Bareizmy

Nowa Atlantyda: przyszłość Ziemi czyli wróżenie z fusów

przyszosc ziemiWśród wielu informacji dotyczących naszej planety jakie można znaleźć w internetowej Wikipedii jest także ta, która dotyczy przyszłości Ziemi (Future of the Earth) i wynika z niej, że nasza przyszłość wcale nie wygląda dobrze. Życie na Ziemi takie jakie znamy jest w stanie przetrwać – wg naukowej ekspertyzy na jakiej opierają się Wikipedyści – co najwyżej 1.6 mld lat. Do takich wniosków doszli astrobiolodzy, badający długofalowe zmiany jakie zachodzą na naszej planecie. Temperatura ma się podnieść, oceany wyparować a my… cóż…. razem z nimi. 1.6 mld lat wydaje się być sporą ilością czasu, którą nie powinniśmy się akurat teraz martwić i bardzo dobrze. Martwi jednak nonszalancja Wikipedii, która kreuje się na wiarygodne źrodło informacji, oparte na sprawdzalnych naukowo danych – bo takie przewidywanie przyszłości Ziemi jest tak samo wiarygodne jak wróżenie z fusów. Przecież tak naprawde nikt nie ma w tej chwili bladego pojęcia co stanie się z naszą Ziemią tak na dłuższą jak i na krotszą metę! Kilka dni temu, tuż obok Ziemi przeleciała asteroida, o której istnieniu dowiedzieliśmy się zaledwie tydzień przed tym faktem. Asteroida przeleciała w odległości mniejszej niż orbita Księżyca, co w przełożeniu na astronomiczne proporcje oznacza, że znów mieliśmy szczęście. Pytanie więc brzmi: przez jak długo jeszcze bedziemy takimi szczęściarzami. Z tego powodu życie na Ziemi wcale nie musi trwać jeszcze 1.6 mld lat. Może przestać istnieć za 100 lat czy nawet…. jutro! :) Może się też okazać, że ludzkość bedzie zasiedlać Ziemię przez następne 5 mld. lat. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć bliższej czy dalszej przyszłosci Ziemi. Wystarczy popatrzeć na zmiany klimatyczne, które w żaden sposób nie pasują do naukowych teorii. Globalne ocieplenie zamieniło się nagle w globalne oziębienie i nieoczekiwanie topniejący w Arktyce lód zaczął znów przyrastać i to w sposób gwałtowny! Nadal jest go jednak o wiele mniej niż dekady temu.

5 lat temu naukowcy ogłosili ze w 2013 r. Arktyka będzie wolna od lodu, tymczasem dzieje się zupełnie odwrotnie i klimat gwałtownie się ochładza, co samotnie głosi od jakiegoś czasu Robert Felix (o którym wspomiałem już na NA). Mimo, że Słońce znajduje się w apogeum swojej aktywności, to zachowuje się nad wyraz spokojnie. W przeszłości takie zachowanie Słońca związane było z ochłodzieniem się klimatu i być może powrót lodu na arktyczne wody jest początkiem tzw. małej epoki lodowcowej. Na dodatek nie odnotowano wzrostu temperatur od conajmniej 15 lat. Klimat jest niezwykle złożonym i skomplikowanym zjawiskiem i wielu naukowców nie jest w stanie zrozumieć mechanizmów jego działania. Chodzi tu glownie o brak odpowiedniej ilości danych potrzebnej do analizy zjawiska. Wiekszą wagę do klimatu przywiązujemy dopiero od lat 60-tych co oznacza, że tych naukowych danych, które pozwalalyby na dlugofalowe przewidywanie klimatycznych fluktuacji posiadamy naprawde niewiele.

Oprócz braku zrozumienia klimatu dochodzi jeszcze jego upolitycznienie, gdy nagle tzw. “globalne ocieplenie” staje sie przedmiotem politycznych przetargów, które wplątano naukowców, co doprowadziło do spadku zaufania do nauki. Nawet fanatycy globalnego ocieplenia zrzeszeni w organizacji stymulującej działania ONZ, sami schłodzili nieco swoje działania propagandowe, gdy okazało się, że wszystkie ich modele zmian klimatycznych wzięły w łeb. Przede wszystkim przeceniono rolę CO2 w atmosferze i niedoceniono rolę jaką w całym tym procesie odgrywa Słońce.

slonce kometa 2013

Nawet drastyczne, ale rozłożone w czasie zmiany klimatycze być może jednak wcale nie są aż tak poważnym zagrożeniem jak np. uderzenie asteroidy. 18 września (2013) pomiędzy Księżycem a Ziemią przeleciał niewielki, bo zaledwie 3 metrowy kosmiczny kamyk o nazwie 2013 RZ53. Nikt nie miał pojęcia o jego istnieniu aż do piątku 13 września tego (2013) roku. Pytanie wiec brzmi: jak wiele podobnych czy nawet większych asterioidów zagraża Ziemi a my nie mamy o ich istnieniu bladego pojęcia. Inna sprawa, że nawet jeśli teraz dowiemy się, że za dwa lata uderzy w Ziemię jakiś meteoryt to i tak nic nie możemy zrobić aby go powstrzymać. Na szczęście jednak wreszcie coś drgnęło w eksploracji kosmosu i jesteśmy obecnie świadkami ożywionej działalności mającej na celu utrwalenie obecności człowieka nie tylko na orbicie okoloziemskiej ale być może rownież osiągnięcie innych planet. Po sukcesie prywatnej kapsuły “Dragon” w stronę ISS zbliża się “Cygnus” – również stworzona prywatnie kapsuła, tym razem przez firmę Orbital Sciences. “Cygnus” przeżywa w swoim dziewicznym locie pewne problemy techniczne – głównie związane z softwarem, ale miejmy nadzieję, że w tym tygodniu zacumuje do ISS. Misja ma za zadanie udowodnić przede wszystkim to, że “Cygnus” jest w stanie spełnić pokładane w nim nadzieje jako modul zaopatrzeniowy Stacji Kosmicznej. Jesli misja “Cygnusa” zakończy się sukcesem to USA będą posiadały dwa sprawne systemy transportu materiałów na ISS, stworzone na przestrzeni zaledwie 5 lat! Kapsuła “Dragon” za 3 lata ma także – oprócz zaopatrzenia – przewozić w kosmos całą załogę Stacji Alfa. Konkurencja jednak nie zasypia gruszek w popiele i na drodze w przestrzeń kosmiczną znajdują się inne firmy jak np. Virgin Galactic SpaceShip Two, z którym przeprowadzono ostatnio kolejne udane próby. Póki co osiągnieto zaledwie granice przestrzeni kosmicznej, ale jest to dwa razy wyżej niż samoloty. Pierwsze loty turystyczne w przestrzeń kosmiczną na SpaceShip Two przewidziane są na koniec tego roku. W tym roku mają się również rozpocząć próby miniwahadłowca “Dream Chaser”, który ma wozić załogę do stacji kosmicznej. Spełniają się więc na naszych oczach marzenia, które do niedawna były sferą science-fiction.

Z drugiej strony Rosjanie zanotowali ostatnio całą serię problemów ze swoją rakietą “Proton”, która przynosiła im do tej pory sporo dochodów. Także ostatnie lądowanie “Sojuza” z załogą zabraną z ISS wcale nie było takie rutynowe jak wyglądalo to z daleka. Podczas powrotu na Ziemie cała tablica rozdzielcza w “Sojuzie” zgasła i lecący w niej ludzie nie mieli pojęcia co się dzieje poza statkiem i zdani byli na automatyczną kontrolę z Ziemi. Przypadek ten dokłada się do calej serii problemów jakie trapią rosyjski program kosmiczny – łącznie ze spektakularną katastrofą rakiety “Proton” w lipcu tego roku, która runęła na Ziemię w 30 sekund po starcie. Okazało się, że winę za katastrofę ponoszą odwrotnie zamontowane sensory, które zmieniły kurs rakiety, obróciły ją do góry nogami i skierowały z powrotem na Ziemię. Dodatkowym powodem zmartwień dla Rosjan, są prywatne amerykanskie kapsuły kosmiczne, które już wkrótce bedą wozić zaopatrzenie w kosmos za znacznie niższą cenę. Udane próby ze statkiem zaopatrzeniowym dokonali też Japończycy, którzy kilka dni temu przeprowadzili próbę z własna rakietą nośną. Rakieta ma być nie tylko szybka, ale także tania w użyciu. Do kontroli jej lotu wystrczył laptop a do kolejnego lotu jest już gotowa po tygodniu przygotowań.

kosmos kometa

Póki co jednak “Sojuz” jest jednak jedynym pojazdem kosmicznym, zdolnym wynieść załogę na Stacje Kosmiczną. Teoretycznie są też tego w stanie dokonać Chińczycy, ale póki co, nie chcą mieć oni nic wspólnego z programem kosmicznym Europejczykow i Amerykanów tym bardziej, że amerykański Kongres zakazał astronautom (w latach 90-tych) kontaktów z Chińczykami. Poza tym nie wiadomo nawet czy mechanizm cumowniczy chińskiej kapsuły pasowałby do doku Stacji Alfa. Sojuzy, które na ISS służą jako kapsuły ratownicze są wymieniane mniej więcej co 6 miesięcy, czyli na Ziemie wraca wraz załogą zawsze najstarszy Sojuz zastąpiony przez tego, który właśnie na stacje przybył. Rosjanie nie chcą aby ich statek kosniczny przebywał na orbicie dłużej niż pół roku. Mimo pojawiających sie co jakiś czas usterek, “Sojuzy” udowodniły, że są niezwykle bezpiecznym i wytrzymałym pojazdem kosmicznym.

Obecna ożywienie w eksploracji przestrzeni kosmicznej dotyczy jednak głównie najbliższego sąsiedztwa Ziemi i nawet podróż na Księżyc – z przyczyn technicznych – przedstawia poważny problem. Nadal nie stworzono odpowiedniej jednostki napędowej, który pozwoliłaby pojazdowi kosmicznemu na odległą, miedzyplanetarną podróż. Obecnie duże nadzieje pokłada się w silniku jonowym, który być może nie jest najszybszym środkiem napędu, ale pozwala dotrzeć do bardzo odległych części układu słonecznego, co udowodniły loty sond Hayabusa, Down czy Deep Space 1.

Źródło: http://nowaatlantyda.com/

Reklamy

3 odpowiedzi »

  1. Jarek Ty to jednak madry facet jestes 🙂 szczerze mowiac mam cie w ulubionych na FC i czesto zagladam,nie zawsze sie zgadzam,wiele juz wczesnie wiedzialam(jak np.soda i miod na raka i kandide),ale chetnie wchodze na Twoje stronki i szczerze mowiac potrafisz zainteresowac.Lubie strony zwiazane z religia,bo to mnie bardzo na dzien dzisiejszy interesuje,lubie kiedy udowadniesz falsz,robisz to w taki sposob,ze czy zgadzam sie czy nie…musze sie nad tym zastanowic i wlasnie o to chodzi…..mysle ze my jestesmy tylko pionkami,ale i tak ludzie o otwartych umyslach dokladnie zdaja sobie sprawe ze ,,Hallo w wielu kwestiach…..cos tu nie gra i cos ktos przed nami ukrywa albo nami manipuluje…..”.,i Ty to w swoich artykulach prubujesz calkiem udanie to pokazac.Gratuluje!!!!!Chetnie podjelabym wspolprace.Moim zdanie tegi umysl…albo innaczej Swiadomy.Pozdrawiam.

  2. Temat kompletnie nie pasujący do innych twoich teorii o zaawansowanych technologiach na ziemi jakimi dysponują NWOwcy:)

  3. Panie Jarku, tu nie tyle o przyszłość Ziemi chodzi, co o przyszłość Słońca. Ono faktycznie za 1,6 mld lat zacznie się zachowywać tak, że o ile Ziemia dotrwa do tego czasu – nie ma zmiłuj. I nie sądzę, żeby wikipedyści się mylili, w końcu obserwujemy we Wszechświecie miliony gwiazd podobnych do Słońca i wiemy, jak one ewoluują. To jest wiedza na zasadzie, że kamień puszczony spada na ziemię – po prostu dość dobrze poznane prawa fizyki.
    A co do lotu ludzkości do nowej Ziemi, to na razie problem jest z Marsem. I nie chodzi o to, że zapasy, brak grawitacji przez długi czas, paliwo, energia, odległość, ciasnota, etc, etc. To są pryszcze. Problem jest inny: przez kilka lat poza ochronnym działaniem atmosfery ziemskiej i jej pola magnetycznego marsonauci dostają dawkę jonizującego promieniowania kosmicznego (głównie od Słońca), że podostają co najmniej białaczki. I to zakładając, że statek kosmiczny będzie miał osłony przeciwradiacyjne maksymalnej grubości, jaką można wynieść w przestrzeń kosmiczną…

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.