Ciekawe

Czas napisać prawdę! 99% ludzi w Polsce jest nieszczęśliwych, przeżywa piekło na Ziemi

Fragment książki: „W dżungli podświadomości” o psychologii i tajnikach ludzkiej psychiki

Cyt. „Przykład, który opisałam w poprzednim rozdziale jest lekki. Rodzice oddają dziecko na kilka tygodni do krewnych, zgodnie z zaleceniem lekarza, żeby zmienić mu klimat. Wszyscy mają tu dobre intencje: lekarz, rodzice, krewni. A jednak mimo tych dobrych intencji w podświadomości dziecka pojawia się strach, który w takiej lub innej formie będzie mu towarzyszył przez całe życia – a raczej do chwili, kiedy będzie miał śmiałość poznać prawdę o sobie. Czyli do dnia, kiedy przestanie się okłamywać i będzie miał odwagę przyznać się do tego, co naprawdę czasem czuje – oraz z czego te uczucia wynikają.

Ale czasem zdarza się inaczej. Dorośli czasem krzywdzą swoje dziecko nie przez przypadek. Pedofil to wewnętrzne dziecko zatrzaśnięte emocjonalnie w jednej z żelaznych skrzyń z trollami. Tak, on też został kiedyś skrzywdzony. Nieważne w jaki sposób, czy celowo, czy przypadkiem, czy wykorzystany seksualnie, czy tylko porzucony albo odrzucony. Najważniejsze jest to, że w jego podświadomości powstał komunikat mówiący o tym, że jedynym źródłem spełnienia i zaspokojenia strasznego niepokoju, jaki w sobie nosi, jest seks z dzieckiem.

To jest dokładnie ten sam głos, który uruchamia anoreksję i bulimię, alkoholizm, narkomanię i wszystkie inne uzależnienia.

Ten głos mówi do bulimiczki:
– Muszę zjeść coś słodkiego, muszę! Bo jeśli nie zjem czegoś słodkiego, to zostanę pozbawiona tego, co jest mi najbardziej do życia potrzebne! Powietrza, bezpieczeństwa! Miłości! Uspokojenia tego potwornego szalejącego niepokoju, który wypełnia mnie od środka jak tropikalny huragan. Muszę!!!

Tak samo jest w przypadku kogoś uzależnionego od seksu:
– Muszę być blisko! Muszę! Jeśli nie poczuję fizycznej bliskości, zostanę pozbawiony tego, co jest mi najbardziej do życia potrzebne! Powietrza, bezpieczeństwa! Miłości! Uspokojenia tego potwornego szalejącego niepokoju, który wypełnia mnie od środka jak tropikalny huragan. Muszę!!!

To nie jest głos, który można powstrzymać siłą woli. To jest rozkaz podświadomości. Rozkaz i błaganie jednocześnie, które brzmią jak wołanie tonącego, jak polecenie instynktu samozachowawczego, który sugeruje, że jeśli to się nie stanie, zdarzy się coś strasznego.

Jeżeli jedno z rodziców albo oboje cierpią na taki rodzaj przymusu, to będą krzywdzić swoje dziecko, nie do końca zdając sobie sprawę z tego co naprawdę robią i jakie to będzie miało konsekwencje. Nie chcę rodziców usprawiedliwiać, wiem tylko z własnego doświadczenia jak działa taki przymus. Kiedy miałam bulimię, nie zawahałabym się ukraść pączka w sklepie gdybym nie mogła go kupić. Ten pączek nie był dla mnie ciastkiem. On był dla mnie wszystkim. On był miłością, której potrzebowałam, bezpieczeństwem, za którym tęskniłam i ukojeniem strachu, który ciągle we mnie szalał.

Są rodzice, którym brakuje cierpliwości. Potrafią rzucić dzieckiem o łóżko, chwycić za psią smycz i bić tak długo, aż się zmęczą, potrafią wyzywać i obrażać, potrafią niesprawiedliwie karać, a potem mieć poczucie winy i nadmiernie dziecko rozpieszczać. Co ja będę mówić, przecież sami wiecie. Każdy pewnie doświadczył w dzieciństwie czegoś takiego. A jeśli natychmiast zaprzeczasz że nie, że w twojej rodzinie było inaczej, wszyscy się kochali, było ciepło i bezpiecznie, to albo znajdujesz się w jednym procencie wyjątków, albo sam siebie okłamujesz, bo tak jest łatwiej.

Mam takiego znajomego, Marka, który ma własną firmę i świetnie mu się powodzi. Wszystko mu się udaje. Cokolwiek wymyśli, jest w stanie to zrealizować i doprowadzić do końca. I jest oczywiście bardzo zadowolony ze swojego życia. Pewnego dnia trafił do bioenergoterapeuty. Miał problem z odnawiającą się kontuzją nogi.

Lekarz zbadał go, posadził przed sobą w fotelu i zapytał:
– A jak było w twoim rodzinnym domu?
– Wzorowo! – odrzekł natychmiast Marek.
– A mógłbyś powiedzieć coś więcej?

– O moim rodzinnym domu? – zdziwił się Marek. Spojrzał na swoją nogę. – Ale… Co to ma właściwie do rzeczy?
– Wydaje mi się, że ma – odrzekł łagodnie lekarz.
– Z moją nogą??
– Tak mi się wydaje.

Marek pewnie miał ochotę natychmiast wyjść z tego dziwnego gabinetu, no ale siedział naprzeciwko lekarza, który patrzył wyczekująco, więc postanowił coś mu opowiedzieć, a potem jak najszybciej zakończyć wizytę.
– No… – westchnął. – Jak to w normalnym, dobrym domu: codziennie ciepły obiad, właściwie niczego nam nie brakowało, jak chciałem mieć piłkę, to dostawałem, jak chciałem wyjść z kolegami, to wychodziłem.
– A twoja matka?
– Najlepsza mama na świecie! Wszystko rozumiała, wszystko można było jej powiedzieć, nigdy mnie nie biła, nigdy nie zabraniała jeśli czegoś chciałem.

Marek wzruszył ramionami. Co to w ogóle za pytania? Jego matka? Chodzący wzór rodzica! Zawsze taka była.

A lekarz słuchał cierpliwie, nie przerywał, aż w końcu zapytał:
– A spędzaliście dużo czasu razem?
– Czasu? Razem? – zająknął się Marek. Zaczął mrugać powiekami i szukać w pamięci przykładów. Nie, no wiadomo, że tak od razu trudno sobie coś przypomnieć, prawda? Tym bardziej w takiej sytuacji zaskoczenia.
– No? – powtórzył lekarz. – Pamiętasz?
– No, jakoś w tej chwili nie pamiętam, ale oczywiście, spędzaliśmy mnóstwo czasu razem, wyjeżdżaliśmy razem na wakacje…
– Ale w domu, poza wakacjami?
– No, jakoś w tej chwili nic mi nie przychodzi do głowy.
– A nie pamiętasz, że zawsze bawiłeś się sam? Że twoja mama zawsze była zajęta i nigdy nie miała dla ciebie czasu? Nie pamiętasz tego?

Marek zbladł, a potem zrobił się czerwony jak wiśnia. I nagle sobie przypomniał. Ze strachem i z niechęcią, ale nagle sobie przypomniał godziny, jakie spędzał sam z samochodzikami, siedząc na podłodze w gościnnym pokoju. Nikt nigdy nie miał dla niego czasu. Jego mama rzeczywiście nigdy niczego nie zabraniała, bo w ogóle rzadko o cokolwiek pytała. Nie zajmowała się wychowaniem syna, bo nie miała na to czasu. On wychowywał się sam, ale świadomość tej samotności byłaby dla niego wtedy zbyt wielka do udźwignięcia, więc podświadomość stworzyła pewną iluzję, żeby łatwiej mu było żyć. I on z tą iluzją żył przez czterdzieści lat – do chwili kiedy trafił do bioenergoterapeuty, a ten powiedział mu zaskakującą rzecz:

– Twoja kontuzja nogi to twoje dzieciństwo. Jedną nogą jesteś wciąż daleko w przeszłości, bo zostało tam zatrzaśnięte coś, z czego nie zdajesz sobie w pełni sprawy. To są zamrożone emocje, które nosisz w sobie, bo nigdy nie pozwoliłeś sobie ich poczuć. Kiedy sięgniesz do tych emocji i kiedy sam przed sobą przyznasz się jak się wtedy czułeś, twoja noga wyzdrowieje, bo będziesz wtedy obiema stopami stał w rzeczywistości i w prawdzie.

Więc jeśli ktoś zapewnia, że miał cudowne dzieciństwo, pełno zabawek i kochających rodziców, ale jednocześnie cierpi na bulimię, anoreksję, nadużywa alkoholu albo leków, panicznie boi się podróży samolotem albo publicznych przemówień, to od razu wiem, że kłamie. Okłamuje samego siebie, żeby siebie – jako dziecko – uchronić przed takimi emocjami, których – jak mu się wydaje – nie byłby w stanie udźwignąć.

Myślę, że dotyczy do 99% ludzi w Polsce. Serio. Nie dlatego, że Polacy są złymi rodzicami, tylko dlatego, że bardzo dawno została utracona prawda. Ta najprostsza prawda o tym, co jest dobre, a co złe. Co człowiekowi służy i go wzmacnia, a co go osłabia i odbiera mu moc.

99% dorosłych, jakich znam, nie są szczęśliwi. Bywają zadowoleni, osiągają cele, rozwiązują problemy, ale nie są szczęśliwi. Bo nie potrafią. Bo za bardzo są przywiązani do tego, co zostało fałszywie zapisane w ich podświadomości. Więc ciągle muszą walczyć. Muszą walczyć o szczęście, o związek, o zdrowie, o pieniądze, o życie. Jeśli wydaje ci się, że musisz, walczyć, to nie umiesz być szczęśliwy. A nie umiesz być szczęśliwy tylko dlatego, że przeszkadzają ci w tym fałszywe kody zapisane w twojej podświadomości. Oraz żelazne skrzynie pełne trolli, w których ukryłeś te emocje, których nie wolno ci było doświadczyć jako dziecku, bo wtedy mogłyby cię zabić.

W tych żelaznych skrzyniach mieści się poczucie krzywdy, kiedy niesprawiedliwie zostałeś o coś posądzony, ból i rozpacz kiedy byłeś bity przez tych, którzy mieli ci dać miłość i poczucie bezpieczeństwa, samotność kiedy dorośli byli zbyt zajęci swoimi sprawami, żeby zwrócić uwagę na kogoś takiego małego jak ty, poczucie odtrącenia i wyobcowania kiedy przynosiłeś rodzicom swoje obrazki, wierszyki albo ludziki z plasteliny, a oni nie umieli docenić twojej kreatywności, poczucie odrzucenia, kiedy twój tata zabrał ci to, co miałeś najcenniejszego – na przykład gitarę, łyżwy albo piłkę nożną – i wyrzucił to do kosza za karę, że nie przynosisz dobrych stopni ze szkoły. Mam mówić dalej?…

Na pewno znacie takie przykłady ze swojego życia. Dorośli są czasem okrutni, nie zdając sobie z tego sprawy. Są tak samo zagubieni jak dzieci, ale uważają, że zawsze muszą sobie poradzić, więc podejmują decyzje, tracą cierpliwość, krzyczą, wymyślają kary, stosują przemoc fizyczną albo psychiczną, a potem cierpią na wyrzuty sumienia, przekupują, załamują się, chorują, szukają pomocy, aż wreszcie – jeśli mają szczęście – trafiają do lekarza, który mówi im:

-Twoje problemy z bezsennością (z sercem, z nogą, ze skórą, z depresją, z niepokojem) to twoje dzieciństwo, w którym częściowo wciąż podświadomie się znajdujesz i odrzucasz część siebie, której nie chcesz zaakceptować. Spróbuj przyznać się do tego, co naprawdę myślisz i co naprawdę czujesz w różnych sytuacjach, także tych, które zdarzyły się dawno temu.

Dopiero kiedy zaakceptujesz całego siebie, ze wszystkim, co jest i co było, będziesz mógł ruszyć naprzód ze swoim życiem. I dopiero wtedy będziesz w stanie poczuć się szczęśliwy. W pełni szczęśliwy – w taki sposób, kiedy człowiek czuje pełnię i sens i wie, że ma wszystko, co jest mu potrzebne.

Nieważne więc kto cię skrzywdził i jakie miał intencje. Czy byłeś molestowany, bity, oszukiwany, czy wychowałeś się w domu dziecka, czy zostałeś oddany do adopcji, czy rodzice byli pijani, czy siedzieli w więzieniu, czy chodzili do pracy, czy mieli dużo, czy mało pieniędzy. To nieważne.

Ważne jest to, co zrobiła z tym twoja podświadomość.

Spróbuj odrzucić schemat i fałsz. Spróbuj uwolnić się od potrzeby kurczowego trzymania się oficjalnej wersji zdarzeń. Spróbuj sięgnąć po to, co wydawało ci się, że jest zabronione. Po prawdę.

Autor: Beata Pawlikowska

Źródło: fragment książki „W dżungli podświadomości”

Przygotowała: nika_blue

Reklamy

15 odpowiedzi »

    • Bo nosi w sobie fałszywe kody podświadomości zapisane w dzieciństwie. Przeczytaj Księgę kodów podświadomości -Pawlikowskiej,a prawdopodobnie zmienisz zdanie.
      Nikt i nic nie będzie w stanie człowieka uszczęśliwić, jeżeli nie będzie szczęśliwy sam ze sobą.

    • to nie jest prawda!
      wszystko zalezy czy czlowiek znajdzie sobie w doroslym zyciu kogos z kim bedzie chcial zyc i dzielic sie swoim zyciem.
      to tak pospolicie nazywa sie wzajemna milosc i wtedy nawet bolesna przeszlosc nie ma zadnego znaczenia.
      gdyby ten artykul byl naprawde wartosciowym tekstem i zawieral prawde to ja po tym co przezylam w dziecinstwie powinnam byc teraz calkowicie sparalizowana,
      A nie jestem,
      Jestem odporna tez na takie teksty cyt :
      „-Twoje problemy z bezsennością (z sercem, z nogą, ze skórą, z depresją, z niepokojem) to twoje dzieciństwo, w którym częściowo wciąż podświadomie się znajdujesz i odrzucasz część siebie, której nie chcesz zaakceptować. Spróbuj przyznać się do tego, co naprawdę myślisz i co naprawdę czujesz w różnych sytuacjach, także tych, które zdarzyły się dawno temu.”

      to jest falszywe w kazdym slowie i nie robi sensu, przypomina religijne gadanie, na takie slowa reaguje jak tlusta kaczka na wode.
      Unikajcie lekarzy a bedziecie zdrowi.

      • uuuu… wierzysz w miłosć???
        może jeszcze w niebo i św. Mikołaja….
        spok
        niektórzy wierzą że beda żyli zawsze….
        sam świat jest Matrixem
        im szybciej to zatrybisz – tym szybciej pójdziesz do przodu.

        • kocham i jestem kochana,
          wsrod ludzi ktorych znam sa pary ludzi ktorzy zyja jedno dla drugiego i ciesza sie swoja obecnoscia kazdego dnia.
          to co jest matrixem to jest a co nie jest pod jego kontrola to nie jest.
          Z Twoich komentarzy wnioskuje ze jestes smutnym samotnym czlowiekiem, bez widokow na szczescie.

  1. Najlepiej, to się w ogóle nie poczynać. A jak już byłeś taki głupi i się dałeś zrobić rodzicom, to mogłeś się, debilu przynajmniej nie rodzić…

    • Aha, oczywiście, powyższy komentarz nie jest skierowany do kogokolwiek, to tylko taki środek wyrazu artystyczno – emocjonalnego. Możecie przyjąć, że mówiłem do siebie.

  2. Fragment zachcający do sięgnięcia po książkę. Swoją drogą kiedyś myślałam, że jeśli kocha sie dziecko to właściwie ono ma już skrzydła aby frunąć w świat, że bedzie miało poczucie wlasnej wartosci i dobre relacje z innymi. Dziś widzę, że równie ważne jest to aby pokazać dziecku,że samemu ma sie dobre relacje i dobrze czuje wsrod innych ludzi, ma sie poczucie bezpieczenstwa i wlasnej wartosci. Przyklad jest najlepsza nauka dla dziecka o sobie i otaczajacym świecie.

      • w poteznym kryzysie zaufania nie ma miejsca na brak strachu, ogladania sie za plecy, homo homini lupus est, ale prawie wszyscy w owczej skorze, bo taka jest presja spoleczna i model kreowany przez usmiechnietych modeli z reklam

        • problemem tych ludzi jest to ze chca zyc i byc jak oni, tacy sami, wymiarowi, ubrani, umalowani.
          identyczni jak menu w mcdonalds,
          sieciowi, stylowi, modni bez wlasnego gustu
          dlaczego maja zaslugiwac by byc szczesliwi? szczescie to indywidualny sposob myslenia, a nie pokorne posluszenstwo.

  3. Ponieważ słyszałam słowa, których słyszeć nie chciałam,
    Obrazy były zbyt smutne te, które oglądałam,
    A malarz losu mojego upuścił farby wszystkie
    Zmieszał razem te barwy, co miały być złociste;
    Serce me, wystraszone, ciężarem przybite winy
    Pomalowało na szaro wszystkie życia godziny.
    Lecz z tego chaosu coś jeszcze ocalić się da;
    oddzielę proso od maku – bo przyjdzie chwila ta.
    Kunsztu tu trzeba i wiary, żelaznej cierpliwości
    Lecz można od nienawiści oddzielić kroplę miłości…

    Ponieważ wszystkie puzle w takim są kolorze
    Ubożuchna wyobraźnia dzieła stworzyć tu nie może.
    Wciąż kara, kara okrutna:
    „ładną jest biała suknia? CZARNĄ więc będziesz miała
    bożeś paskudna, choć mała!
    Ta przyjaciółka miła? NIE będziesz się z nią bawiła!
    Chciałabyś dziś pobiegać? WARA! Nauka czeka.
    Co jeszcze, moje słonko uczyni Cię szczęśliwą?
    Cukierek, spacer, taniec? Wara! Tyś obrzydliwą!
    Przytulić cię? Na rączki? Boże – dostanę gorączki!
    Spokój już! Nie becz więcej! Spać idź! I umyj ręce!
    Za oknem dzieci się bawią?
    Rodzice ICH nie zostawią…
    But musi być niewygodny i zupa ma być niesmaczna,
    I mieszkanie nie własne, i sukienka za ciasna….
    Kobieto – matkobabciu – przyczyn doszukać się umiem
    Lecz okrucieństwa Twojego nigdy już nie zrozumiem..

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.