Bareizmy

Drastyczny wzrost promieniowania w Fukushimie, jest ono tak silne, że zabija w ciągu 4 godzin. W tym środowisku nie mogą pracować nawet roboty

„Wzrasta radiacja w Fukushimie w Japonii. Promieniowanie radioaktywne w wodzie wyciekającej ze zbiorników, jest 18 razy większe niż to notowane 10 dni wcześniej – podał Reuter. TEPCO, czyli korporacja zajmująca się obsługą elektrowni, nie radzi sobie zupełnie z kryzysem.
Wystarczą zaledwie 4 godziny, by radiacja zabiła człowieka który byłby wystawiony na jej działanie.

Wcześniej zanotowano wyciek 300 ton wysoko radioaktywnej wody ze zbiornika, która przeniknęła do oceanu. Do tego wydarzenia doszło w sierpniu 2013 roku. Woda ta przedostała się przez prymitywna zabezpieczenia – stertę worków wypełnionych piaskiem, dodatkowo osłaniających betonową osłonę zbiornika.

Japonia-Fukushima

Ustalono, że woda która ostatnio zgromadziła się wokół uszkodzonego zbiornika, emitowała radiację równą 100 mSv na godzinę. Takie promieniowanie to limit pięcioletni dla pracowników elektrowni atomowych w Japonii. Jednak najnowsze pomiary wykazały, że promieniowanie znacznie wzrosło i teraz wynosi 1800 mSv na godzinę. TEPCO oświadczyło, że jest ono tak potężne, że mogłoby zabić człowieka wystawionego na jego działanie już po czterech godzinach.

O tym jak silnie skażone są wody gruntowe przenikające do oceanu w okolicach Fukushimy, media mówiły od początku sierpnia 2013 roku. Korporacja TEPCO uważała, że potrafi powstrzymać dalszemu skażeniu poprzez wstrzykiwanie w grunt specjalnych chemikaliów, mających go utwardzić. Ta bariera okazała się nie wystarczyć, bo zabezpiecza grunt tylko do głębokości 1,8 metra. Poniżej tej głębokości wody przeciekają do oceanu, i TEPCO w końcu była zmuszona przyznać się do kolejnego partactwa.

Tepco wypompowuje skażoną wodę z terenów otaczających elektrownię, ale mimo to codziennie ok. 300 t dostaje się do morza. Rząd Japonii uważa, że firma nie radzi sobie z opanowaniem wycieku i obiecuje pomoc.

Źródło: http://niezalezna.pl/

(Tekst został nieco zmieniony w celu pozycjonowania – przyp. Jarek Kefir)

__________________________________________________________________________________________________________________________________________

Cyt. „Z uszkodzonej elektrowni jądrowej w Fukushimie wycieka woda, którą po awarii zalano pomieszczenia reaktora i magazyny zużytego paliwa – informują eksperci. Mimo groźby zatrucia środowiska, nie można jej wymienić – poziom promieniowania wzrósł zbyt gwałtownie, uniemożliwiając funkcjonowanie nawet robotom.

Skażona woda pochodzi wyłącznie z systemu chłodzenia, stworzonego po awarii.

Wtedy zalano pomieszczenia reaktora i baseny z wypalonym paliwem woda morską, przypomniał Michał Łupiński, kierownik Sekcji Wypalonego Paliwa Jądrowego i Ochrony Fizycznej z Zakładu Unieszkodliwiania Odpadów Promieniotwórczych (ZUOP).

Niezbędna osłona

– Nikt tam nie wejdzie, a nie wszystko udało się obejrzeć używając robotów. Nie wiemy, ile barier bezpieczeństwa uległo zniszczeniu w dolnych partiach całej budowli – podkreślił Łupiński.

Muszą minąć nawet dziesiątki lat, zanim ilość ciepła i poziom promieniowania wytwarzanego przez paliwo spadną do poziomu umożliwiającego jakiekolwiek manipulacje.

Woda chłodząca musi pozostać w elektrowni przez długi czas – nie można jej po prostu wypompować i zastąpić wodą bez skażeń. Taka wymiana oznaczałaby odkrycie uszkodzonych elementów, które powinny być przykryte wodą i przez nią chronione.

– Bez osłony wodnej moce dawek, czyli natężenie promieniowania, natychmiast stają się tak wielkie, że żaden robot nie mógłby funkcjonować w pobliżu – zaznaczył ekspert z ZUOP.

Zaznaczył, że woda jest niezbędna jako osłona przed promieniowaniem oraz do odbioru ciepła. Krąży w obiegu zamkniętym, mając bezpośrednią styczność ze stopionym rdzeniem reaktora i stopionymi koszulkami paliwowymi. Jak dodał Łupiński, przedostawanie się skażeń do środowiska świadczy o tym, że gdzieś w całym tym systemie chłodzenia są nieszczelności oraz że tak naprawdę nie wiadomo, co dokładnie uległo zniszczeniu.

300 ton na dobę

300 ton skażonej wody na dobę przedostaje się do oceanu.  Jak wyjaśnił Łupiński, jest to woda gruntowa, która w naturalny sposób spływa z gór, po drodze natrafia na radioaktywną wodę z przecieków i unosi ją ze sobą.
Dodał, że Japończycy próbują metodami geofizycznymi doprowadzić do odwrócenia kierunku spływu tej wody. Z oficjalnych informacji wynika, że udało im się to na tyle, iż omija ona fundamenty.

– Obecne stężenie izotopów cezu w pobliżu elektrowni wynosi poniżej normy, czyli 90 bekereli (rozpadów promieniotwórczych na sekundę – red.) na litr. Natomiast w odległości 15 km od elektrowni poziom cezu 137 wynosi od 0,01 do 0,001 bekerela na litr, co jest wartością ledwie mierzalną – podkreślił Michał Łupiński, zaznaczając że próbki wody pobierane z oceanu wskazują na to, że poziom skażeń spada wraz z odległością.

Krecia robota

Japończycy mogą teraz jedynie próbować poszukiwać przecieków i je uszczelniać oraz oczyszczać wodę z radioaktywnych skażeń – przede wszystkim izotopów cezu i trytu.

– Metodą usunięcia tych skażeń jest filtrowanie za pomocą baterii filtrów jonitowych, działających w cyklu zamkniętym non-stop – powiedział Łupiński. To zautomatyzowany i bardzo wydajny proces. Dodał, że jest to woda morska, więc trzeba też z niej usuwać sole, które sprzyjają korozji.

– Z informacji, które mamy wynika, że jedyne, co można obecnie robić, to odsalać wodę, usuwać konwencjonalnymi metodami cez a następnie dodawać azot i odczynniki, zmniejszające ilość tlenu, by zapobiegać dalszej korozji – ocenił.

Problem elektrowni, nie ludzi

Komentując ostatnie informacje o wycieku 300 ton wody i promieniowaniu rzędu tysięcy bekereli na litr, Dobrzyński przypomniał, że naturalna aktywność całego ludzkiego ciała to średnio 8 tys. bekereli.

– Aby otrzymać dopuszczalną roczną dawkę dla osoby niepracującej zawodowo z promieniowaniem – czyli jednego milisiwerta, trzeba by się w tej wodzie kąpać przez 13 godzin – dodał. Przypomniał też, że UNSCEAR (Komitet Naukowy ONZ ds. Skutków Promieniowania) uważa, że dawki poniżej 100 milisiwertów nie mają żadnych widocznych skutków zdrowotnych.

Z kolei prof. Ludwik Dobrzyński z Narodowego Centrum Badań Jądrowych podkreślił, że dopóki wodę chłodzącą można przechować i filtrować na miejscu, to dla ludzi nie ma to żadnego znaczenia. Jest to problem jedynie dla obsługi elektrowni.

Źródło: PAP

Za: http://losyziemi.pl/

Reklamy

1 odpowiedź »

  1. Jak to się ma do opinii, że atomowa energia jest energią czystą dla środowiska? Następny mit, który obala awaria? Grupy interesu dla których liczy się tylko zysk, a nie rozsądek doprowadzą do wielkiej katastrofy naszą planetę. Mamy nowoczesne technologie i wynalazki do których jeszcze nie dorósł człowiek przez swoją arogancję i brak szacunku do natury.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.