Krychnowice – piekło. Przemoc psychiatryczna i psychiatria represyjna w III RP XXI wieku – relacja pacjenta

cyt. „Od jakiegoś czasu głośno jest o dramacie dziewięciolatka przebywającego w szpitalu psychiatrycznym w Radomiu. Chłopiec już w lutym dzwonił na bezpłatną infolinię rzecznika praw pacjenta, skarżąc się na złe traktowanie ze strony personelu oraz na to, że starszy pacjent dotyka go nie tak, jak powinien.

W końcu doszło do tragedii. Dzięki matce chłopca, wyszła na światło dzienne szokująca prawda.
Mimo, że pacjenci oddziałów psychiatrycznych powinni być otoczeni szczególną troską, to nie pierwszy ujawniony skandal z udziałem krychnowickiego szpitala w roli głównej. W ciągu ostatniego tylko roku doszło tutaj do bójki między pacjentkami, w której wyniku jedna z nich zmarła; miesiąc później powiesił się 63-letni pacjent, który miał zalecenie specjalnego nadzoru, w kwietniu br. doszło do śmiertelnego upadku 65-letniej pacjentki ze schodów, a obecnie trwa ów postępowanie w celu wyjaśnienia podejrzeń dotyczących zgwałcenia dwóch chłopców…

Wyrywki raportu sprzed pół roku:

.

————–

——–

Jak możemy przeczytać w Gazecie, Zastrzeżeń w protokole było więcej: “Na szczególną krytykę zasługuje wypowiedź Pielęgniarki Naczelnej: jak brudzą, to muszą po sobie posprzątać. Również Pan Dyrektor nie miał nic przeciwko ww. praktyce, wręcz rozwinął wizję angażowania pacjentów w sprzątanie terenu Szpitala”.

Doświadczenia prywatne

Tak się składa, że miałam tę wątpliwą przyjemność być pacjentką tego oddziału. To miał być mój czwarty pobyt na oddziale psychiatrycznym, więc nie byłam zdenerwowana nową sytuacją, czy coś. Było to niedługo po moich siedemnastych urodzinach, skierowanie dostałam z powodu depresji i myśli rezygnacyjnych. Spędziłam tam jedynie 4 dni, bowiem nawet moja Mama była przerażona tym, jak ten oddział na mnie wpłynął.

Podczas przyjęcia na oddział zabrano wszystkie moje rzeczy, nawet ubrania, po czym zabrano mnie do pokoju, w którym miałam przebywać. Nawet nie mogłam się pożegnać z Mamą, która mnie odprowadziła i spędziła ze mną godziny w pokoju przyjęć. Mój pokój – 6 szpitalnych łózek na przestrzeni jakichś 15 czy 20 m². Żadnych szafek, czy innych mebli – nie licząc stolika z krzesełkiem znajdującego się w wejściu, gdzie stale siedział salowy.
Nie wolno mi było przekraczać progu tego pokoju. Kiedy choć próbowałam się na tyle buntować, by się przez ów próg wychylić, od razu szarpano mnie za ramię i pchnięto w stronę łóżka, mówiąc, bym się uspokoiła, inaczej dostanę zastrzyk.
Wyjścia do łazienki? Dwa razy dziennie. Salowy informował nas krzykiem, że kibel otwarty.
Pieszczotliwe określenia ze strony personelu były codziennością. Jak tam, debile?, Pogorszyło się naszym czubkom?, Co ty – pojebany – możesz wiedzieć? – pozwolę sobie zacytować.
Od dziecka moją udręką jest bezsenność, więc wstawanie rano nie jest dla mnie łatwe. Kiedy przyszła pora wstawać, salowy ściągnął ze mnie kołdrę, na co ja zasugerowałam jeszcze minutkę drzemki. Chyba mu się to nie spodobało, bo złapał mnie za kark i po prostu zrzucił z łóżka.
Kąpiele – na szczęście tylko raz w niej uczestniczyłam, bo odbywały się raz lub dwa razy w tygodniu. W łazience bodajże były 3 natryski i jedna wanna. Musieliśmy się rozebrać i myć nie tylko pod okiem pielęgniarki, ale i reszty grupy.
Codziennie na społeczności obliczane były punkty, które można było po paru tygodniach wymienić na dwudziestominutowy spacer. Uzyskiwało się je za dobre sprzątanie oddziału. Natomiast za nieposłuszeństwo (czyli, kiedy nie chciałeś sprzątać) były odejmowanie.
Terapii nie było absolutnie żadnej. Po prostu byliśmy tam zamknięci. Ja całe dnie spędzałam w łóżku, bo cóż tu do roboty, kiedy nie można wyjść z pokoju, jedyne swoje rzeczy, jakie masz, to aktualne ubranie, a nawet nie ma z kim pogadać, bo naprzeciw Ciebie leży upośledzony cygan.
Kiedy jednej dziewczynie pielęgniarze złamali rękę, oczywiście uznano to za nieszczęśliwy wypadek, nie noszący znamion czynu zabronionego.

Moja lekarka, która była ordynatorką owego oddziału, po wybuchu skandalu pół roku temu niemal zaczęła przed moją Mamą płakać, że to oszczerstwa osób upośledzonych psychicznie, przecież one nie wiedzą co mówią, takie oszczerstwa, że ona zabiłaby się, gdyby była słabsza. A ilu pacjentów już zabiło się przez te – jak ona twierdzi – oszczerstwa, składające się z przemocy werbalnej, emocjonalnej i fizycznej?

Obecnie prowadzona jest kontrola. O, ironio – prowadzi ją dobry znajomy ordynatora. Ordynatora, który upiera, się, że najwyżej mogło dojść do molestowania,  oraz, że – uwaga – takie rzeczy się zdarzają. Te ostatnie słowa mocno mnie niepokoją…” źródło

Advertisements

6 thoughts on “Krychnowice – piekło. Przemoc psychiatryczna i psychiatria represyjna w III RP XXI wieku – relacja pacjenta

  1. Niestety to wszystko to prawda. Taka patologia jaka tam się dzieje, niektórym się nawet nie śni… Człowiek z „krychnówka” wychodzi (wogóle jeżeli wychodzi) jeszcze z większą korbą na psychice …

    Lubię to

  2. tak własnie piszą to pacjeci, czy Wy uwazacie że ludzie tam pracujący to patologia? ewidentnie widać… patologia tworzy się z pacjentów!!!!!!!!!!!!!!

    Lubię to

  3. Patologia tworzy się z pacjentów? Co to za nieudolny tekst? To jawna patologia personelu, łamiąca wszelkie przepisy, prawa pacjenta, a opisywane działania (np. limitowanie możliwości załatwiania potrzeb fizjologicznych, konieczność publicznego rozbierania się) to PRZEMOC. Szpital psychiatryczny bez żadnej terapii? W dzisiejszych czasach? Kto tym zarządza? Gdyby ktokolwiek z moich bliskich leżał w tym szpitalu – nie wahałabym się wytoczyć personelowi i kierownictwu procesu o znęcanie się, zresztą – nie wiem, czy dobrze się orientuję, ale wydaje mi się, że znęcanie to przestępstwo ściagane z urzędu, jeśli tak, wystarczy złożyć doniesienie do prokuratury.
    Pacjenci – walczcie o swoje prawa! To szpital w UE w XX wieku, a nie radziecka psychóżka.

    Dodam jeszcze, że miałam okazję bywać w normalnych szpitalach, które są szpitalami, a nie wylęgarniami patologii i tam pacjenci po pierwsze w większości chwalą sobie pobyt, po drugie – nie widzę powodów, żeby pacjentowi tylko dlatego, że jest pacjentem – nie ufać.

    Lubię to

  4. byłam tam, ponad 4miesiace tyle trwala obserwacja, istny koszmar. Po dzień dzisiejszy nie umiem spokojnie spac budze sie z krzykiem i z przerażeniem… TO PRAWDA CO PISZE

    Lubię to

  5. dzis dzwoniłam do przyjaciela z depresją na P4,był pod wpływem… procentów i wydzwaniał potem do znajomych,zeby mu jeszcze dowiezli. zaniepokojona dodzwoniłam sie na dyzurke pielegniarek,gdzie powiedziano mi,ze jest balecik ostatkowy i nikt nie jest w stanie stac przy oknie i pilnowac pacjentów . Szok ! Jutro postaram sie rozmawiac z ordynatoreem,a raczej z ordynatorką.

    Lubię to

Skomentuj artykuł:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s