Społeczeństwo, duchowość, medycyna, zdrowie i ich TABU.. Kontrowersyjnie i bez ograniczających schematów

Strona główna » Odżywianie i żywność » Ziemniaki: czemu jecie truciznę? Jak je właściwie przygotować?

Ziemniaki: czemu jecie truciznę? Jak je właściwie przygotować?

Witaj na stronie Jarka Kefira!

Tematy tabu i kwestie pomijane i przemilczane, nie tylko w oficjalnej debacie publicznej. Ale także przez wielu "niezależnych" autorów. Interesuje mnie społeczeństwo i jego tabu, duchowość i jej paradoksy, wyzwania jakie stają obecnie przed naszą cywilizacją. Ciekawią mnie ukrywane fakty na temat zdrowia, grzechy i grzeszki medycyny, także medycyny naturalnej. Trochę o polityce, zwłaszcza o tym jak wielkim oszustwem są ideologie i religie. Inne ciekawe, niewyjaśnione i tajemnicze tematy także goszczą na mojej stronie. Zapraszam serdecznie!
WAŻNE zastrzeżenie dotyczące treści o medycynie i zdrowiu [Kliknij tutaj]

Statystyki WordPress:

  • 23,291,498 Wyświetleń

Statyki MiniStat:

HEJ! JEŚLI ZALEŻY CI NA PRZEKAZYWANIU DALEJ NIEZALEŻNYCH INFORMACJI, MOŻESZ DOŁOŻYĆ SWOJĄ CEGIEŁKĘ. DZIĘKI DAROWIZNOM JESTEM NIEZALEŻNY OD PARTII, IDEOLOGII, RELIGII, KONCERNÓW. MOJA DZIAŁALNOŚĆ ZALEŻY M.IN. OD WASZEGO WSPARCIA. KLIKNIJ JEDEN Z PONIŻSZYCH OBRAZKÓW:

Książki ezoteryczne, filozoficzne, o medycynie naturalnej i wiele innych:

Medycyna naturalna: Ogromny wybór ziół, suplementów, kosmetyków i innych preparatów:

Najlepsze soki, oleje i inne produkty medycyny naturalnej:

Zdrowe odżywianie: ziemniaki

Cyt. „
Gdyby nie klęski głodu i wojny, a dokładniej – francuskiej rewolucji w 1789r – nikt by ich nie jadł. Głód był wówczas ogromny, a one dawały sytość, szybko i łatwo się mnożyły. Stały się więc idealnym i łatwo dostępnym pożywieniem dla Francuzów, Niemców (koniec XVIII wieku), a później reszty Europy. O czym mowa? O ziemniakach, bez których wiele osób nie wyobraża sobie codziennego obiadu.

Jak ziemniaki trafiły na nasze stoły?

Przed 1451 rokiem nikt w Europie o nich nie słyszał, bo trafiły tutaj z Krzysztofem Kolumbem, kiedy ten powrócił z nowo odkrytego kontynentu. Przez kolejnych 200 lat Europejczycy traktowali je jako pożywienie krów i świń. Nie było w tym nic dziwnego, bo nawet Indianie – rdzenni Amerykanie – nie wykorzystywali ich jako podstawy pożywienia (była nim skrobia kukurydziana) i karmili nimi zazwyczaj bydło. Głównie przez to, że należą do rodziny psiankowatych, a w tej rodzinie jest mnóstwo czarnych charakterów, które są trujące. Jeszcze pod koniec XVIII wieku uważano je w Europie za rośliny ozdobne, o czym później.

Nie widać ziemniaków…

Wiele osób zwracało mi uwagę na to, że w moich przepisach jakoś tych ziemniaków nie widać. Jeśli już, to jest jeden albo dwa na całe danie. A nie widać ich dlatego, że jem je raczej okazjonalnie i to prawie wyłącznie w postaci frytek, placków ziemniaczanych albo ziemniaków z ogniska, kiedy ich skórka jest niemal zwęglona. Osobiście nie przepadam za ziemniakami, z uwagi na skrobię, która jest cukrem, a tego unikam. A poza tym są trujące.

Nie tylko solanina

W emaliowym kursie SOS W Kuchni jest taki odcinek, w którym opisuję dlaczego ziemniaki są trujące oraz jak je rozpoznać. Chodzi o bulwy z zieloną skórką – która powstaje, gdy ziemniak jest w ziemi odkryty i oddziaływuje na niego promieniowanie UV (słoneczne). Pojawia się u niego solanina, która jest toksyczna i trująca dla człowieka. Ale to nie wszystko.

Czy ziemniaki są trujące?

Otóż tak. Są. Nie tylko ziemniaki. Wszystkie rośliny – tak jak i zwierzęta – mają w sobie coś, co nazywa się systemem immunologicznym. U zwierząt wygląda on inaczej niż u roślin – jednak jego działanie sprowadza się to jednej kwestii – sprawić, aby roślina lub zwierze oparły się infekcji i przeżyły ją wydając na świat kolejne pokolenia.

Rośliny mają kilkanaście toksycznych substancji w swoim arsenale i rażą nimi wszystkich amatorówich łodyg, liści, nasion czy owoców. Niektóre toksyny działają na wszystkich, inne tylko na niektóre istoty. Wystarczy jeść świeże pestki z dyni – kurkubitacyna zawarta w cieniutkiej błonie chroniącej nasionko jest tak silną trucizną że z łatwością może porazić, a nawet zabić tasiemca w Twoim jelicie. Dynia robi to po to, aby uchronić nasiona przed robakami, które chętnie pożywiłyby się nimi. Innym przykładem jest kwas erukowy zawarty w rzepaku (powoduje uszkodzenia serca i narządów wewn.).

Mechanizmów obrony jest masa, nie wszystkie są toksyczne dla człowieka, ale jak mawiał Paracelsus – wszystko jest trucizną i nic nią nie jest – to dawka czyni truciznę. I dopóki świeże nasiona dyni jemy w ilości 200 szt na rok nie ma problemu. Jeśli stałyby się podstawą naszego pożywienia (np. 200 gramów dziennie), wówczas toksyny oddziaływałyby na nas podobnie jak na tasiemca czy inne glisty.

Ziemniaki są podstawą pożywienia

Wróćmy do ziemniaków. Jak wspomniałem, one również zawierają toksyny szkodliwe dla człowieka. I problem w tym, że u większości ludzi ziemniaki stanowią taką właśnie podstawę żywieniową. Zboża również (również zawierają mnóstwo toksyn), ale ten tekst poświęcam ziemniakom i to na nich się skupię. Nie są już traktowane jak dodatek do dań, ale są daniem samym w sobie, które znajduje się na każdym talerzu w Polsce (i na świecie) przynajmniej kilka razy w tygodniu.

I co z tego?

Możesz zapytać – i co z tego? Ja kupuję ziemniaki, które nie są zielone więc nie mają tej toksycznej solaniny! Nic nie szkodzi. I tak stopniowo się zatruwasz. Czym? Innymi glikoalkaloidami, do których należy solanina.

Czym są glikoalkaloidy?

Glikoalkaloidy pełnią w ziemniakach funkcję ochronną – są jak białe krwinki w ludzkim układzie odpodnościowym. Jeśli tylko bulwa zostanie mechanicznie uszkodzona – albo wystarczy, że zostanie wystawiona na działanie światła (niekoniecznie słonecznego) wówczas glikoalkaloidy gromadzą się wokół tej „rany” aby ochronić żywotność bulwy i umożliwić jej wykiełkowanie.

Glikoalkaloidów najwięcej jest w bulwach młodych, nie do końca dojrzałych ziemniaków (tak, to tzw.„młode ziemniaki”), oraz wszystkich innych, które są uszkodzone lub wystawione na działanie światła. Zawierają je również zielone pomidory (tomatydyna, ona jednak jest mniej toksyczna) i zielona (niedojrzała) papryka. Glikoalkaloidy działają toksycznie na centralny układ nerwowy i powodują zaburzenia ze strony układu pokarmowego. Mogą powodować także śmierć.

Żeby nie było niedomówień: szkodliwe działanie alkaloidów zostało naukowo udowodnione , dlatego FAO/WHO ustaliły dopuszczalne najwyższe stężenie tych związków w ziemniakach i wynosi ono 1-10mg na 100g bulwy ziemniaka. W zasadzie nie można importować ani handlować ziemniakami, które mają wyższe stężenia.

No to w czym problem, skoro ktoś tego pilnuje?

Ano w tym, że choć ziemniaki, które właśnie przyleciały z Izraela/Maroko/Grecji czy innej Portugalii mieszczą się w normach ustalonych przez FAO/WHO to nie znaczy, nie są toksyczne. Oto dlaczego:

Dawka śmiertelna (wg różnych badań) wynosi 2-6 mg glikoalkaloidów na 1 kg masy ciała człowieka. Innymi słowy: jeśli dziecko waży 25kg, może umrzeć po spożyciu dawki (przyjmę niższą dawkę 2g/1kg masy ciała) 50 mg tego związku na dobę (źródło tutaj i tutaj).
Teraz matematyka kuchenna : gdyby dziecko jadło ziemniaki „certyfikowane” przez FAO/WHO mogłoby ich zjeść w najlepszym wypadku 5kg. Pięć kilo ziemniaków na dobę do ogromna ilość nawet dla faceta, nie mówiąc o dziecku prawda? Czyli jednak nie ma się czym przejmować.

Łyżka dziegciu

Wrzućmy do tej beczki miodu łyżkę dziegciu. Łyżka jest duża, znajduje się tutaj, jest po polsku w pdf. Są to badania, pokazujące jak zmienia się zawartość glikoalkaloidów w różnych odmianach ziemniaków pod wpływem światła „sklepowego” oraz uszkodzeń mechanicznych. Lektura nie jest ani długa, ani trudna a tabelki na końcu mówią wszystko.

Okazuje się, że ziemniaki, które zostały uszkodzone oraz przechowywane w świetle (a to ma miejsce w sklepach) „zyskują” nawet 200% tych toksycznych związków osiągając wartość ponad 200mg/1kg – czyli 20mg na 100g – a więc 20 razy więcej niż na to pozwala norma WHOprzytoczona powyżej.

Przypominam – dawka śmiertelna to 2-6mg/1kg masy ciała. Dla dziecka o wadze 25kg wyniesie 50mg. A więc wystarczy, aby zjadło 250g takich ziemniaków i może umrzeć. Powyższa kalkulacja dotyczy ziemniaków całych (czyli np. młodych, które praktycznie nie są obierane a jedynie skrobane). Po ich grubym obraniu poziom glikoalkaloidów zmniejszył się do 130 ale nadal pozostaje dramatycznie wysoki. Tak czy inaczej przyznasz, że zjedzenie przez dziecko w ciągu doby 250g ziemniaków jest już bardziej prawdopodobne niż pierwotnie założone 5kg, gdzyby miały one rzeczywiście 1mg/100g tak jak chciało tego WHO.

Eeee… coś tu ściemniasz.

Ktoś powie – bredzisz, bo tak: jesteś wielkim chłopem, który może przyswoić 4x więcej tej toksyny niż 25kg dziecko. Cztery razy więcej czyli 200mg. Czyli 1 kg takich ziemniaków. Rzeczywiście, to dużo ziemniaków i nie znam osób, które jadłyby tyle codziennie, na osobę.

I w końcu – kupuję w markecie tylko ładne ziemniaki. Racja. Nie ma tam uszkodzonych.

Wyjdę od końca:

  • stan ziemniaków w marketach jest koszmarny. Dzisiaj nie da się już kupić normalnych ziemniaków z ziemią bo wszyscy chcą mieć czyste i płukane. A jak się je płuka? W bębnie z wodą. Wówczas właśnie ulegają uszkodzeniom (tak jak obite jabłka, które czernieją pod skórką) i tam gromadzą się ochronne toksyny. Druga sprawa:
  • nikt nie je aż tylu ziemniaków codziennie. Ale większość ludzi je je w nadmiarze, bo stanowią podstawę diety. Je je codziennie stale zwiększając stężenie toksyn, dodatkowo obciążając wątrobę ich utylizacją, z którą często nie potrafi nadążyć. Ujmę to tak: można codziennie spożywać minimalne, dozwolone ilości rtęci, ale to nie oznacza, że jest to bez znaczenia dla organizmu, który może się upomnieć o swoje za kilkanaście lat. I ostatnie – najgorsze właśnie jest to, że dorośli mają większe organizmy i większe wątroby – ich ciało łatwiej poradzi sobie z toksynami. A co z dziećmi? I na koniec wisienka:
  • jeśli na serio nadal twierdzisz, że ziemniaki są ok, bo są selekconowane pod względem minimalnej ilości glikoalkaloidów zrób mały test: zjedz na surowo jednego małego ziemniaka i opisz mi później swoje samopoczucie.

Jeśli temat ziemniaków oraz glikoalkaloidów Cię interesuje (np. przez wzgląd na naukę lub pracę)zainteresuje Cię z pewnością  to świetne podsumowanie badań  (na szczurach, chomikach, królikach i ludziach).

Ale ja lubię ziemniaki! Jest jakieś wyjście?

Jest. Po pierwsze nigdy, przenigdy nie daj się skusić na gotowanie ziemniaków w mundurkach(nawet do sałatek) bo pod skórą (3mm grubości) stężenie tych toksyn jest najwyższe (może sięgać nawet 405mg/1kg)! Stąd też wskazane jest grube obieranie wszystkich ziemniaków (zwłaszcza „młodych”) bo to usuwa większość toksyn. W przypadku ziemniaków frazesy o witaminach zgromadzonych tuż pod skórką to bujda.

Druga sprawa – glikoalkaloidy można częściowo zniszczyć w temperaturze powyżej 170 stopni więc ziemniaki w postaci frytek czy placków ziemniaczanych zawierają ich mniej (gotowanie ich nie usuwa, jedynie wypłukuje a potem ziemniaki gotują się w takiej „zupie”). Innym sposobem może być ziemniak z piekarnika albo z grilla, bo tam temperatura sięga 200 i więcej stopni.

Korzystając z okazji – oto mój ulubiony sposób na ziemniaki z grilla. Zwyczajnie sypię je solą, dodaję czosnek i zawijam w folię aluminiową, a potem wędrują na grill:

Z resztą traktowanie warzyw ogniem ma dużo głębsze korzenie w polskiej kuchni, niż może się to wydawać. Popatrz:

Skąd pochodzi słowo „warzywa”?

Warzywa sprowadziła do Polski królowa Bona z Włoch. Stąd niektóre z nich nazywa się „włoszczyzną” (kalafior, seler, por, kalarepa). Ale wiele warzyw było znanych w Polsce wcześniej, choćby dzięki klasztornym mnichom oraz naturalnemu występowaniu pewnych roślin w naszej strefie klimatycznej.

Słowo „warzywa” pochodzi od polskiego słowa „warzyć” czyli doprowadzać do wrzenia, poddwać działaniu wysokiej temperatury (używa się też słowa jarzyny które pochodzi od jarej pory roku – czyli wiosennej, kiedy warzywa są sadzone).Skąd taka etymologia?

Większość warzyw ma dzikich przodków i na skutek hodowli i krzyżowania powiększono u nich jadalne części i ale tylko w niewielu przypadkach udało się wyeliminować lub znacznie zredukować zawartość toksyn, które występują w ich dzikich kuzynach.

Stąd poddawanie ich wysokiej temperaturze sprawia, że wiele związków toksycznych jest z nich usuwanych podczas pieczenia czy wypłukiwanych przy gotowaniu. Nie jestem lingwistą (znam angielski i niemiecki), ale chyba tylko w języku polskim taka etymologia wskazuje na sposób ich traktowania przed spożyciem (ang: vegetables, hiszp: verduras, niem: Gemüse).

A na koniec wrócę do walorów estetycznych ziemniaków. Ludwik XVI interesował się nie samą bulwą ale jej kwiatem, który był modnym dodatkiem do męskich kapeluszy. Dzisiaj – żele kosmetyczne zawierające glikoalkaloidy są sprzedawane na świecie jako doskonałe substancje które złuszczają naskórek (peeling).

Podsumowując, jedz kilkanaście ziemniaków tygodniowo. A najlepiej, traktuj je tak, jak wtedy, kiedy przybyły do Europy jako ciekawostka botaniczna.

Autor: Rafał Mróz

Źródło: ziolaiprzyprawy.info

Przygotowała: nika_blue


23 komentarze

  1. miraz89 pisze:

    fajny wpis, nie wiedziałem ,że pestki dyni mają takie własności . Kwestia pasożytów w organizmie człowieka mnie trochę ciekawi , jak uodpornić się na nie . Oprócz zielonych barw ziemniaka występują oczywiście brązowe choroby , które są pewnie jeszcze gorsze w skutkach . Dochodzimy do wniosku im więcej oprysków i nawozów ten system immunologiczny jest słabszy albo się uodparnia tworząc inne substancje trujące , walczące z tymi substancjami zewnętrznymi. Jakkolwiek ingerujemy w matkę nature to strzelamy sobie w kolano .

    Lubię

  2. Łukasz pisze:

    Przeciętny Kowalski nie wyobraża sobie niedzielnego obiadu bez rosołu z napakowanego antybiotykami kurczaka i gotowanych ziemniaków.

    Co do żywienia mam kilka rad dla potomnych:

    1. Mniej
    2. Bez mięsa
    3. Nie przesadzać z nabiałem
    4. Bez glutenu
    5. Bez popijania
    6. Surowo i naturalnie
    7. Bez soli i cukru oraz przypraw innych niż zioła.
    8. Dokładnie przeżuwając
    9. Bez E
    10. Raz dziennie

    Jestem rad wtedy, że nawet ziemniaki nie zaszkodzą 🙂

    Lubię

    • niereligijna pisze:

      dlaczego bez soli?

      Lubię

      • NUS pisze:

        Nie daj się ogłupić. Sól jest potrzebne i to bardzo.
        Należy tylko zadbać aby była dobra – najlepiej himalajska z minerałami

        Lubię

        • Bartek pisze:

          Albo kamienna z Klodawy lub Wieliczki. Wazne zeby nie byla oczyszczana. Osobiscie uwazam ze rowniez nie powinna byc jodowany ale to juz pozostawiam do oceny wlasnej. (ogorki nie kisza sie ladnie)

          Lubię

      • Paweł pisze:

        Zapewne chodzi o sól „marketową” czyli sam NaCl bez minerałów za to z antyzbrylaczem w postaci cyjanożelazianu potasu K4 [Fe(CN)6]. Taka sól jest szkodliwa czy wręcz trująca podobno. Za to sól kamienna (jak np. kłodawska) zawiera minerały i nie ma antyzbrylacza i jest wręcz wskazana.

        Lubię

    • fanny axelsson pisze:

      Ludzie wypisuja takie pierdoly ze az dupe sciska. Pyry sa bardzo zdrowe i sa bomba vitaminy c i nie tylko. Zalecane w odchudzaniu , daja bardzo dlugo poczucie sytosci. Ziemniaki trzeba przechowywac w ciemnym pomieszczeniu i nie powinny byc myte albowiem ziemia na nich daje pewna ochrone. Co do picia to niech ten co pisze sprawdzi czy popijanie jedzenia nie jest pozytywne, ba konieczne. Niech wpieprzy 10 jaj i nie popije. Twierdzenie ze wprowadzony do zoladka plyn podczas przyjmowania posilköw rozpuszcza soki zoladkowe jest idiotyczne. To co zupe przed spozyciem trzeba chyba odparowac? Plyn przyjmowany w czasie posilku ulatwia trawienie . Wymieszanie sie jego z sokami trawiennymi wzmacnia ich efekt. Ten kto ta glupote wymyslil, byl bardzo prymitywny i nie mial z czyms do goscia wiec walnal nowine,

      Lubię

  3. Eryka pisze:

    Ja nie wiecej niz kilkanascie zjadam tygodniowo.Nie powiem ze ich nie lubie ale nie mam takiej potrzeby by zjadac wiecej.Zastepuje salatkami
    warzywnymi,kaszami.Tym sposobem zaspakajam swoje potrzeby pomijajac ziemniaki.Placki ziemniaczane uwielbiam.

    Lubię

  4. kris pisze:

    1492 rok to jest poprawna data

    Lubię

  5. peter pisze:

    Ok .W takim razie jadę do Tajlandii…Zacznę jeść robale.Nikt mnie nie będzie truł pyrkami !!!

    Lubię

  6. Lobo pisze:

    Ale coś z obliczeniami mi nie pasuje. 1% to 1/100 – wobec tego 200% to 200/100 a więc 2. To oznacza, że jeżeli poziom toksyny w ziemniakach uszkodzonych wzrośnie do 200% to wzrośnie po prostu 2 razy. Przykładowe więc dziecko mogłoby zjeść 2,5 kg takich ziemniaków zamiast 5 kg, a nie 250 gr. Gdyby poziom wzrastał do 2000% pierwotnego to rzeczywiście byłoby 250 gr. Jeżeli jednak wzrasta jedynie do 200% to obliczenie jest błędne a za nim cały wywód dotyczący ryzyka śmierci. Dodam, że ziemniaki jadam najwyżej raz na tydzień i to z tej prozaicznej przyczyny, że nie chce mi się ich obierać i gotować gdy mogę w 15 minut przygotować makaron, kaszę czy ryż i nic przy tym nie robić:)

    Lubię

    • Paweł pisze:

      Zależy czy wzrasta o 200% czy do 200%, bo to różnica. W pierwszym przypadku mamy x + 200%x = 300%x czyli rośnie nie 2, a 3-krotnie. W drugim may x razy 2 czyli dwukrotnie. Poza tym gr to skrót od grosza, a nie grama.

      Lubię

  7. Lobo pisze:

    I jeszcze skomentuję kolejne kwestie (uprzedzam jednak nie jestem dietetykiem więc autorytet ze mnie żaden:) :
    – czy można jakoś uzasadnić twierdzenie, że w przypadku ziemniaków nie należy mówić o witaminach? No bo w diecie polaków pełnej ziemniaków wydawało mi się, że to one stanowią zimą istotne źródło witamin w tym witaminy C? Dlaczego w przypadku innych warzyw możemy mówić o witaminach a w przypadku ziemniaków nie?
    – W temperaturze powyżej 120 st. C powstają też akrylamidy, które są silnymi kancerogenami. Proponowana więc metoda to faktycznie zamiana trucizny nie będącej kancerogenem (najprawdopodobniej) na taką, która tym kancerogenem bezsprzecznie jest. Kiepska wymiana moim zdaniem – choć lubię smażone i pieczone:) A już propozycja jedzenia zwęglonej skórki to promocja nowotworów moim skromnym zdaniem.
    – Uwaga odnośnie wypłukiwania toksyn w trakcie gotowania jest również niezbyt (jak dla mnie) logiczna. OK ziemniaki gotują się potem w takiej wodzie, ale przecież trucizna nie wraca do nich z powrotem (a jeżeli już to w szczątkowej ilości), podczas gdy w procesie pieczenia w ogóle z ziemniaka się nie wydostaje.
    To tylko uwagi laika ale fajnie byłoby jakby Autor się jakoś do nich ustosunkował – źródło lub logiczny wywód byłyby fajne.

    Lubię

  8. Franek pisze:

    Nie dajmy sie zwariowac! Samo zycie szkodzi bo doprowadza do smierci.

    Lubię

  9. jacek pisze:

    wystarczy obrane ziemniaki namoczyć na kilkanaście godzin i toksyny wyjdą

    Lubię

  10. śmiech na sali pisze:

    ziemniaczek w oparach foli aluminiowej albo ociekający tłuszczem z frytkownicy smaczny i zdrowy… „Dawka śmiertelna (wg różnych badań) wynosi 2-6 mg…” wiem że bardzo dokładnie można określić LD50 dla praktycznie każdego produktu między 2 a 6 jest różnica 300%! to chyba wypada ustalić czy bezpiecznie można zjeść czegoś 1kg czy 3kg? wiele rzeczy jest trujących jak niektóre grzyby i są jadalne dopiero po obróbce termicznej więc proponowanie zjedzenia surowego ziemniaka autor może sobie darować bo większość nawet gdyby chciała nie dała by rady tego zrobić, proponuję kolejny wpis o trującej wodzie niby zaleca się pić 2L dziennie a już przekroczenie tej dawki 2,5-3 krotnie kończy się śmiercią! rozumiem gdyby autor opisał surową czerwoną fasolę gdzie po zjedzeniu paru fasolek można się zatruć a po obróbce termicznej to samo zdrowie ale ziemniaki? litości

    Lubię

  11. akapit pisze:

    no niestety dla części ludzi ważne są własności sycące, ziemniaki odżywiają i są korzystne dla serca przez potas. Oczywiście należy ograniczyć tłuszczi sól, czasem do zera. Ale nie musi się jeść monotonnie, jest kapusta, kasza jaglana, wątróbka drobiowa, jaja. W domu u mnie zapieka się ziemniaki ugotowane. Albo piecze rzadko warstwami z kiełbasą, boczkiem, cebulą, pieprzem. Smakowite.

    Lubię

  12. sprzedam.pod pisze:

    Otóż jem czasami nawet ponad 1kg ziemniaków dziennie (wysokowęglowodanowy weganizm). Jest jeden warunek – nie można do nich dodawać tłuszczu. Nie padłam jeszcze od nich trupem, wręcz przeciwnie. Jestem zdrowsza niż kiedykolwiek.

    Lubię

  13. michello pisze:

    Ja tu widzę pewną sprzeczność. Ziemniaki zawierają toksyczne substancje, ale jedzenie ich w postaci frytek czy placków ziemniaczanych czyli smażonych to jest dopiero niezdrowe. Olej, tłuszcz podczas smażenia wydziela znacznie gorsze sbustancje. Czy tak nie jest?

    Lubię

  14. Anna29 pisze:

    Jak tak dbasz o to co jesz i ziemniaki są bee to używanie folii aluminiowej jest trucizną, poczytaj troszkę o tym 🙂

    Lubię

  15. Karolcia pisze:

    „Zwyczajnie sypię je solą, dodaję czosnek i zawijam w folię aluminiową, a potem wędrują na grill” Hej, a powiedz mi jak to jest z tą folią aluminiową? Wiele osób twierdzi, że jest szkodliwa, rakotwórcza…masz inne poglądy na ten temat? Pozdrawiam 😉

    Lubię

  16. kasia pisze:

    Warto kupować ziemniaki od sprawdzonych dostawców 🙂
    Poza tym ziemniaki to samo zdrowie – posiadają wiele witamin i mikroelementów!

    Lubię

Skomentuj artykuł:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Zapraszam na moje strony na FaceBooku:

Podaj adres e-mail w celu obserwowania tego bloga i otrzymywania powiadomień o dodaniu nowych wpisów.

Dołącz do 1 114 obserwujących.

Najnowsze artykuły – zapraszam:

Partnerzy strony:

%d bloggers like this: