Media i manipulacja

Rok 2013 rokiem komet. Poznaj ich prawdziwą naturę!

Poznaj prawdziwą naturę komet i Słońca!

Wydana w 2002 roku książka McCanneya “Planet X, Comets and Earth Changes” została napisana w dużej mierze z myślą o laikach. W przystępny sposób przedstawia efekt ponad 20 lat pracy autora nad zagadnieniami plazmy, budowy wszechświata, a w szczególności nad naturą komet i rolą, jaką odgrywają w Układzie Słonecznym. Na dobrą sprawę, cały model McCanneya, nazwany przez niego “Plasma Discharge Comet Model” (Model komety z użyciem wyładowań w plaźmie) powstał na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Jego model nie tylko wyjaśnia wiele zjawisk, których tradycyjny model “brudnych kul śnieżnych” nie potrafi wyjaśnić, ale był też w stanie przewidzieć wiele zjawisk i cech komet. Co więcej, kiedy owe zjawiska zostały w końcu potwierdzone obserwacjami, wprowadziły naukowców głównego nurtu w niezłe zakłopotanie, prowadzące do ukrywania faktów czy wymyślania na szybko “ulepszeń” oficjalnego modelu, upadających wraz z odkryciem kolejnych kłopotliwych zjawisk.

Poniżej przetłumaczony spory fragment rozdziału VI z dodanymi przeze mnie drobnymi uzupełnieniami. Dla lepszego zobrazowania głównych idei swojego modelu McCanney punkt po punkcie porównuje swoje tezy z tezami modelu obowiązującego. Podstawową tezą McCaina jest to, że Układ Słoneczny jest elektrycznie dynamiczny. Nie istnieje bowiem pole magnetyczne bez przepływu prądu, a prąd elektryczny nie płynie bez końca bez baterii.

Pochodzenie Układu Słonecznego:

NASA: Cały Układ Słoneczny powstał naraz 4,5 miliarda lat temu i od tego czasu nie powstały w nim żadne nowe planety ani księżyce.

McCanney: Tylko Jowisz i Słońce były w oryginalnym Układzie Słonecznym, a wszystkie inne planety i księżyce zostały – każde z osobna – przechwycone przez Układ Słoneczny w późniejszym czasie. Każdy nowy obiekt formował się w specyficznych dla niego warunkach i był początkowo dużą kometą (kosmicznym odkurzaczem), aż osadził się na ostatecznej orbicie. Kiedy pojawią się nowi członkowie Układu Słonecznego, zastaną obecnie istniejące planety i księżyce uwikłane w dynamiczną grę kosmicznego bilardu.

Kołowe orbity planet:

NASA: Orbity planet utworzyły sympatyczny kolisty deseń już w momencie powstawania i ani one, ani planety i księżyce nie zmieniły się tego czasu.

McCanney: Kiedy komety przyciągane są do Układu Słonecznego i przez niego przechwytywane, i spotykają inne planety, istnieją dwa czynniki dążące do zacieśniania orbity komety i ustalania jej kołowego kształtu. Po pierwsze, taka kometa spotyka inne planety i albo zyskuje, albo traci energię. Podstawowym czynnikiem, który zmniejsza orbitę komety (czyli nowego członka Układu Słonecznego) jest “opór warkocza-dryfkotwy”, spowodowany ciągnięciem ogona podczas przemieszczania się komety wśród ogromnej – w stosunku do jej wielkości – ilości materii. Orbita ogromnej komety Hale-Bopp została zmniejszona z 4200 lat do 2650 lat w jednym tylko okrążeniu Słońca. Dominująca teoria brudnej kuli śnieżnej nie potrafiła wyjaśnić tej niesamowitej zmiany orbity.

Komety: 2013

NASA: Komety to małe “brudne kule śnieżne”, które powstały mniej więcej w tym samym czasie co reszta planet. Ponieważ do wyjaśnienia tempa wirowania Słońca standardowa teoria wymaga wiejącego z niego potężnego wiatru słonecznego, te komety musiały jakoś zostać usunięte w miejsce, gdzie nie jesteśmy w stanie ich wykryć, a miejsce to nazwano Obłokiem Oorta. Czasami przez Obłok Oorta przejatują jakieś obiekty i wytrącają komety z orbit w kierunku Słońca. W pobliżu Słońca śnieżki te topnieją (sublimują), a wiatr słoneczny odwraca ich ogony od Słońca.

Komety robią się coraz mniejsze i ostatecznie znikają lub pozostawiają na swojej orbicie jedynie małą asteroidę. NASA twierdzi, że Ziemia może ucierpieć wyłącznie w razie bezpośredniego uderzenia w nią jednego z tych małych jąder.

McCanney: Komety są asteroidami lub większymi kamiennymi obiektami, które wzbudzają złożone wyładowania elektryczne kondensatora słonecznego, kiedy dostają się w pole elektryczne Słońca (wytwarzane i utrzymywane przez nadwyżkę protonów obecnych w wietrze słonecznym). Komety zgarniają materię w swój ogon i dlatego w miarę wędrówki po swojej orbicie w Układzie Słonecznym stają się coraz większe.

Nieco dokładniej:  Podczas rozładowania słonecznego kondensatora wokół jądra komety gromadzą się elektrony. Naładowane ujemnie jądro przyciąga dodatnio naładowane gazy i drobiny pyłu, zgromadzone w chmurach i pierścieniach rozmieszczonych w naszym układzie słonecznym. W ten sposób kometa tworzy warkocz. Dlatego McCanney nazywa komety wielkimi kosmicznymi odkurzaczami. Małe komety rozwijają niskoenergetyczny warkocz. Dodatkowo, małe komety mają za słabe pole grawitacyjne, żeby wciągnąć ogon do jądra, więc lotny materiał z ogona rozprasza się, a pyły, zneutralizowane przez elektrony, gromadzą się w otaczającej jądro tzw. “strefie rekombinacji”. Tak więc małe komety będą miały na powierzchni tylko warstwy bardzo drobnego pyłu albo smoły pochodzące ze spalonych węglowodorów.

Natomiast pole grawitacyjne jąder dużych komet utrzyma w “strefie” wciągnięte z warkocza gazy, tworząc w ten sposob otaczającą je atmosferę. Ze względu na wystarczającą ilość ciepła (choćby z syntezy wodoru i tlenu czy wyładowań elektrycznych), rozbudowujący się obiekt ulega stopieniu, a samograwitacja go zaokrągla. Tak powstają planety…

Choć przeważnie komety są małe, zdarzają się też duże, nawet wielkości planety, i te mogą wyrządzić ogromne szkody istniejącym planetom i księżycom, kiedy przecierają sobie drogę ku swojej ostatecznej, stabilnej orbicie. Nie muszą bezpośrednio trafić w istniejącą planetę, żeby wyrządzić szkody, w rzeczywistości potężne zniszczenia mogą zostać spowodowane przez niezliczone efekty “działania na odległość”.

Słońce:

NASA: Słońce ma w swoim jądrze silnik syntezy jądrowej (odpalony przez ciśnienie grawitacyjne w momencie narodzin Układu Słonecznego), który rozpala je w gorącą, świecącą kulę o temperaturze 6000 stopni, i będzie ono płonąć w stałym tempie przez miliardy lat. Słońce jest elektrycznie obojętne, a warunki zewnętrzne nie mają na nie żadnego wpływu (a już zwłaszcza komety, które są nic nieznaczącymi śnieżkami).

McCanney: Słoneczna synteza jądrowa zachodzi w górnych warstwach atmosfery Słońca, a  reakcja ta wzbudzana jest na bieżąco przez ściśnięte wyładowania elektryczne w jego szalejącej, burzliwej atmosferze. W miarę przesuwania się w głąb Słońca temperatura w rzeczywistości obniża się, aż ostatecznie dochodzimy do stałego, planetarnego typu, jądra. (Potwierdziły to doświadczalne pomiary z użyciem promieni rentgenowskich, wykonane przez rosyjskich naukowców.)

Słońce jest dynamiczne i zmienia się szybko w zależności od warunków zewnętrznych. Zwłaszcza komety, które tworzą połączenie elektryczne ze Słońcem, mogą szybko i znacząco zmienić energię Słońca; w odpowiedzi na elektryczne oddziaływania Słońca z kometami pojawiać się mogą silne rozbłyski słoneczne.

Potężny rozbłysk słoneczny wywołany przelatującą kometą:

Dodatkowo, mogą wystąpić specjalne warunki, takie jak elektryczne koniunkcje planet, powodujące rozładowanie kondensatora słonecznego, co z kolei może sprowokować przepływ prądu w do Słońca, prowadząc w efekcie do zwiększenia słonecznych rozbłysków i wytwarzanej energii.

Elektryczna natura Słońca:

NASA: Słońce jest elektrycznie obojętne, tak jak i cały Układ Słoneczny. Efekty energetyczne tłumaczy się jako skutek efektow magnetycznych, takich jak “ponowne magnetyczne połączenie”, magnetyczne wychwycenie jonów, magnetyczne bańki uwalniające energię oraz burze magnetyczne na Słońcu.

McCanney: Słońce ma ładunek ujemny, ponieważ ciągle wyrzuca w wietrze słonecznym duże, złożone głównie z protonów, wstęgi. Tak powstaje i utrzymuje się “Słoneczny Kondensator” – z dodatnią elektrodą – anodą – daleko poza orbitą Plutona, gdzie mieści się duża zjonizowana chmura pyłu i gazów. Kondensator ten jest rozładowywany przez asteroidy i jądra większych komet, które wnikają do Układu Słonecznego. To ten kondensator właśnie zasila i kontroluje elektryczną naturę Układu Słonecznego. Efekty magnetyczne są  wtórnymi skutkami przepływu prądów elektrycznych w plaźmie, które płyną w wyniku istnienia tego źródła energii.

Inaczej: Odpływ ładunków dodatnich pozostawia na Słońcu nadwyżkę ładunkow ujemnych, tworząc kondensator pomiędzy Słońcem i jego pierścieniami (wykryto wokół Słońca pierścienie analogiczne do pierścieni otaczających Saturna).  Kondensator słoneczny może zostać rozładowany, kiedy ciało typu asteroidy dostanie się w rejon pomiędzy pierścieniami albo pomiędzy pierścień i Słońce. Wizualny aspekt takiego rozładowania jest powszechnie nazywany “kometą”. Jednakże większość oddziaływań w trakcie takiego kometarnego rozładowania pozostaje niewidoczna dla ludzkiego oka i teleskopów.

Słońce produkuje tysiące razy więcej energii w postaci energii elektrycznej niż świetlnej, ale Ziemia jest przed nią chroniona przez swoje duże pole magnetyczne. Zmiany zauważamy tylko wtedy, kiedy lokalne pole elektryczne i przepływy prądu ulegają zmianie – albo wskutek rozbłysków słonecznych, albo w efekcie przelatujących w pobliżu dużych komet.

Oddziałujące na Ziemię pola i prądy elektryczne wpływają na pogodę, zmieniają nasze pole magnetyczne, prowokują trzęsienia ziemi i wybuchy wulkanów, wywołują burze, huragany, cyklony, tornada itd.

Również planety na pobliskich orbitach kołowych stale rozładowują Słoneczny Kondensator, ale w mniejszym stopniu niż komety, które znajdują się na orbitach eliptycznych, przecinających Słoneczny Kondensatora pod większym kątem (powodując większy stopień rozładowania).

Większość badaczy stoi twardo na stanowisku, że elektrycznie naładowane ciała nie mogą istnieć, bo dałoby się ten fakt zaobserwować w ruchu planet. Jednakże wiadomo już, że stosunek ładunku do masy jest różny dla różnych ciał niebieskich i jest zależny od ich wielkości, przy czym najbardziej zauważalne są efekty towarzyszące ruchowi najmniejszych z nich.

© J. McCanney – Ilustracja z pracy McCanneya „Dynamics of a small comet” z 1987r, pokazująca skierowany w stronę Słońca szpikulec – wiązkę elektronów – z zastosowaniem modelu PDCM:

kometa 2013

Co ciekawe, model McCanneya oddziaływania na odległość dopuszcza interesujące i wcale nie pozbawione podstaw hipotezy. Jedną z nich jest, że przy okazji bliskiego przelotu w pobliżu Marsa wielkiej komety została z Marsa zassana cała tamtejsza woda i atmosfera. Z kolei “wygrała” tę wodę Ziemia w swojej potyczce z tą kometą, które to zdarzenie znamy z dawnych przekazów jako potop. Podobnie wygraliśmy ropę, zasysając ją naszym polem grawitacyjnym – prawdopodobnie jeszcze przed potopem.

Kolejną ciekawostką jest to, że model ten wspiera nieco wcześniejsze hipotezy Velikowskiego, o których McCanney nie miał pojęcia, opracowując swój model.

Jest w sieci jeden wywiad z McCanneyem z 2008 roku przetłumaczony na j. polski: Wywiad z Jamesem M. McCanneyem – Spectrum, warto przeczytać. Aczkolwiek osobiście nie podoba mi się, że Wolne Media zamieściły wywiad w dziale Paranauka, bo McCanney JEST naukowcem i jego model spełnia kryteria naukowe. Sęk w tym, że model ten stoi w sprzeczności z przyjętymi na wiarę dziesiątki, jak nie setki lat temu aksjomatami oficjalnej astronomii, za co McCanney został wykluczony ze społeczności naukowej. Królicza nora sprzedajności i zakłamania oficjalnej nauki zdaje się nie mieć dna.

Za: http://pracownia4.wordpress.com/

Reklamy

3 odpowiedzi »

  1. Fizyk James M. McCanney sugeruje że kometa Ison ma siedmiu towarzyszy (krążących wokół niej) i że NASA ukrywa tą informację.
    Ukrywanie towarzyszy przez NASA jest potrzebne, by ludzie nie odgadli prawdziwej masy komety.
    Jeżeli przyciągnęła aż siedem ciał, to jej masa musi być naprawdę duża.
    Ten fakt ma być przed ludzkością zatajony, by nie wywołać paniki.
    http://thecelestialconvergence.blogspot … icist.html
    http://www.youtubeskip.com/watch?v=KyUlq0VFP64
    https://sites.google.com/site/crabtrees … or-does-it

  2. Kometa ISON (Cezara) 2013 r. oraz kometa Encke przesuwały się na niebie obok siebie tuż przed przyjściem do peryhelium.Czy naprawdę nic ważnego nie przyniosły światu?
    W niecały rok potem w lipcu-wrześniu-październiku i listopadzie 2014 podają o wojnie na Ukrainie.Ten się będzie śmiał,kto się śmieje ostatni.

  3. 30 stycznia 2015 r przyjdzie ponownie do peryhelium kometa Pons-
    Winnecke- ta sama,która była w 1997 r. (wtedy przyniosła powódź 1000-lecia w Polsce i śmierć ks.Diany w Paryżu ).A co przyniesie za 2 miesiące dla świata i dla Polski,kiedy znów powróci?

    Potem w 2015 r. powróci znowu kometa Tempel II;wraca co 5 lat.
    Była ona w 2005 r-umierał papież Jan Paweł II oraz przyszła ponownie w 2010 r-Polska przeżywała kolejną powódź pod Sandomierzem i smutę narodową po prezydencie III RP.
    Co przyniesie Polsce i światu tym razem?
    .Należy sprawdzać co 5 lat odejmując od poprzedniego peryhelium i będzie widać dramaty narodów,wojny i rewolucje,które przynosiła za sobą.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.