Afery

„Miasto obłąkanych” – tajny, nieetyczny eksperyment wojskowy?

„Miasto obłąkanych” – tajny, nieetyczny eksperyment wojskowy?

16. sierpnia 1951 rok, mieszkańców wioski Pont-Saint-Esprit w Gard ogarnia histeria i panika. Ludzie zachowują się nieludzko. Ogarnięci amokiem wyskakują z okien, krzyczą i biegają po ulicach. Pomimo, że czwartkowy wieczór w niewielkim miasteczku zapowiadał się normalnie, jak każdy inny – to jednak taki nie był. Do tej pory ludzie zastanawiają się, co tak naprawdę wydarzyło się tego dnia, gdy w wiosce na południu Francji w jednym momencie mieszkańców ogarnęła psychoza.

Dziwnych sytuacji było wiele. Kobieta wbiegła do gabinetu lekarskiego pokazując swoją zdrową i całą rękę krzycząc, że przed chwilą dłoń odgryzł jej tygrys, który ją ściga. Z kolei inny szaleniec próbował w panice zerwać z siebie całe ubranie krzycząc przeraźliwie, że cały płonie. Po chwili podbiegło do niego dwóch mężczyzn sądząc, że ten jest pijany. Chwycili go za ręce chcąc go uspokoić, jednak ten wyrwał się i jak opętany pobiegł ulicą. W takiej sytuacji natychmiast poruszono wszelkie służby, aby udzieliły pomocy, a także został wezwany miejscowy lekarz. Jednak szaleństwo ludzi osiągnęło takie rozmiary, że niezbędne było wezwanie karetek pogotowia z sąsiednich rejonów. Z relacji miejscowego lekarza wynika, że prawie połowa mieszkańców Pont-Saint-Esprit w jednej chwili zamieniła się w ludzi obłąkanych, niepodobnych do siebie, postępujących wbrew ludzkim zasadom.

Wielu mieszkańców zabrano w kaftanach bezpieczeństwa do zakładu psychiatrycznego, inni trafili pod obserwację. Przerażające halucynacje powodowały u ludzi makabryczne wizje i jeszcze gorsze, często zwierzęce zachowania. Pewna kobieta rzuciła się kilka razy o ścianę łamiąc sobie przy tym kilka żeber. Jedenastoletni chłopiec próbował udusić swoją babcię, twierdząc, że ta jest czarownicą i powinna umrzeć. Z kolei inny mężczyzna podczas kolacji zerwał się z krzesła, dumnie oznajmił, że jest samolotem, po czym podszedł do okna, rozłożył swoje ręce niczym skrzydła i skoczył z drugiego piętra. Szaleniec połamał sobie nogi, a mimo to wstał i biegł jeszcze przez 50 metrów. Obłęd ogarnął sporą część wioski. Niektórzy z mieszkańców widzieli ogromne bestie i piekielny ogień, inni krzyczeli, że z ich piersi wyrastają czerwone kwiaty lub że ich głowy zamieniają się w stopiony ołów. Skutki psychozy, jaka ogarnęła mieszkańców południowej Francji były przerażające. Siedem osób popełniło samobójstwo, kilkadziesiąt doznało poważnego uszczerbku na zdrowiu, samookaleczeń i ciężkich urazów. Wyjątkowi szaleńcy otrzymali środki uspokajające i zostali przewiezieni do ośrodka psychiatrycznego.

Objawy halucynacji i obłędu ustąpiły tak szybko, jak się pojawiły. Jednak strach i ogromne poruszenie wśród ludzi pozostało. Mieszkańcy domagali się wyjaśnień, co tak sprawiło, że połowę wioski ogarnęło szaleństwo na tak wielką skalę.

Sprawą zajął się dziennikarz Hank Albarelli Jr, próbując dowieść prawdy i wyjaśnić okoliczności zaistniałej sytuacji. Początkowo śledztwo nie przynosiło efektów i nie rozwiązało zagadki. Pierwszą postawioną hipotezą była skażona woda. Jednak pojawiło się pytanie: czym? Sensownej odpowiedzi nikt nie potrafił udzielić. Sprawa stawała się coraz głośniejsza, a prawdy zaczęli domagać się francuscy politycy. Aby uspokoić społeczeństwo, oskarżono miejscowego piekarza. Winny musiał zostać znaleziony, nie ważne, czy dla świętego spokoju czy dla prawidłowego rozwikłania zagadki. Ustalono, że mężczyzna, którego piekarnia zaopatrywała większą część mieszkańców wioski nie spełniała wymogów sanitarnych i do chleba dostała się pleśń. Przypadkowo tego dnia pieczywo zostało skażone buławianką czerwoną, czyli halucynogennym grzybem, który pasożytuje na ziarnach żyta. Jaka była zatem tajemnica le pain maudit (przeklętego chleba), skoro inna hipoteza głosiła, że pieczywo zawierało organiczną rtęć?

Albarelli nie zaprzestał śledztwa, pomimo tego, że sprawa ucichła, a piekarnia, skąd pochodził przeklęty chleb stała się atrakcją turystyczną. Obłęd, jaki spadł na mieszkańców wioski, jak twierdzi dziennikarz, był skutkiem eksperymentu prowadzonego przez CIA, z czym bezpośrednio związany był Wydział Operacji Specjalnych (SOD) z Fort Detrick w stanie Maryland. Jak się okazało, naukowcy, którzy chcąc uciszyć społeczeństwo i francuskich polityków stawiając tezę o przypadkowym zatruciu miejscowego chleba pracowali dla szwajcarskiej firmy Sandoz Pharmaceutical Company (SPC). Firma ta utrzymywała nieoficjalne kontakty z amerykańskimi służbami, współpracując nad tajnym projektem sterowania większymi grupami ludzi, a także potajemnie dostarczała LSD amerykańskiemu wojsku i CIA.

Dziennikarz dotarł także do dokumentów CIA, które zawierały notatki niejakiego Franka Olsona, biochemika pracującego dla SOD. Z zapisków wynikało, że pleśń i zatruty chleb to bzdura, a przyczyną amoku mieszkańców był dietyloamid, czyli składnik LSD. Prawdopodobnie był to eksperyment poświęcony kontroli umysłu przeprowadzony przez CIA i amerykańskie wojsko. W końcu psychiczna manipulacja stosowana była także w stosunku do więźniów i żołnierzy wroga. Dodatkowym dowodem zgromadzonym przez dziennikarza jest dokument Białego Domu wysłany do członków Komisji Rockefellera z roku 1975, mający na celu zbadanie nadużyć i przekroczeń władzy przez CIA. Znalazły się w nim nazwiska potajemnie zatrudnionych Francuzów, a także kilka informacji o zaistniałej sytuacji. Podobne eksperymenty armia USA testowała na własnych żołnierzach w latach 1954 i 1965, oczywiście bez ich wiedzy. Rzekomo toksyczną substancje podano blisko 5700 wojskowym, wielu z nich hospitalizowano przez dłuższy czas na oddziale psychiatrycznym.

W przypadku wioski Pont-Saint-Esprit toksyczną substancję podobno rozpylono w powietrzu, przez co drogą oddechową dostała się do organizmów mieszkańców. Ta hipoteza wydaje się najbardziej prawdopodobna, co potwierdzają mocne dowody zebrane przez dziennikarza śledczego Hanka Albarelli Jr. Jest to jedyne sensowne wytłumaczenie obłędu, jaki ogarnął tego dnia znaczną cześć społeczeństwa. Narkotyk wchłonął się w organizmy osób znajdujących się na zewnątrz, natomiast Ci, którzy przybywali w pomieszczeniach zamkniętych nie odczuli zmian w swoim organizmie i uniknęli makabrycznej histerii i paniki. Jednak prawda nigdy nie ujrzała światłą dziennego. CIA umywa ręce i twierdzi, że nie ma nic wspólnego z obłędem z dnia 16 sierpnia 1951 roku. Mieszkańcy wioski do dziś nie znają przyczyny zachowań ludzi z tamtego wieczoru.

Czy warto wierzyć w czystość intencji CIA? Czy dopuszczalne jest, aby zwykli ludzie, niczemu nie winni stali się „królikami doświadczalnymi” do testowania substancji o nieznanym działaniu? Sytuacja z halucynacjami, jakie miały miejsce w wiosce na południu Francji nigdy się nie powtórzyła. Być może jest to strach służb specjalnych, że prawda o ich zakresie tajnych działań wyjdzie na jaw. Jednak o tym, co wydarzyło się 61 lat temu nie dowiedzieli się nawet sami mieszkańcy Pont-Saint-Esprit.

Źródło: Teorie spiskowe, o których nie miałeś pojęcia

Reklamy

1 odpowiedź »

  1. Chyba mogę być z siebie dumny. Po pierwszych kilku linijkach tekstu postawiłem poprawną diagnozę. LSD. Standard.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.