Alkohol i inne narkotyki to poziom rynsztoka. Popieram całkowitą abstynencję i prohibicję!

Alkohol i inne narkotyki to poziom rynsztoka. Popieram całkowitą abstynencję i prohibicję!

alkohol i alkoholizm w PolsceObrałem w swoim pisaniu i blogowaniu zasadę „100 kijów w mrowisko” jak i krzyczenia głośno o tym, o czym społeczeństwo wolałoby w ogóle nie mówić. Otóż przyjęło się, że brudy pierze się w zaciszu domowych białych firanek, gdy nikt nie patrzy, „trupy” chowa się do szafy, a ofiary systemu odchodzą po cichu, byle tylko nikt z pędzących za nie wiadomo czym ludzi, nie zauważył. Jak się domyślacie, gdy tylko widzę takie podejście, to zaraz uruchamia mi się potężny alert, lawina myśli i analiz od każdej strony, i często zakończone jest to autorskim felietonem.

Pisałem kiedyś, że zakłamanie i hipokryzja jest spoiwem, które trzyma ten kruchy system w „jako takim” porządku i trwaniu. Choć siłą bezwładu i z ogromnym „tarciem”, ten system, ta cywilizacja, jakoś trwa. Takich „spoiw”, buforów bezpieczeństwa, które zapewniają ludziom chwilę iluzorycznego spokoju i wytchnienia pośród nieprzewidywalności, niestabilności i powszechnego chaosu, jest znacznie więcej. Jednym z tych spoiw są narkotyki – środki zmieniające świadomość (takie jak: heroina, alkohol, kokaina, papierosy, amfetamina itp). Oczywiście, ideologie i religie również są tego typu spoiwami, czyli buforami bezpieczeństwa.

Chciałem w tym felietonie zarówno włożyć 100 kijów w bezpieczne i iluzoryczne, społeczne mrowisko, jak i podzielić się pewnym wnioskiem. Otóż, im większa wiedza, tym większa pokora. Choć bywa i tak, że im więcej wiedzy, tym większe ego, aż do rozmiaru Mount Olimp na Marsie. Jednak wtedy upadek jest jeszcze bardziej bolesny, niż „standardowy” upadek przeciętnego Kowalskiego. Jest on kwestią czasu. Wiem, bo sam w tę pułapkę kiedyś wpadłem.

Otóż zrozumiałem, iż tutaj, na tej planecie, wszystko jest na swoim miejscu, tak jak trzeba. Pomyślmy co by było, gdyby tych buforów bezpieczeństwa (alkohol i inne narkotyki, ideologie, religie, kompulsywny seks) nie było. Pisałem już o tym, iż gdyby nie te bufory, to panowałaby powszechna anarchia, przemoc i zezwierzęcenie. Owszem, pijący rodzic czy rodzic wkładający dziecku katolickie bzdury do głowy, niszczy dziecku psychikę. Jest to zbrodnia, która woła o pomstę do nieba, to dzięki temu ten świat jest areną ciągłej rozpaczy i cierpienia. Ale niewiele można z tym zrobić, poza edukowaniem jednostek, którym da się coś przetłumaczyć. Tak musi być i koniec. Mamy w procesie wychowawczym upaść na samo dno, a potem, po wielu latach trudu, podnieść się i powstać jako Feniks z popiołów. Czy też jako Sol Invictus – Słońce rozświetlające mroki Ziemi, tej Ziemi, zmartwychwstające po długiej ciemnej nocy ducha.

Kiedyś nienawidziłem katolików czy osób pijących – właśnie dlatego, że największe piekło fundują osobom całkowicie niewinnym i bezbronnym, czyli dzieciom. Dziś patrzę na tę sprawę szerzej. W katolikach widzę biednych, zastraszonych ludzi, którzy łapczywie poszukują choć kropelki stabilizacji i bezpieczeństwa, które daje pełen wymogów i dyscypliny system wierzeń. W osobach pijących widzę ludzi nieszczęśliwych i kalekich. Tak, kalekich. Gdyż dla takich osób jedyna chwila, gdy nie odczuwają one wewnętrznej rozpaczy, bólu istnienia, to ta chwila, gdy w skrajny nieraz sposób zezwierzęci się narkotykiem, na przykład alkoholem. Mózg jest wtedy tak zatruty, neurony obumierają tak szybko, że wyłącza on dużą część obwodów. Dzięki temu taka zrozpaczona jednostka ludzka choć na te 2, 3 godziny, przed wpadnięciem w głęboki sen czy amok, nie czuje tego wewnętrznego bólu i rozdarcia.

To jest spore kalectwo naszej cywilizacji. Nie potrafimy bawić się i radować na trzeźwo, bez uszkodzenia sobie mózgu narkotykiem, np alkoholem. Nie potrafimy tańczyć i podrywać dziewczyn na parkiecie na trzeźwo. Nie potrafimy być radośni, zabawni, towarzyscy, wygadani – na trzeźwo. Dlaczego? Kto nam zrobił taką krzywdę, kto nas uczynił kalekami? Tutaj, paradoksalnie, nie ma winnych. Nie wolno Ci winić swoich rodziców, choć zapewne ego podpowiada Ci, że to wszystko ich wina. To było pokolenie traumy powojennej. Tak jak Ty w wieku szczenięcym nie wiedziałeś kompletnie nic o emocjach, relacjach, psychice, tak samo oni nic nie wiedzieli. Zrozummy to, że to było jak ślepa loteria. Jedno dziecko wychodziło z tego procesu, żartobliwie nazywanego „wychowaniem” czy „socjalizacją” z pokiereszowaną psychiką, jako wrak człowieka. Inne dziecko ucierpiało tylko nieznacznie, choć „kody” w psychice ma bardzo podobne.

sens życiaJednym z tych destrukcyjnych „kodów” jest utożsamienie szczęścia ze stanem ekstazy emocjonalnej. Spowodowanej np alkoholem, narkotykiem, kompulsywnym seksem, związkiem założonym bez przygotowania i wiedzy, imprezą, filmem wgniatającym efektami w fotel, itp itd. Ale przecież w dzieciństwie tak w ogóle nie było! Wtedy wystarczył nam kawałek drewnianego kijka, łąka i polna dróżka na niej – i rysując kijkiem zygzaki i wzory, łapiąc dla zabawy motyle i trzmiele, było zabawy i radości na pół dnia. Dlaczego tak nie może być teraz, w wieku dorosłym? Dlaczego nasza radość nie może być stała i absolutnie bezwarunkowa, tylko musi być związana z czymś zewnętrznym (seks, związek, alkohol, narkotyk)?

A może tutaj tkwi klucz bycia szczęśliwym człowiekiem – Tu i Teraz? Tu i teraz, a nie po kupnie samochodu, kupnie mieszkania, znalezieniu lepszej płacy, po ślubie, po spłodzeniu dzieci.. Zauważmy, że ludzie gdy jeden cel osiągną (samochód) natychmiast stawiają sobie kolejny cel (mieszkanie, a potem np ślub). A szczęścia jak nie było, tak nie ma. I oczywiście, jedyne wytchnienie od tej szaleńczej gonitwy nie wiadomo już za czym, to uchlanie się w trupa w piątek i sobotę, co weekend. Bo zamiast szczęścia, jest narastająca coraz bardziej frustracja, cierpienie, i często ukrywane przed wszystkimi wokół łzy. Taki ten świat jest przewrotny – na zewnątrz widzisz szaloną dziewczynę czy szalonego chłopaka wywijającego niezłe fikołki na parkiecie tanecznym, pijących jednego drina za drugim. A w środku, w ciszy, gdy nikt nie patrzy – ta sama osoba to psychiczny wrak, duchowy cmentarz.

Podsumowałem to jak umiałem. Ale proszę, pomyśl teraz, co by było, gdyby wyżej wspomnianych buforów bezpieczeństwa nie było. Tacy ludzie nie mieliby żadnej, nawet tej iluzorycznej, bo pijackiej, radości. Nie wiedzieliby oni gdzie się realizować. Nie mieliby po co pracować, nie widzieliby sensu życia. Bo nie oszukujmy się – tym sensem jest dla nich te kilka godzin w piątek i sobotę, gdy odrętwiali i „zwarzywieni” alkoholem, nie czują już nic. Oj, szybko zapadaliby oni na choroby psychiczne, depresje, nerwice. Szybko staliby się przestępcami, kierowanymi najniższym instynktem brutalności. A pozbawieni iluzorycznego bezpieczeństwa, ale jednak bezpieczeństwa – jakie zapewnia ideologia czy religia – szybko zmieniliby się w stwory podobne do filmowego Hannibala Lectera. Jednak ten „bat” w postaci groźby piekła po śmierci, jakoś trzyma ten cały bajzel w ryzach. To oczywiście tylko przykład.

Jak już mówiłem – tutaj nie ma winnego, a rodziców nie wolno o to winić. My, czytający strony takie jak moja, mamy znacznie więcej „opcji” do wyboru. Osiągamy dużo potężniejsze odczucie szczęścia i niemal boskiej Nirvany po: medytacji, specyficznym oddychaniu, pracy z podświadomością, wizualizacjom, słuchaniu specyficznych dźwięków wygenerowanych na syntezatorach, technikach transowych, tantrze, i wielu, wielu innych. Kto raz dotknął samego Praźródła, kto choć raz poczuł ten stan, a wcześniej narkotyzował się np alkoholem itp, ten ma porównanie, i jest już na zawsze innym człowiekiem niż był. To zmienia do końca życia. Żaden alkohol, żaden narkotyk ani ich mieszanka, żaden impulsywnie uprawiany seks – nie odda nawet jednego procenta odczucia, jakie daje dotyk Praźródła.

A teraz pomyślmy. Ci zabiegani, zastraszeni ludzie – oni tych technik i metod nie znają. Oni tego odczucia obcowania z Praźródłem kompletnie nie rozumieją. Zresztą, tego nie sposób wyrazić słowami – żadne nie odda całości zagadnienia. Oni nie wiedzą po co żyją, kim są i skąd się wzięli, i jaka jest ich rola na tym łez padole. Nie wiedzą, co jest po śmierci. A to rodzi jeden z najpotężniejszych ludzkich lęków – lęków, który się jednak skrzętnie ukrywa. Bo gdy na co dzień spróbujesz w towarzystwie poruszyć temat: „słuchajcie, ziomki, zastanawialiście się nad tym, po co żyjemy, jaki jest cel i sens życia?„. To usłyszysz słynne: „nie filozuj„, pomieszane z dzikim rechotem i odgłosami chluszczącej cieczy przelewanej z butelczyny piwska do otworu gębowego. Ostatecznie, dowiesz się tak „mądrych” rzeczy, że sensem życia jest kupienie samochodu, mieszkania i założenie rodziny.

Musimy zrozumieć i pogodzić się z tym, że tak ma po prostu być. Czy winisz osobę niewidomą bądź głuchą? Czy nienawidzisz takich osób za ich kalectwo? Nie, ponieważ zdajesz sobie sprawę, że są to ludzie, którzy poprzez swoje kalectwo, mają zniekształcony obraz świata. A co by było gdybym powiedział, że prawie wszyscy jesteśmy takimi kalekami, w mniejszym lub większym stopniu? Tylko owo kalectwo dotyczy tego, co napisałem powyżej w tym felietonie. To od Ciebie zależy, czy wytrwasz i dasz radę dźwignąć się z kolan, na których całe życie żyłeś. Ziemia nazywana jest „więzieniem bez ścian”, bo tak naprawdę klucz do wyjścia z tego „więzienia” jak i zamek otwierany tym kluczem, jest w Tobie, w Twojej głowie.

Poza pogodzeniem się i wykazaniem zrozumienia, zamiast nienawiści wobec takich osób – warto jednak coś zrobić. Jeśli zauważysz, że danej osobie da się coś pokazać, wytłumaczyć – że taka osoba jest zainteresowana czymś nowym i Cię nie wyśmieje – rób to bez wahania. Mnóstwo ludzi z tych żyjących na kolanach, których sensem życia jest np alkohol i impreza, tak naprawdę pragnie i łaknie wiedzy, odmiany ich ponurego żywota. W takich ludziach jest ukryty potężny potencjał. Wiedz i miej też świadomość tego, że duża część ludzi Cię raczej wyśmieje, wyszydzi, a w skrajnych wypadkach nawet pobije, gdy będziesz im próbował wyjaśniać te sprawy. Oddzielaj więc ziarno od plew, i nie rzucaj pereł między wieprze. Możesz Ty – tak, Ty – kilka osób z Twojego otoczenia zainspirować do zmiany, zaciekawić czymś nowym. Zaś nienawidzić i przeklinać resztę – nie jest dobrym rozwiązaniem, to odbije się tylko na Tobie.

Autor: Jarek Kefir

Chcesz wspomóc moje niezależne inicjatywy i sprawić, by tego typu wpisy pojawiały się z regularną częstotliwością? Aby to zrobić, kliknij tutaj (link).

Jeśli spodobał Ci się ten artykuł – podaj go dalej i pomóż go wypromować! Pomóż innym zapoznać się z tą tematyką.

 

6 myśli nt. „Alkohol i inne narkotyki to poziom rynsztoka. Popieram całkowitą abstynencję i prohibicję!

  1. Ty Jarku pisząc o takich ludziach (co są tego nieszczęsnego wyścigu szczurów uczestnikami) usprawiedliwiasz ich twierdząc, że są zabiegani, zastraszeni, kalecy itp. W mojej ocenie pisząc to nie masz innego wyjścia. Spotkałbyś się pewnie z falą potężnej krytyki gdybyś napisał inaczej. Ja jako komentujący Twój felieton, mogę być bardziej szczery. Ci ludzie są twórcami zła, które panuje na tym świecie, to oni są odpowiedzialni za rzezie, nazizm, obozy koncentracyjne, wieczne wojny i konflikty zbrojne w jakichś irracjonalnych celach. To oni nie mają odwagi odmówić udziału w tych „atrakcjach”, a często znajdują w nich swoje osobliwe szczęście. Ja nie mam żadnego powodu, aby takich ludzi usprawiedliwiać. Już trochę na tym świecie pożyłem i takich osobników spotykam na każdym kroku. To są ludzie, którzy mają silną potrzebę bycia prospołecznymi, widząc w tym dla siebie szansę na zdobycie poczucia bezpieczeństwa. Oni nie mają odwagi zakwestionowania swojego obecnego życia i rozpoczęcia czegoś nowego, niepewnego i niestałego, bo uważają swoją drogę życiową za jedynie słuszną. I życzę im powodzenia. Tak mi, jak Tobie tak im Bóg dał rozum po to by z niego korzystali. Pozdrawiam. T.

    Lubię

  2. Jarku,
    Tak tylko może pisać człowiek zakochany i bardzo wrażliwy. Widzący bezmiar ludzkiej niedoli w obliczu swojego tu i teraz szczęścia i bardzo, bardzo współodczuwający z tymi, których to szczęście nie jest udziałem.
    System wie, co robi! Pijakami, ćpunami, gryzipiórkami z mnóstwem kserowanych papierów, przedsiębiorcami ukrzyżowanymi biurokracją, Kowalskim zarzucającym powolność kasjerce siedzącej na pampersie w markecie etc. – nimi łatwiej się rządzi i kontroluje.
    Oprawcą nazwą cię ci, których chcesz wyrwać z ich spokojnego, jakoś poukładanego życia. które ty uważasz za beznadziejne, służalcze i niespełnione.
    Rację masz, że jedynie można małymi kroczkami …

    Lubię

  3. Świetnie analizujesz. Ja też myślę, że tak właśnie wygląda świat.

    Mam dwie uwagi, bo niektóre wnioski wyciągam odmiennie.

    Po pierwsze – prohibicja. Jestem przeciw. Umysł zniewolony w tej sytuacji albo będzie szukał nielegalnego źródła narkotyku, albo jego zamiennika. To w konsekwencji rozwój nielegalnej produkcji i/lub zamienników, może gorszych jakościowo i funkcjonalnie, ale legalnych bądź słabiej penalizowanych. W ostateczności nie mogąc pić zacznie np. jeść cukierki na potęgę. Nasze słabości są bowiem tylko wyrazem naszych lęków, które najczęściej sami głęboko skrywamy. Jeżeli człowiek nie rozwiąże swoich wewnętrznych problemów w życiu rzeczywistym będzie zawsze szukał „narkotyków”. Prohibicja nic nie zmienia, a uwolnić dusz wbrew nim się nie da. Nie akceptuję żadnej formy w której jeden narzuca coś drugiemu, a zakaz jest dla mnie czymś tak okrutnym, że okalecza na równi otrzymującego, jak i dającego.

    Po drugie – szkodliwość alkoholu. To nie alkohol jest bezwzględnie szkodliwy, tylko jego nadużywanie. Zajmuję się – między innymi – tworzeniem eliksirów. Wielu z nich bez alkoholu nie miałbym jak zrobić, jest on bowiem znakomitym utrwalaczem i rozpuszczalnikiem. Nie stworzyłbym bez niego nalewki szałwiowej do płukania infekcji, bo najczęściej w okresie infekcyjnym szałwii świeżej nie ma. Zresztą w wielu sprawach lek jest potrzebny natychmiast, a zdecydowana większość leków do ich sporządzenia wymaga czasu. I dodatkowo alkohol w niewielkich ilościach podawany z określonymi komponentami potrafi zmusić i zmobilizować ciało do określonej reakcji, mnie interesują te uzdrawiające. Wielki badacz wszelkich trucizn Paracelsus doszedł do konkluzji: „Cóż jest trucizną? Wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną. Tylko dawka czyni, że dana substancja nie jest trucizną”.

    Dziękuję Ci za wszystkie dotychczasowe inspiracje i z radością czekam na następne 🙂 Nie wolno nam ustawać w pracy nad rozwojem własnym i innych, bo w ostatecznym rozrachunku tylko to ma jakiś sens.

    Pozdrawiam.

    Lubię

Skomentuj artykuł:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s