Bareizmy

Miejscy partyzanci, walczą z fotoradarami

Walczą z fotoradarami, czyli maszynkami do robienia pieniędzy

Cyt. „Podobnie jak Marcin, działa grupa z Łodzi. Nazywają siebie  „foto-partyzantami”, a ich slogan to „realnie, a nie fiskalnie” – ma odnosić się do poprawy bezpieczeństwa na drogach, poprzez stawianie fotoradarów w, ich zdaniem, niewłaściwych miejscach. Sześcioosobową grupę także poznałem na elektronicznym forum, ich nie trzyma tajemnica związana z patentem i chętniej mówią o swojej „zabawie”.  Gdy wzmogli swoją aktywność na ulicach, kontakty i dyskusje prowadzą tylko w anonimowym Internecie „TOR”.

– My używamy jammerów, co prawda nie są to stuprocentowo seryjne modele, ale samo urządzenie idealnie nam spasowało. Nie projektujemy anten, nadajników. My tylko je lepiej zaprogramowaliśmy – mówi jeden z mężczyzn o nicku „wicky”. Prywatnie ojciec dwójki córek, zawodowo nauczyciel fizyki w łódzkim LO.
Wicky, w czasie wypadów na miasto ze znajomymi elektronikami, starają się być anonimowi. Jeden jest przechodniem z psem, po 10 minutach przychodzi kolejny z dzieckiem, następny naprawia auto. I tak przez kilka godzin w tygodniu. Robią wszystko, by monitoring w okolicach fotoradarów, nie skojarzył ich z zaburzoną pracą urządzenia do pomiaru prędkości.

– Czasami siedzimy w samochodzie i psujemy radar. Na przykład jedzie polonez, a my ustawiamy 250 km/h.  Są to ekstremalne sytuacje, ale najczęściej siedzimy i zaniżamy do wartości o 40 km/h. Nasze urządzenie nie może nadawać wartości w kilometrach na godzinę,  a tylko obniżać o zdeklarowaną wartość. Czyli jedziesz 70km/h, nastawiamy na -20km/h i dla radaru jedziesz z dopuszczalną prędkością  – mówi szczerze o swoim radarze.

Urządzenie łódzkich „partyzantów” to kawałek plastiku na kształt policyjnej „suszarki”, wewnątrz nadajnik odpowiednie zaprogramowany, na zewnątrz pokrętło z niewielkim wyświetlaczem. Po ustawieniu wartości obniżającej lub podwyższającej odczyt, mierzą w radar ustawiony przy ulicy i „strzelają”. Tym samym zaburzają wartość odczytu. To z kolei ogranicza wpływy z mandatów do budżetu…

Ich jammer działa tylko na jeden rodzaj fotoradaru, podobniej jak u Marcina, Zurad. Ale łódzkiej przeróbki nie można zamontować w samochodzie i nie radzi sobie z nowoczesnymi prędkościomierzami, które są w rękach policji.
– Ale jeszcze nie powiedzieliśmy ostatniego słowa. Jeśli uda nam się rozpracować „suszarki”, to i je będziemy zagłuszać, kiedy policja będzie rozstawiona w głupim miejscu.  Nam naprawdę zależy na bezpieczeństwie! Ale tym realnym, a nie fiskalnym – skończył rozmowę „Wicky”.

Reklamy

1 odpowiedź »

  1. Są PSUJE, bo człowiek ma to do siebie, że cały czas myśli i wymyśla a szczególnie wtedy, gdy mu źle.
    Widziałem nieduże urządzenie mieści się w neseserze na kółkach zawiera w sobie baterie akumulatorów i generator (prosty, jak konstrukcja cepa), i po krótkim rozruchu wytwarza impuls elektromagnetyczny, nieduży ale wystarczający, aby unieszkodliwić parkomat, bankomat, kasowniki w autobusie, spieprzyć całą elektronikę w samochodzie itp.
    Dzieło absolwentów WAT.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.