Medycyna akademicka

Farmacja: legalny narkobiznes. To jakiś koszmar, zmieniają pacjentów w chodzące żywe trupy

Niedawno dostałem e-mailem taki list:

Cyt. „

Witam!

Od jakiegoś czasu obserwuję Pana blog i chciałabym podsunąć pewien ciekawy temat.

Jestem farmaceutką i pracuję w aptece. Codziennie mam do czynienia z poważnie chorymi ludźmi i wiem, że nie ma leku na wyleczenie chorób przewlekłych, tylko są leki które mają podtrzymać chorego człowieka przy życiu, aby „dorabiał” koncerny farmaceutyczne.

Tak się niefortunnie stało, że niedawno na raka zachorowała bliska mi osoba. Zdiagnozowano 4 stopień zaawansowania, czyli w zasadzie nie daje on szans na wyleczenie. Przeszedł chemio- i radioterapię. Lekarze odmówili dalszego leczenia (jeśli tak to można nazwać) lub dobijania chorego ( to chyba właściwsze określenie), a dalszą opieką zajął się lekarz z hospicjum domowego. I wtedy otworzyłam oczy na to co się dzieje….

Ale do rzeczy:

Chciałam poruszyć temat legalnego uzależniania pacjentów od leków narkotycznych. Otóż lekarze bardzo beztrosko przepisują swoim pacjentom leki narkotyczne (morfina, pochodne morfiny o dużo mocniejszym działaniu i potencjale uzależniającym). W zasadzie leki te mają leczyć ból, który towarzyszy nowotworom, a którego nie są w stanie pokonać już inne leki przeciwbólowe. Powinny być więc wydawane jako ostatnia deska ratunku, aby ulżyć choremu w cierpieniu na łożu śmierci.

Pacjenci nowotworowi, którzy chorują na raka niekiedy po kilka lat otrzymują je jak cukierki- dosłownie! Aby mogli się lepiej poczuć (spokój, euforia, lepszy nastrój). Żaden z lekarzy nie patrzy na możliwość uzależnienia się pacjenta od leku, a to przychodzi bardzo szybko. Znam kilku pacjentów nowotworowych, o których można powiedzieć dosłownie- są ćpunami! I to nie jest tak, że ich coś boli, oni normalnie chodzą na spacery, funkcjonują normalnie pomimo swojego nowotworu. Ale każdy lekarz wmawia im, że pewnie pożyją tydzień lub miesiąc, bo nowotwór jest zaawansowany. Więc nikt im takiego leku nie odmawia. Lekarze przepisują z czasem pacjentowi coraz wyższe dawki leku, często maksymalne dobowe.

Z czasem pojawia się dramat rodziny chorego, żony rozpaczają, że mężowie zachowują się jak prawdziwi narkomani ( symulacja cierpienia, wymuszanie podania leku). A kasa do kieszeni producenta płynie- całkiem legalnie. Lekarze działają jak dilerzy na zlecenie kartelu narkotykowo-farmaceutycznego. Można to działanie nazwać legalnym biznesem narkotykowym. Ile takich ludzi jest w skali całego kraju? A ile na świecie?”
Koniec cytatu

______________________________________________________________________________________________________________________________________________

Komentarz Jarek Kefir: dawno temu spotkałem się z opinią znanego mi lekarza, iż leki takie jak tramadol, morfina, podaje się w dużej dawce pacjentom chorym na nowotwory, z pełną świadomością, że czeka ich śmierć. A podaje się je w tak dużych dawkach nie tylko po to, by uśmierzyć ból, ale także po to, by wprowadzić pacjenta w stan euforii i zamglenia świadomości. Po to, by umarł w stanie mniejszej świadomości tego co się dzieje, właściwie by nie doświadczał w pełni umierania – bo opioidowa euforia temu nie pozwala. Dosłownie upiorne, co ta medycyna robi z ludźmi. Nie tylko blokuje najnowsze odkrycia naukowe jak i medycynę naturalną, ale przed śmiercią przemieni Cię w żywego trupa – zombie, i na tym nieźle zarobi..

______________________________________________________________________________________________________________________________________________

Cyt. ”
Pomagam ludziom w różnych stadiach tzw NU. I zauważyłem pewien CYKLICZNY proceder, a mianowicie ludzie którzy mają trochę pożyć zanim zdechną, trudno inaczej nazwać śmierć od tzw leku-chemii, ale z jakichś powodów NAGLE zdrowieją, zostają zabici w glorii lekarskiego prawa w ciągu 3-4 dni. Najczęściej odbywa się to na zasadzie oferowania “nowego eksperymentalnego leku” (trzeba podpisać stosowne zrzeczenie się do życia), lub – co jest częstsze – białofartuchowcy proponują osobie zbyt szybko i niepomyślnie zdrowszej (niepomyślnie wg ich mniemania), na stosowanie chemii w szpitalu bliżej domu.

Obłudnie tłumaczą, że jak pacjent jest zdrowszy, to do bliższego szpitala będzie miał bliżej (pokrętna sofistyka, niby bardziej choremu ma być dalej). Wyznaczony jest termin wizyty w tym bliższym szpitalu. Człowiek chorujący na NU jedzie tam, a tam dowiaduje się, że żadna dokumentacja “JESZCZE” nie nadeszła. No, ale skoro pacjent już tutaj jest to zaordynujemy “leczniczą” chemię.

Na drugi dzień po takim “lekarstwie pojawia się krwotok płucny, na trzeci dzień… TRUP. Próba dochodzenia do czegokolwiek kończy się tym, że w tym nowym szpitalu nie było odnotowanej żadnej wizyty odnośnego pacjenta = trupa, a dokumentacja gdzieś po drodze się “zgubiła”..
W skrócie to tyle, ale przez 30 lat mojej praktyki wiele widziałem…. i nie chcę aby spotkał mnie syndrom wędrującego samobójcy”
Koniec cytatu

Reklamy

14 odpowiedzi »

  1. Witam.Fakt to przedni.Koleżanka mamy kolegi była zdrową kobietą,pełną życia osobą.Nikt nie wiedział ,że leczyła się na nerki.Brała jakieś dropsy od znachora i sama leczyła się jeszcze katonalem .Wciągu ostatniego roku zabił ją rak jelita ,wycieli jej jedną nerkę i 80% żołądka.Wiesia umarła w poprzednią środę.
    R.I.P.

  2. Jestem osobą, która ból odczuwa od urodzenia. Łykałem wszystkie dostępne bez recepty tabletki przeciwbólowe (żołądek, wątroba, nerki dają się we znaki), trochę tłumiły ból (mam skazę genetyczną, póki co nieuleczalną i wiele współistniejących zmian kostnych). Tylko ten, kto nie przeżył permanentnego bólu może mówić o uzależnieniu od leku w sposób negatywny. Dostałem po kolejnej operacji, tramal w kroplach, to było wspaniałe uczucie bez bólu, mogłem chodzić i uśmiechać się do ludzi. Nie zdajecie sobie mili moi sprawy, jak niebezpieczny jest człowiek, którego ból jest permanentny – jest zły i skupia się na bólu szukając najlepszej metody jego eliminacji. Lepiej jest być pod wpływem „czegoś” niż zazdrościć innym uśmiechu. Przez właśnie takich lekarzy, którzy to nie dadzą leku przeciwbólowego dlatego, że może uzależnić, męczyłem się ponad 40 lat! Wykrzyknik jest konieczny – zanim skrytykujesz – przeżyj kilka lat w bólu.
    Oczywiście zdaję sobie sprawę, że farmaceutyka to kartel, który za zadanie ma tylko uzależnić klientów od potrzeby wydawania pieniędzy, ale proszę pozwólcie też żyć najbardziej komfortowo jak to tylko możliwe tym, którym los niezbyt sprzyja. Przykre jest to, że nasza cywilizacja oparta jest na lęku i nakazach a najcenniejszy jest pieniądz – człowiek jest niewiele wart. Zmiany zachowania społeczeństwa nie uzyskamy poprzez zakazy, tylko „kręgosłup moralny” jest kluczem do zmian.
    Pozdrawiam 🙂

    • Cyt. ”
      Gdyby nie polityka wielu organizacji, to na rynku byłby dostępny lek którego (s)twórcą był Albert Hofmann.
      Było na ten temat wiele badań, między innymi na ludziach odchodzących z tego świata. Ból ustępował, pojawiała się pogodna mina i… pogodzenie z losem.
      Lek ten na łożu śmierci zastosował na sobie Timothy Leary, a mowa o ZAKAZANYM LSD „

      • Jeszcze dalej można przejść informując publikę o przeciwbólowych efektach kwiatów konopi, które coraz częściej stosowane są na świecie jako alternatywa dla narkotyków, nie uzależniając fizycznie. Pewien facet, imieniem Rick Simpson, poszedł dalej – na bazie kwiatostanów konopi stworzył w prosty sposób ekstrakt – olej – którym, przyjmowanym doustnie, wyleczył się całkowicie z nowotworu, bez stosowania naświetlania zabójczym promieniowaniem ani trucia organizmu chemią. Proponuję wszystkim zdiagnozowanym pacjentom rakowym którzy dysponują potrzebną kwotą kupić kawałek ziemi w Czechach i zacząć hodować swoje własne lekarstwo.

  3. jestem oburzony takim podejściem człowieka związanego, jakby nie patrzeć, z medycyną.
    jestem internistą, pomagam w hospicjach. temat bólu nowotworowego przewija się codziennie. gdyby nie opiaty Ci ludzie już dawno zabiliby się chcąc przerwać cierpienie. nie życzę nikomu źle ale wystarczy raz zobaczyć jak wygląda męka chorego z rozsianym procesem, żeby zrozumieć, po co dajemy opiaty. o bólach przebijających nie wspomnę. co do ubocznych działań opiatów – pacjenci bardzo szybko przyzwyczajają się do swoich dawek i już nie czują żadnego przymglenia czy euforii. radzę zainteresować się głębiej problemem i wykazać odrobinę empatii przed dalszym komentowaniem problemu w taki sposób. pozdrawiam. r.

    • Lekarz podający chemię i radiację mówi o EMPATII – ten świat zwariował! Może jeszcze szczepionka WZW na dokładkę, bo inaczej jest groźba, że nie przyjmą do umieralni?

      To, że rządy i ogólnie estabiliszment medyczny ukrywają alternatywne formy terapii albo drastycznie zawyżają ceny mniej inwazyjnych terapii – TO JEST EMPATIA? :/

    • A gdyby tak zechcieć się trochę pouczyć : amigdalina (= wit. B17) nie dość, że niszczy komórki raka, to na dodatek likwiduje ból… [z autopsji]

      • Pani Marylko. Amigdalina jest np. w pestkach wiśni czy czeremchy. Można ją pozyskać w produkcji pysznych zresztą nalewek spirytusowych. Czy posiada Pani szerszą wiedzę na ten temat? Jeśli tak, to proszę o konkrety na: mirgag@o2.pl

  4. Zgadzam się z Tobą. Po przeczytaniu opinii Lek.R można by sadzić, że osoba ta jest całkowicie nieświadoma rzeczywistości w jakiej żyje i pracuje. Czy to mozliwe żeby lekarz nie wiedzial jak działa mafia farmaceutyczna ? Lekarze wyśmiewają nawet to jak osoba chora na nowotwór pyta czy ma stosować jakąs diete, czy może spożywac weglowodany, chociaż wiadomo, że pożywką dla raka są cukry i mięso, których powinno się unikać. Nie wolno lekarzowi wspomniec o naturalnych terapiach bo od razu wyklucza się chorego z leczenia i oskarża o szarlatanizm. W jakim my świecie żyjemy??????????????

  5. pomagam ludziom w różnych stadiach tzw NU. I zauważyłem pewien CYKLICZNY ! ! ! ! proceder, a mianowicie ludzie którzy mają trochę pożyć zanim zdechną, trudno inaczej nazwać śmierc od tzw leku-chemii, ale z jakichś powodów (najczęściej właściwy bioenergoterapeuta) NAGLE zdrowieją, zostają zabici w glorii lekarskiego prawa w ciagu 3-4 dni. Najczęściej odbywa się to na zasadzie oferowania „nowego eksperymentalnego leku” (trzeba podpisac stosowne zrzeczenie się do życia), lub – co jest częstsze- białofartuchowcy proponują osobie zbyt szybko i niepomyślnie zdrowszej (niepomyślnie wg ich mniemamia), na stosowanie chemii w szpitalu bliżej domu. Obłudnie tłumaczą, że jak pacjent jest zdrowszy, to do bliższego szpitala będzie miał bliżej ( pokrętna sofistyka, niby chorszemu ma być dalej). Wyznaczony jest termin wizyty w tym bliższym szpitalu. Człowiek chorujący na NU jedzie tam, a tam dowiadujesię, że żadna dokumentacja „jESZCZE” nie nadeszła. No, ale skoro pacjent już tutaj jest to zaordynujemy „leczniczą” chemię. Na drugi dzień po takim „lekarstwie pojawia się krwotok płucny, na trzeci dzień… TRUP. Próba dochodzenia do czegokolwiek kończy się tym, że w tym nowym szpitalu nie było odnotowanej żadnej wizyty odnośnego pacjenta = trupa, a dokumentacja gdzies po drodze się „zgubiła”….
    W skrocie to tyle, ale przez 30 lat mojej praktyki wiele widziałem…. i nie chcę aby spotkał mnie syndrom wędrującego samobójcy…

  6. Kefir, co jakiś czas odwiedzam twój blog, ale pytanie, czemu używasz tytułów notek rodem z faktu? To odstrasza.

    • To pewna strategia. Może kilka procent ludzi odstrasza, ale 90% przyciąga. Na tym jadą WSZYSTKIE portale, nie tylko fakt.pl ale także onety, wp.pl i inne.
      Proszę, miejcie na to poprawkę. Ważne, że treść jest u mnie dobra.

  7. koncernom farmaceutycznym niezalezy na wyprodukowaniu leku ktory ma wyleczyc pacjenta, ale jedynie usmierzyc jego cierpienie, a tym samym uzaleznic go do konca zycia od lekow, na tym polega ten biznes, podobnie ma sie sprawa z narkomanem, ktory jest uzalezniniony od dealera narkotykowego

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.