Społeczeństwo, duchowość, medycyna, zdrowie i ich TABU.. Kontrowersyjnie i bez ograniczających schematów

Strona główna » Apele » Łamię przerażające tabu. Wielu rodziców podświadomie nienawidzi swoich dzieci

Łamię przerażające tabu. Wielu rodziców podświadomie nienawidzi swoich dzieci

Witaj na stronie Jarka Kefira!

Tematy tabu i kwestie pomijane i przemilczane, nie tylko w oficjalnej debacie publicznej. Ale także przez wielu "niezależnych" autorów. Interesuje mnie społeczeństwo i jego tabu, duchowość i jej paradoksy, wyzwania jakie stają obecnie przed naszą cywilizacją. Ciekawią mnie ukrywane fakty na temat zdrowia, grzechy i grzeszki medycyny, także medycyny naturalnej. Trochę o polityce, zwłaszcza o tym jak wielkim oszustwem są ideologie i religie. Inne ciekawe, niewyjaśnione i tajemnicze tematy także goszczą na mojej stronie. Zapraszam serdecznie!
WAŻNE zastrzeżenie dotyczące treści o medycynie i zdrowiu [Kliknij tutaj]

Statystyki WordPress:

  • 23,621,596 Wyświetleń

Statyki MiniStat:

Hej! Jeśli zależy Ci na przekazywaniu dalej niezależnych informacji i na tym by było ich więcej, możesz dołożyć swoją cegiełkę. Dzięki darowiznom jestem niezależny od partii, ideologii, koncernów. Mogę dzięki temu dostarczać Ci kontrowersyjnych, zakazanych i niewygodnych dla systemu treści. Aparat władzy i opresji niechętnie patrzy na takie publikacje. Więc moja działalność zależy m.in. od Twojego wsparcia. Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej, kliknij na poniższe obrazki:

Książki ezoteryczne, filozoficzne, o medycynie naturalnej i wiele innych:

Medycyna naturalna: Ogromny wybór ziół, suplementów, kosmetyków i innych preparatów:

Najlepsze soki, oleje i inne produkty medycyny naturalnej:

Pora złamać przerażające tabu. Wielu rodziców podświadomie nienawidzi swoich dzieci

dzieci szczescia nie dajaJak już pisałem na jednej z chrześcijańskich, świętojebliwych stron (o tym będzie następny felieton..), jestem takim wyrzutem sumienia społeczeństwa, takim wrogiem publicznym, wrzodem na dupsku, który robi wszystko, by ujawniać i demaskować to, co społeczeństwo za wszelką cenę chce głęboko ukryć. Najlepiej na zawsze. W zeszłym, 2014 roku, wyszła na jaw szokująca afera rodem z Irlandii. Otóż w jednym ze stawów bądź w innym miejscu koło katolickiego sierocińca (nie pamiętam już) znaleziono dziesiątki dziecięcych szkieletów. Były to dzieci nieślubne, często nastoletnich matek, mordowane przez zakonnice w latach ’50 i ’60 XX wieku. O sprawie tej informowały czołowe polskie i światowe media.

Jedna z moich prowokacji, zrobiona na chrześcijańskiej stronie. Potraktowali to serio...

Jedna z moich prowokacji, zrobiona na chrześcijańskiej stronie. Potraktowali to na serio…

Do czego zmierzam. Często w moich publikacjach odwołuje się do obrony tych najsłabszych – tych, którzy w całym społeczeństwie są solidarnie prześladowani i skazywani na banicję. Tych, którzy nie mogą i / lub nie potrafią się sami bronić. Robię to nawet wtedy, gdy potem muszę się liczyć z wylewaniem w moją stronę steku pomyj i obrzydliwości słownych. Na przykład od oburzonych moimi demaskacjami pań, którym nie podoba się to, że tajemnice trzymane przez tysiące lat w sekrecie i konspiracji – ich kobiece bronie, sekretne wunderwaffe, stają się teraz powszechnie znane i demaskowane.

To dotyczy zresztą wielu grup, które mają jakiś interes w tym, by coś ukryć, by jakiegoś przysłowiowego „trupa w szafie” schować w tejże szafie, a na zewnątrz grać rolę tych „świętojebliwych”. Ja te wszystkie tajemnice ujawniam, sekrety demaskuję, a „trupy” chowane do „szaf” – wyciągam i pokazuję tysiącom ludzi, na widok publiczny. Popatrzcie na ten przykład Irlandii. Tam „trupy w szafie”, a raczej w stawie, były dosłowne. Dzięki dociekliwości kogoś bardzo odważnego, kto nie cackał się z kościelną, sąsiedzką i społeczną omertą, dowiedział się o nich cały świat. Prawdziwe oblicze zostało ujawnione. „Król jest nagi!” – aż chce się zakrzyczeć na głos.

Mówi się, że każda rodzina ma tego typu trupy w szafie. Sam hołduję opinii, że prawie każda rodzina, przynajmniej w Polsce, jest mniejszą lub większą patologią. 10 do 12 milionów Polaków jest nałogowymi alkoholikami, najczęściej tzw. „weekendowymi” – czyli kompletnie nie zdającymi sobie sprawy z problemu. Ci ludzie przenoszą potem destrukcyjne wzorce i „kody” na następne pokolenia. Nie powinien dziwić wysyp heroinistów, kokainistów, uzależnionych od amfetaminy, alkoholu czy innego narkotyku. Dziecko już od najmłodszych lat dostaje pewien wzorzec psychologiczny – że: „trzeźwość szczęścia nie daje, szczęście daje zmiana świadomości poprzez zażycie narkotyku, na przykład alkoholu„.

rodzice i dzieciDalej: nie tylko chodzi o alkohol etylowy, jeden z najsilniejszych narkotyków na Ziemi, ale także o inne patologie. W tym te, które w życiu społecznym są skrzętnie ukrywane. Tak, to o Wasze trupy, które chowacie do szafy, chodzi. O patologię emocjonalną czy psychologiczną. Jak już pisałem wiele razy, w szkołach uczy się tak nieprzydanych życiowo rzeczy jak setki wzorów matematycznych czy fizycznych (tak się wpływa na podświadomość dzieci, tworząc z nich automaty), czy religii. Za to nikt nie uczy w szkole o relacjach, emocjach, psychologii. Nikt nie uczy o najważniejszych życiowych rolach – partnerstwie i rodzicielstwie.

A większość wiedzy, jaką mają na ten temat młodzi ludzie, to nieprawdziwe życiowo komunały, często o konserwatywnym zabarwieniu, wzięte jeszcze z poprzednich, ciemnych epok. Szkoła ma nas przygotować do bycia pomiatanym przez kapitalistę niewolnikiem (ups, teraz używa się terminu: „zasób ludzki”), a nie do bycia szczęśliwym człowiekiem. Bo na człowieku autentycznie szczęśliwym żadna korporacja, żaden produkujący szmelc kapitalista, żaden rząd nie zarobi.

Ale do rzeczy, proszę Państwa. Otóż zauważyłem, że w społeczeństwie dwa mity na temat życia zazębiły się ze sobą i pokutują w głowach wkraczających w dorosłość ludzi. Mit pierwszy to mit wtłaczany przez inżynierów emocji do podświadomości już maleńkim dzieciom. Znacie taką kwestię: „a po ślubie żyli długo i szczęśliwie„? A któż jej nie zna! Właśnie na tej kwestii wziętej z rozmaitych bajek i baśni, funkcjonuje ten mit. Polega on na założeniu, że jak spełnimy wszystkie oczekiwania związane ze sferą związkowo-społeczno-biologiczną, to nastąpi czas wiecznego szczęścia. Te oczekiwania są znowu zawarte w kulturowym memie: „prawdziwy mężczyzna musi posadzić drzewu, zbudować dom, spłodzić syna (dzieci)„.

Na marginesie: a co jeśli ktoś urodził się jako człowiek płci męskiej, ale wcale nie zamierza być „prawdziwym mężczyzną” – takim typowym „lumberseksem” gadającym wiecznie o sporcie, autach i ganiającym za społeczną modą? Co, jeśli taki osobnik płci męskiej uważa całą tą męskość za miałką i przereklamowaną, i jednocześnie jest dumny z damskiej połowy swojej tożsamości, osobowości? Bo każdy mężczyzna na Ziemi, tej Ziemi, nawet te brodate, wytatuowane „lumberseksy” taką damską połowę w umyśle ma. Czy taki człowiek nie ma prawa do szacunku, tylko ma się godzić na wyśmiewanie, wyszydzanie, nazywanie „zniewieściałym”, odmawianie prawa do życia intymnego i towarzyskiego?

Oj, czuję że naruszyłem tutaj jeszcze bardziej szokujące i generujące sążnisty ból dupy tabu! O tym będzie cała seria felietonów, bo tutaj skala hipokryzji jest tak wielka, że nawet ja mam problem z połapaniem się. Wszystko sprowadza się do tego, że tylko „prawdziwy prawdziwy prawdziwy najprawdziwszy z najprawdziwszych” mężczyzna, ma prawo do szczęścia, do miłości, do społecznej realizacji. Jeśli ktoś z tego wykluczającego miliony mężczyzn stereotypu się wyłamuje, to najlepiej niech sobie palnie w łeb. Bo dziewczyny sobie nie znajdzie (wiadomo, samce alfa, kobiety chcące „prawdziwych mężczyzn” i te sprawy. W gronie znajomych musi siedzieć cicho na ten temat, to samo w pracy, szkole, itp.

czy dzieci daja szczescieDobrze, jaki jest więc drugi społeczny mit pokutujący wśród młodych ludzi, wkraczających w życie? Ten drugi mit to przeświadczenie wzięte jeszcze z wieku szczeniackiego, że życie to jedna wielka impreza, impra, dżampreza, z morzem alkoholu, górami kokainy wielkimi jak Mount Everest, z głośną muzyką i tabunami biuściastych, gotowych na wszystko cycatek. Wiem.. Nieco przesadziłem z tym opisem, ale to celowy zabieg stylistyczny z mojej strony. Otóż wszystko sprowadza się do tego, co kiedyś pisałem. Że zdecydowana większość ludzi jest na mentalnym i emocjonalnym poziomie.. kilkunastoletniego dzieciaczka, dla którego cały świat to jedna wielka dyskoteka.

Nie tylko chodzi tutaj o upartywaniu swojego szczęścia wyłącznie w pobudzaniu ośrodków przyjemności w mózgu (seks, zakochanie, alkohol, narkotyk, film, serial, sport itp), choć to też ważny temat. Chodzi tutaj o przeświadczenie młodych ludzi – że owszem, rodzina swoją drogą, dzieci swoją drogą. Ale że ogólnie, zawsze będzie lekko, fajnie i przyjemnie, zawsze będą imprezki, ciekawi ludzie, szalone wypady do Paryża, Zakopanego, do Świnoujścia itp. Nie, niestety, nie będzie tak. Mamy w obecnym systemie dwie alternatywy do wyboru: albo samorealizacja, albo poświęcenie swojego życia w całości dla potomstwa. Nie wartościuję ani jednego, ani drugiego modelu życia, tylko chciałbym byś był świadomy konsekwencji. A o nich prawie w ogóle się nie mówi, podkreśla się tylko superlatywy.

Najlepiej oddaje to historyjka, którą opisywałem na swojej stronie już kilka razy. Otóż widywałem kiedyś sąsiada, jak wracał wykończony pracą na dwa etaty przed godziną 1 w nocy. Żona nie pracuje, zostaje z dzieckiem, a na chleb dla rodziny, kredyt hipoteczny, samochodowy i za ostatnią wycieczkę do Tunezji, trzeba zarobić. Więc taki mężczyzna wypruwa z siebie flaki od tej 9 do 1 w nocy, nie ma czasu na nic, nawet na chwilę zabawy z dzieckiem. Nie mówiąc już o tak ważnej sferze, jak życie seksualne z żoną. Wypije hektolitry kawy i często innych stymulantów (amfetamina, kokaina itp), jara papieroch za papierochem, wieczny stres, gówno zje, a w weekendy zachlewa się w trupa alkoholem (jedyna przyjemność jaka została z życia milionom mężczyzn, niestety).

Z takiego człowieka będzie fizyczny wrak człowieka już w wieku 40 lat. A psychiczny, biorący tony uspokajaczy i antydepresantów – znacznie wcześniej. Bo lata abstynencji seksualnej i braku realizacji na innych płaszczyznach robią swoje. Tak, to potwornie niszczy psychikę, choć nie mówi się o tym głośno. A przecież nikt takiemu facetowi nie tłumaczył, jakie są prawdziwe przyczyny tego, że żonę od lat głowa boli i co trzeba robić by temu przeciwdziałać. Bo uczono go liczyć te „komy i procenty”, uczono go być maszyną pracującą ku chwale i potędze systemu. Nie uczono go o psychologii, psychice, szczęściu.

mlodosc kariera rodzinaDobrze, i jaki z tego morał wynika? Otóż napisałem w tytule felietonu, że wiele rodziców podświadomie nienawidzi swoich dzieci. Jest to teza nie tylko szokująca, ale i przerażająca, stawiająca całe życie społeczne na głowie. Taki młody człowiek, świeżo upieczony rodzic, konfrontuje te dwa wyżej wymienione przeze mnie mity, z bolesną prawdą na temat życia. Szalonych imprezek już nie ma. Na wycieczkę czy choćby wypad weekendowy w góry / nad morze / jezioro, nie ma ani czasu, ani pieniędzy, ani sił, ani sposobności. Krąg znajomych kurczy się do gadających o kupkach i soczkach rodziców, często sąsiadów. Po szaleństwach młodości, nie ma już śladu. Są tylko obowiązki, obowiązki i jeszcze raz obowiązki.

Kartka papieru przestaje się kojarzyć z beztroską dziecięcego rysunku czy z szalonym menu ulubionej pizzerii czy pubu. Zaczyna się kojarzyć z przychodzącymi co miesiąc, biało-czarno-czerwonymi kwitami rachunków. Ta przysłowiowa kartka papieru, jak i wiele innych elementów dotychczasowej rzeczywistości, przestaje być elementem beztroskiej młodości, a staje się elementem brutalnej rzeczywistości od której nie ma już ucieczki. Świadomość tego często jest prawdziwym szokiem dla młodych rodziców. Choć nie przyznają się do tego publicznie ani nawet przed samym sobą za żadne skarby, to tacy ludzie często podświadomie zaczynają nienawidzić swoich dzieci.

Oczywiście, nie mogą powiedzieć wprost, że nienawidzą swoich dzieci i że podświadomie wiążą je z końcem emocjonalnego el-dorado z czasów młodości. Nie mogą też otwarcie nienawidzić swojego dziecka. Więc robią to jakby „naokoło”. U dwóch płci ta podświadoma, skrzętnie zakamuflowana nienawiść, przybiera odmienne formy. I tak matki, zaiast mówić dziecku że jest dobre, silne, że da radę, że wierzy się w nie, robią coś zupełnie odwrotnego. Taka podświadomie nienawidząca własne dziecko matka wmawia dziecku, że jest nieporadne, że nie da sobie rady, że jest ślamazarne, głupie, że lepiej by trzymało się bezpiecznych rozwiązań, by nie wychylało się przed szereg itp. To w potworny sposób pustoszy psychikę dziecka, czyniąc go często na lata nieszczęśliwym i emocjonalnie pokiereszowanym. U ojców przejawia się to inaczej. W przesadnej kontroli, nie okazywaniu bliskości, w przykładaniu się do twardego wychowania, a także, paradoksalnie – w częstym uciekaniu z domu w: pracoholizm, alkoholizm itp.

rodzina i dzieci

Ostatecznie, żyjemy w jakiejś popieprzonej, numerycznej symulacji, którą jest ta planeta. Może odbywa się tutaj jakiś chory, kosmiczny eksperyment. Przeczytasz o tym w artykułach zalinkowanych poniżej. Więc naprawdę nic się nie stanie, jeśli nie spełnisz tych wszystkich społecznych, związkowych i biologicznych żądań i oczekiwań. Dotyczy to obu płci. Tylko wyobraź to sobie – cały ten świat, misterium kłamstwa, oszustwa, konspiracji, gdzie nawet materia fizyczna jest numeryczną iluzją opartą o jakieś matematyczne algorytmy. Oddychaj, powoli.. I przeczytaj chociaż kilka poniższych artykułów.

Poczytaj też na ten temat na mojej stronie:
O dziecięcej radości i bezwarunkowym szczęściu, które zostało nam odebrane. Jak zrobiono z nas nieszczęśliwych niewolników? Kluczem nie polityka i spiski, a psychologia
Alkohol i inne narkotyki to poziom rynsztoka. Popieram całkowitą abstynencję i prohibicję!
Masz siłę i moc by zmienić (swój) świat!
Nie wierzysz Kefirowi, spiskowemu oszołomowi, to może uwierzysz innemu, popularniejszemu autorowi? Mówimy głośno o tym, co ludzie chcieliby ukryć!

Polecam też inne moje autorskie artykuły:
Szokująca wiedza tajemna: rzeczywistość jest numeryczną symulacją (hologramem) a my – jej więźniami
Rzeczywistość jest iluzją (hologramem) a my żyjemy w matrixie!
I upadłem, niczym Lucyfer..
Odważ się sięgnąć tych zadziwiających gwiazd!
Zbuntuj się przeciwko swoim katom! Ideologie i religie to więzienia umysłu, emocji i duszy
Szkodliwe wirusy wszczepiane małym dzieciom! [+18] „Pozostają tam całe życie, tak trudno je zwalczyć..”
Ziemia to planeta więzienna. Bezsensowny paradoks sensu życia

Autor: Jarek Kefir

Chcesz wspomóc moje niezależne inicjatywy i sprawić, by tego typu wpisy pojawiały się z regularną częstotliwością? Aby to zrobić, kliknij tutaj (link).

Jeśli spodobał Ci się ten artykuł – podaj go dalej i pomóż go wypromować! Pomóż innym zapoznać się z tą tematyką.

 


32 komentarze

  1. Dbam_o_zdrowie pisze:

    Troche to takie napisane.. Hmm…. z punktu widzenia mężczyzny. Ja osobiście z czasów studiów pamietam jak to wykładowca ( bo dla mnie do profesora było mu daleko) mówił do studentek na wykładzie tak : „ale co panie tu robią, przecież waszym zadaniem jest siedzieć w domu, rodzic dzieci i je wychowywać a nie siedzieć tu w tej auli i przygotowywać sie do zabierania, nam mężczyznom, miejsc pracy!”

    Lubię

    • Pietrek pisze:

      Średnio rozumiem twój komentarz, w ogóle nie pasuje do całości, wyłapałaś jedną rzecz z artykułu i wyżaliłaś się na sytuację z życia, która Cię kiedyś spotkała i zabolała. Możesz dokładniej opisać co masz na myśli… z punktu widzenia kobiety oczywiście 😉

      Lubię

  2. Ania pisze:

    ” Nie, niestety, nie będzie tak. Mamy w obecnym systemie dwie alternatywy do wyboru: albo samorealizacja, albo poświęcenie swojego życia w całości dla potomstwa.”
    w pełni się zgadzam

    Lubię

  3. infin pisze:

    pozamiatales lemingi, ale mozna wydlubac w tym szambie perełki, np Chylinska pocisnela
    „Macierzyństwo to ściema! Wiem to na pewno! Poradniki, gazetki, reklamy pieluch nawet: wszyscy kłamią! To pułapka, w którą dałam się złapać i teraz zdezorientowana i zaszczuta chowam się po kątach, by mnie nie zauważył ssak, którego powiłam parę tygodni temu, by mnie nie wypatrzył, nie wyczuł, że jestem w pobliżu. Nawet nie o mnie ssakowi chodzi, ale o dwa nabrzmiałe balony, które przy delikatnym nawet ruchu sikają strugami mleka. Zostałam oszukana, uległam propagandzie, poleciałam na tysiaka i teraz mam!
    A tymczasem??? Dlaczego nikt mi nie powiedział o tym, że poród będzie potwornym cierpieniem, i że się będę wstydziła przeć, myśląc cały czas o tym, by nie narobić dziecku na głowę? Dlaczego darłam się w niebogłosy, tworząc najbardziej spontaniczny tekst nowej piosenki pod tytułem „ja już k**wa nie mam siły”, naczytawszy się wcześniej o fantastycznych znieczuleniach, technikach relaksacyjnych i innych takich? Dlaczego mamiono mnie opisami fantastycznych przeżyć, wręcz erotycznych, podczas karmienia piersią, gdy tymczasem okazało się , że bezzębny dziamdziak może zmasakrować suty w try miga i domagać się co godzinę dalszej masakry, więcej krwi…”

    Liked by 1 osoba

    • Jarek Kefir pisze:

      Dobry jest ten opis.. Chylińska jako jedna z nielicznych złamała to tabu, za którego złamanie typowi Kowalscy są gotowi mordować.
      Ale zauważcie że tutaj znowu ma zastosowanie zasada, że wszystko na tym świecie, wszystkie jego wartości, są odwrócone o 180 stopni. Otóż podświadoma nienawiść matki do dziecka, która jest wyrażana w chorej nadopiekuńczości, we wmawianiu dziecku że jest nieporadne, głupie, że nie da sobie rady – w społeczeństwie jest przedstawiane jako „troska o dziecko”. 😉

      Lubię

      • infin pisze:

        Trailer Chylinska u Wojewodzkiego o rozklapiosze, sfrustrowanym facecie „na ręcznym” i matce ktora husta dziecko.
        Chylinska twierdzi, ze stan rozklapiochy trwa 6 tygodni :).
        http://kuba.tvn.pl/wideo,2331,v/rozklapiocha-agnieszki-chylinskiej,1056389.html

        Niestety Chylinska sie sprzedala, wielka buntowniczka reklamuje marke ubezpieczeniowa Aviva w TV, reklamowka nakrecona prymitywnie, pozniej Mam Talent.
        Ma juz 3 dzieci, widac biologia ja nacpala endorfinami rodzicielstwa, zmienila priorytety w zyciu. Ktos kto sie podda systemowi konsumpcjonizmu, rodzicielstwa, koncza sie mu ideały.

        Ta „troska o dziecko” polega czesciowo na tym, zeby zatrzymac sobie swoja „maskotke” tylko dla siebie, modelowac ja po swojemu, nie konkurowac z jej kolegami, dziewczynami/chlopakami itd. .Druga sprawa to „troska o dziecko” to izolowanie po to by nie sprawialo problemow, zeby policja nie przyprowadzala do domu, by matka nie byla wzywana do szkoly. To egoizm zakamuflowany bajkami.

        Lubię

      • Sammy Jo pisze:

        Witam,
        Wydaje mi się, że popełnia Pan błąd patrzenia na życie i świat przez swój pryzmat. Nie jest to błąd sam w sobie, ale jeżeli chce pan opisywać generalne prawdy i zasady – jest to w pewnym sensie nadużycie. Jeśli nie jest pan gotów do roli partnera, rodzica – to okay. Nie każdy musi. Mam podobnie. Ale nie muszę za wszelką cenę tego racjonalizować i dorabiać do tego ideologii. Tak mam – i już. Nie potrzebuję akceptacji moich wyborów, ani poczucia, że to ja mam rację. Panu radzę to samo. Czytając pana wypowiedzi i felietony mam nieodparte wrażenie, że mimo tego pozornego luzu i deklarowanego wyzwolenia od norm społecznych i konwenansów prowadzi pan jakąś walkę wewnętrzną, która świadczy o tym , że te konwenanse w jakiś sposób pana bardzo dotykają. Przepraszam za bezpośredniość w każdym razie.
        I jeszcze krótki komentarz do tych rodziców nienawidzących dzieci….Na pewno istnieją osoby skrycie nienawidzące swoich dzieci i traktujące je jako intruzów – sama znam takich ludzi. Co więcej myślę, że ich przybywa. Z zasady chyba jednak biologia przygotowała nas (a przynajmniej kobiety) do kochania dzieci i często bezgranicznego poświęcenia. Jeżeli rodzice nie są mentalnie gotowi na rodzicielstwo – to z pewnością dziecko może być dla nich intruzem.
        Jedni są gotowi i chcą komuś dawać miłość i pokazywać świat – inni nie. Według mnie to cała filozofia…W ogóle to niesamowicie dziwne i paradoksalne – z jednej strony przetrwają najsilniejsi, najsprytniejsi i najbardziej przebojowi, a z drugiej strony potomstwu potrzebna jest miłość, delikatność i oddanie – czyli trochę inny zestaw cech.
        Pozdrawiam

        Lubię

  4. nieustraszona pisze:

    Czytalam kiedys taki stary juz niemiecki dowcip, w ktorym pewien malec pyta sie swojej mamusi tak : Mamusiu ! Mikolaj przynosi prezenty, poczta dostarcza nam paczki, a karta placisz za zakupy w sklepie, no to powiedz mi do czego w ogole potrzebny nam tatus ?

    Smieszne, co ? Niestety jest to tragiczne w realnym zyciu, ze to mezczyzni wypruwaja z siebie zyly do utrzymania rodziny za marne resztki z dochodow okrojonych przez paru takich kalekich obrzezanych tez na mozgach osobnikow, co to nie sieja, nie orza , a zyja tylko ze wscieklej nienawisci do goja i gojki, z ktorych bezprawnie zrobiono niewolnikow, ktorym kradna za ich wlasne podatki cale zycie i przyszlosc nastepnych pokolen !!!

    Samozwanczy „panowie” tego swiata – ziemi obiecanej „biblijnie” i z drukarnia dolarow dobrze wiedza, ze goj zgiety w palak, zyjac w wewnetrznym osamotnieniu z dnia na dzien w strachu, ktory stara sie stlumic alkoholem, z syndromem wspolczesnego obozu koncentracyjnego patrzy tylko w dol , bo brakuje mu sil na wyprostowanie glowy i spojrzeniu Prawdzie prosto w oczy, ktora krzyczy o tym, jak wszyscy zostalismy nie tylko od pokolen oklamani, ale rowniez poczynajac od rodziny celowo skloceni z powodu nedzy, panicznej gonitwy w stresie i chorobowych zaburzen :

    Powrot do normalnosci i do rzeczywistego ulozenia sobie zycia w harmonii z ludzmi i z Natura jest mozliwy tylko wtedy, kiedy ta cala klika zlodziei, mordercow, szabrownikow, pasozytow, nierobow, zdrajcow i hochsztaplerow pobrzebieranych za „wladze” duchowo – polityczne zostanie niezwlocznie usunieta za pomoca rzeczywistych meskich w decyzji i dzialaniu gospodarzy i gospodyn :

    https://terazbedziebylo.wordpress.com/2014/11/19/demokracja-wiecowa/

    Lubię

    • Jarek Kefir pisze:

      Cytuję: „Mamusiu ! Mikolaj przynosi prezenty, poczta dostarcza nam paczki, a karta placisz za zakupy w sklepie, no to powiedz mi do czego w ogole potrzebny nam tatus ? ”

      -no jak to po co. By był kelnerem, lokajem, wołem pociągowym i służącym na uczcie życia kobiety i jej potomstwa 😉

      Lubię

      • infin pisze:

        Nie znasz sie :D, taki ktos wedlug slownika kobiet jest dojrzalym, zaradnym, szarmanckim mezczyzna „patrz na Kowalskich spod 5, do Tunezji jada”, wrazliwym na potrzeby kobiety i rodzine, a nie tak jak ty, ja czy inni zapobiegliwi, ktorzy sa „egoistami, nie zdolnymi dzielic sie, tchorzami, niehonorowymi, aspolecznymi.”
        Kazdy wojownik o wolnosc i sprawiedliwosc, niezaleznosc od kobiet, dostawal łatke albo nieroba, niebieskiego ptaka, terrorysty, onanizera itp. , bo sa w mniejszosci.
        Kobiety palą glupa, ze sa slabsze, rodza i sie im nalezy. Pewnie, ze slabsza kobieta, dyskryminowana nie powinna dokladac do budzetu az 50%, ale tez nie tylko 10%, badzmy powazni.

        Oczywiscie kobieta ma gdzies skad te pieniadze zaradnego sa, czy prawnika zawodowego klamcy, czy capo di tutti capi, czy polityka robiacego przewały na pubicznych pieniadzach, byleby nikt nie zwalal sie na chate, ani gang ani policja.
        Kobieta nie uznaje pojecia etyka, sprawiedliwosc, uczciwa kasa, ofiary przekretow, dla niej liczy sie kasa na jej kosmetyki i dziecko i jej rodzinke.

        Lubię

  5. Marta pisze:

    Cieszę się, że w końcu ktoś powiedział to głośno – rodzice często czują nienawiść do swoich dzieci. Nie oszukujmy się – realne macierzyństwo / rodzicielstwo ma niewiele wspólnego z cukierkowym wizerunkiem pięknych, szczęśliwych, matek tulących do swoich nierealistycznie jędrnych i zadbanych młodych ciał urocze bobasy. Pomijając kwestę tego, że w pierwszym okresie macierzyństwa taka matka przypomina raczej zombie o przetłuszczonych włosach (bo nie ma nawet czasu na ich umycie, nie mówiąc już o spaniu). W dodatku dziecko, zamiast milusio kwilić, ciągle wrzeszczy, często wywołując uczucie bezradności, rozdrażniania i skrajnej frustracji (płacz dziecka jest jednym z najtrudniejszych do zniesienia dźwięków dla kobiety). Ojciec czuje się nie wyraźnie, bo w nocy też nie pośpi, rano musi wstawać do roboty. Gdy wraca, jeszcze nie zdąży zdjąć butów, a wykończona partnerka wpycha mu w ramiona beczącego bachora. Facet czuje się nieporadnie, odsunięty na dalszy plan, o seksie przez najbliższe X czasu może zapomnieć. Taaaak. A gdy dziecko podrośnie, wcale nie jest tak uroczo jak nam obiecywano. Wystarczy spojrzeć na ilość zdesperowanych rodziców zgłaszających w sprawie swojego dziecka się do specjalistów ze słowami „Nie radzimy sobie z nim/ z nią”. Taaaak. Rodzicielstwo to trudna sprawa. Dlatego też całkowicie naturalną sprawą są pojawiające się trudne uczucia. Całkowicie naturalną, a jednak totalnie wypieraną przez społeczeństwo. W naszym społeczeństwie nie ma przyzwolenia na uczucia nienawiści do swoich dzieci, dlatego nasza mądra psychika spycha je do podświadomości. Za pomocą mechanizmu zwanego wypieraniem. Ale te wyparte uczucia dalej są, dlatego przejawiają się w różnych formach zastępczych. Mogą to być zachowania wymienione w powyższym artykule, albo nadmierna troska, nerwice lub też całe spektrum innych patologicznych zachowań. Od razu przypomniał mi się przypadek Madzi z Sosnowca. Te tysiące oburzonych kobiet, które najchętniej ukamienowałyby panią K.W. Skąd to się bierze? Oczywiście, każde morderstwo jest czynem, którego absolutnie nie polecam, jednak chodzi mi o coś innego. Mianowicie wspominania pani Katarzyna stała się symbolem tych wszystkich uczuć tak skrzętnie spychanych w najskrytsze zakamarki psychiki. Uczuć nienawiści do własnego dziecka i skądinąd nieuniknionych aczkolwiek wypieranych morderczych fantazji… Żadna z tych kobiet nie przyzna się do tego sama przed sobą, stąd dla jeszcze większej obrony pojawia się tak ostry sprzeciw i pragnienie ukrzyżowania Pani K. … Trudne uczucia są nieuniknione. To naturalne. Przecież każdy posiada coś, co można nazwać jungowskim cieniem. Nawiązania do tego można odnaleźć w baśniach. Tych oryginalnych, a nie cukierkowych przeróbkach. Odnajdziemy tam sceny, w których rodzice mordują lub pożerają własne dzieci. Wszystkie emocje są naturalne, potrzebne i dobre. Dopiero, gdy nie ma na nie przyzwolenia stają się szkodliwe.
    Oczywiście rodzicielstwo ma szereg dobrych stron, nieraz spotkałam się z określeniem, że jest to najlepsze, co może spotkać człowieka. I mówiły to kobiety posiadające dzieci. Macierzyństwu towarzyszy szereg pozytywnych emocji, chociażby związanym z byciem na oksytocynowym haju. Każdy medal ma dwie strony. Pamiętajmy o tym. Pamiętajmy, że każdemu słońcu towarzyszy cień. To naturalne.

    Lubię

    • Jarek Kefir pisze:

      @Marta – fakt, to z Waśniewską było bardzo specyficzne. Chyba napiszę o tym artykuł, ale muszę przemyśleć jeszcze tę kwestię.
      Na marginesie – tutaj tekst o facebookowych rodzicach. To jest tak zwana pedo-mania, czyli mania dodawania setek zdjęć dziecka na FB czy ograniczenie swojego życia tylko i wyłącznie do spraw niemowlaków, kupek, soczków itp. Ktoś żartobliwie taki stan nazwał „odpieluchowym zapaleniem mózgu” 😀

      Cytuję: „Koleżanka, której urodziło się dziecko. Najlepiej dyskretnie usunąć ją, zanim jej pociecha przyjdzie na świat. Niezależnie od tego, jak bardzo naszą koleżankę lubimy, pewne jest jedno – lubić ją przestaniemy, kiedy ta zacznie zaspokajać ciekawość wszystkich internautów poprzez udostępnianie terabajtów fotografii swego bobasa. Najgorsze co może nas spotkać to fala porodów – wówczas Facebook zamienia się w serwis położniczo-pediatryczny. Aby dokopać się do jakiejkolwiek ciekawej treści, trzeba będzie wyciosać sobie drogę przez gęstwinę różowych, pomarszczonych niemowlaków. A to bywa cholernie czasochłonne.”

      Lubię

  6. Marta pisze:

    Drogi Jarku, odniosę się do Twojego wstępu do informacji o niekochaniu dzieci przez rodziców. Jesteś jednostronny co oczywiście jest jasne, zważywszy na to, że jesteś mężczyzną, więc dostrzegasz tylko męskie problemy tego świata, w ogóle nie zastanawiając się nad problemami kobiet.

    Przykładowo, piszesz o tym, że kobiety mają prawo do depresji i zazwyczaj mężczyźni biorą na swoje barki odpowiedzialność za cały dom. No właśnie z kobiecego punktu widzenia, niekoniecznie. Mężczyźni zazwyczaj odchodzą/ uciekają od problemów. Zostawiają kobiety z chorymi dziećmi, alkoholiczki i te depresyjne. Wokół alkoholików jest pełno „aniołów” w postaci żon czy partnerek, a alkoholiczki są same. Nie twierdzę, że to złe. Mężczyźni (zdrowi oczywiście) chcą żyć w spokoju i bez huśtawek emocjonalnych.

    Łącząc Twoje z moimi przemyśleniami dochodzę do wniosku, że każda z płci może doznać zranienia, upokorzenia, być słaba, złamana i sponiewierana przez partnera.

    Lubię

    • wyobcowana pisze:

      Jest dokładnie tak jak napisałaś,każda z płci jest narażona w dzisiejszym świecie na upokorzenia,ludzie ranią się czasem poniżają w związkach,co dla nich na pewno nie jest budujące.Jest jeszcze gorzej kiedy patrzą na to dzieci ucząc się pewnych niezbyt dobrych wzorców,które jeżeli przejmą,mogą przekazać swoim dzieciom.O ile lepiej byłoby gdybyśmy się bardziej szanowali i to pojęcie przekazali w spadku maluchom,które kiedyś też założą gdy dorosną swoje rodziny.

      Lubię

      • Jarek Kefir pisze:

        @wyobcowana:
        Cytuję: „O ile lepiej byłoby gdybyśmy się bardziej szanowali i to pojęcie przekazali w spadku maluchom,które kiedyś też założą gdy dorosną swoje rodziny.”

        -rodzin będzie coraz mniej. W zasadzie, rodzenie dzieci to działanie ku potędze systemu, to kreowanie nowych niewolników, którzy by zdobyć minimum minimum, będą musiali z siebie wypruwać flaki. Tu na tej chorej planecie nic nie ma sensu. Tutaj wszystko jest chore, złe, nie tak jak trzeba, do góry nogami.

        Lubię

        • infin pisze:

          Wedlug NE kazde dziecko ma na starcie do splacenia juz 33,344 zlotych.
          Ludzie na smieciowkach, czy niskich pensjach na etacie, na ktorym nie wiadomo ile pociagna, plodza nowych dluznikow, ktorzy maja na starcie niemaly dług, wysokie bezrobocie, fasadowe prawo pracy, mobbing w nieprotegowanej pracy to dzisiaj standard; lekkomyslnych rodzicow, swiat ukladow, koneksji, szkolnego i telewizyjnego prania mozgu;
          Ale co tam „jakos to bedzie”, najwazniejsze by rodzice dali spokoj, mozna sie przeparadowac z wozkiem po okolicy, wrzucic focie na facebooka, znajomi nie beda mieli za dziwakow bezdzietnych,
          Nie jest tak zle, przeciez strojenie glupich min do niemowlaka zrekompensuje mu hardcore zycia, ewentualnie dorzucimy mu grzechotki i inne swiecidelka, za ktore pozniej zabuli łzami i depresja.
          Oto model rodziny z planety Ziemia. Kpina.

          Lubię

    • Jarek Kefir pisze:

      @Marta – cała sprawa rozchodzi się o to, że owi „Aniołowie” obu płci, często związują się z prawdziwymi diabłami – np takimi alkoholikami, zimnymi draniami czy kobietami-sukami. Bo te „diabły” mają szósty zmysł, taką umiejętność odnajdywania tych „Aniołów” by później na nich energetycznie (i nie tylko) pasożytować.

      Lubię

      • Krystyna pisze:

        Przeczytałam artykuł, ,,wysłuchałam ” komentarzy.
        To jakaś paranoja!
        Diabły, pasożyty, suki, alkoholicy, niechciane bękarty, przemęczone zombi, które spłodziły twora na własne zatracenie, żale do szkół o nie przygotowanie zombi do rodzenia następnego zombi! Żale o to, że samiec zombi nie wie o co w tym wszystkim chodzi!
        Jestem z natury spokojna, więc powiem równie spokojnie.
        Czy was wszystkich pogięło?
        To straszne, że wy wszyscy [ nie było komentarza odmiennego!] byliście kiedyś dziećmi, a teraz w swoich wypowiedziach nie nawidzicie dzieci. To nie one są obiektem nienawiści. Wy siebie nie nawidzicie, wszak, Jarku, idąc za twoją mądrością, gniew, frustracja i nienawiść to cienie wyjęte z Archetypu, który należy przepracowywać.
        Jakoś tak się składa, że dwudziestoparoletni rodzice rodzą dzieci, które wychowują się i dojrzewają do średnio dwudziestego roku życia przy rodzicach.
        Dziewczyna, chłopak ma kontakt z dorosłym życiem rodziców. Przygląda się ich radościom, smutkom, rozwiązywanym problemom, sposobom relacji ze znajomymi, przyjaciółmi, bliskimi z rodziny. Uczy się wspierania w rodzinie, rozmów przy stole, zaufania, powierzania swoich problemów, wchodząc w dorosłe życie.
        Nie musi to być powieleniem schematu, ale w oparciu o mądrości wyniesione z domu rodzinnego i wnioski, staje się lepszą strukturą na ewentualny, przyszły związek.
        Jeśli u trzynastoletniej dziewczyny za przyzwoleniem rodziców priorytetem było ubrać się, wyjść i zaszaleć na dysce, pokazując powyżej spodni piękny pępek, na który w samczy sposób reagowali podobnie wyemancypowani chłopcy i ,,zabawa” trwała do pojawienia się ,,brzuszka”, to kto kogo tu wini?
        Nie umiejący urodzić, nie umiejacy wychowywać i kochać, ale umiejący narzekać.
        Na co? Na własną ułomność. Wygodę i egoizm.

        No, wypada poszukać przyczyn, ale nigdy u matki dziecka i partnera!
        Więc dalej, na rodziców, dziadków, na geny, na system itp.
        Wszyscy, tylko nie my!

        Lubię

        • Jarek Kefir pisze:

          @Krystyna – nie musisz nas czytać. Pozdrawiam serdecznie. 🙂

          Lubię

        • Krystyna pisze:

          Miewasz, Jarku, nadmierne, emocjonalne ekscytacje? Zacietrzewiasz się? Bo mnie się to zdarza, ale w południe[4 luty] po komentarzu Wyobcowanej – dotyczącym mojej wypowiedzi, zabrałam głos jeszcze raz. Poniżej wyjaśniam, przepraszam i powtórnie nawiązuję do tematu. Jeśli masz chwilę, to zerknij. Ciekawa jestem twojej opinii.
          Czasami zapominam, że Internet to tylko słowa, które nigdy nie oddadzą kolorytu pełnej relacji między rozmawiającymi ze sobą ludźmi.

          Serdecznie pozdrawiam.

          PS Dzięki, że dbasz o uszanowanie wszystkich czytelników.

          Lubię

        • Ryszard pisze:

          Chciałem prawie to samo napisać, dzięki Krysiu. Toż to jakaś pranoja frustrowanych, niedojrzałych ludzi! Jarek, a Ty znajdź se jakąś fajną dziołchę i zacznij zaludniać Polskę! A potem napisz jak to jest fajnie, kiedy sobie opowiadacie o swych przygodach sexualnych z kolegami z pracy, z pobytów służbowych, itp. 🙂 Czasem dojrzejesz, to jest fakt.

          Lubię

        • Jarek Kefir pisze:

          Typowa odpowiedź osoby, która nie widzi drugiej, bardzo mrocznej strony tego, co proponuje społęczeństwo. Wszystko ma dwie strony, Ryszardzie, dobrą i złą. To, że teraz jesteś odurzony hormonami zakochania i nie widzisz złej strony związków, biologii, seksu – wcale nie oznacza, że ona nie istnieje.

          Lubię

        • Ryszard pisze:

          No, może jestem odurzony, ale w takim razie to u mnie trwa już prawie 17 lat 🙂 A seks, to wciąż prawie jak na początku. Masz rację w tym, że były chwile trudne, parę bardzo trudnych…
          Lubię też wspominać kawalerskie czasy, oj taak. 🙂 Ale wierz mi, nie zamienił bym tego wszystkiego. Do tego, w każdej chwili ma nam nam się urodzić piąte dziecko. Czy bym był aż takim wyjątkiem? Chyba nie, bo w moim otoczeniu jest więcej takich jak my.

          Lubię

        • infin pisze:

          Albo jestes bogaczem, albo idiota, 5 dzieci w dzisiejszych czasach ?

          Lubię

      • Mazowszanin pisze:

        a nie pomyśleliście że temu aniołowi sie trafia celowo diabeł by się rozwijał ten anioł bo może taka karma mu została dana – ja myśle że w tym nie ma przypadku

        Lubię

  7. wyobcowana pisze:

    Najważniejsze że dodtrzegamy że coś jest chore czy złe.To już pierwszy krok do tego żeby zacząć najpierw się zastanawiać jak można to naprawiać,a później to robić.Jeżeli widzimy wady w innych to prędzej czy później przyjdzie refleksja czy sami ich nie mamy.Jeżeli już wyeliminujemy te złe cechy u siebie,to podstawa żeby dawać na początek przykład innym że można jeżeli się chce zmienić coś w sobie,bądź podejście do czegoś bardzo istotnego co wpływa na życie nasze ,naszych dzieci,i otoczenia.Krytyka czasami wpływa destrukcyjnie na jednostki ,zwłaszcza jeżeli jest okazywana w niewłaściwy sposób,wtedy staje się niezdrowa.A jeżeli krytykujemy w sposób poniżający drugą osobę naruszamy jej prawo do godności,które powinniśmy szanować żeby w ogóle zacząć cokolwiek zmieniać w tym całym systemie.

    Lubię

    • Krystyna pisze:

      Tak, wiem, przepraszam, poniosło mnie.poleciałam po tej samej bandzie. Właśnie najbardziej poruszyło mnie to, o czym , Wyobcowana, piszesz.
      A mianowicie podła, poniżająca krytyka, odbierająca godność i to [co zabolało mnie najmocniej] skierowana wobec bezbronnej, całkowicie uzależnionej Istoty.
      Pozwolę sobie przytoczyć kilka cytatów i skomentować je, odnosząc się do słów zapisanych, a NIE DO OSÓB, które je zamieściły.

      Cytuję: … ,,dziecko, zamiast milusio kwilić, ciągle wrzeszczy, często wywołując uczucie bezradności, rozdrażniania i skrajnej frustracji (płacz dziecka jest jednym z najtrudniejszych do zniesienia dźwięków dla kobiety).”
      Komentarz: Natura wyostrza słuch matki na wołanie dziecka. Nawet lekkie westchnienie dziecka wybudza ją ze snu. Matce przepełnionej miłością do malutkiego życia wystarczy godzina snu, aby po nim mieć potężne siły witalne skierowane na troskę o dziecko.
      Jeśli natomiast sny są przedłużeniem beztroskich, skierowanych na egocentryzm zabaw szesnastoletniego podlotka, to taka kobieta nie ma nic wspólnego z byciem mamą.

      Cytuję: … ,, wykończona partnerka wpycha mu w ramiona beczącego bachora.”
      Komentarz: Kobieta nazywająca w ten sposób swoje dziecko, wykształciła w sobie jedynie fizjologiczną możliwość rozrodu, co nie ma nic wspólnego z macierzyństwem.

      Poniższe, zacytowane zdanie jest dla mnie kosmosem!

      Cytuję: … ,,W naszym społeczeństwie nie ma przyzwolenia na uczucia nienawiści do swoich dzieci, dlatego nasza mądra psychika spycha je do podświadomości”
      Komentarz: A jakie społeczeństwa, w tym wszystkie zwierzęce, łączą pojęcie dziecka z nienawiścią? Takie postrzeganie to moralny upadek kobiety, która przed urodzeniem dziecka miała ogromną wiedzę jak zdobywać, kokietować, zabawiać partnera [ów] i rozkoszować się byciem z nim w spełnianiu docelowych płytkich instynktów, określając je jako wzniosłe [cóż, sięgały najwyższych jej poziomów].

      Cytuję: … ,, zdezorientowana i zaszczuta chowam się po kątach, by mnie nie zauważył ssak, którego powiłam parę tygodni temu, by mnie nie wypatrzył, nie wyczuł, że jestem w pobliżu. Nawet nie o mnie ssakowi chodzi, ale o dwa nabrzmiałe balony, które przy delikatnym nawet ruchu sikają strugami mleka ”
      Komentarz: Ciekawi mnie co myśli kobieta wypowiadająca te słowa, oglądając pierwszy lepszy film przyrodniczy, na którym kamera podpatruje poród i macierzyństwo samicy a niejednokrotnie ojcostwo samca? [no cóż, warunkiem koniecznym jest zaistnienie procesu myślenia].

      Cytuję: … ,,Dlaczego mamiono mnie opisami fantastycznych przeżyć, wręcz erotycznych, podczas karmienia piersią, gdy tymczasem okazało się , że bezzębny dziamdziak może zmasakrować suty w try miga i domagać się co godzinę dalszej masakry, więcej krwi „…
      Komentarz: Jak można być otwartym na fantastyczne przeżycia płynące z obiektu nienawiści? Przecież wytwarza się blokada; bolą piersi, sutki, więc w prosty sposób realizuje się zasada przyciągania: uczucie nienawiści robi wszystko, aby siebie spotęgować …

      Czy w tych wszystkich cytatach nie była naruszona godność małego człowieka?
      Czy takimi słowami nie odbierano mu prawa do godnego życia i szczęścia?
      Co na to powiedziałby mały człowiek, gdyby umiał mówić?
      Może powoli, dzień po dniu uczyłby macierzyństwa najbliższą mu osobę, dla której słowo macierzyństwo jest pustym, nic nie znaczącym brzmieniem?

      Nie wiedziała, nie miała pojęcia, nie poinformowano ją!
      Cóż za hipokryzja!
      A informowano ją [i jego] jak zdobywać partnera, rozkoszować się beztroską zabawą, w której wiek szesnastu lat został ,,rozciągnięty” do dwudziestego, a nawet trzydziestego roku życia?
      Na to nie byliśmy za głupi. Wiedzieliśmy co i jak. Ba! …, mieliśmy nieodpartą chęć zdobywania tej wiedzy!
      A może nie widzieliśmy koleżanki w ciąży, a może nie słyszeliśmy żalów kolegi z wybałuszonymi nieziemsko oczami, mówiącego, że nie wiedział czym może się skończyć rozkosz zapełniania foremek?
      Nie bądźmy hipokrytami, szukającymi winy we wszystkich i we wszystkim, tylko nie w sobie i własnej głupocie przydatnej w razie oskarżenia.

      Zdaję sobie sprawę, że powyższe moje słowa są pryzmatowym, wycinkowym poruszeniem tematu, w którym najbardziej zastanawia mnie [a nawet irytuje, za co przepraszam] wygodnickie, niedojrzałe zwalanie winy na system, na ogólnie przyjętą patologię przy minimalnej, a wręcz żadnej pracy nad sobą.
      Stworzymy w ten sposób bardzo ciekawą ,,ochronkę”.
      Nienawidzone, katowane i mordowane dzieci to tylko efekt zewnętrznej choroby społecznej, w której biedna, zainfekowana patologią kobieta[mężczyzna] nie jest niczemu winna. To nie ona, ona jest tylko ofiarą, wymaga troskliwej opieki armii psychologów i opiekuńczej akceptacji społecznej.
      A dziecko, bite lub zamordowane, co tam!
      Ono było tylko pryszczem ospy wietrznej, którą trzeba się zająć i leczyć!
      I w takim kontekście słowa Jarka:

      Cytuję: … ,,Tu na tej chorej planecie nic nie ma sensu. Tutaj wszystko jest chore, złe, nie tak jak trzeba, do góry nogami.”
      – ważam za trafne.

      Serdecznie pozdrawiam.

      Lubię

      • wyobcowana pisze:

        Trzeba starać się zmienić podejście ludzkie do niektórych spraw,bo to planeta i środowisko w którym żyjemy robi się chore poprzez właśnie niezdrowowo nastawionego człowieka pędzącego za pieniądzem i władzą,czy dominacją nad kimś który w rzeczywistości wcale od niego w niczym gorszy nie jest.

        Lubię

  8. Nie chcę mieć dzieci, bo ich po prostu nie lubię i mówię o tym głośno. Do tego utwierdziłam się w tym przekonaniu, kiedy bywałam u mojego już byłego chłopaka, który ma dwójkę młodszego rodzeństwa. Chłopcy, mają po 5 i 7 lat, i są małymi psychopatami. Ani chwili spokoju! Nic, tylko się drą i robią kupę hałasu, a matka nijak sobie z nimi radzi. Nie raz widziałam ją sfrustrowaną palącą papierosa po kątach i wtedy tylko utwierdziłam się w przekonaniu, że nigdy nie dołączę do tego tabunu matek, które najchętniej by udusiły swoje „pociechy”.

    Lubię

  9. gosc z Norwegii pisze:

    Ja naleze do „wymierajacego” gatunku, powilam czworke i karmienie naprawde bylo dla mnie przyjemnoscia, traktowalam to jak zasluzona przerwe w codziennych obowiazkach. A wstawanie nocne do dziecka to naprawde zadne poswiecenie to jest jak lamka w glowie, ktora sie zapala, wstajesz przebierasz, karmisz i w sekundzie zasypiasz. Wiecie co przeszkadza ludziom miec dzieci – dobrobyt. Moje dzieci juz nie planuja potomstwa bo tak sa zajete soba, ze nie wyobrazaja sobie, zeby mogly to zmienic. Praca, wyjazdy, dbanie o siebie, zachcianki itd. Swiat nie jest najlepszy zeby sie rozmnazac ale czy byl lepszy w moich czasach? Obserwuje rodziny muzulmanskie, oj oni sie dopiero rozmnazaja i naprawde dobrze sie odzywiaja, maja swoje sklepy nie zaopatruja sie w hodowlane mieso szprycowane chemia. Takze nie ma sie co martwic…………ktos to za nas zrobi!

    Lubię

    • Jarek Kefir pisze:

      Ja na to patrzę inaczej. Ten świat jest tak perfekcyjnie zły i popieprzony, że ściąganie nowych istot na ten łez padół tylko karmi system i zarządcę systemu (boga yahwe) który wręcz uwielbia zło i cierpienie.
      Poza tym jest jeszcze coś takiego jak kapitalistyczna eksploatacja. 100 lat temu spaliśmy średnio 10 godzin dziennie. Dopiero taka ilość snu gwarantuje jako takie zdrowie. W latach 50-tych XX wieku było to już 8 godzin. Teraz – 6,4 godziny. Już obecnie firmy farmaceutyczne pracują nad tym, by przekształcić człowieka w biomaszynę która nie będzie potrzebowała snu. A wszystko to dla kapitalistów, dla american way of life czy jakoś tak.

      Lubię

Skomentuj artykuł:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Zapraszam na moje strony na FaceBooku:

Podaj adres e-mail w celu obserwowania tego bloga i otrzymywania powiadomień o dodaniu nowych wpisów.

Dołącz do 1 126 obserwujących.

Najnowsze artykuły – zapraszam:

Partnerzy strony:

%d bloggers like this: