Nauka wszechświat i wojsko

Fukushima: alarmujące dane o skażeniu Pacyfiku. „Część oceanu jest pozbawiona życia biologicznego”

Północny Pacyfik dotknięty w największym stopniu skutkami katastrofy z 2011 roku został właśnie opisany w relacji żeglarza, który od wielu lat pływa po tym akwenie.

Niepokojące informacje: „Pacyfik jest zniszczony!”

Ostatnio ukazały się artykuły, które twierdzą, że katastrofa nuklearna w Fukushima to jakaś nowa „brednia”. I rzeczywiście przez jakiś czas oglądałem te materiały, jakie przedstawiały kilka bardzo interesujących faktów i dowodów rzeczowych, wspierających wniosek, że nie było katastrofy w Fukushima, Japonia. Ale się na to nie kupiłem …. Widziałem raporty i zdjęcia szkód zadanych na zachodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych i Kanady, widziałem też oczywiście wszystkie raporty o zamieraniu życia morskiego w północnej części Pacyfiku z powodu napromieniowania …. Mam raporty o wysokich pomiarach promieniowania w całej Japonii … Przede wszystkim, promieniowanie i źródło szkód musi pochodzić z jakiegoś miejsca …. Często zadawałem pytanie tym, którzy nazywają Fukushimę „oszustwem”, aby wyjaśnili, co dokładnie zabija Ocean Spokojny?

A teraz natknąłem się na najbardziej interesujący i bardzo niepokojący artykuł, który pochodzi z Herald Newcastle, serwisu informacyjnego internetowego z Australii, http://www.theherald.com.au, jaki jest lekturą obowiązkową dla wszystkich …. Ma tytuł: „Ocean Is Broken” i przedstawia zaskakujące szczegóły o rozmiarach szkód, z jakimi mamy rzeczywiście do czynienia na północnym Pacyfiku.

Autor: Greg Ray

Ivan Macfadyen na pokładzie Funnel Web

Była cisza, jaka sprawiała, że ten rejs różnił się od wszystkich poprzednich.

Zupełny brak dźwięku, dokładnie niczego.

Wiatr wciąż targał żaglami i gwizdał w takielunku. Fale wciąż waliły o kadłub z włókna szklanego.

Było wiele innych odgłosów: stłumione zgrzytanie, głuche uderzenia i łoskot, gdy łódź uderzała w przepływające kawałki śmieci.

Brakowało krzyku ptaków morskich, które w czasie wszystkich poprzednich podobnych rejsów, zawsze otaczały łódź.

Ptaki zniknęły, ponieważ nie było ryb.

Dokładnie 10 lat temu, kiedy żeglarz z Newcastle, Ivan Macfadyen płynął dokładnie tym samym kursem z Melbourne do Osaki, wszystko, co musiał zrobić, aby złapać rybę z oceanu między Brisbane a Japonią, polegało na zarzuceniu przynęty.

„Nie było nawet jednego dnia z 28 dni w tej części podróży, żeby nie złapać ryby dobrej wielkości, ugotować i zjeść z jakimś ryżem” przypomina sobie Macfadyen.

Ale tym razem, podczas tej całej długiej podróży morskiej, całkowity połów wyniósł dwie sztuki.

Żadnych ryb. Brak ptaków. Ledwie widzialny znak życia w ogóle.

„W minionych latach przywykłem do tych wszystkich ptaków i ich odgłosów”, powiedział.

„Podążały za łodzią, czasem odpoczywały na maszcie przed ponownym startem. Można było zobaczyć stada krążące nad powierzchnią morza w jakiejś odległości, żywiące się sardelami”.

Ale w marcu i kwietniu tego roku, tylko cisza i pustka otaczała jego łódź, Funnel Web, gdy przemierzał powierzchnię ugodzonego oceanu.

Na północ od równika, powyżej Nowej Gwinei, namiar oceaniczny wypatrzył wielką łódź rybacką pracującą na rafie w oddali.

„Cały dzień tam byli, trałowali tam i z powrotem. Był to duży statek, jakby statek matka”, powiedział.

I całą noc również pracowali przy oświetleniu reflektorów. Nad ranem Macfadyena obudził jego załogant wołając, aby natychmiast stawił się na pokład, bo statek zwodował łódź motorową.

„Oczywiście, że byłem zaniepokojony. Byliśmy nieuzbrojeni, a piraci są prawdziwym problemem na tych wodach. Myślałem, jeśli ci faceci mają broń, to będziemy w poważnych tarapatach”.

Ale oni nie byli piratami, przynajmniej nie w tradycyjnym sensie tego pojęcia. Łódź motorowa spokojnie przepłynęła obok nas, a Melanezyjczycy na pokładzie oferowali nam dar z owoców i słoików z dżemem i przetworami.

„Dali nam pięć dużych worków po cukrze pełnych ryb”, powiedział.

„Były to dobre, duże ryby, wszelkiego rodzaju. Niektóre były świeże, a inne najwyraźniej poleżały chwilę w słońcu.

„Powiedzieliśmy im, nie ma sposobu, abyśmy mogli wykorzystać wszystkie te ryby. Było nas tylko dwóch, nie było miejsca na przechowanie ich lub zamrożenie. Oni po prostu wzruszyli ramionami i powiedzieli, aby wyrzucić je za burtę. I tak by z nimi zrobili dokładnie to samo.

„Powiedzieli nam, że to tylko niewielka część jednego dnia połowów. Że byli zainteresowani tylko tuńczykiem i dla nich reszta to śmieci. Tam wszystko było zabite, wszystko powyrzucane. Oni po prostu trałowali rafę dzień i noc i zabrali stamtąd wszystko, co żyło”.

Macfadyenowi niedobrze się zrobiło. To tylko jeden kuter wśród niezliczonej liczby innych skrytych za horyzontem, a wiele z nich robi dokładnie to samo.

Nic dziwnego, że morze było martwe. Nic dziwnego, że na przynętę nic nie złowili. Nie było co łowić.

Jeśli brzmi to przygnębiająco, to potem było tylko gorzej.

Kolejny etap długiej podróży odbywał się z Osaka do San Francisco i większość tej podróży po pustce oceanu była przyprawiona mdłościami z powodu okropieństwa i pewnym stopniem strachu.

„Gdy wypłynęliśmy z Japonii, poczułem jakby sam ocean był martwy”.

„Prawie nie widzieliśmy żadnych żywych istot. Widzieliśmy jednego wieloryba, płynął, jakby bezradnie po powierzchni z czymś, co wyglądało jak wielki guz na głowie. To było obrzydliwe.

„Zrobiłem wiele mil po oceanie w mym życiu i jestem przyzwyczajony do widoku żółwi, delfinów, rekinów i ogromnych stad ptaków. Ale tym razem, przez 3000 mil morskich nie było nic, niczego żywego nie widziałem”.

W miejsce życia wszędzie były śmieci w zdumiewających ilościach.

„Część z nich to były skutki tsunami, które nawiedziło Japonię kilka lat temu. Fala wdarła się na ląd, zabrała niewiarygodne ilości rzeczy i zaniosła je do morza. I to wciąż tam pływa, wszędzie, wszędzie to zobaczysz”.

Brat Ivana , Glenn, który wsiadł na Hawajach w drodze do Stanów Zjednoczonych, podziwiał „tysiące tysięcy” kawałków żółtego plastiku. Ogromne gmatwaniny syntetycznej liny, sieci rybackich i lin. Kawałki styropianu w milionach sztuk. I plamy oleju i benzyny, wszędzie.

Niezliczone setki drewnianych słupów energetycznych, wyłamanych zabójczą falą i wciąż ciągnące swoje przewody w dryfie po środku oceanu.

„W minionych latach, kiedy byłeś zastopowany przez brak wiatru, musiałeś po prostu uruchomić silnik i płynąć na silniku”.

Nie tym razem.

„W wielu miejscach nie mogliśmy nawet próbować włączyć naszego silnika w obawie przed oplątaniem śruby w masy kawałków lin i kabli. To niespotykana sytuacja na środku oceanu.

„Gdybyśmy się na to zdecydowali, to bardzo ostrożnie i na pewno nie w nocy, tylko w dzień z rozpoznaniem na dziobie, obserwując śmieci.

„Stojąc na dziobie, na wodach powyżej Hawajów, można było spojrzeć w głębinę. Widziałem, że zanieczyszczenia nie są tam już na powierzchni, ale poszły na dno. I to wszystkich rozmiarów, od butelek z napojami po kawałki wielkości dużego samochodu lub ciężarówki.

„Widzieliśmy komin fabryczny wystający z wody, jakiś kocioł wciąż włączony pod powierzchnią wody. Widzieliśmy duży kontener, który przewracał się na falach na wszystkie strony.

„Przedzieraliśmy się przez pola tych kawałków gruzu. To było jak żeglowanie na górze śmieci.

„Pod pokładem można stale było usłyszeć uderzania o kadłub, i wciąż się bałem, że walniemy w coś naprawdę dużego. Tak właśnie było, bo potem widziałem kadłub cały porysowany i wgnieciony na całej powierzchni, i miał powbijane różne kawałki, nigdy czegoś takiego nie widzieliśmy”.

Plastik był wszechobecny. Butelki, torby i wszelkiego rodzaju artykuły domowe, jakie tylko można sobie wyobrazić, połamane krzesła, kosze i pojemniki na śmieci, zabawki i przybory.

I coś jeszcze. Łódź jest pomalowana w żywy żółty lakier, jaki nigdy nie wyblaknął od słońca i morza w poprzednich latach, teraz wchodził w reakcję z czymś w wodzie, co pochodziło z Japonii, tracił swój blask w sposób dziwny i bezprecedensowy.

Po powrocie do Newcastle, Ivan Macfadyen nadal nie potrafi pogodzić się z szokiem i przerażeniem podczas tego rejsu.

„Ocean jest zniszczony„, powiedział, potrząsając głową oszołomiony i z niedowierzaniem.

Widząc rozmiary problemu, ogromne zniszczenia, i to, że żadne organizacja albo rząd nie przejawiają szczególnego zainteresowania, Macfadyen sam szuka pomysłów.

Planuje lobbowanie wśród ministrów w nadziei, że to może pomóc.

Ostatnio zwrócił się do organizatorów wielkich wyścigów oceanicznych w Australii, starając się pozyskać organizacje żeglarskie do międzynarodowego programu, który zrzesza żeglarzy wolontariuszy do monitorowania zanieczyszczeń i życia morskiego.

Macfadyen wpisał się do tego programu, gdy był w USA w odpowiedzi na apel naukowców amerykańskich, który poprosili te organizacje o sporządzanie codziennych raportów badawczych i pobierania próbek do badań promieniowania – znaczącego zagrożenia powstałego w wyniku tsunami i w konsekwencji awarii w elektrowni atomowej w Japonii.

„Zapytałem ich, dlaczego nie naciskacie na flotę, aby tam popłynęli i posprzątali ten bałagan„.

„Ale oni powiedzieli, że wyliczyli, iż szkody dla środowiska ze spalenia paliwa, aby wykonać takie zadanie, byłyby gorsze niż po prostu pozostawienie tych resztek na oceanie„.

Uwagi NTS: Od ponad dwóch lat ostrzegam ludzi, że oglądamy właśnie koniec życia morskiego w północnej części Oceanu Spokojnego … Część tego problemu to z pewnością z powodu szkód ekologicznych wskutek nadmiernych odłowów i śmieci na Pacyfiku, jak wskazuje ten artykuł …. Ale jest oczywiście niepokojący aspekt związany z promieniowaniem po katastrofie w Fukushimie, co wyraźnie autor pokazuje w swej relacji!

Szczerze mówiąc, po przeczytaniu tego artykułu, zacząłem znowu myśleć o tym, co będzie oznaczać ta katastrofa dla życia na tej planecie. Pacyfik jest tak ważną częścią naszego łańcucha pokarmowego, a teraz oglądamy jego bolesną śmierć z powodu naszej głupoty… Skutki tej katastrofy będą widoczne wszędzie, na całym świecie i bardzo szybko ….

Ponownie zastanawiam się, dlaczego nasze rządy nadal kłaniają się woli żydów i kryminalnego państwa izrahell i poświęcają większość naszych zasobów na wojny tego chorego psychicznie zbiorowiska przestępców…. To jest imperatyw, żeby domagać się niezwłocznego końca tej śmierci i zniszczenia, i skoncentrować nasze wysiłki na rozwiązaniu tej sytuacji zagrażającej życiu światowemu na Pacyfiku …. Ten czas już dawno nadszedł, a my wciąż zwlekamy.

źródło: http://northerntruthseeker.blogspot.com/2013/10/this-is-disturbing-pacific-ocean-is.html

przygotował: stophasbara

Reklamy

10 odpowiedzi »

  1. Ja natomiast często zastanawiam się nad krótkowzrocznością pejsatych. Wycisną wszystko co się da ze wszystkiego kosztem wszystkiego. I co zostanie na końcu? Oni na stosach bezużytecznych pieniędzy? No chyba, że David Icke ma rację i po prostu nie są to ludzie.. Tak czy siak jest to smutna historia panie Jarosławie.. Pozdrawiam.

    • Bo te parchy gotowe są wszystko zniszczyć, żeby tylko zgromadzić pieniądze. A jak już wszystko zniszczą, to zostaną na środku pustyni z dziesiątkami zer na swoich kontach. Dziesiątkami zer, za które nic ie będą mogli kupić, bo nie będzie już nikogo, kto by im cokolwiek sprzedał ani nic, co mogliby kupić.
      Wielu „finansistom” wydaje się, że ilośc pieniądza i siła gospodarki są nieskończone. Kontrolując tryliony dolarów, euro, czy innych pieniędzy zachowują się tak, jak mały chłopiec kontrolujący 100 zł. Jesli ten chłopiec „zarobi” na machlojkach następne 100 zł, to będzie miał 200 zł. Jesli finansista kontrolujący dziesiątki miliardów „zarobi” następne dziesiątki miliardów, to może sie okazać, że tak naprawde zarobił o wiele mniej (bo jego działania zniszczyły rynek, na którym pieniądz zaczął tracić wartość na rzecz żywności, złota, broni i amunicji), a w pewnym momencie – że pomimo nominalnego wzrostu majątku – zaczyna tracić.

      • Wyobrazmy sobie sytuację,że IM udało się już opanować całą ludzkość…całe bogactwo świata…(co nie daj Boże)…Ale ONI…pozornie tacy mądrzy i przewidujący,gardzący nami zwykłymi ludzmi…nie myślą o tym,ze za 1 minutkę już może ich nie być na tym świecie…i tego świata też może nie być…Tak że te wszystkie ICH zdobycze doczesne są nietrwałe…Więc tak naprawdę są nie tylko przestępcami,ale i głupcami…bo dążą do zdobycia dóbr nietrwałych…A naprawdę,to tylko „kapitał duchowy”,czyli miłość bliźniego i wiedza są dobrami bezcennymi…Bo tylko duchowe klejnoty zabieramy ze sobą do wieczności…

  2. PROSZE O NIE ##pajacowanie## ze tekst ma bledy zanakow diaktryczne, co rozumie ze niektorzy maja problem psychologiczno patrojotyczny zrozumienia ssha systemu google translator….

  3. Wystarczy zbombardować parę elektrowni atomowych i ludzkości niema. A 3 wojna światowa jest nieunikniona, możemy się tylko sprzeczać nad tym kiedy wybuchnie. Ludzkość jest jak rak dla tej planety, ale jak widać ona znalazła pomysł na pozbycie się raka po przez podsunięcie nam pomysłu w postaci elektrowni atomowych. Wszyscy winią jakiś reptylów koczowników itp stwory ale prawda jest taka że wystarczy spojrzeć na zachowania ludzi by stwierdzić że potencjał destrukcyjny ma bardzo wiele ludzi i nie tylko ci z korzeniami koczowniczymi. Bo komórki rakowe zarażają też zdrowe komórki i nie inaczej jest u nas w przyrodzie.

    • tak jeszcze brakuje tego zebys Pan probowal wmowic na koniec ludziom ze za wszystko odpowiedzialnosc ponosza zielone ludziki z Marsa .Zydowska choroba trafi ten swiat zobaczymy jak dlugo wszystko ma swoj poczatek i koniec i ich obludna gra tez.

      • Oj trudne to czytanie ze zrozumieniem. Lepiej się oburzyć i dąsać niż trochę pomyśleć.
        Koczownicy się tu dobrze czują bo mają z kim współpracować, pomyślał pan może kiedyś o tym?

  4. Tuńczyki są rybami drapieżnymi, więc ci rybacy niszcząc populacje ryb, którymi tuńczyki się żywią, sami doprowadzają się do bankructwa.
    Jednak prymitywna mentalność dzikusów, którzy z dłubanek przesiedli się na trawlery, nie pozwala na skojarzenie tych faktów. Nawet gdy już nie będzie co łowić, nie wyciągną wniosków uważając brak ryb za dopust boży. Rabunkowa gospodarka może być efektywniejsza w krótkiej perspektywie czasowej, a konkurencja między rybakami przy braku nadzoru ją wymusza.
    A co do skażenia wód, to proponuję przeczytać artykuł:
    Mutant Fish Safely Store Toxins in Fat
    http://www.wired.com/wiredscience/2011/02/fish-toxins-environment/
    W skażonych oceanach przyszłości nadal będą pływać ryby, ale ludzie ich nie będą mogli jeść, bo będą one dla nich trujące.
    Chyba że ludzie też zostaną poddani przez skażone środowisko i pokarm równie bezwzględnemu doborowi naturalnemu, co spowoduje wykształcenie się także u nich odporności.

  5. Katastrofa..teraz to wszystko dostanie się do ekosystemu i po sprawie…Zostało nam jakieś kilka lat nim plankton zacznie mutować i uwalniac do powietrza coraz wiecej 2tlenku ….Ludzie szykujcie groby bo to juz wlaśnie nadchodzi APOKALIPSA