego takiego?”

      Jak to nie? Żywe organizmy od bakterii poczynając niszczą się nawzajem aby uzyskać lepszy dostęp do wody, pożywienia, światła. Oczywiście niektóre zwierzęta współpracują, ale tylko po to aby wspólnie niszczyć 🙂 . Dopiero u ludzi wykształciły się pewne hamulce.

      „Natura w takim ujęciu działa wbrew swoim interesom”

      Ale czy natura może działać w jakimkolwiek interesie? Czy ona ma w ogóle jakiś interes?

      Lubię to

      • Nie mając interesu, nie może też działać za lub przeciw. Pisałam w odniesieniu do założeń choć z tego bloga – założeń jakoby natura – matrix stawała na drodze człowieka do szczęścia i szkodziła człowiekowi.
        Podążając tokiem rozumowania – „Żywe organizmy od bakterii poczynając niszczą się nawzajem aby uzyskać lepszy dostęp do wody, pożywienia, światła” trzeba w końcu dojść do wniosku, że wszystko od najmniejszej komórki nastawione jest na niszczenie, wojnie poprzez czerpanie dla własnych korzyści z innych źródeł (obojętnie czy chodzi o lwa żywiącego się antylopą, czy komórki żywiące się innymi związkami), a co za tym idzie stan w którym już nic niczego nie niszczy jest zarazem stanem, w którym nic już nie funkcjonuje. A więc śmierci.
        Człowiek niczym się od innych organizmów nie różni. A mówienie o hamulcach tylko w odniesieniu do człowieka jest niesprawiedliwe.

        „–„Także oddziaływanie na nas planet i gwiazd w astrologicznym ujęciu niczego ludziom nie ujmuje, to raczej kolejny czynnik warunkujący tak jak np. środowisko, w którym się rodzimy.”

        No właśnie kolejny czynnik. Nie chcę tańczyć jak mi planety zagrają.”

        Nie chcesz? Czy człowiek może w ogóle oczekiwać, że jego „chcę”, „nie chcę” ma jakikolwiek wpływ na funkcjonowanie wszechświata, universum… jakkolwiek się Tobie podoba to nazwać.
        I co może dać podstawy, by myśleć, że to ludzkie „chcę- nie chcę” ma jakiekolwiek znaczenie?
        Patrząc jednostkowo – śmierć żadnego człowieka nie miała najmniejszego wpływu na wszechświat, wielki czy mały odeszły z tego świata, odszedł jak każdy inny organizm, czy to bakteria, pies, ryba, drzewo, kwiat. Skoro śmierć człowieka nic absolutnie w świecie nie zmienia, to dlaczego jego „chce – nie chce” miałoby mieć jakiekolwiek znaczenie?

        Możesz chcieć lub nie a i tak skazany jesteś na branie udziału w grze oddziaływań, bo wszystko na świecie podlega oddziaływaniom zachodzącym na każdej płaszczyźnie. Póki żyjesz będziesz brał udział w tej grze i tylko od Ciebie zależy pogodzisz się z tym, czy będziesz sobie zawracał głowę i psuł krew ciągłą walką z czymś, na co nie masz żadnego wpływu.

        Ach, ja nie uważam, by wpływ czegokolwiek, w tym i planet, mógł zagrozić wolnej woli, że planety, czy gwiazdy (czy cokolwiek innego) dokładnie hym „zaplanowały”/ „przewidziały” czyjeś życie.

        Lubię to

        • No właśnie nie jestem pewien w jakim stopniu możemy kreować swoją rzeczywistość. Oczywiście samym chceniem nie zmienimy praw rządzących światem, ale być może mamy możliwość uniezależnić się od niektórych czynników zewnętrznych. Ja w swoim życiu nie zauważyłem aby astrologia się sprawdziła, mimo że inne „nadprzyrodzone” zjawiska jak najbardziej istnieją i sam ich doświadczałem.

          Lubię to

        • Ja uważam, że nie tylko chceniem ale w ogóle nie jesteśmy w stanie zmienić praw rządzących światem. Uniezależnić się od czynników zewnętrznych na pewno możemy – nie od wszystkich, nie w każdym aspekcie. „Mechanizmy fizyczne” predysponują nas do określonych „warunków” (żaden człowiek nie ma, myślę, wątpliwości, że nie może żyć w wodzie, jak ryba), odpowiadają za sygnały ostrzegawcze, ale dzięki myśleniu, analizowaniu, umiejętności wyobrażenia sobie ewentualnej przyszłości zdolni jesteśmy do działania daleko szerzej zakrojonego niż sama reakcja na czynniki zewnętrzne.
          Jeśli chodzi o astrologię, cóż dzisiaj działa ona trochę inaczej niż kiedyś i bardziej wydaje się biznesem niż nauką (nie w dzisiejszym rozumieniu). Dzisiaj też człowiek woli „twarde stąpanie po ziemi” niż odwołania do rzeczy, których nie jest w stanie zupełnie zrozumieć.
          Od wieków, w każdym systemie wierzeń, ustrojach społecznych astrologia działała i była uznawana – nie jako prawa objawiona a coś a’la system znaków, człowiek mógł dany znak uznać i co leżało już w gestii jego „wolnej woli” postanowić, co dalej robić, albo nie zauważyć, lub znak zignorować i nic nie robić. Nigdy nie słyszałam, że astrologia niosła konkretne przesłania typu – tego i tego zdarzy się to i to, tego dnia urodzony jest taki i taki i robić będzie to i to.
          Nie o wszystkich wpływach wiemy i nie o wszystkich musimy, układ gwiazd i planet może mieć np. wpływ taki jak wrzucenie kamienia w strumyk – woda popłynie dalej omijając kamień i parę metrów dalej nikt o żadnym kamieniu wiedzieć nie będzie, ale przecież dzięki coraz lepszemu zrozumieniu naszego ciała wiemy, że zakłócenie przepływu krwi może skutkować poważnymi komplikacjami.
          Ja astrologiem nie jestem, uznaję wpływ mechanizmów „kosmosu” na wszystkie „mechanizmy ziemskie”, ale nie drążę do poznania tych mechanizmów i ich wpływu, skupiam się na rzeczach, mechanizmach i wpływach bliższych, które łatwiej mi poznać. Zmieniać staram się to, co mogę, a najwięcej zmian mogę spowodować u siebie. Ale wyciągam wnioski – jeśli trudno mi zmienić coś w sobie, to o ile trudniej próbować zmienić coś w świecie, jeśli więc z sobą mi się nie udaję, to jak mogę zakładać, że po za sobą może mi się udać.

          Znam rzesze ludzi narzekających na świat, że tak paskudny, taki okrutny, chory itd., a naprawdę niewielu, którzy w obrębie swoich ograniczonych wpływów zaczynając oczywiście od siebie starają się coś zmieniać nie czekając aż się cały świat dla nich zmieni.

          W historii mi znanej nie doszukałam się ani jednego przykładu, by złe systemy zmieniały się od „dołu”, że tak powiem – od niteczki do kłębka, wszystkie mi znane działały na zasadzie nie ten kłębek to inny i dotąd nie było ani jednego systemu, który zmieniłby świat „na lepsze” pomimo takich założeń. To są wieki, tysiąclecia zmian, które napędzały kolejne i kolejne… I mamy to, co mamy. //odniesienie do człowieka, tylko!!!//
          W przyrodzie lew pożre antylopę, w tym samym miejscu dziać się będą inne podobne rzeczy na różnych poziomach „łańcucha pokarmowego” a mimo to (z założeniem braku ludzkiej interwencji) miejsce to po 5, 10, 20 latach wciąż będzie takim samym miejscem z tymi samymi zachodzącymi w nim „zdarzeniami”.

          Lubię to

      • ,, „Także oddziaływanie na nas planet i gwiazd w astrologicznym ujęciu niczego ludziom nie ujmuje, to raczej kolejny czynnik warunkujący tak jak np. środowisko, w którym się rodzimy.”

        No właśnie kolejny czynnik. Nie chcę tańczyć jak mi planety zagrają.”

        Przytaczam twoje zdanie, Anachil, nie po to, aby stanąć w opozycji a raczej użyć je jako przyczynek do moich rozważań.
        Z pełnym szacunkiem dla ciebie, Anachil. To zagraj tak, aby planety tańczyły zgodnie z twoim, odwiecznym prawem.
        Sęk w tym, że nie bardzo wiemy, jak miałoby wyglądać i funkcjonować stworzone przez nas odwieczne prawo.
        Gdybyśmy mieli taką wiedzę i moc, z pewnością wszystko działoby się zgodnie z naszym planem …
        Wydaje mi się, że pierwszym osiągiem człowieka w jego poszukiwaniach winno być odnalezienie swojego sensu istnienia na skrzyżowaniu nieskończoności dróg prowadzących zarówno w świat makro, jak i w ciągle odkrywany świat mikro.
        Zdaję sobie sprawę z faktu, że coraz to nowe odkrycia i przemyślenia[odczucia] stają w ciągłej konfrontacji z wczorajszymi wnioskami, które przez moment wydawały się nam mądre, pewne i prawie ostateczne …

        A wracając do muzyki i tańca …
        Na weselu życia weselnicy tańczą a orkiestra gra.
        No, odwrotnie, też byłoby zabawnie!
        A jeszcze inaczej!
        Idealna orkiestra to taka, która potrafiłaby jednocześnie zagrać, dopasować swoją muzykę do każdego z osobna podskakującego, sunącego, stojącego w miejscu, galopującego lub pełzającego weselnika! [hi, hi!]
        A co z tymi, którzy siedzą i rozmawiają lub śpią błogim snem ,,spracowanego” człowieka z głową ułożoną między bigosem, a salaterką z sałatką?
        Oni też potrzebują odpowiedniego tła muzycznego!
        W końcu wesele jest dla wszystkich i każdy chce z niego wyjść bez narzekań …, no, może oprócz człowieka ,,spracowanego” …, który następnego dnia będzie próbował z pojedynczych migawek stworzyć sensowną całość. Oczywiście przysłuchiwanie się wspomnieniom innych okaże się nieocenione, bo posłuży stwierdzeniu: ,, Skoro tak mówią, to pewnie tak było.”
        A czy my, nie bywamy takimi weselnikami, którzy ciągle polegają na opinii innych, nie sprawdzając czy to, co nam się wciska jest prawdą czy tylko zwykłym kitem służącym do manipulacji, o której nie mamy zielonego pojęcia?

        Wesele …, niby trywialna rzecz, ale ciekawy – moim nieskromnym zdaniem – przykład.

        W życiu, jak na zabawie. Możemy grać lub tańczyć. Jeśli nie umiemy grać to pozostaje nam taniec i to w nim, ucząc się go coraz lepiej, staramy się odnaleźć radość i spełnienie w ciągle pełniejszej synchroniczności z zasadą tańca oraz rytmem i muzyką orkiestry.

        Może się mylę, ale myślę, że rzecz jest jeszcze w tym, że jeszcze nie poznaliśmy[odczuliśmy] głębiej zasad rządzących nami i Wszechświatem – w wymiarze energetycznym, a zatem empirycznym i duchowym jednocześnie – a kombinujemy te zasady zmieniać na takie, które będą w korelacji z naszym, obecnym poziomem percepcji i chwilowych przekonań [ na zasadzie orkiestry dopasowującej się do naszych pląsów].
        Wyrzucić orkiestrę lub zanegować jej istnienie tylko dlatego, że nie gra zgodnie z naszymi koślawymi przekonaniami, nie jest chyba najlepszym rozwiązaniem.
        Myślę, że to nie orkiestrze brak kunsztu lecz nam we właściwym jej odbieraniu.

        Na szczęście wielu, bardzo wielu z nas zaczyna słyszeć to, co niesłyszalne, widzieć ukryte przed wzrokiem i odczuwać ciągle w nas wibrującym sercem.
        Są też tacy, którzy idą przed nami.
        Warto użyć serca i sumienia jako miernika. Poczuć prawdziwość drogi i podążać za tymi, którym dobro tego świata, a więc i nas nie jest obojętne.
        A każdy, nawet najmniejszy krok na tej drodze jest celem samym w sobie.

        Ciągłe dążenie do czegoś, co jest za horyzontem czyni człowieka nieobecnego w TU I TERAZ, śniącego sny o jutrze, które zawsze będzie jutro. To ono odbiera mu widzenie drogi, po której idzie dziś.
        Człowiek nie rozumie dlaczego się ciągle potyka …

        Serdecznie pozdrawiam.

        Lubię to

    • To utopijna inicjatywa, niestety. Wypowiedzenie swoistego poddaństwa względem wszelkich instytucji tak państwowych, jak i „komercyjnych”, które wyraźnie zamiast służyć ogółowi działają przeciw niemu (bezpośrednio lub pośrednio), miałoby sens gdyby było działaniem większości. Bo niestety tylko większość i to zdecydowana mogłaby stanowić zagrożenie, wszelkie jednostkowe, czy grupowe tego typu inicjatywy byłby łatwe do zduszenia i mogłyby bardziej zaszkodzić niż się przysłużyć się swoim dążeniom. Niestety znaczna większość nawet dopuszczając do siebie myśli, że jest krzywdzona przez ustrój, woli żyć w poczuciu bycia krzywdzonym ale względnym spokoju (praca, mieszkanie, rodzina) niż narażać się na większe krzywdy w przypadku walki. To syndrom ptaszka w klatce – przedkłada się znane więzienie nad nieznaną, trudną do przewidzenia wolność. Dlatego też są tak ogromne dysonanse w społeczeństwie, które najczęściej komentowane są w sposób – trzeba wojny, aktów agresji, groźby, by nasze społeczeństwo zapomniało o podziałach i walczyło ze wspólnym wrogiem.

      Chciałabym takiego wypowiedzenia nieposłuszeństwa – zbiorowego zwrócenia się „zdrowych komórek” przeciw „zaatakowanym chorobą”, widzę to jednak jako długą, długą drogę budzenia świadomości, udowadniania krzywd, obnażania ułomności ustroju i w końcu wspólnej pracy przy tworzeniu nowego porządku i obstawaniu przy jawności. Absolutnej jawności w postępowaniu dotyczącym wszelkich kwestii związanych z państwem.

      A póki półki sklepów uginają się od taniej, śmieciowej żywności, póki w społeczeństwie jest moda na krótkowzroczność (krzywdy bezpośrednio mnie nie dotykające, choćby dotykały innych tuż pod moim nosem, nie są moją sprawą) i obarczanie winą wszystko i wszystkich dookoła (w myśl – ja przecież szczepionek nie wymyśliłem, ja nie zabiłem, nie ukradłem, ogólnie – TO NIE JA) żadna tego typu inicjatywa się nie powiedzie.
      Zmiany powinny się zaczynać w nas i rozszerzać pole działania. Ja – najbliżsi/ rodzina – znajomi – sąsiedzi – dzielnice – miasta… itd. Jedynie w takim postępowaniu dostrzegam nadzieję na „uleczenie”, na lepsze.

      Z własnych obserwacji: pomoc w drobiazgach (podniesienie laski starszej osobie, pomoc w niesieniu zakupów, czy jakaś inna drobnostka) każdorazowo pierwszą reakcją jest zdziwienie pomieszane nawet ze strachem, a dopiero później uśmiech, niedowierzanie i gorące podziękowanie.
      Więc myślę, jeśli bezinteresowny, drobny uczynek wywołuje taką początkową reakcję, to nie ma się co dziwić, że inicjatywy duże mające na celu pomoc wywołują w wielu ludziach tak zdawałoby się niedorzeczne reakcje.

      Ludzie się boją. Karmieni strachem, strachem odpowiadają. Wszystkie „opcje” głoszone są na zasadzie ataku wobec innych, nie ważne słusznego czy nie. Panuje model zwalczania.
      Przeciwnicy szczepionek grzmią o ich rujnującym organizm wpływie, zwolennicy o szerzących się chorobach, które zaatakują na pewno bez szczepienia. To kampanie strachu.
      Czy zatem dziwne, że ludzie się boją? To nie głupota, jak wielu chce myśleć, to strach, który bywa bardziej irracjonalny niż głupota.

      Lubię to

  8. Po moich wielu przemysleniach dochodze do ostatecznego wniosku, ze jedyna opcja jest ewakuacja z kola karmy. Nic innego nie ma sensu. Materia jaka znamy jest nieodlacznie zwiazana z cierpieniem, na wieczność . Mozna w miedzyczasie w ramach wspolczucia dla innych uczynic to miejsce znosniejszym, ale ratunku nie ma, moze ratunek bylby patrzac z ludzkiej perspektywy, ale na ludziach to zycie sie nie konczy. Moze sa swiaty ktore dzialaja inaczej Cel jest jeden, drog jest wiele, do dziela.

    Lubię to

Skomentuj artykuł:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s