Medycyna naturalna i alternatywna

Świat bez raka: czy to możliwe?

Amigdalina (z łac. amygdalum – migdał, z gr. αμυγδάλη – migdał) – organiczny związek chemiczny z grupy glikozydów (nitrylozyd), występuje w wielu roślinach, a najwięcej go zawierają:

NASIONA, PESTKI: morele, brzoskwinie, nektarynki, jabłka, wiśnie, śliwki, gruszki
ORZECHY: gorzkie migdały, orzechy nerkowca, orzeszki makadamii
JAGODY: prawie wszystkie dziko rosnące jagody, takie jak jeżyny, aronia, żurawina, czarny bez, również malina, truskawka
ZIARNA ZBÓŻ: jęczmień, owies, pszenica, gryka, proso, żyto, brązowy ryż
INNE NASIONA: len, sezam, bob, wyka, soczewica, burma (Neyraudia reynaudiana), fasola, fasola mung, lima
RÓŻNE: kiełki bambusa, ziele fuksji, dzika hortensja, cis (igły), szałwia (zwłaszcza salvia hispanica i salvia columbariae )

W organizmie rozkłada się pod wpływem jednego enzymu na glukozę, aldehyd benzoesowy i cyjanowodór. Amigdalinę po raz pierwszy wyodrębniono z gorzkich migdałów na początku XIX w.
W niektórych źródłach określana jest jako witamina B17, nie jest jednak powszechnie klasyfikowana jako witamina.

 

HISTORYCZNE POCZĄTKI – ODKRYCIE

W ocalałych zapiskach pozostałych po dawnych cywilizacjach (Egipt czasu faraonów lub Chiny z okresu ok. 2500 lat p.n.e.) wspomina się o leczeniu przy pomocy substancji pochodzących z gorzkich migdałów. Egipskie papirusy sprzed 5000 lat wspominają
o stosowaniu „aqua amigdalorum” do leczenia niektórych objawów raka skóry. Jednakże systematyczne badania tego związku rozpoczęto dopiero w pierwszej połowie XIX wieku.
W 1802 roku chemik René Bohn odkrył , że w trakcie destylacji wodnego ekstraktu z gorzkich migdałów uwalnia się kwas pruski (cyjanowodór). Wkrótce zainteresowało się tym wielu badaczy – po raz pierwszy dwaj z nich, Robiquet i Boutron, wyizolowali białą krystaliczną substancję , którą nazwali amigdaliną od łacińskiego słowa amygdala – migdał.

Leczenie raka amygdaliną nie jest novum. Amigdalina jako lek (wraz z dawkami) została opisana przez dra Fr. Oesterlena w „Handbuch der Heilmittellehre” w 1861 r., sporo miejsca poświęcono jej w „Hagers Handbuch der Pharmazeutischen Praxis” w 1938 r. Najwcześniejsze przypadki takiej terapii opisano w roku 1845 w Gazette Medical de Paris [Paryskiej Gazecie Medycznej]. Młodej kobiecie chorej na raka podano w ciągu kilku miesięcy roku 1842 łącznie 46 000 miligramów amygdaliny i, jak donosi to czasopismo, nadal żyła w 1845. Innej kobiecie z rozległymi przerzutami podawano amygdalinę już w 1834 roku i 11 lat później, w czasie publikacji artykułu, nadal żyła.

[wg Terapia Metaboliczna Witaminą B17, str. 11, wyd. Oficyna Wydawnicza 3.49, Poznań 2010]

JAK BYŁO POTEM

W początku lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku zrobiło się o amigdalinie głośno za sprawą Ernsta T. Krebsa jr., który w oparciu Trofoblastyczną Teorię Raka*,  promował metodę leczenia raka amigdaliną. Nazwał ją witaminą B17, twierdząc, że jej brak w żywności powoduje zachorowania na raka.

–––––––––––––––––––––

* Opracowaną przez embriologa Uniwersytetu w Edynburgu, prof. Johna Bearda w roku 1902, w której twierdził, że komórki raka są identyczne z komórkami występującymi we wczesnych stadiach ciąży ludzkiej, zwane trofoblastami. (Nota bene potwierdziły to badania amerykańskie z 2008 r. )

ZAMIESZANIE I KONTROWERSJE

Ponieważ leczenie raka amigdaliną było skuteczne, przemysł farmaceutyczny (jako, że nie mógł jej opatentować, ponieważ była ekstraktem z naturalnych roślin), wraz z oficjalnymi agencjami rządowymi zaczął z nią walczyć wszelkimi, uczciwymi i nieuczciwymi  metodami.

Niewątpliwie wytworzenia czarnego PR’u przyczynił się kłamliwy Raport Kalifornijski  podważający jej działanie  (opublikowany w 1953 r.), który był zaledwie omówieniem celowo dobranych, dyskredytujących badań, pomijając badania z których wynikało coś wręcz przeciwnego.

Więcej szczegółów na ten temat historii witaminy B17 można znaleźć w książce G. Edwarda Gryffina Świat bez raka, oraz jego prezentacjach na YouTube z polskim tłumaczeniem.

Zastosowania

  1.  Zastosowano ją w przemyśle do konserwacji mięsa.
  2.  Stosuje się w laboratoriach badawczych jako odczynnik.
  3.  Znalazła też szerokie zastosowanie w terapiach stosowanych przy leczeniu nowotworów.

W amerykańskiej National Library of Medicine, 2011 MeSH, znajdujemy taki zapis:
Pharm Action: Antineoplatic Agent, Phytogenic, co znaczy ni mniej, ni więcej: „czynnik przeciwnowotworowy pochodzenia roślinnego”.

Do leczenia raka amigdalina była stosowana w klinikach na całym świecie ze znakomitymi rezultatami. Dość powiedzieć, że stosuje się ją w Niemczech, gdzie jest dostępna w aptekach z przepisu lekarza.

Terapię metaboliczną, opartą na doświadczeniach lekarzy przedstawia książka wydana w Polsce w 2010 (z późniejszymi uzupełnieniami) pt. Terapia Metaboliczna Witaminą B17.

Znaleźć tam można opis procedur i składników oraz zestaw odpowiedzi na częste pytania nurtujące chcących ją zastosować.

Książkę można kupić również za naszym pośrednictwem.

SZCZĘŚLIWE ZAKOŃCZENIA

Poniżej prezentujemy kilka przypadków terapii amigdaliną.
Zaczerpnęliśmy je z książki G.E. Gryffina „Świat bez raka”

David Edmunds z Pinole w Kalifornii przeszedł zabieg usunięcia raka okrężnicy w czerwcu 1971 roku, który przerzucił się na pęcherz. Kiedy chirurg otworzył ciało pana Edmundsa, stwierdził że przerzutów jest tak wiele, iż usunięcie ich wydawało się niemożliwe. Z niedrożnością okrężnicy poradzono sobie odcinając jelito i wyprowadzając je przez otwór w brzuchu — to procedura znana jako kolostomia. Po pięciu miesiącach rak nasilił się. Pan Edmunds usłyszał, że ma przed sobą zaledwie kilka miesięcy życia.

Pani Edmunds, pielęgniarka dyplomowana, dowiedziała się o letrilu i postanowiła go wypróbować. Pół roku później Edmunds zaskoczył swoich lekarzy — zamiast leżeć na marach czuł się na tyle dobrze, by cieszyć się nieomal normalnym życiem.

Przy badaniu cystoskopowym pęcherza okazało się, że rak zniknął. Edmunds uparł się, by przyjęto go do szpitala, by podłączyć jelito z powrotem do okrężnicy. Podczas operacji nie znaleziono ani śladu nowotworu. Operację przeprowadzono i David Edmunds wrócił do domu, by dochodzić do zdrowia. Po raz pierwszy w tym szpitalu „odwrócono” zabieg kolostomii u takiego pacjenta.

Autor niniejszej książki kontaktował się z Davidem Edmundsem trzy lata po zabiegu. Pan Edmunds cieszył się znakomitym zdrowiem i normalnym życiem.

W 1967 roku w Walnut Creek, w Kalifornii, Joanne Wilkinson, matka sześciorga dzieci, poddała się usunięciu guza nowotworowego lewej nogi, znajdującego się na podudziu. Cztery miesiące później rak wrócił — tym razem usunięto mięsień i kość. Rok później w pachwinie pani Wilkinson wyrósł bolesny guz i począł się sączyć. Biopsja wykazała, że rak powrócił i rozsiewa się w całym organizmie. Lekarz oznajmił jej, że musi poddać się zabiegowi, ale trzeba będzie usunąć całą nogę, biodro, pęcherz i jedną nerkę. Planowano również otworzyć jej płuca w poszukiwaniu raka. Gdyby tam go znaleziono, operacja nie miałaby już sensu. Po namowach swej siostry oraz przyjaciółki, Joanne Wilkinson postanowiła poddać się leczeniu letrilem i zrezygnować z operacji. Jej lekarz na wieść o tym bardzo się zirytował i oświadczył, że bez zabiegu nie przeżyje 12 tygodni. P. Wilkinson pisuje, co stało się potem:

Była niedziela 16 listopada 1968 roku. Nie zapomnę tego dnia! Nadal miałam na nodze szwy po biopsji. Dr Krebs dał mi zastrzyk z letrilu — i guz zareagował. Był wielkości orzecha włoskiego  i spuchł do rozmiarów cytryny, po czym krwawił przez cztery lub pięć dni. Przez pięć tygodni chodziłam na zastrzyki, co poniedziałek, środę i piątek. Guz zaczął się zmniejszać. Po pięciu tygodniach już go nie czułam. Pierwszego poniedziałku zrobiono mi prześwietlenie, które powtarzano, by obserwować postępy. Zastrzyki trwały jeszcze pół roku, po 1 decymetrze trzy razy w tygodniu. Byłam na diecie: żadnych przetworów mlecznych, niczego z białej mąki, jadłam białe ryby, kurczaka i indyka. Poczułam się świetnie! W sierpniu 1969 roku lekarz oznajmił, że nie muszę brać zastrzyków. Na zdjęciach guza nie było, zamknął się w bliźnie i nie był aktywny.

Ostatni kontakt z Joanne Wilkinson mieliśmy w dziewięć lat po tym jak jej lekarz oświadczył, iż nie przeżyje 12 tygodni bez operacji. Cieszyła się zdrowiem i pełnią życia, zaś pamiątką po ucieczce przed śmiercią była jedynie mała blizna po biopsji.

Joe Botelho z San Pablo w Kalifornii poddał się zabiegowi resekcji cewki moczowej. Jego lekarz powiedział mu, że ma guza prostaty, który trzeba usunąć. Jak zareagował pan Botelho?

Nie pozwoliłem mu na to, bo uznałem, że zabieg spowoduje przerzuty. Lekarz powiedział mi wtedy, że nie pożyję długo. Chciał podać mi kobalt, ale nie zgodziłem się. W sklepie ze zdrową żywnością usłyszałem, że w San Francisco jest lekarz leczący letrilem. Pojechałem do niego. Oznajmił mi, że mam prostatę wielkości kostki mydła. Przez kilka miesięcy dostawałem zastrzyki co 4 dni.

Pan Botelho miał wtedy 65 lat. Podczas leczenia przestrzegał ścisłej diety, by nie angażować w trawienie własnego enzymu trzustkowego — trypsyny. Kiedy trzy lata później autor przeprowadzał z nim wywiad, nowotworu już nie było, a włosy pana Botelho wracały do zwykłego, czarnego koloru. Nie wiedział, dlaczego tak się działo, ale podejrzewał, że to dzięki lepszej diecie.

Alicia Buttons, żona znanego komika Reda Buttonsa, jest jedną z tysięcy Amerykanów, którzy zawdzięczają życie letrilowi. Na konferencji o raku w Los Angeles Red Buttons oświadczył:

Letril ocalił Alicię przed rakiem. Lekarze w naszym kraju dawali jej tylko kilka miesięcy, miała umrzeć przed listopadem. Teraz cieszy się zdrowiem, jest piękną, pełną wigoru matką i żoną, dzięki Bogu i tym wspaniałym ludziom, którzy mieli odwagę, by bronić swoich metod.

Pani Buttons chorowała na zaawansowanego raka gardła. Ortodoksyjni lekarze uznali jej przypadek za beznadziejny. W końcu udała się do Niemiec Zachodnich, by leczyć się u dr. Hansa Niepera w szpitalu Silbersee w Hanowerze. Po kilku miesiącach ustąpiły bóle i nowotwór, wrócił jej apetyt, była silna i zdrowa jak nigdy. Lekarze w USA potwierdzili jej niezwykłe ozdrowienie, nie mogli uwierzyć, że wyleczono ją zwykłą witaminą. W roku 1994 Alicia Buttons nadal cieszyła się znakomitym zdrowiem.

Carol Venicius z Marin County w Kalifornii opisała niechęć lekarzy do witaminowej teorii pochodzenia raka. Po zakończonej sukcesem kuracji letrilowej w Tijuanie (Meksyk), prowadzonej przez dr. Ernesto Contrerasa powróciła do domu. I oto jej relacja ze spotkania z miejscowym lekarzem:

Poszłam do innego lekarza, który też mnie leczył. Na dzień dobry powiedział: „No, co oni tam robią? Miażdżą dla pani pestki moreli i pani się w nich kąpie? Palą nad panią kadzidła?”

Wtedy odparowałam: „Dobra, może Pan przestać żartować.” Poprosiłam, by przeczytał artykuł w „College Marin Times” [gdzie napisano o letrilu]. On odparł, że go to nie interesuje. Kiedy nalegałam, w końcu powiedział: „Wiesz, Carol, chyba mi pomogłaś. Cierpię na bezsenność. Pewnie od razu zasnę, czytając ten artykuł.”
Przypadek p. Venicius nie jest odosobniony. Początkowo zaczęła się skarżyć na zdrowie: dokuczało jej nocne pocenie, swędzenie, gorączki i bóle głowy. Po dokładnych badaniach
w szpitalu wyszło na jaw, że miała chorobę Hodgkinsa (odmianę raka atakującą najpierw gruczoły limfatyczne). Opowiada dalej:

Kilka dni później wpadł do mnie znajomy i powiedział, że w Meksyku leczą raka letrilem. Nie skorzystałam z jego porady, bałam się. Poza tym święcie wierzyłam lekarzom (…). Najpierw próbowali mnie leczyć kobaltem. Po pierwszych zabiegach lekarz powiedział: „Carol, czy zdajesz sobie sprawę, że po leczeniu będziesz bezpłodna?” Skąd, do cholery, miałam to wiedzieć? Zdenerwował mnie (…). Przechodziłam menopauzę w wieku 28 lat.

Innymi „efektami ubocznymi” leczenia były potworne bóle, utrata apetytu i łysienie. Po sześciu miesiącach terapii płuca i jamę serca począł wypełniać płyn. Próbowano drenu podskórnego, lecz to nie pomogło. Do tego doszły niewielkie zawały. Po sześciu tygodniach i trzech drenach jamy sercowej lekarze wciąż zastanawiali się, czy mają usunąć jej osierdzie. W końcu zrobili to, 28 listopada  1970 roku.

W lipcu kolejnego roku p. Venicus znów cierpiała na zmęczenie, brak apetytu i bezsenność. Lekarze postanowili leczyć ją farmakologicznie.

Po pierwszym zastrzyku miałam lekkie mdłości. Dwa tygodnie później dostałam kolejne dwa zastrzyki, po których bardzo mnie zemdliło, dostałam też rozwolnienia, przez tydzień bolała mnie szczęka, i to tak, że nie mogłam jeść. Potem tydzień migreny, potem skurczów żołądka, a potem nóg. Objawy trwały jakieś cztery tygodnie. Po kolejnych dziesięciu dniach czułam się już wspaniale, jak nigdy od wielu lat. Lekarze powiedzieli, że to znak, iż choroba wciąż trwa, ale leki trochę podziałały. Potem znów z górki — znów bóle, bezsenność, wycieńczenie i tak dalej. Wtedy postanowiłam, że nie poddam się już chemioterapii.

Wtedy też p. Venicus biorąc pod uwagę swój beznadziejny stan stwierdziła, że z czystym sumieniem może pojechać do Meksyku na leczenie letrilem. Tam dr Contreras poinformował ją, iż chorobę Hodgkinsa leczy się dłużej niż raka płuc, trzustki, wątroby czy okrężnicy, ale warto spróbować. Trzeciego dnia dawkowania letrilu panna Venicus oznajmiła, że meczące ją bóle przeszły, zaś po tygodniu znów czuła się prawie normalnie. Po kilku tygodniach wróciła do zdrowia, otrzymując jedynie profilaktyczne dawki B17. Dawki profilaktyczne są bardzo ważne. Kiedy ktoś zostanie wyleczony z raka, jego organizm potrzebuje więcej witaminy B17 niż zwykle. Większość lekarzy stosujących terapię letrilem z doświadczenia wie, że pacjenci po wyzdrowieniu mogą dostawać niższe dawki, ale jeżeli zupełnie przestaną go brać, to jest to prawie pewne zaproszenie raka do powrotu. Dlatego nigdy nie mówią, że letril całkowicie leczy raka. Wolą raczej mówić, iż go kontroluje, co jest lepszym określeniem na trwający proces.

Fakt ten ilustruje w sposób tragiczny przypadek Margaret DeGrio, żony przewodniczącego okręgu Sierra w Kalifornii. Po dwóch operacjach jej rak wciąż się rozwijał. Trzej lekarze oznajmili jej wprost, że przypadek jest beznadziejny  i że współczesna medycyna nie może już nic zdziałać. Mike DeGrio dowiedział się o letrilu i postanowił zabrać żonę do Meksyku na leczenie. Stało się jak zwykle: jej stan natychmiast się poprawił. Po czterech miesiącach intensywnej terapii wróciła do północnej Kalifornii z niewielkimi symptomami raka. Amerykański lekarz potwierdził remisję guzów, choć nie potrafił wyjaśnić jej przyczyny. Niedługo potem pani DeGrio wylądowała w szpitalu z infekcją płuc, gdzie leczono ją ponad trzy tygodnie. Lekarz i personel szpitala odmówili podawania jej w tym czasie podtrzymującej dawki letrilu, bowiem obawiali się, że jest to niezgodne z kalifornijskim anty-znachorskim prawem. Niestety, stało się to w krytycznym dla leczenia momencie. W nocy 17 października 1963 roku pani DeGrio zmarła na raka.

W roku 1972 doktor Dale Danner, podiatra z Santa Paula w Kalifornii zaczął odczuwać bóle prawej nogi i nabawił się ostrego kaszlu. Prześwietlenie ujawniło raka obu płuc i spore guzy wtórne w nogach. Rak nie nadawał się do usunięcia i nie poddawał się naświetlaniu. Diagnoza brzmiała: nieuleczalny i śmiertelny. Za namową swej matki dr Danner postanowił wypróbować letril, choć nie wierzył w jego działanie. Chcąc ją zadowolić, kupił sporą jego ilość w Meksyku. Z tego, co wyczytał w pismach medycznych wynikało, iż letril był zwykłym oszustwem. „Możliwe, że jest niebezpieczny”, pomyślał gdy przeczytał o zawartym w nim cyjanku i nie rozpoczął kuracji.
Po kilku tygodniach bóle i kaszel nasiliły się tak, że nie pomagały żadne leki. Dr Danner zaczął poruszać się na czworakach, a po trzech bezsennych dobach ogarnęły go przygnębienie i rozpacz. Półprzytomny z powodu bezsenności, leków i bólu, w końcu zaczął brać letril. W nadziei, iż tylko duża dawka pomoże mu zasnąć, wstrzyknął ją sobie bezpośrednio do arterii. Zanim stracił przytomność, zdążył sobie zaaplikować na raz prawie 20-dniową dawkę. Obudził się po trzydziestu sześciu godzinach i stwierdził ze zdziwieniem, że nadal żyje — mało tego, ból i kaszel znacznie ustąpiły. Wrócił mu apetyt i czuł się tak dobrze, jak nigdy od wielu miesięcy. Z niechęcią musiał przyznać, iż letril podziałał. Kupił więc następny zapas specyfiku i rozpoczął regularną kurację, tym razem stosując mniejsze dawki. Po trzech miesiącach powrócił do pracy.

Jesienią 1975 roku William Sykes mieszkający w Tampa na Florydzie zapadł na białaczkę limfocytową oraz raka śledziony i wątroby. Po usunięciu śledziony lekarze orzekli, że ma przed sobą zaledwie kilka miesięcy życia. Zalecono mu chemioterapię — nie
w ramach leczenia, a jedynie po to, aby opóźnić śmierć o kilka tygodni — i wtedy Sykes postanowił leczyć się letrilem. Tak opisuje przebieg terapii:

Kiedy po kilku tygodniach poszliśmy do lekarza, wyjaśnił on dlaczego letril pomaga wielu chorym na raka. Zalecił mi dożylne zastrzyki z 30 centymetrów sześciennych letrilu dziennie, przez kolejne trzy tygodnie. Dał mi też enzymy i przepisał dietę oraz suplementy. Po kilku dniach czułem się już lepiej. W czasie trzeciej wizyty mój lekarz oznajmił, że nie może mnie leczyć letrilem, bo cofną mu licencję. Powiedział jednak mojej żonie jak ma podawać letril, sprzedał nam cały swój zapas
i poinformował, skąd możemy go uzyskać. W następnym tygodniu nadal się leczyłem i czułem się coraz lepiej. Któregoś popołudnia zadzwonił do mnie lekarz z Ann Arbor i zapytał czemu nie wróciłem na chemioterapię.

Powiedział mi, że gram w rosyjską ruletkę ze śmiercią. W końcu przekonał mnie do chemii, więc pojechałem do Ann Arbor i zacząłem leczenie. Codziennie czułem się gorzej. Po kilku dniach byłem tak osłabiony, że ledwo wstawałem z łóżka (…). To „lekarstwo” zabijało mnie szybciej niż choroba! Nie mogłem dłużej tego znieść. Przerwałem chemioterapię, wróciłem do letrilu i suplementów. Od razu poczułem się lepiej. Jednakże tym razem trwało to dłużej — zwalczałem efekty chemii i raka jednocześnie (…). Po krótkim czasie mogłem robić pompki i inne ćwiczenia, nie męcząc się. Teraz mam 75 lat (a 20 lat temu mówili mi, że mam przed sobą jedynie kilka miesięcy życia) i nadal gram w rakietbola dwa razy w tygodniu. W liście do autora z 19 czerwca 1996 roku żona, pani Hazel Sykes dodaje do tej historii kilka szczegółów:

Po tym, jak Bill pokonał raka, odwiedził go lekarz (ten sam, który przepisał mu chemioterapię w pewnym znanym amerykańskim szpitalu). Chciał wiedzieć, jak udało mu się zwalczyć chorobę, ponieważ jego żona zachorowała na raka. Bill zapytał go wtedy: „Czemu nie przepisze jej pan chemioterapii?” Lekarz odparł:
„W życiu nie przepisałbym chemioterapii nikomu z mojej rodziny lub przyjaciół!” Nie był on jedynym lekarzem, który zwrócił się do Billa z takim pytaniem.

STAN PRAWNY W EU

Amigdalina jest w UE uważana za środek szkodliwy i odpowiednio do tego oznaczana. Nie we wszystkich krajach jest dostępna w sprzedaży.

Według uzyskanych przez nas informacji jedynie w Niemczech sprzedawana jest w aptekach, jako lek z przepisu lekarza. Stało się to możliwe od 2007 r., kiedy to Sąd Najwyższy Nadrenii uznał, iż może być prowadzona sprzedaż czystego ekstraktu amigdaliny, ponieważ nie ma dowodów na to, że zagraża ona zdrowiu.

W Polsce amigdalina dostępna jest w hurtowniach jako odczynnik chemiczny w różnych formach, opakowaniach i cenach.

Amigdalina w opakowaniu wskazującym, iż jest to forma leku lub suplementu, może być zgodnie z prawem przewożona przez granicę w ilości 5 najmniejszych opakowań. Ważnym słowem jest tu „przewożona” – Służba Celna RP nie dopuszcza bowiem przesyłania amigdaliny pocztą lub kurierem i paczki zawierające opakowania amigdaliny (np. z Meksyku) są zatrzymywane.

W nieoficjalnych wypowiedziach dla reakcji czasopisma Nexus, celnicy uważają takie ograniczenia za, delikatnie mówiąc, nieporozumienie. Zdają sobie oni bowiem sprawę, że w tym akurat przypadku  mogą skazywać chorego na wcześniejszą śmierć i jest to dla niego ograniczeniem swobodnego wyboru metody leczenia.

GDZIE KUPIĆ ?

Więcej: http://wolnezdrowie.pl/pl/zdrowie-kuracje/item/49091-kom%C3%B3rki-rakowe,-a-terapia-metaboliczna-witamin%C4%85-b17#

Reklamy

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.