Bareizmy

W obronie poncjusza Piłata. Mocny, skandalizujący tekst!

cyt. „Wbrew tytułowi nie zamierzam bronić Poncjusza Piłata. Żadna ziemska siła nie byłaby w stanie przeprowadzić w jego przypadku skutecznej obrony. Trudno mi też wyobrazić sobie adwokata, który byłby w stanie bronić go z całym swoim przekonaniem i zgodnie ze swoim sumieniem. Chodzi mi o coś zupełnie innego. Chcę przedstawić pewien mechanizm, który niespełna dwa tysiące lat temu doprowadził do wydania najbardziej znanego w dziejach niesprawiedliwego wyroku. Chcę także wykazać, że wbrew powszechnemu mniemaniu i społecznemu samozadowoleniu, kandydatów na Piłata wciąż nie brakuje, a wyrok wydany wtedy mógłby zapaść i dziś.

Na początek małe sprostowanie. Otóż pisanie o Piłacie jako o prokuratorze jest trochę na wyrost. Po pierwsze – władza, zakres obowiązków i kompetencji prokuratora za czasów Starożytnego Rzymu były zupełnie inne niż teraz. Po drugie – Poncjusz Piłat zapewne nie zdążył zostać prokuratorem. Nie zdążył, gdyż ten tytuł nosili namiestnicy Judei dopiero po roku 44 naszej ery, a Jezus Chrystus umarł na krzyżu ( w zależności od źródeł i sposobu liczenia, pomiędzy rokiem 30- tym, a 40 tym.). Wcześniej namiestnicy Judei ( do których i Piłat należał ) mieli jedynie rangę prefekta. Flawiusz i Tacyt określali wprawdzie Piłata mianem prokuratora, ale na początku lat 60 tych ubiegłego wieku archeolodzy pracujący przy wykopaliskach w tzw. Cezarei Nadmorskiej ( ruiny starożytnej stolicy Judei ) odkryli coś bardzo ciekawego, co rzuciło nieco światła na tę postać i pozwoliło zyskać absolutną pewność, że nie był on tylko legendą. Na sporym bloku wapiennym pod pyłem, który nawarstwiał się tam przez stulecia widniała inskrypcja. O pierwszą linijkę tego tekstu specjaliści spierają się do dziś. Jedni twierdzą, że w tłumaczeniu brzmi ona : ,,Poncjusz Piłat, prefekt Judei, podarował Tiberieum mieszkańcom Cezarei’’ , inni zaś utrzymują, że winno się to odczytywać tak : ,,Poncjusz Piłat, prefekt Judei, zbudował Tiberieum i poświęcił je boskim Augustom’’ . ( Tak przy okazji owo „Tiberium” to był zdaje się amfiteatr nazwany tak na cześć cesarza Tyberiusza ). Nikt jednak nie kwestionuje, iż słowo praefectus wykuto wyraźnie w trzeciej linijce inskrypcji. No więc chyba jednak prefekt, a nie prokurator. Ponad wszystko jednak człowiek z krwi i kości ze wszystkimi wadami i zaletami przynależnemu naszemu ludzkiemu rodzajowi. Tak czy owak Poncjusz Piłat ( bez względu na to czy był prefektem czy prokuratorem ) zakres władzy miał całkiem spory. Niewątpliwie od strony formalnoprawnej był właściwy i miejscowo i rzeczowo do przeprowadzenia tego najbardziej znanego procesu w historii. Miał też odpowiednie siły i środki ( żołnierzy rzymskich ) do wykonania każdego wyroku bez względu na jego treść. W razie potrzeby potrafił ich użyć. Np. zdarzyło się za jego hmmm…. „kadencji”, że postanowił użyć skarbu świątynnego zwanego Korbanem, by ( jak twierdzi Flawiusz ) doprowadzić wodę akweduktem do Jerozolimy. Ówczesna opinia publiczna była tym wielce oburzona, a tamtejsze środki masowego przekazu ( czytaj – poczta pantoflowa szeptana z ucha do ucha na ulicach, targach i w świątyniach, motywowana przez Wysoką Radę zwaną Sanhedrynem ) podburzały do buntu. Bunt ten został jednak stłumiony przez żołnierzy wysłanych przez Piłata przeciwko tłumowi. W innym nieco czasie co najmniej dwukrotnie jednak ta jego początkowa rezerwa do opinii publicznej niewiele, a stałaby się powodem końca kariery Piłata. Bowiem przy kolejnym konfliktach z sanhedrynem i sterowanym przezeń tłumem cesarz dla „świętego spokoju” nakazał mu zmienić poprzednie rozstrzygnięcie i poddać się woli opinii publicznej. Taka była ówczesna polityka ( czy aby na pewno tylko ówczesna). Wysłanie dodatkowych oddziałów do Judei wiązało się z wydatkami, a te z kolei oznaczały, że będzie hmmm… powiedzmy mniej pieniędzy na igrzyska w Rzymie, to zaś wiązałoby się już niezadowoleniem Rzymskiej opinii publicznej i „kłapaniem ozorem” przez wszystkie stołeczne media. Na to zaś już nawet cesarz nie mógł sobie pozwolić. Stare jak świat hasło „chleba i igrzysk” święciło swoje triumfy. [ Teraz chyba też nie byłoby inaczej. Że przypomnę długotrwałe konsekwencje braku szynki w sklepach PRL-u w latach 70 tych i 80 tych oraz zwątpię w sukcesy rządu, który zrezygnowałby w Polsce np. z EURO 2012 na rzecz wysłania za te fundusze sporej misji wojskowej do Afganistanu]. Niewątpliwie nauczony doświadczeniem Piłat wiedział, że przeciwstawianie się opinii publicznej choćby w takiej niespecjalnie istotnej dla cesarstwa prowincji jaką była Judea grozi mu co najmniej złamaniem kariery. Cóż z tego więc, że proces Syna Bożego toczył się przed Piłatem w trybie w trybie „cognitio extra ordinem” i ,że Poncjusz Piłat miał formalnie „arbitrium iudicantis” ( możliwość rozstrzygania wedle własnej opinii ) skoro obawiał się środków masowego przekazu i opinii publicznej. Piłat nie od razu się poddał. Większość z przypadkowych czytelników tego tekstu zna te słowa bo nie raz słyszała je w kościele lecz tak dla porządku przypomnę to i owo. Po przeprowadzeniu wstępnego przesłuchania Piłat doszedł do wniosku, że oskarżony jest niewinny. Powiedział wówczas „ ja nie znajduję w nim żadnej winy”. Wobec nacisku opinii publicznej niezadowolonej z przewidywanego przez nią rozstrzygnięcia próbował zyskać na czasie. Przekazał sprawę „według właściwości” do Heroda. Teraz też mamy stosowny przepis na takie okazje. W końcu z art.35 §1kpk wynika, iż „sąd bada z urzędu swą właściwość, a w razie stwierdzenia swej niewłaściwości przekazuje sprawę właściwemu sądowi lub innemu organowi”. Piłat musiał przy tym wiedzieć, że poza pozyskaniem sympatii Heroda raczej niewiele uzyska bo przecież on – Piłat jak najbardziej był właściwy i rzeczowo i miejscowo do przeprowadzenia postępowania w tej sprawie. Herod zrobił coś co przypominało trochę znane w naszych czasach wszczęcie sporu kompetencyjnego i odesłał oskarżonego z powrotem do Piłata. Ten próbował wciąż ratować oskarżonego . Dość sprytnie starał się osłabić nacisk opinii publicznej karząc Go chłostą. Widać już jednak w tym miejscu, że oddalił się od sprawiedliwości w kierunku uczynienia choćby częściowo zadość żądaniom tłumu. W końcu już sama chłosta była w tym przypadku karygodnie niesprawiedliwym wyrokiem. Dla porządku przypomnę słowa Piłata „ Przywiedliście mi tego człowieka pod zarzutem, że podburza lud. Otóż ja przesłuchałem Go wobec was i nie znalazłem w Nim żadnej winy w sprawach o które Go oskarżacie. Ani też Herod bo odesłał Go do nas. Oto nie popełnił on nic godnego śmierci. Każę Go więc wychłostać i uwolnię”. To jednak nie zadowoliło opinii publicznej. Wówczas Piłat wpadł na jeszcze jeden pomysł ( swoją drogą to kolejny kruczek prawny z jego strony ). Zastosował „privilegium paschale” czyli coś w rodzaju naszej amnestii. To być może nie do końca załatwiłoby sprawę gdyż w odróżnieniu od „naszych czasów”, choć proces uznano by za niebyły, to po 30 dniach znów możliwe by było ponowne oskarżenie tego samego oskarżonego o to samo. Troszkę Piłat nagiął prawo ( w dobrym celu ale jednak chyba nagiął ). „Privilegium” umożliwiało zastosowanie prawa łaski z okazji świąt. Chodziło jednakże o święta rzymskie, a pascha świętem rzymskim nie była. No dobrze…miał Piłat nadal dobre chęci… i zakładał zapewne, że gdy postawi wybór pomiędzy niewinnym, a zdecydowanie winnym ( Barabaszem) to opinia publiczna spowoduje uwolnienie niewinnego. Tak dla przypomnienia – Barabasz był kimś w rodzaju odpowiednika dzisiejszego terrorysty skazanego za zabójstwo z pobudek politycznych. Niestety tłum nie ustąpił, a Piłat… i owszem tak. To co później nastąpiło znamy z przekazów biblijnych. Piłat zastosował się do „lustratio expiatoria” znanego z Biblii jako umycie rąk ( rodzaj pokutnego oczyszczenia ). Jest przy tym jakaś sprzeczność. Z jednej bowiem strony wydał w końcu wyrok zgodny z tym czego chciała opinia publiczna. Z drugiej zaś podkreślił, że tak naprawdę by go nie wydał, gdyby nie naciskające go tłumy. Dziwnie to wszystko wygląda znajomo. Zastanówmy się najpierw nad mechanizmem jaki zadziałał w przypadku tego procesu. 1) Sanhedryn kieruje akt oskarżenia. 2) Piłat ujawnia wstępnie, że oskarżony jest niewinny. 3) Piłat chce wydać wyrok uniewinniający. 3) Sanhedryn przy użyciu ówczesnych środków masowego przekazu ( przekazów świątynnych, gońców podburzających ludzi na ulicach itp. ) urabia opinię publiczną przeciwko oskarżonemu. 4) Opinia publiczna ( tłum) wywiera nacisk na Piłata. 5) Piłat po kilku próbach werbalnego oporu wydaje wyrok zgodny z wolą opinii publicznej ( tłumu ). Pozostaje pytanie : Czy Piłat był w stanie wydać wyrok niezgodny z wolą opinii publicznej? Fizycznie byłoby to możliwe. Mógł w końcu wysłać żołnierzy by spacyfikowali tłum i obronili oskarżonego przed linczem. Co najmniej raz za jego „kadencji” udało mu się przeforsować swe rozstrzygnięcia za pomocą wojska. Konsekwencje takiego kroku byłyby jednakże trudne do przewidzenia i bardzo niekorzystne dla samego Piłata. Użycie na wielką skalę siły wobec tłumu oznaczałoby najprawdopodobniej spory rozlew krwi. Zginęłoby wielu ludzi tak po stronie tłumu jak i po stronie sił porządkowych. Echo tych rozruchów trafiłoby do cesarza, a ten nie byłby zadowolony wiedząc, że stało się to z powodu zupełnie „niepolitycznego” wyroku Piłata. Trudno sobie wyobrazić by Tyberiusz uznał, że warto było bronić jednego niewinnego za cenę takich politycznych , finansowych i gospodarczych konsekwencji. Być może Piłat nie ryzykował własną głową ale karierą z pewnością. Cesarz nie powierzyłby mu już żadnego poważnego urzędu. Ciepła posadka namiestnika odpłynęłaby w siną dal. Co więcej nie tylko prywatny interes Piłata przemawiał za takim wyrokiem jaki wydał. Ważne było także coś co nazywamy racją stanu ( pojęcie które często przywołuje się i dziś przy różnych okazjach i to nie zawsze w czystych intencjach ). Otóż racja stanu, z punktu widzenia Rzymianina, ( a zwłaszcza rzymskiego urzędnika ) przemawiała za wyrokiem jaki wydał Piłat. Interes Imperium Rzymskiego wymagał wydania tego orzeczenia. Skrócony schemat niesłusznego wyrokowania w tej konkretnej sytuacji był więc taki : sterowane z zewnątrz media + sterowana przez media opinia publiczna + nieodporny na głos opinii publicznej sąd = skandalicznie niesprawiedliwy wyrok. Oczywiście bez inicjatywy ze strony Sanhedrynu ten wyrok nie zostałby wydany. Ale też bez krzyczących na ulicach gońców ( media) i bez podburzonego przez nich tłumu ( opinia publiczna ), także taki wyrok by nie zapadł. I w końcu gdyby sąd ( Piłat ) nie musiał liczyć się aż tak bardzo z opinią publiczną to także orzekanie wyglądałoby inaczej. No cóż… to oczywiście nie zwalnia Piłata od winy za wydanie niesprawiedliwego wyroku. Gdyby nie obawiał się opinii publicznej i nie zależało mu aż tak bardzo na karierze to takiego wyroku by nie wydał.

Tak to już bywało i bywa, że gdy podgrzewany przez media „głos ludu” wchodzi wraz z polityką na salę rozpraw jednymi drzwiami to sprawiedliwość wychodzi z niej tylnym wyjściem. Tym bardziej więc chwała sądom, które próbują się temu przeciwstawić. Wbrew powszechnemu poglądowi nie zawsze tak jest, że relacje telewizyjne czy prasowe pomagają ujawnić prawdę lub zapobiegają niesłusznym rozstrzygnięciom. Sam fakt próby streszczenia materiału dowodowego, w krótkiej notce prasowej , przez mającego choćby najlepszą wolę dziennikarza, prowadzi do zniekształcenia prawdy . Próba ściśnięcia na kilku linijkach tekstu kilkunastu tomów akt nie może być obojętna dla interpretacji faktów. [ Jeśli nie wierzysz drogi czytelniku to spróbuj streścić komuś w pięciu zdaniach całe swoje życie. Czy rzeczywiście uważasz, że tych kilkadziesiąt słów stanowić będzie całą prawdę o Tobie ?].

Najdrastyczniej widać to, gdy postępowanie dopiero się zaczyna, gdy dopiero wszczęto śledztwo lub dochodzenie. Wyobraźmy sobie miejsce wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym. Rozbite samochody, leżące zwłoki, rozpaczająca rodzina, napierający na Policję tłum żądnych sensacji gapiów, prokurator próbujący wytłumaczyć dziennikarzom, że postępowanie dopiero się zaczęło i gromadka reporterów wraz z kamerzystami usiłujących zarejestrować jak najwięcej „pikantnych” szczegółów. Albo inny obrazek : sprawa dotyczy gwałtu, który miał miejsce wczoraj, Policja ma kilku wytypowanych potencjalnych sprawców, a media już komentują wstępne ustalenia. I nie jest dla nich istotne, że sprawca był jeden, a więc przypadkowe ujawnienie wizerunku np. trzech wytypowanych doprowadzi do tego, że dwóch niewinnych może mieć kompletnie niesłusznie zepsute życie. Do tego wyobraźmy sobie te wszędobylskie kamery poszukujące łez na twarzy zgwałconej kobiety, przy czym jedna kamera robi zbliżenie oczu, a druga „obserwuje” jej biust, a trzecia tak jakby chciała sprawdzić od dołu jak wygląda bielizna ofiary i czy aby ma ona na pewno na sobie majtki. I czemu to ma służyć? Czy rzeczywiście leży to w interesie sprawiedliwości ? Czy ofiara będzie z tego powodu szczęśliwsza, a sprawca sprawiedliwiej osądzony? Czy aby na pewno opinia publiczna musi wiedzieć czy pokrzywdzona ma stringi i jaki jest rozmiar jej stanika ? A co z jej dalszym życiem, z jej rodziną i z rodzinami tych, którzy nie mieli z tym nic wspólnego, a wskazano ich jako zatrzymanych w związku z tą sprawą? Do tego wszystkiego rzeczywisty sprawca przestępstwa może uniknąć odpowiedzialności karnej tylko dlatego, że wystarczy, iż na bieżąco rozparty wygodnie na kanapie ogląda sobie aktualne ustalenia Policji i jej plany taktyczne. Czy jakaś przygotowana na niego pułapka może być skuteczna jeśli dowie się on z mediów gdzie i kiedy ją ustawiono oraz na czym ona polega ?

Wracając do tematu …A jakie są wnioski z przedstawionych faktów sprzed tysięcy lat ? Moim zdaniem jest ich kilka. Po pierwsze – należy zwracać baczną uwagę czy czasem media nie znalazły się w rękach jednej tylko siły politycznej. Po drugie – mediom też jako czwartej władzy patrzeć na ręce. Po trzecie – nie traktować osądów wystawianych przez opinię publiczną jako prawdy objawionej ( tłum ma to do siebie, że jakoś tak się dziwnie składa, iż przeważają w nim opinie najgłupszych i najbardziej krzykliwych osobników). Po czwarte – tak konstruować system prawny by sądy i prokuratorzy nie byli zależni w swych rozstrzygnięciach od opinii publicznej i mediów. Po piąte – przypominać czasem, że w kodeksie karnym istnieje art. 241 §1 zgodnie z którym „kto bez zezwolenia rozpowszechnia publicznie wiadomości z postępowania przygotowawczego, zanim zostały ujawnione w postępowaniu sądowym, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”. Po szóste – niektórym z nas ( pełnomocnikom stron ) też niekiedy przypomnieć , iż nie jest naszym zadaniem „urabianie” opinii publicznej pod konkretny wyrok.

Jeśli o tym wszystkim nie będziemy pamiętać to nie mamy gwarancji, że dziś, jutro, pojutrze, za tydzień, za rok, czy za lat dziesięć znów nie trafi się w historii wyrok, którego później cała ludzkość będzie musiała się wstydzić przez tysiąclecia. I nie wmawiajmy sobie uspokajająco, że przecież to ONI skazali Boga na śmierć, a MY tego nigdy nie zrobilibyśmy bo to naprawdę zbyt daleko idący optymizm. Nie znamy przyszłości i nie wiemy czy rozpoznalibyśmy Go gdyby żył wśród nas. A może już wczoraj stanął nam na drodze, poprosił o kromkę chleba, o marny grosik lub o darmową poradę prawną, a gdy go zbyliśmy poszedł poszukać sprawiedliwości gdzieś indziej…by hen w odległych krainach znaleźć wreszcie lepszego niż ja i Ty ( drogi internauto)… Piłata…

PS

Niniejszy tekst nie ma walorów historycznej nieomylności bądź religijnej poprawności. Nie jest także jakimkolwiek atakiem na media. Uważam, iż niezależne i prężnie działające środki masowego przekazu są konieczne w nowoczesnym i demokratycznym państwie. Z jednej strony wpływają one jednak na społeczeństwo, ale z drugiej w jakimś stopniu są i jego odbiciem. W warunkach wolnej konkurencji oferują to czego sobie społeczeństwo życzy i co się społeczeństwu podoba. To, że skandalizujące informacje, reportaże o aferach, wstawki o niesłusznych ( rzekomo lub naprawdę ) wyrokach i wszelkie inne sensacje są nadawane z tak dużą częstotliwością, a stosunek wiadomości złych do dobrych znacznie przekracza to co spotykamy w życiu nie jest niczym niezrozumiałym. Stacja telewizyjna czy radiowa, gazeta lub czasopismo nie miałyby szans utrzymać się na powierzchni gdyby w 100% odeszły od swej komercyjnej roli. Są więc media takie jak my sami.”

źródło: Adwokat Wojciech Szpara

Reklamy

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.