Ciekawe

Przetrwanie ludzkości i przyszłość Ziemi

Asteroidy, komety – zacznijmy od określenia co zagraża Ziemi

Unikatowość życia, inteligencji, naszego dorobku kulturowego i naukowego jest ogromna, podobnie jak ogromne są ich zasoby informacyjne. Jednakże cała historia Ziemi, wszystkich stworzeń, cała historia człowieka i jego myśli oraz działań mogłaby zniknąć, przestać istnieć. Cywilizacja człowieka rozumnego może przestać istnieć każdego dnia, wraz z całym dorobkiem, jaki wytworzyła przez 200 000 lat swojej historii. Wszechświat pozostanie na to doskonale obojętny. Będzie trwał i trwał. Bez nas.

Czy możemy się przed tym uchronić ?

Zacznijmy od określenia co właściwie nam zagraża.

Asteroidy

26 grudnia 2004 roku, o godzinie 1:58 czasu warszawskiego, w okolicach Sumatry, 30 km pod dnem Oceanu Indyjskiego nastąpiło gwałtowne przemieszczenie warstw tektonicznych, powodując tsunami, które zabiło 300 tysięcy ludzi.

zagrozenia komety

Jakkolwiek dramatyczne było to wydarzenie, spowodowało także pewien efekt szumu, który zagłuszył inną informację, która w normalnych warunkach byłaby zapewne na pierwszych miejscach w serwisach informacyjnych. Wiadomości o tsunami tak zdominowały media, że na inne w zasadzie niewiele osób zwracało uwagę. Podobna sytuacja miała też miejsce po wydarzeniach w Nowym Jorku z 11 września 2001 roku. Tyle że w 2001 roku nie było innej, globalnie istotnej wiadomości, która została w ten sposób zagłuszona.

W tym samym dniu, w którym cały świat huczał o tsunami i z niedowierzaniem wpatrywał się w dantejskie sceny z tamtego rejonu, NASA wydała komunikat o zbliżaniu się do Ziemi asteroidy, której nadano złowieszcze imię Apophis (egipski demon ciemności i chaosu), o wielkości 400 metrów w średnicy a szansę na uderzenie oszacowano na 1/45 w roku 2029. Asteroida jest 8-mio krotnie większa od meteorytu tunguskiego który eksplodował z siłą 1000 bomb zrzuconych na Hiroszimę. Wraz z kolejnymi dniami, NASA uściślała obliczenia a widmo katastrofy oddalało się, pozostając ostatecznie z szansą 1 / 250.000 w roku 2036, co już nie było specjalnie interesujące, więc wiadomość pozostała praktycznie bez echa.

Drobna dygresja:

  • 1 do 250 000 : szansa że w 2036 roku uderzy w nas asteroida zdolna do starcia Czech z powierzchni Europy
  • 1 do 14 000 000 : szansa na trafienie 6 w totka…

Gracie w totka?

Upadki takich asteroid występują z bezwzględną regularnością. Spójrzmy na tabelkę:

Średnica obiektu Średni okres pomiędzy uderzeniami Efekty uderzenia
75 m 1000 lat Obiekty żelazne tworzą kratery (Krater Barringera), obiekty kamienne eksplodują w atmosferze (Tunguska). Niszczą obszar dużego miasta.
160 m 4000 lat Uderzenia w ląd niszczą duże miasta + obszary podmiejskie i tworzą kratery wielkości 3 km. Znaczące tsunami przy uderzeniach w wodę.
350 m 16 000 lat Uderzenia w ląd niszczą obszary o powierzchni małych państw (Estonia) i tworzą kratery wielkości 6 km. Tsunami o zasięgu oceanicznym przy uderzeniu w wodę.
700 m 63 000 lat Uderzenia w ląd niszczą średnie państwa (Taiwan) i tworzą kratery wielkości 12 km. Uderzenia w wodę – tsunami obejmują całą półkulę i powodują większe zniszczenia niż uderzenie w ląd.
1.7 km 250 000 lat Zarówno uderzenie w ląd jak i w wodę powoduje zapylenie atmosfery, zmianę klimatu i utratę plonów. Uderzenie w wodę wywołuje planetarne tsunami i penetruje ocean za wyjątkiem najgłębszych obszarów. Globalne zniszczenie warstwy ozonowej. Uderzenie w ląd niszczy duże państwo (Francja).
3 km milion lat Globalna zmiana klimatu i rozrzut materii po całej planecie. Globalne pożary. Uderzenie w ląd niszczy obszar wielkiego państwa (Meksyk)
7 km 10 milionów lat Radykalna i długotrwała zmiana klimatu. Pożary wszystkich lądów. Masowe wymieranie gatunków. Uderzenie w ląd niszczy obszary kontynentalne.
16 km 100 milionów lat Masowe wymieranie gatunków na wielką skalę (zagłada dinozaurów)
>16 km brak statystyk zagłada wszystkich wyższych form życia

Oczywiście mówimy tu o statystykach. To, że statystyka mówi nam, że asteroida o wielkości 3 km powinna spadać co milion lat, nie oznacza że kolejna spadnie milion lat po poprzedniej. Ani że jeśli ostatnia spadła 100 tys lat temu, to jesteśmy bezpieczni. Nie. Może spaść w każdej chwili. Statystyka odwołuje się jedynie do zdarzeń przeszłych i wyciąga z nich pewną średnią.

Spójrzmy na ilustrację:

komety asteroidy i meteoryty

Oto naniesione na rzut orbity Ziemi, orbity około 800 obiektów, określonych jako potencjalnie niebezpieczne obiekty, których wielkość przekracza 150 m średnicy. Są to stare dane z 2000 roku. Linie żółte obrazują orbity obiektów przecinających orbitę Ziemi.

Aby dokładniej zobaczyć z jaką ilością obiektów mamy do czynienia spójrzmy na kolejną tabelkę:

Średnica obiektu Ilość takich obiektów w bezpośredniej bliskości orbity Ziemi Liczba ofiar w ludziach w przypadku uderzenia
< 50 m ponad milion około 0
50-300 m 30 tys – 300 tys 5000
300-600 m 10 tys 500 000
1 km 500-1500 1.5 miliarda
10 km 1-10 6 miliardów

Jak widać jest tego sporo. Ponadto, obiekty które leżą po za tymi statystykami, czyli takie które nam nie zagrażają (w tym takie po kilkadziesiąt / kilkaset km średnicy), mogą zostać wytrącone ze swoich orbit, na skutek wzajemnych zderzeń i przybrać orbitę taką, która już nam zagrażać będzie. Tak czy inaczej zderzenie z dużą asteroidą jest jedynie kwestią czasu.

Inne katastrofy kosmiczne

Obok asteroid, wykończyć nas mogą również rozbłyski słoneczne, wybuchy supernowych oraz strumienie gamma. Choć prawdopodobieństwo tych zdarzeń jest niższe niż uderzenie asteroidy, to ich skutki są znacznie poważniejsze, z wytrąceniem z orbity, zdmuchnięciem całej atmosfery, czy spopieleniem powierzchni na kilometry wgłąb, włącznie.

Protuberancja słoneczna. Poniżej porównanie wielkości Jowisza i Ziemi (kropka pod Jowiszem). Skala zachowana:

aktywnosc sloneczna komety

Katastrofy lokalne

Czyli ziemskie. Krótko wymieńmy te, które zdarzają się, zdarzały w przeszłości i mogą zdarzyć się w przyszłości :

  • globalne ocieplenie klimatu, podniesienie poziomu wód
  • zlodowacenie
  • globalne tsunami
  • globalny konflikt nuklearny
  • globalna epidemia
  • dyktatury, fundamentalizm i terroryzm w skali globalnej

Wszystkie te elementy po za jednym, zdarzały się w przeszłości i zdarzyć się mogą w przyszłości. O globalny konflikt atomowy otarliśmy się podczas Zimnej Wojny, lecz na szczęście do niego nie doszło, ponieważ atak którejkolwiek ze stron, równał się wtedy z natychmiastowym kontratakiem i de facto samobójstwem. Wszystkie te zdarzenia mogą unicestwić znaczną część ludzkości, zahamować rozwój lub cofnąć go o całe stulecia.

Konsekwencje i rozwiązanie

Ok, wiemy że żyjemy w miejscu niestabilnym, narażonym na nieustanne ryzyko katastrofy, która zmiecie ludzkość w niebyt. I choćbyśmy się nie wiem jak starali, pewnych rzeczy nie unikniemy. A skoro ich nie unikniemy, to powinniśmy się zastanowić co w ogóle możemy zrobić. Odpowiedź na to pytanie jest banalnie prosta.

Prawdopodobieństwo zagłady ludzkości, w wypadku zniszczenia Ziemi wynosi obecnie 100%. Zagłada Ziemi oznacza zagładę ludzkości. Jak można zmniejszyć to prawdopodobieństwo ?

Należy podzielić ludzkość na mniejsze fragmenty.

Rzecz jasna nie na tej samej planecie. Aby przetrwać ludzkość musi skolonizować inne planety. Każda kolejna skolonizowana planeta i układ gwiezdny zmniejsza prawdopodobieństwo zagłady, aż do całkowitej nieśmiertelności gatunkowej. I znów tabelka :

Zasięg kolonizacji Zderzenie z dużą asteroidą lub odpowiednio silne czynniki wewnętrzne Odpowiednio wysoka nadaktywność słoneczna Pobliski wybuch supernowej lub strumienie gamma
1 planeta (stan aktualny) zagłada 100% gatunku zagłada 100% gatunku zagłada 100% gatunku
2 planety w 1 układzie gwiezdnym zagłada 50% gatunku (przy podziale 50/50 na każdej planecie) zagłada 100% gatunku zagłada 100% gatunku
3 planety w 1 układzie gwiezdnym zagłada 33% gatunku (przy podziale 33/33/33) zagłada 100% gatunku zagłada 100% gatunku
skolonizowane 2 sąsiadujące układy gwiezdne zagłada 10-20% gatunku (zależnie od ilości planet) zagłada 50% gatunku zagłada 100% gatunku
skolonizowanych kilka sąsiadujących układów gwiezdnych zagłada 1-5% gatunku (zależnie od ilości planet) zagłada 15-25% gatunku zagłada 100% gatunku
skolonizowanych wiele bliskich + odległych od siebie układów gwiezdnych zagłada 1-5% gatunku (zależnie od ilości planet) zagłada 1-5% gatunku zagłada 1-50% gatunku (zależnie od ilości skolonizowanych odległych układów)

W momencie w którym skolonizujemy pierwszą planetę, zagłada całego gatunku staje się niemożliwa z przyczyn wewnętrznych lub z powodu uderzenia asteroidy. Skolonizowanie minimum 2 odległych od siebie układów gwiezdnych (kilkadziesiąt lat świetlnych i więcej) powoduje, że ludzkość staje się praktycznie nieśmiertelna. W takim momencie rozwoju, nawet supernowa nie jest w stanie zagrozić gatunkowi jako całości a dalszy jego rozwój jest już niemożliwy do zatrzymania. Gdy osiągniemy ten etap, nie będzie już powrotu. Ludzkość zacznie niepowstrzymanie zalewać całą galaktykę. Przynajmniej do momentu, w którym nie napotkamy na inne, inteligentne istoty, jeśli kiedyś to nastąpi.

Ponieważ jednak obecnie zajmujemy tylko jedną planetę, znajdujemy się cały czas w bardzo newralgicznym punkcie naszej historii. Jesteśmy stale narażeni. Jesteśmy pełni pasji i konfliktów. I posiadamy broń masowej zagłady.

Analogie

Wyobraźmy sobie archipelag wysp wulkanicznych i dwie wyspy, na których żyją dwa plemiona różnych ludzi. Pierwsze z nich, to plemię boga wulkanu, którego czczą i oddają mu hołd, bojąc się opuszczać wyspę, aby go nie zdenerwować. Drugie plemię czci boga morza, któremu oddaje hołd budując kolejne tratwy i zasiedlając inne wyspy. Któregoś dnia wybuchają wulkany na obydwu wyspach. Przeżyje tylko jedno z plemion – to które zasiedliło inne wyspy. Z kolei w plemieniu wyspiarzy jest grupa jeszcze większych ryzykantów, którzy ulubili sobie podróże jeszcze dalsze, aż za horyzont i dalej. I przychodzi ogromne trzęsienie ziemi, które zabija nawet wyspiarzy, lecz nie dosięga do wysp zajętych dawniej przez grupki ryzykantów.

Analogie można mnożyć. Choćby przykład mrówek tworzących wiele mrowisk w wielu lasach, co uodparnia ich gatunek jako całość na efekty pożaru lasu. My – ludzie mamy większą skalę. Dla nas już cała planeta stała się takim właśnie lasem, taką właśnie jedną wysepką. Musimy mierzyć coraz dalej, aby przetrwać.

Brak rozwoju = stagnacja

Ludzkość od zawsze była popychana cywilizacyjnie przez ciekawość, odkrywanie nowych ziem, lądów, wysp, kontynentów i terytoriów oraz konieczność przetrwania w trudnych warunkach. Historia ludzkości pokazuje, że ludzie żyjący w trudniejszych warunkach naturalnych, byli zmuszeni do opracowywania metod przetrwania i tym samym rozwoju swych cywilizacji. Zimą trzeba było przechowywać żywność, do terenów suchych doprowadzać wodę, za stadami zwierząt trzeba było gonić, itd. Z drugiej strony odkrywanie lądów rozwijało technologie morskie i nawigacyjne, zakładanie kolonii zmuszało do wykorzystywania surowców miejscowych i poznawania specyficznych warunków tam panujących, aby nauczyć się je wykorzystywać. Wszystko to pchało ludzkość do przodu.

Program Apollo, dzięki któremu człowiek wylądował na Księżycu, był największą i najbardziej ambitną operacją techniczną w historii ludzkości. W szczytowym momencie pracowało przy nim 400 000 (tak, CZTERYSTA TYSIĘCY) specjalistów a całkowity koszt szacowany jest na 110 miliardów obecnych dolarów USA. Program ten, dał ludzkości tak wiele technologii, nowości technicznych, ba! całych nowych dziedzin techniki i nauki, nowych wyzwań, marzeń, ambicji, motywacji i dumy, że jego przecenienie jest wręcz niemożliwe. A jednak. Spójrzmy co stało się po programie Apollo… Stagnacja. Przez ostatnie 40 lat w dziedzinie podboju kosmosu nie stało się praktycznie NIC. Złoty okres przeżywa astrofizyka i astronomia obserwacyjna, lecz loty kosmiczne wręcz cofają się w rozwoju. Obecnie ludzkość nie dysponuje sprzętem zdolnym do posadzenia człowieka na Marsie. Ani nawet na Księżycu, na którym byliśmy 40 lat temu. NASA nie posiada własnych rakiet – korzystają z rosyjskich. Wahadłowce zostały wycofane z użytku, ambitne misje i wyzwania są kasowane z budżetu jedno po drugim.

W roku 2006 NASA a w roku 2007 ESA, ogłosiły anulowanie projektów typu „terrestial planet finder”, mających na celu wykrywanie i badanie atmosfer planet, znajdujących się w innych systemach gwiezdnych. Powiedzmy to wprost – jest to katastrofa. Potencjał tych urządzeń był tak ogromny, że anulowanie ich, wydaje się wręcz kuriozalne. Misje te, miały na celu badanie planet w taki sposób, że możliwe byłoby analizowanie widma światła przechodzącego od gwiazdy, przez atmosferę takiej planety, do nas, oraz na podstawie analizy tego światła, poznanie charakterystyki atmosfery danej planety. Jaki jest jej skład, czy jest tlen, czy jest woda, czy są gazy wydalane przez żywe organizmy..

przyszlosc swiata ludzkosci

Wyobraźmy sobie teraz, że urządzenia, których nie mamy, wykryły taką właśnie planetę. Analiza składu jej atmosfery sugeruje, że jest zdatna dla człowieka. Co więcej, dokładne obliczenia wskazują, że w jej składzie znajdują się gazy, które mogły zostać wytworzone wyłącznie przez wyższe formy życia. Mamy więc powiedzmy 15 lat świetlnych od Ziemi rajską planetę, na której tętni nieznane nam życie. Sądzę, że konsekwencje takiego odkrycia dałyby ludzkości impuls motywacyjny tysiąckroć potężniejszy, niż mieli europejczycy przed wyruszeniem w drogę przez Atlantyk ku nieznanym lądom.

Nowa, żywa planeta. Inny świat. Inna ewolucja. Całkowicie odmienna budowa organizmów, z którą nie będziemy mieli nic wspólnego. Spójrzmy na żonkila. Kwiat jak kwiat, lecz ma z nami kilkadziesiąt procent wspólnego DNA. Niewiarygodne ? A jednak. Jest tak odmienny, mimo że tak podobny. Więc jak będą zbudowane organizmy, które nie będą miały z nami NICZEGO WSPÓLNEGO ? Nie wyobrażam sobie kraju (włącznie z Watykanem, chociaż akurat on z zupełnie innych względów), który nie chciałby stać się pierwszym, który wyśle ludzi na powierzchnię takiej planety, który wyśle tam sondę, który zaangażuje się w jej badania. Cała ludzkość zyskałaby priorytet, wyznaczający jej rozwój na stulecia, powodując eksplozję nowych technologii, badań i rozwiązań, które nie powstałyby, gdyby nie dążenie do tego jednego celu.

Powyższy przykład pokazuje jak nowe wyzwania przyśpieszają rozwój ludzkości. Z kolei brak wyzwań i zamknięcie wewnętrzne, powoduje powolną stagnację i degenerację. Pozostając na Ziemi, ludzkość zamieni się wyłącznie w konsumenta, pozbawionego bodźców i wyzwań doskonałego pożeracza własnej planety, niezdolnego mentalnie do jej opuszczenia i trawionego wewnętrznymi problemami i konfliktami, osłabiającymi gatunek jako całość.

„Ziemia jest kołyską, lecz nie można całe życie siedzieć w kołysce” – Konstantin Ciołkowski

Zagadka bystrzaka!

Zdobycie Księżyca, poprzedzone było wyścigiem o to, kto zrobi to pierwszy. Jakie wydarzenie było przyczyną tego wyścigu?

Bonus!

Najnowsze badania polegające na szacowaniu ilości występowania systemów planetarnych wokół gwiazd podają, że posiada je 40 % wszystkich gwiazd a na każdą gwiazdę przypada średnio 1.6 planety. Jeśli za liczbę gwiazd zdatnych do utrzymania życia na planetach przyjmiemy w naszej tylko galaktyce na 100 miliardów, to mamy 160 miliardów planet. Każda z własnym prawdopodobieństwem występowania życia i cywilizacji. 160 miliardów kandydatów na żywą planetę, w samej tylko naszej Galaktyce. A galaktyk we Wszechświecie, jest ponad 200 miliardów.

100 ton – tyle dziennie spada na Ziemię materiału meteoryto lub kometo podobnego. Większość w formie pyłu po spaleniu się w atmosferze a w części jako duże obiekty docierające do powierzchni w całości. Jeśli znalazłeś taki obiekt, nie wyrzucaj. Po pierwsze pochodzi z kosmosu, po drugie jest wart sporo pieniędzy 🙂

Gwoli uczciwości, wypada również napisać o tym, że asteroidy wcześnie wykryte, możemy próbować odchylać od ich trajektorii zderzeniowych i tym samym próbować uniknąć zderzenia. Jednak po pierwsze, nie wszystkie potencjalnie groźne obiekty są monitorowane, po drugie zaś i ważniejsze, rozwój cywilizacji nie polega wyłącznie na tym, aby unikać zagrożeń, lecz przede wszystkim na stawianiu sobie ambitnych celów i ich odważnej realizacji.

Autor: at 01:37

Za: Talbot

Reklamy

6 odpowiedzi »

  1. Kefir , jesteś fajny gość , lubię zaglądać do twojej dziupli , w niej znajduję trochę odskoczni od tego co nas złapało za twarz i trzyma przy ziemi , mam jedną prośbę nie odsyłaj mnie z problemami za daleko od Ziemi . Tak to Ciebie lubię

  2. Zawsze mnie fascynowało, jak jednostka może się podniecać i uspokajać tym, że gatunek przetrwa.
    Tak naprawdę, to co MNIE, jako jednostkę obchodzi przetrwanie gatunku, skoro ja i tak umrę na 123,54%? jaki dla mnie będzie to bonus, jeśli za tysiące lat ludzkość skolonizuje choćby i całą Galaktykę? Po nagłą cholerę mam charytatywnie rozwijać program lotów międzygalaktycznych, jak mogę pracować tu i teraz – za pieniądze? Szansa, że dożyję pierwszego jest o wiele mniejsza niż prawdopodobieństwo zagłady Ziemi, drugie daje mi pewny dochód i możliwość wygodnego życia na Ziemi zamiast uprawiania trudnego pionierstwa na jakiejś dziewiczej planecie daleko od Słońca. Niech inni się męczą. A i tak wszystkich nas przykryją na koniec 2 metry piachu. Albo pokrywka urny.
    Taki paradoks: ludzkość może i ma cele, aspiracje oraz tzw. „zadęcie”, ale składa się ona z jednostek, które mają pewność śmierci własnej.
    Trwanie ludzkości to tylko odprysk, efekt uboczny chuci. To wszystko.

    • Zaraz, zaraz, śmiercią kolega się nie wyłga.
      Będzie się inkarnował jeszcze raz i jeszcze raz, i jeszcze ….aż do skutku, czyli wydoskonalenia doskonałego i maksymalnego!
      Po drodze będzie ciężko i może być gluten – dużo glutenu.

      • Niewiele to zmieni, jeśli reinkarnowany osobnik nie ma „poczucia” reinkarnacji.
        Poza tym – niech się męczą ci, co w reinkarnację wierzą.

        • Ironizuję sobie, ot co.
          Uważam podobnie i nie martwię się co będzie potem.
          „Niech dzień jutrzejszy sam o siebie się zatroszczy.”

          • OK. No problem.
            Ale z glutenem to może być tak, że nie jest to sprawa zero-jedynkowa, że albo ktoś ma celiakię i nawet jak zje okruszek chleba – dostaje wstrząsu, albo może żreć gluten w dowolnych ilościach i nie poczuje. Może różne osoby mają różny stopień tolerancji glutenu i np. ci, co mają minimalną celiakię – po odstawieniu glutenu poczują się lepiej, natomiast w pełni zdrowi odstawienia glutenu nie poczują, co najwyżej się wkurzą, że połowy tego, co jedli dotychczas – nie mogą jeść.
            Ja na ten przykład, jak zjem choćby 2 kanapki chleba żytniego (podobno znacznie zdrowszego niż pszenny) – mam gigantyczną zgagę przez cały dzień, nie mam jej po chlebie pszennym ani mieszanym. Różnie to jest…

            Ja tam uważam, że jeść można wszystko, nawet pić colę i zagryzać cukierkiem – kwestia tylko ILOŚCI. Szklaneczka coli raz na tydzień i 1 – 2 cukierki dziennie na pewno nie zaszkodzą. Jeśli będzie się jadło rozsądnie, mało soliło i do tego dużo się ruszało (sport, najlepiej po kilkadziesiąt minut dziennie) – nie ma możliwości zachorowania, czy przytycia. Chyba, że od nadmiaru białka mięśniowego.
            Ruch to najlepsze lekarstwo, zażywane profilaktycznie – nie ma skutków ubocznych. Tylko raz dziennie trzeba się solidnie spocić.
            Przesiedziałem kilka lat na tyłku. Od kilku miesięcy zacząłem ćwiczyć codziennie (gimnastyka, ciężarki, rower stacjonarny). Nawet, gdybym odstawił gluten do zera, to by mi to tak nie poprawiło samopoczucia! Po prostu REWELACJA!
            Chudo jeść i tłusto pracować, jak mawia mój już ponad 80-cioletni przyjaciel i ojciec przyjaciela – w dalszym ciągu w 100% sprawny i „na chodzie”.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.