Ciekawe

Nieznana historia: piramida na Mazurach. Tajemnica grobowca rodu von Fahrenheit.

Nieznana historia: piramida na Mazurach. Tajemnica grobowca rodu von Fahrenheit.

Baron von Fah­ren­he­it był ponoć naj­bo­gat­szym czło­wie­kiem Prus Wschod­nich. Lu­dzie mó­wi­li, że jadąc tylko przez swoje wło­ści mógł do­trzeć z ro­dzin­ne­go pa­ła­cu wprost do Kró­lew­ca. Kiedy więc umar­ła mu córka, po­sta­no­wił jej kupić nie­śmier­tel­ność. I zbu­do­wał na Ry­sich Ba­gnach pi­ra­mi­dę. A może było zu­peł­nie ina­czej…

tajemnice historii

W Rapie koń­czy się Pol­ska. Nie­speł­na dwa ki­lo­me­try dalej bie­gnie gra­ni­ca z Rosją. Wieś ma stary dwór, 140 miesz­kań­ców i swoją ta­jem­ni­cę. Wy­star­czy zbo­czyć z drogi w las i nagle czło­wiek lą­du­je w innej rze­czy­wi­sto­ści. Po­wie­trze na­sy­co­ne wil­go­cią z oko­licz­nych ba­gien stoi nie­mal nie­ru­cho­mo, cisza wwier­ca się w uszy, a przed ocza­mi wy­ra­sta ka­mien­na pi­ra­mi­da. Po­dob­no w miej­scu tym kon­cen­tru­je się po­tęż­na ener­gia pły­ną­ca z wnę­trza ziemi, zaś pro­mie­nio­wa­nie spra­wia, że giną owady i drob­ne zwie­rzę­ta. Przez dzie­się­cio­le­cia wokół bu­dow­li na­ro­sło sporo le­gend, opo­wie­ści i naj­bar­dziej fan­ta­stycz­nych teo­rii. Trud­no się dzi­wić: już sam jej widok po­bu­dza wy­obraź­nię.

historia tajemnice

Ninette wiecznie żywa

Baron Frie­drich von Fah­ren­he­it ucho­dził za naj­bo­gat­sze­go czło­wie­ka w Pru­sach Wschod­nich. Lu­dzie mó­wi­li, że z ro­dzin­ne­go pa­ła­cu w An­ge­rapp (dawna nazwa Rapy) może do­trzeć do Kró­lew­ca nawet na chwi­lę nie opusz­cza­jąc swo­ich wło­ści. Sam baron i ow­szem, w Kró­lew­cu bywał. Na tam­tej­szym uni­wer­sy­te­cie słu­chał nawet wy­kła­dów wiel­kie­go fi­lo­zo­fa Im­ma­nu­ela Kanta. Ale po­dróż­ni­cza pasja za­wio­dła go znacz­nie dalej. Von Fah­ren­he­it zjeź­dził nie­mal całą za­chod­nią Eu­ro­pę, zaś z ko­lej­nych wy­praw zwo­ził rzeź­by, szki­ce, ob­ra­zy. Lista ich au­to­rów może przy­pra­wić o za­wrót głowy. Byli na niej Ty­cjan, Ra­fa­el, Le­onar­do da Vinci, Ru­bens i wielu, wielu in­nych. W Pa­ry­żu baron ze­tknął się z po­zo­sta­ło­ścia­mi kul­tu­ry sta­ro­żyt­ne­go Egip­tu. I szyb­ko stra­cił dla nich głowę. Wkrót­ce zgro­ma­dził po­kaź­ną ko­lek­cję sta­ro­żyt­nych eks­po­na­tów i ich re­plik. – To wła­śnie z tej fa­scy­na­cji zro­dził się po­mysł, by w na­le­żą­cej do Fah­ren­he­itów Rapie po­sta­wić pi­ra­mi­dę na wzór tych, które zo­ba­czyć można w egip­skiej Gizie – tłu­ma­czy Ma­riusz Kim­szal, kie­ru­ją­cy Nad­le­śnic­twem Czer­wo­ny Dwór, które opie­ku­je się nie­zwy­kłą bu­dow­lą.

historia nieznana

Bu­do­wa pi­ra­mi­dy naj­pew­niej wiąże się z ro­dzin­ną tra­ge­dią. W 1811 roku trzy­let­nia córka von Fah­ren­he­ita, Ni­net­te zmar­ła na szkar­la­ty­nę. Baron po­sta­no­wił kupić jej nie­śmier­tel­ność. Oczy­wi­ście nie do­słow­nie. Na te­re­nie swo­jej po­sia­dło­ści na­ka­zał wznieść ka­mien­ny gro­bo­wiec, który pro­por­cja­mi od­po­wia­dał pi­ra­mi­dzie Che­op­sa. Pa­nu­ją­cy we­wnątrz spe­cy­ficz­ny mi­kro­kli­mat miał spra­wić, że ciało dziew­czyn­ki ule­gnie mu­mi­fi­ka­cji i na wieki prze­trwa w nie­na­ru­szo­nej for­mie.

Przy­go­to­wa­nie pro­jek­tu bu­dow­li po­wie­rzył nie byle komu. Zajął się tym świa­to­wej sławy duń­ski rzeź­biarz Ber­tel Tho­rvald­sen. Dziś ar­ty­sta ten znany jest mię­dzy in­ny­mi jako autor sto­ją­cych w War­sza­wie po­mni­ków Mi­ko­ła­ja Ko­per­ni­ka i ks. Jó­ze­fa Po­nia­tow­skie­go, rzym­skie­go gro­bow­ca pa­pie­ża Piusa VII, a także mo­nu­men­tu, który przed­sta­wia elek­to­ra ba­war­skie­go Mak­sy­mi­lia­na I.

W ciągu bli­sko 40 lat w gro­bow­cu po­cho­wa­nych zo­sta­ło sied­miu człon­ków rodu von Fah­ren­he­it. W 1849 roku spo­czął tam sam baron. – Wszyst­kie zło­żo­ne w pi­ra­mi­dzie ciała ule­gły mu­mi­fi­ka­cji – pod­kre­śla Kim­szal.

Potem bu­dow­la z wolna za­czę­ła po­pa­dać w za­po­mnie­nie. W tym cza­sie von Fah­ren­he­ito­wie byli już po prze­no­si­nach z An­ge­rapp do po­bli­skich Klein Bey­nuh­nen (dziś Bej­nu­ny na te­re­nie ob­wo­du ka­li­nin­gradz­kie­go). Pod ko­niec XIX wieku sprze­da­li ma­ją­tek i wy­pro­wa­dzi­li się. Pod­czas pierw­szej i dru­giej wojny świa­to­wej gro­bo­wiec był plą­dro­wa­ny przez Ro­sjan, któ­rzy za­pew­ne po­szu­ki­wa­li w nim skar­bów. Do jego de­wa­sta­cji przy­czy­nia­li się też oko­licz­ni miesz­kań­cy. – Nie­ste­ty przez długi czas było tak, że jeśli ktoś sobie o bu­dow­li przy­po­mniał, z re­gu­ły nie wy­cho­dzi­ło jej to na dobre – przy­zna­je Le­szek Go­dzie­ba, kie­row­nik ełc­kiej de­le­ga­tu­ry Wo­je­wódz­kie­go Urzę­du Ochro­ny Za­byt­ków w Olsz­ty­nie.

Klątwa Fahrenheitów

Pew­ne­go dnia o po­grą­ża­ją­cej się w le­śnych ostę­pach bu­dow­li mieli sobie przy­po­mnieć miej­sco­wi chło­pi. Od ty­go­dni zma­ga­li się oni z ta­jem­ni­czą cho­ro­bą, która do­tknę­ła na­le­żą­ce do nich bydło. Zwie­rzę­ta pa­da­ły jedno po dru­gim, a go­spo­da­rze za­cho­dzi­li w głowę, gdzie tkwi przy­czy­na ka­ta­stro­fy. W końcu ktoś rzu­cił, że wszyst­kie­mu winni są Fah­ren­he­ito­wie. Nocą po­wsta­ją z grobu, wę­dru­ją po oko­li­cy i wy­sy­sa­ją z bydła krew. Lu­dzie to pod­chwy­ci­li i po­szli do pi­ra­mi­dy. Do­sta­li się do środ­ka, otwar­li trum­ny, a zmu­mi­fi­ko­wa­nym cia­łom po­ob­ci­na­li głowy. W ten spo­sób zmar­li mieli wresz­cie za­znać wiecz­ne­go spo­ko­ju, a oko­licz­ni miesz­kań­cy ode­tchnąć z ulgą.

nieznana historia

W tej hi­sto­rii pewne wy­da­je się tylko jedno – spo­czy­wa­ją­ce w gro­bow­cu ciała ktoś kie­dyś oka­le­czył. Tym­cza­sem zwią­za­nych z pi­ra­mi­dą le­gend jest znacz­nie wię­cej. Naj­star­sze do­ty­czą sa­me­go jej po­wsta­nia. Nie­któ­rzy twier­dzą, że cho­ro­ba córki ba­ro­na nie była przy­pad­ko­wa. Dziew­czyn­ka miała za­nie­móc po tym, jak do­tknę­ła zło­te­go po­sąż­ku egip­skie­go boga Anu­bi­sa, który znaj­do­wał się w ko­lek­cji von Fah­ren­he­ita. Inni utrzy­mu­ją, że pi­ra­mi­da wcale nie zo­sta­ła zbu­do­wa­na z myślą o małej Ni­net­te. A przy­naj­mniej nie tylko dla niej. Na po­cząt­ku XIX stu­le­cia ro­dzi­ną von Fah­ren­he­itów wstrzą­snął me­za­lians. Naj­star­szy z synów ba­ro­na miał się za­ko­chać w córce kupca z Kró­lew­ca. Część ro­dzi­ny prze­łknę­ła gorz­ka pi­guł­kę i za­ak­cep­to­wa­ła zwią­zek, część jed­nak twar­do po­wta­rza­ła „nie”. Młody von Fah­ren­he­it po­sta­no­wił ich za­pro­sić na obiad i uśmier­cić tru­ją­cy­mi grzy­ba­mi. Ale fe­ral­ny po­si­łek przez po­mył­kę po­da­no dzień wcze­śniej. Efekt: śmierć sied­miu bli­skich. Zły los oszczę­dził sa­me­go ba­ro­na von Fah­ren­he­ita, bo kiedy po­da­wa­no obiad był w po­dró­ży. Kiedy wró­cił do domu, za­stał sie­dem ciał. I to wła­śnie dla ofiar tej tra­ge­dii miał zbu­do­wać pi­ra­mi­dę.

Potem oko­li­cą raz po raz wstrzą­sa­ły opo­wie­ści o klą­twie Fah­ren­he­itów. Ponoć każdy, kto od­wa­żył się wejść do gro­bow­ca, umie­rał potem w mę­czar­niach. Po la­tach na­ukow­cy po­bra­li ze zmu­mi­fi­ko­wa­nych zwłok prób­ki i zba­da­li je. W szcząt­kach ponoć wy­kry­li sub­stan­cje, które zwięk­sza­ją ry­zy­ko za­cho­ro­wa­nia na raka.

W nie­zwy­kłą moc samej bu­dow­li wie­rzą też zwo­len­ni­cy ra­die­ste­zji i geo­man­cji, czyli teo­rii zwią­za­nej z pro­mie­nio­wa­niem Ziemi oraz Ko­smo­su. We­dług nich pi­ra­mi­da zo­sta­ła zbu­do­wa­na w miej­scu prze­cię­cia kilku linii ener­ge­tycz­nych o po­tęż­nej mocy. Na tym nie­zwy­kłym szla­ku leżeć ma mię­dzy in­ny­mi Wil­czy Sza­niec – dawna kwa­te­ra przy­wód­cy III Rze­szy Adol­fa Hi­tle­ra.

Drugie życie grobowca

Tak więc pi­ra­mi­da von Fah­ren­he­itów nie prze­sta­je za­dzi­wiać. Nie­daw­no bu­dow­la zy­ska­ła nowe życie. – Zo­sta­ła wpi­sa­na na listę za­byt­ków i pod­da­na re­mon­to­wi – wspo­mi­na Go­dzie­ba. Przede wszyst­kim upo­rząd­ko­wa­no wnę­trze gro­bow­ca. Po­roz­rzu­ca­ne przez wan­da­li zwło­ki, na po­wrót tra­fi­ły do tru­mien, zaś pro­wa­dzą­ce do wnę­trza drzwi zo­sta­ły za­mu­ro­wa­ne. Dziś do pi­ra­mi­dy można zaj­rzeć je­dy­nie przez za­kra­to­wa­ne okien­ko. Ekipy re­mon­to­we od­no­wi­ły okapy i pod­mu­rów­ki. – Z myślą o tu­ry­stach zro­bi­li­śmy nawet ka­wa­łek drogi – wy­ja­śnia nad­le­śni­czy Kim­szal. Na razie zwie­dza­ją­cych nie ma prze­sad­nie wielu. Ale, jak przy­zna­ją sami miesz­kań­cy, ich licz­ba z każ­dym ro­kiem ro­śnie. I nic dziw­ne­go. – To miej­sce na­praw­dę warto zo­ba­czyć- pod­su­mo­wu­je Go­dzie­ba.

Łukasz Zalesiński
Autor ko­rzy­stał m.​in. z książ­ki Sta­ni­sła­wa Sie­miń­skie­go „Świę­ta Lipka, Wil­czy Sza­niec i Ma­zu­ry Pół­noc­ne”, a także szki­cu Ja­ro­sła­wa Słomy „Ma­zur­ska pi­ra­mi­da i pru­skie Ateny”

http://poznajpolske.onet.pl/

Reklamy

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.